środa, 28 lutego 2018

Luty 2018, czyli wielka tęsknota za latem.

Jak fajnie, że luty dobiega końca! Marzec brzmi już bardziej wiosennie i mam nadzieję, że w tym roku nie będzie tylko tak brzmiał. Zima mnie zmęczyła. Co tu kryć, mam jej dość, czekam na świat bez śniegu i mrozu. Przejście do tego świata może się co prawda skończyć życiem bez kładki, ale już chyba wolę pokonywać dziesięć metrów rzeki w spodniobutach, niż brnąć przez łąki lub/i lasy po kolana w białym puchu...

Piękna droga przez las nad naszym domem. Niestety w tym roku padło na niego i połowa drzew została lub będzie wycięta. Pocieszamy się myślą, że po tych zabiegach leśnicy dadzą lasu odpocząć na wiele lat.


Lutowe dni to dobry czas by marzyć o wiosennych pracach w ogródku i zrobić pierwsze ogrodnicze plany. My wypisaliśmy listę warzyw, którą chcielibyśmy w tym roku zjeść i... wybraliśmy się do sklepu ogrodniczego po nasiona. Miałam też skonstruować dokładny terminarz robienia rozsad, wysiewu i wysadzania, ale tego nie zrobiłam. Na szczęście na początku marca nie będzie jeszcze na to za późno.

Będzie się działo!


Mimo mrozu oraz śniegu udawało mi się motywować do wyjścia z domu (czasem motywował mnie mąż) i nie zrezygnować z naszych ekologicznych środków transportu. Na nogach dotarłam do oddalonej o dziesięć kilometrów Wysowej na spacer zielarek i na całodzienne warsztaty jogi do podobnie dalekiej Nowicy. Na rowerze jeździłam do sklepu, na pocztę i "na zakręt" skąd znajomi zabierali mnie samochodem na wygibasy. Trochę też spacerowaliśmy rodzinnie, żeby się dotlenić i przewietrzyć.

Rower obładowany paczką na naszej kładce.
Trzymajcie kciuki, żeby odwilż następowała powoli i ten mostek jeszcze powisiał!

Rzeka, stan na niedzielę 25 lutego.
Dwa dni później zamarzła w całej okazałości i można było po niej bezkarnie chodzić, biegać, skakać i tupać.

Na spotkaniu z "szeptunkami" dowiedziałam się, że luty to nie jest czas stracony dla ziołolecznictwa. Nawet na początku miesiąca drzewa mają pąki, z których można robić różne specyfiki. Łatwiejsze do zapamiętania były jednak ludowe wierzenia dotyczące różnych drzew. Jodłę sadziło się na urodziny dziecka, to pod nią młody człowiek podejmował najważniejsze życiowe decyzje. Czarny bez leczył ponoć oparami z kwiatów. Lipa przydawała się na kołyski. Topola miała być naturalnym piorunochronem...

Drzewne pąki kryją w sobie moc leczniczych substancji, a szpilki iglaków mają ponoć dużo witaminy C.

Prac budowlano-gospodarskich w tym miesiącu do przodu nie pchaliśmy. Może za wyjątkiem przeniesienia pustaków koninowych z palet pod dach budowy i docięcia kilku desek do wykończenia dachu... Pożeraliśmy za to hurtowe ilości żurku oraz kremu z dyni. Rozkrawanie kolejnych ogniście pomarańczowych kabaczków przypominało mi, że zima nie trwa wiecznie i czasem jest też lato. A zupy dobrze grzały. 

Nic tak nie cieszy jak własnoręcznie wyhodowana dynia, rozkrojona w środku zimy.
Pachnie melonem.
Czytałam też dwie ciekawe książki, o których można powiedzieć, że dotykają tematów ekologicznych. Pierwszą z nich były "Wizje nowego millenium" Henryka Skolimowskiego, który nazywa siebie ekofilozofem. Przyznam szczerze, że książka mnie zmęczyła strasznie. Drugą, czyli "Pasiekę Dredziarza" pożarłam w dwa dni, marzając się po raz kolejny o własnych ulach i przydomowej hodowli pszczół. 

