czwartek, 13 lipca 2017

Zero Waste - co to takiego?

Zero Waste, czyli w dosłownym tłumaczeniu „brak śmieci” lub „brak marnowania”, to styl życia, zgodnie z którym człowiek stara się generować jak najmniej odpadów.
Chodzenie z własną materiałową torbą i odmawianie plastikowej jednorazowej siateczki stało się symbolem stylu Zero Waste Ale czy w tym nurcie chodzi tylko o to?
Życie człowieka to znacznie więcej niż kupowanie i spożywanie jedzenia. Niestety generujemy śmieci i zanieczyszczenia również zapewniając sobie ubranie i ciepło, dbając o higienę, chcąc się przemieszczać, pracować, a także korzystać z życia społecznego czy kulturalnego. 
W dzisiejszym artykule, chciałabym przedstawić główne zasady Zero Waste i podzielić się z Wami tym, co oznacza dla mnie w praktyce.
Styl Zero Waste łączy się z myśleniem minimalistycznym, ekologicznym i etycznym w każdym aspekcie życia i promuje prowadzenie gospodarki o obiegu zamkniętym (wszystko przetwarzamy, nic się nie marnuje).
Myśląc o nim na co dzień w
arto stosować się do kilku podstawowych wskazówek, tak zwanych pięciu eRek:
  1. Refuse (odmawiaj) – nie gódź się na to, co zbędne. Odmawiaj ulotek reklamowych, jednorazowych opakowań, a także wszelkich produktów wyprodukowanych ze szkodą dla środowiska, generujących odpady i zanieczyszczenia.
  2. Reduce (ograniczaj) – redukuj liczbę przedmiotów, prowadź możliwie minimalistyczne życie, otaczaj się tylko tym, czego faktycznie używasz i co jest ci niezbędne do życia.
  3. Reuse (używaj ponownie) – nie stosuj rozwiązań jednorazowych i wybieraj rzeczy używane. Stosuj wielorazowe opakowania (na przykład słoika po ogórkach konserwowych używaj do robienia przetworów lub kupowania i przechowywania ryżu), miej przy sobie termos lub bidon na wodę. Wykorzystuj wielorazowe artykuły higieniczne (golarkę na żyletki, kubeczek menstruacyjny). Kupuj używaną odzież, elektronikę i inne niezbędne przedmioty. Używaj ponownie także tego, co na pierwszy rzut oka jest już śmieciem (na przykład zasadź kwiatki w dziurawym garnku, zamiast kupować nową doniczkę).
  4. Recycle (segreguj i przetwarzaj) – zadbaj o to, żeby zbędne rzeczy zostały przerobione na coś pożytecznego. Segreguj śmieci i zanoś do stosownych punktów, przetwarzaj co się da nawet w domu (na przykład ze starego prześcieradła uszyj materiałową torbę na zakupy, a z firanki wielorazowe woreczki na owoce i warzywa).
  5. Rot (kompostuj) – kompostuj odpadki organiczne, otrzymując z nich energię lub naturalny nawóz. Stosuj to, co gdy się zużyje, może trafić na kompost (na przykład konopną myjkę do naczyń).
Dodałabym do nich kolejne:

  1. Repair (naprawiaj) – łataj ubrania, noś buty do szewca, spawaj pękniętą ramę roweru, lutuj złamany kabel.
  2. Ride bike, reduce internet shopping and choose regional products (jeździj na rowerze i kupuj produkty regionalne) – zwróć uwagę na fakt, że transport też produkuje moc odpadów i zanieczyszczeń. Przemieszczaj się w sposób ekologiczny, ograniczaj kupowanie przez internet (jeśli łączy się to z wysyłką) i wybieraj to, co zostało wytworzone lokalnie.
  3. Remember (pamiętaj) – ucz się żyć świadomie. Miej na uwadze, że twoje wybory konsumenckie i to jak spędzasz czas mają wpływ na środowisko. Pamiętaj też o wszystkich powyższych zasadach.
Dla mnie życie w stylu Zero Waste to nieustanna nauka, próby, błędy i porażki. To także wieczne pogłębianie świadomości i szukanie nowych bezśmieciowych rozwiązań na miarę naszych czasów i własnych potrzeb. To często powrót do praktyk, które pamiętam z własnego dzieciństwa lub opowieści rodziców i dziadków. To wynajdywanie i wykorzystywanie sprawdzonych ale zapomnianych narzędzi kurzących się od dziesięcioleci w rodzinnych piwnicach. To wyzwania w kontaktach społecznych, gdy trzeba tłumaczyć, prosić, sugerować, rezygnować i odmawiać.

Zero Waste sieje ferment w mojej głowie. Ten nurt skłonił mnie do rozmyślania, czy weganizm jest ekologiczniejszy od lokalnego wegetarianizmu, czy syntetyczne buty są lepsze od skórzanych, czy czytnik to rozwiązanie przyjaźniejsze środowisku niż książki drukowane, czy nie zrezygnować z wygodnych soczewek na rzecz znienawidzonych przeze mnie okularów... 

