sobota, 18 lutego 2017

"Trzeba być szybszym niż ręka sprzedawcy" - zakupy bez plastiku w praktyce.

Prawie półtora roku temu podzieliłam się kilkoma patentami na to, jak redukować plastikowe odpady ze swojego życia. Zakupy bez plastiku wydają się proste - idziemy do sklepu z materiałową torbą, szukamy produktów na wagę i prosimy z sprzedawcę o zapakowanie do własnych woreczków lub pojemników... To, czego nie możemy kupić luzem nabywamy w papierowych torebkach, szklanych słoikach i butelkach.






I choć na ogół patenty te się sprawdzają, to niejednokrotnie, zanim się obejrzymy, ba, zanim w ogóle skończymy konstruować naszą prośbę - potrzebne dobra lądują w foliowej siateczce. Jak wybrnąć z takiej sytuacji? 

piątek, 17 lutego 2017

Granola czekoladowa.

Trudno kupić ją na wagę, jeszcze trudniej znaleźć taką o satysfakcjonującym składzie. A gdyby tak zrobić samemu? Czekoladowa granola to pyszna, chrupiąca przekąska, dodatek do deserów lub część słodkiego śniadania. Nie wymaga ani specjalnie dużych nakładów pracy, ani wymyślnej listy zakupów. 

Domowa granola to relatywnie tania, zdrowa i ekologiczna alternatywa dla kupnych paczek crunchy. Smacznego!

czwartek, 16 lutego 2017

Recenzja książki "Miasto szczęśliwe" Charlesa Montgomery'ego.

Charles Montgomery (kanadyjski pisarz, dziennikarz i aktywista miejski) analizuje różnorodne miejskie rozwiązania, koncepcje i projekty z całego świata. Daje przykłady miejsc, gdzie ludziom dobrze się mieszka oraz te, w których poziom niezadowolenia z życia sięga zenitu i zastanawia się, jaka jest tego przyczyna.




Publikacja jest więc próbą odpowiedzi na pytanie, co sprawia, że w niektórych miastach ludzie czują się szczęśliwi, a w innych nie. Jakie czynniki o tym decydują? Czy w mieście można wieść dobre i satysfakcjonujące życie?

Domowy makaron.

Makaron jadamy (a raczej jadaliśmy) rzadko. Głównie dlatego, że w miejscu gdzie mieszkam, nie sposób kupić go bez folii. Od kiedy jednak wpadłam na makaronowy przepis w książce Alicji Rokickiej "Wegan Nerd. Moja kuchnia roślinna", gości na naszym stole coraz częściej... Zjadamy go w warzywnym bulionie lub z pomidorowymi przecierami, które naprodukowaliśmy w lecie w masowych ilościach. Doskonale komponuje się też z pesto albo po prostu polany oliwą i posypany ziołami.



Oprócz tego, że jedzenie makaronu nie zwiększa już ilości plastikowych śmieci w naszym domu, cieszę się innymi atutami tego domowego wyrobu. Zależnie od potrzeb mogę przygotować go z mąki białej lub pełnoziarnistej, ekologicznej albo nie, pszennej lub orkiszowej. Mam też pewność, co do tego czy jest świeży i jak dokładnie wygląda jego skład. Ostatnio zrobiłam go z ciasta pierogowego, gdy farsz skończył się wcześniej niż nadzienie.

środa, 15 lutego 2017

Obsesja sterylności.

Szukając alternatyw dla jednorazowych rozwiązań i dzieląc się moimi odkryciami oraz zachwytami z rodziną, znajomymi lub czytelnikami tego bloga, coraz częściej uświadamiam sobie, że ogarnęła nas obsesja sterylności. 
Na dywanie we współczesnym domu znajdziemy więcej organizmów chorobotwórczych niż na dnie bukowego lasu. W przyrodzie panuje równowaga, różne grzyby i rośliny wytwarzają substancje, które działają zabójczo na inne gatunki. A w mieszkaniu ta równowaga jest mniej stabilna. Coś, co wydaje się czyste, może być czyste, ale też pełne korzystających z biologicznej pustki zarazków, które nie uchowałyby się w pełnym życia lesie. Znaczną część naszej masy ciała stanowią bakterie żyjące w organizmie. Z definicji nie możemy być sterylni, sterylność to śmierć.
W utrzymywaniu czystości, jak we wszystkim warto zachować umiar. Jest jakaś optymalna ilość bakterii, która pozwala na w miarę zdrowe życie - pewnie trzeba ich tyle ile znajduje się w niezbyt czystym wiejskim domu albo w lesie, za mało jest natomiast w supermarkecie i aptece, a za dużo - w kupie gnoju i na miejskim targowisku albo w poczekalni lekarskiej przychodni.

Wydaje się nam, że jeśli owiniemy coś szczelnie w folię lub użyjemy jeden raz i wyrzucimy, to jesteśmy higieniczni. No, przynajmniej bezpieczni! Chorobotwórcze bakterie nie dostaną się do naszego jedzenia i kosmetyków, te z jednorazowych opakowań i artykułów higienicznych nie wyjdą ze śmietnika...


wtorek, 14 lutego 2017

Materiałowe chusteczki.