Z pragnienia czerpania oraz dawania książowych ekoinspiracji założyłam internetową grupę dyskusyjną "Ekologiczna Biblioteka". Jeśli macie facebooka i lubicie czytać książki, a potem dzielić się wrażeniami, to zapraszam. Zawsze marzyłam, żeby być bibliotekarką!

Moje ekoksiążki do przeczytania, zrecenzowania lub pożyczenia. Reszta krąży po Europie...

7 komentarzy:

  1. Znakomite tytuły czekają u Ciebie w biblioteczce. Sporo nasionek, ja dopiero muszę dokupić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Którą z tych książek polecasz szczególnie?

      Nasion sporo, sama się boję tych wysiewów... ;)

      Usuń
  2. Uwielbiam czytać o waszym życiu. Świetnie sobie radzicie, choć łatwo nie jest. Trzymam kciuki za mostek:_)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dorotko, nie mówię tego i nie okazuję, ale bardzo Cię podziwiam! Pewnie troszkę zazdroszczę... Od kiedy jestem mamą to zima jest dla mnie bardzo ciężka, również w górach. Pozdrawiam Was ciepło, Justyna

    OdpowiedzUsuń
  4. no właśnie zauważyłam ten mostek na Twojej głównej stronie bloga i się zakochałam. słuchaj - on musi przetrwać i tak będzie, a jeśli padnie i się zawali to trzeba będzie odbudować drugi - mocniejszy, nowszy!!! widzę, że Wasze ogrodnicze plany są bardzo imponujące. szczególnie brokuły zwróciły moją uwagę, bo z tego co wiem, nie są zbyt łatwe w uprawie - mama mi mówiła, że nie za bardzo chcą france rosnąć ;) ja o takim własnym ogródku to mogę na razie tylko marzyć. oby za kilka lat to się spełniło. choć może wcale mi się ta "brudna robota" nie spodoba. co innego marzenia a co innego ciężka praca w trakcie ich realizacji - Ty dobrze o tym wiesz, hehe ;) co do książek to mam ich sporo z różnych dziedzin, biografię Simony dopadłam, tego leśnika niemieckiego 2 też mam i jakieś o roślinach leczniczych też się znajdzie. tylko ze mną jest taki problem, że ja zaczynam czytać kilka na raz, potem porzucam, zapominam do nich wracać, piszę własne teksty, potem znowu czytam chaotycznie... noe totalnie bez sensu, mówię Ci, nie wiem co się ze mną stało. jak byłam młoda czytałam wszystko od początku do końca a były to nawet takie cegły jak "Anna Karenina", "Germinal" i "Nana" Zoli (nie pytaj się po co to czytałam, sama nie wiem :P), "Czarodziejska góra" itp, itd ... oj dużo tego było. dziś jestem roztrzepańcem strasznym pod tym względem. muszę się wziąć w garść, nie? :) pozdro :*

    OdpowiedzUsuń
  5. puk, puk. dziś dzień zamęczania Ciebie moimi komentarzami ;) dzięki Twojemu wpisowi pobuszowałam trochę w swojej biblioteczce i znalazłam "Lab grirl" Hope Jahren. bardzo wychwalaną ksiązkę, opowieść o kobiecie naukowcu z pasją. zaczęłam czytać z entuzjazmem w grudniu i ... ale obiecuję Ci, że jak przeczytam całą, to podzielę się swoim zdaniem. nie mogę odkładać czytania wartościowych książek w nieskończoność, nawet jeśli zmęczenie mnie rozkłada na łopatki. no, na dziś to koniec, odezwę się pewnie znowu za jakiś miesiąc ;) pa

    OdpowiedzUsuń