Zero Waste pokazuje mi, jak wiele muszę jeszcze zrobić na polu komunikacji. Nie umiem skutecznie wyjaśnić, że potrzebuję obecności osoby, która mnie odwiedza, a nie przyniesionych przez nią dóbr materialnych. Nie wiem jak nie przyjąć prezentu. Zastanawiam się, co zrobić z foliową siatką, która przywędrowała do mojego domu wraz z jakimś sprawunkiem lub podarkiem. Czasem nie mam siły wyjaśniać, dlaczego plastikowa zabawka dla naszego maleństwa napełnia mnie smutkiem zamiast radością.

A czym jest Zero Waste dla Ciebie? Pociąga Cię ten styl życia? Z czym masz największy problem wprowadzając go w swoją codzienność?

8 komentarzy:

  1. A ja ostatnio uratowałam wieszak drewniany skazany na spalenie�� poszedł do renowacji i bedzie w sam raz na działkę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obronić wieszać przed spaleniem i uczynić użytecznym to jest coś! Cudownie!

      Usuń
  2. Mam podobnie, a najtrudniej mi właśnie w kontaktach społecznych- mam czasem wrażenie, że im więcej foli/plastiku dostanę razem z zakupami/prezentem tym wręczający jest szczęśliwszy. Tłumaczenie, odmawianie to wtedy dyplomatyczne przepychanki. No i te komentarze- "kup sobie nowe, nie stać cię?" ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :( Dlatego czasem się poddaję i już nie tłumaczę, nie mam siły, ale jest przykro, zwłaszcza jak ktoś wręcza Ci coś z komentarzem: "Wiem, że nie lubisz plastiku. Gdzie masz kosz? Zaraz to opakowanie wyrzucę i nie będzie widać."

      Usuń
  3. Podziwiam wszystkich, którzy żyją niemal w 100% w zgodzie z ideą zero waste. Musi to być ogromnym poświęceniem, ale pewnie też powodować niewyobrażalną satysfakcję.
    Ja sama poczyniłam już kilka niewielkich kroków na tej drodze (np. zmiana podpasek i tamponów na kubeczek, chodzenie z własną torbą na zakupy, zaprzestanie kupowania nowych ubrań), ale jeszcze dłuuuga podróż przede mną.
    A reakcje społeczeństwa to już w ogóle kosmos. Najsmutniejsze dla mnie jest to, że najwięcej krzywdzących słów słyszę od najbliższych osób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też podziwiam, to bardzo trudne! Chyba jednak najbardziej cieszą te kroki i droga do celu, bo pewnie zawsze można coś poprawić...

      Usuń
  4. Życie zgodnie z zero waste to jak zdobycie K2 zimą. Ale to, że nie jestem najlepszym himalaistą świata, nie oznacza, że nie mogę chodzić po górach. Tak samo to, że w moim domu wciąż jest masa plastiku, nie znaczy, że nie mogę próbować ograniczyć jego ilości, choćby o 10%. Małe zmiany, które dziś wydają się trudne, za jakiś czas staną się rutyną i wtedy będę gotowa wprowadzić kolejne środki zmierzające do bezśmieciowego życia. Na razie staram się jak najmniej woreczków foliowych brać na zakupach, a te, których uniknąć się nie udało - wykorzystać ponownie, aż się podrą na strzępy. Nie potrafię zupełnie zrezygnować z mięsa - ale zamiast jeść je codziennie, jem może raz w tygodniu. Zaczęłam kupować używane ubrania, dzięki czemu nabyłam kilka kaszmirowych swetrów w świetnym stanie - na nowe nie byłoby mnie stać. Myślę nad robieniem własnego proszku do prania (na razie zapas kupnego zdaje się nie mieć końca), a ostatnio zamiast kupić mleczko do czyszczenia, kupiłam sodę i kwasek cytrynowy - i jestem zachwycona efektami. Soda jest znacznie skuteczniejsza niż mleczka :)
    Dużo jeszcze przede mną. Bardzo dużo. Jak spróbuję wdrożyć wszystko na raz, to pewnie kilka pierwszych porażek mnie zdemotywuje zupełnie. A powolne zmiany dają mi czas na przemyślenie błędów i poszukanie alternatywnych rozwiązań. Oczywiście, że chciałabym z dnia na dzień przestać produkować jakiekolwiek śmieci i czuć się wspaniale dzięki temu - ale do tego trzeba by czarów. Problem z odmawianiem prezentów wydaje mi się dziś tak odległy - na razie muszę nauczyć się odmawiać sama sobie, np. żelu pod prysznic ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękny głos! I wspaniałe poczynania. Trzymam kciuki!

      Usuń