Pamiętam je z dzieciństwa. Miałyśmy z siostrą takie w muminki oraz jakieś inne postaci z bajek lat 80' i 90'. Mąż nieco bardziej dorosłe, bo w kratę, odziedziczył po dziadku i używa właściwie codziennie od wielu lat... Sama choruję rzadko, prawdę powiedziawszy nie pamiętam kiedy ostatnio miałam katar, chyba jakieś 5 lat temu. Kiedy więc w końcu dopadło mnie przeziębienie postanowiłam na własnym nosie przekonać się, czy relikt przeszłości, czyli wielorazowe chusteczki, sprawdzą się i dziś...



Muszę przyznać, że kiedy po dniu stosowania chusteczek jednorazowych i papieru toaletowego przypomniałam sobie o materiałowych chusteczkach, mój nos odetchnął z ulgą. Jakaż delikatna to tkanina!


piątek, 10 lutego 2017

Firankowe woreczki na owoce, warzywa i suche produkty sypkie.

Co jeśli pani sprzedawczyni zacznie kręcić nosem, że nie widzi co jest w środku, gdy zapakujemy warzywa do materiałowych worków? Foliówka nie waży prawie nic, a bawełna lub len tak! Dlaczego, jeśli nie da się wyzerować wagi, mam płacić za własne, przyniesione z domu opakowanie jak za drogie pomidory czy migdały? Kiedy kupujemy trzy jabłka możemy zważyć je luzem i z braku laku włożyć nawet do czapki, ale co jeśli potrzebujemy piętnastu?



Wszystkim tym problemom da się zaradzić! Wystarczy uszyć woreczki ze starej firanki. Ta jest prześwitująca, a woreczek z niej, nie dość, że śliczny i wielorazowy, waży od kilku do kilkunastu gram...

piątek, 3 lutego 2017

Chodzimy i śmierdzimy!


Zdarza się, że w okolicach dzikich leśniczówek (dzikie to znaczy takie, gdzie mieszkają spokojni ludzie, którzy nie puszczają luzem psów do lasu) gromadzą się dzikie zwierzęta - na czas porodu i wychowania młodych. Wiedzą, że ich naturalni wrogowie, duże drapieżniki boją się człowieka i muszą pokonywać swój strach, żeby polować pod jego bokiem. Natomiast instynkt macierzyński jest tak silny, że ten strach nie jest przeszkodą dla matek. Kiedy samica po raz pierwszy zdecyduje się na sąsiedztwo człowieka jako swoją salę porodową, pokonanie strachu przynosi świetny rezultat. Odchowuje dziecko do momentu, aż jest sprawne i szybko biega po lesie. Za drugim razem zbliżenie do człowieka przychodzi samicy łatwiej. Za którymś kolejnym razem bezczelnieje. Potrafi przychodzić pod balkon i zjadać kwiatki, ponieważ doskonale pamięta z poprzednich lat, że mieszkający tu ludzie po prostu tylko chodzą i śmierdzą (człowiek śmierdzi dla zwierząt).

czwartek, 2 lutego 2017

Kosz na śmieci, brudne pieluszki, żwirek z kuwety i psia kupa, czyli problemy śmierdzące foliówką i pochwała starych praktyk.

Ja je recyklinguje nie kupując worków na śmieci, tylko foliówki używam jako wkład do śmietnika... - czytam w dyskusji pod wydarzeniem #LutyBezFoliówek

Zawsze biorę foliówki, potrzebuję ich jako worka na plastikowe śmieci. - słyszę od koleżanki.

Siateczki przydają się do owinięcia pełnej pieluszki! - widzę w komentarzach pod postem na jakimś blogu.

No dobrze Dorotko, ale w czym ja mam wyrzucać ten zbrylony żwirek z kuwety Truskawki? - pyta moja mama. 

Sprawa dość niekomfortowa - mianowicie zwierzęce bobki. Mam koty, rodzice mają psa. W co te prezenty zapakować, gdzie wyrzucać? Sprzątanie po psie w mieście to udręka, bo większość tego nie robi, a podobno wyrzucenie do normalnego śmietnika to wykroczenie epidemiologiczne. Co robić? Jak żyć? Maszerować przez całe miasto z psią kupą, by wyrzucić do jakiegoś przeznaczonego na to pojemnika? Poradźcie, bo jestem w kropce, żeby nie powiedzieć bardziej dosadnie... - pisze pani Ewa w grupie Zero Waste Polska.

No właśnie... Co robić? Jak żyć?


środa, 1 lutego 2017

Furoshiki, japońska sztuka pakowania.

Kiedy uda nam się mentalnie wyrzec się foliowych siateczek i woreczków - szukamy alternatyw. W co i jak pakować, żeby nasze zakupy, drugie śniadania, prezenty lub inne dobra dotarły na miejsce w nienaruszonym stanie? Dla mnie jednym z niedawnych odkryć i przełomów w pakowaniu jest furoshiki - japońska sztuka zawijania w tkaninę.