wtorek, 13 czerwca 2017

Recenzja filmu "Droga" w reżyserii Johna Hillcoata.

"Drogę" obejrzałam już dobrych kilka lat temu. Pierwszy i ostatni raz, wystarczy. Czemu więc zapragnęłam zachęcić innych do jej poznania i dlaczego dopiero teraz? Bo chyba żaden film nie zachował się w mojej pamięci tak długo jak on. Bo do tej pory stają mi przed oczyma sceny z tej projekcji. Bo śni mi się po nocach. Bo tak może wyglądać nasza planeta, jeśli nie zmienimy trybu życia.


Długo myślałam jak ująć w słowa odczucia aż w końcu doszłam do wniosku, że nie zrobię tego lepiej niż czytelnicy portalu www.filmweb.pl. Pozwólcie zatem, że zacytuję najciekawsze fragmenty ich recenzji.

Najnowszy film Johna Hillcoata - "Droga" na podstawie książki Cormaca McCarthyego o tym samym tytule to wizja zagłady świata, jakiej jeszcze nie widziałam. Taka... niezwykle prawdopodobna. Choć dokładniej rzecz ujmując, nie o samą zagładę w obrazie Hillcoata chodzi. Bardziej o to, co dzieje się z człowiekiem po, a w zasadzie w trakcie, bo apokalipsa wciąż trwa. 
Nie dowiemy się, co było jej przyczyną. Czy ktoś spełnił wreszcie swoje groźby i wcisnął czerwony guziczek odpalając broń atomową? A może to natura postanowiła ukarać ludzkość? Nieistotne. Nasza planeta umiera. Ziemię trawią wybuchające wciąż na nowo pożary, niebo przysłaniają gęste, szare chmury, przez które promieniom słonecznym coraz trudniej się przebić. Robi się coraz zimniej. Zwierzęta wyginęły, umierają rośliny. Suche pnie drzew padają co chwilę z głuchym hukiem. Wszystko dokoła pokrywa wulkaniczny pył. Ludzi została garstka. Głodują. Wędrują w poszukiwaniu jedzenia, ciepła, schronienia. Kanibalizm nie jest już niczym niezwykłym. Człowieczeństwo zanika. Masz broń i twarde serce jesteś myśliwym, nie masz – jesteś zwierzyną. Tak przytłaczającej i ponurej wizji post-apokaliptycznego świata chyba jeszcze nie było. 
Cała recenzja pod tym linkiem

Głównym bohaterem jest ojciec podróżujący z synem przez zniszczoną i spaloną Amerykę. Wózek, stare ubrania i rewolwer z dwoma kulami - to wszystko, co mają. Ich celem jest dotarcie do wybrzeża z nadzieją, że tam znajdą ratunek. Podczas swej wędrówki muszą uważać na liczne niebezpieczeństwa oraz walczyć z własnymi słabościami. 
"Droga" to opowieść o sile miłości ojca do syna, poświęceniu i nadziei. To bardzo kameralny i klimatyczny film. Nie znajdziemy tu szybkiej akcji, pościgów itp. Jest to bardziej dramat niż thriller, choć nie brakuje także elementów i scen, podczas których przechodzą nam dreszcze po plecach. Scena w piwnicy, w starym domu na pustkowiu, jest bardzo wstrząsająca. 
Wyobraźcie sobie świat, w którym brakuje zwierząt, roślinności, gdzie wokół tylko popiół, ogień i zgliszcza, gdzie kolejny dzień jest tylko ułudą i gdzie w każdej chwili możecie zostać zaatakowani przez garstkę ocalałych ludzi, którzy stali się kanibalami. To bardzo przerażająca wizja. W takim właśnie świecie muszą sobie radzić nasi bohaterowie. Dla ojca syn jest aniołem, bogiem, który daje mu siłę, by przetrwać.
Resztę tekstu znajdziecie tu.

Nie kierujcie się trailerem przed obejrzeniem filmu. Nie ma tu wartkiej akcji, przelewu krwi, mordobicia, wybuchów, walących się wieżowców. Ten film nie jest widowiskowy, nie oczekujcie tego. Jego główną zaletą właśnie jest to, że koniec świata nie jest jego głównym tematem. Pokazuje raczej zachowanie ludzi stojących w obliczu apokalipsy. Świetna jest narracja głównego bohatera, który z nostalgią wraca do „tamtego świata” i opowiada o nim synkowi, który nie mógł go zobaczyć na własne oczy. 
Całość cytowanej powyżej recenzji można przeczytać tutaj.



Science-fiction czy prawdziwa wizja zniszczonego przez człowieka i zaśmieconego świata, w którym skończyła się ropa? Obejrzyjcie i dajcie znać czy wywarł na Was równie mocne wrażenie i skłonił do nieco bardziej ekologicznego życie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz