czwartek, 22 czerwca 2017

Romans z chustą, czyli o szczególnej bliskości i poczuciu wolności.

Dzień po powrocie ze szpitala do domu, kiedy nie wiedziałam jak poradzić sobie z płaczem naszego maleństwa, przypomniałam sobie o chuście złożonej równiutko i czekającej na swój czas w kącie szafy. Zamotałam kołyskę i poczułam się jak czarodziejka... 


wtorek, 13 czerwca 2017

Recenzja filmu "Droga" w reżyserii Johna Hillcoata.

"Drogę" obejrzałam już dobrych kilka lat temu. Pierwszy i ostatni raz, wystarczy. Czemu więc zapragnęłam zachęcić innych do jej poznania i dlaczego dopiero teraz? Bo chyba żaden film nie zachował się w mojej pamięci tak długo jak on. Bo do tej pory stają mi przed oczyma sceny z tej projekcji. Bo śni mi się po nocach. Bo tak może wyglądać nasza planeta, jeśli nie zmienimy trybu życia.


poniedziałek, 12 czerwca 2017

Recenzja książki "Pożegnanie z pieluszkami" Kingi Cherek.

Kilka lat temu wybrałyśmy się z mamą, siostrą i jej małą córeczką na wycieczkę w góry. Jechałyśmy samochodem i w pewnym momencie siostra zarządziła postój, mama zjechała na bok, z bagażnika wyjęto nocnik, ustawiono go na poboczu drogi i posadzono na nim moją dziewięciomiesięczną siostrzenicę. Z jednej strony miałam poczucie, że robimy straszny cyrk, z drugiej wywarło to na mnie duże wrażenie. 


Gdy przygotowywałam się do macierzyństwa zastanawiałam się jak w sprawach opieki i pielęgnacji niemowląt radzono sobie, kiedy nie było samochodów, fotelików, wózków i pampersów. Ba! Jak rozwiązywano problem higieny takich małych szkrabów gdy nawet stosy tetry, pralki i żelazka nie były w powszechnym użyciu? Przecież dzieci załatwiały się również 1 000, 10 000, czy 100 000 lat temu... Choć Kinga Cherek nie drąży historii załatwiania potrzeb toaletowych dzieci na przestrzeni tysiącleci, to z sukcesem obala mit, jakoby w wychowaniu dziecka niezbędne były stosy pieluch, a siedzenie na nocniku można było opanować w wieku co najmniej dwóch lat.

niedziela, 11 czerwca 2017

Recenzja książki "Superfood z ogrodów łąk i lasów" Kariny Greiner.

Od dłuższego czasu wyszukuję inspiracji na to, jak gotować lokalnie i sezonowo. Kiedy więc dostałam propozycję otrzymania recenzenckiego egzemplarza książki Kariny Greiner bardzo się ucieszyłam. Przyznam szczerze, że przepisy kuchni roślinnej, które znam z blogów i książek wegańskich zawierają wiele nielokalnych produktów - migdały, awokado, mango, chia, goji, karob i kakao to tylko niektóre przykłady - żaden z tych produktów nie rośnie w Polsce naturalnie. Dlaczego sprowadzamy je z daleka, skoro i u nas można znaleźć ich smakowe i wartościowe odpowiedniki, niejednokrotnie SUPERFOODsy?



środa, 31 maja 2017

Maj 2017, czyli zachwyty zielenią.

Maj oczarował na zielenią łąk i lasów. Mimo dość częstych chmur i deszczu chodziliśmy na spacery albo pracowaliśmy w grządkach i sadzie, w pogodne dni cieszyliśmy się słońcem jak dzieci!

Początek maja.

Koniec maja.

piątek, 19 maja 2017

Recenzja książki "Łowcy smaków" autorstwa Iny Rybarczyk.

Bloga True Taste Hunters śledzę już od dłuższego czasu (kto wie, czy nie od kiedy powstał). Gdy więc od wydawnictwa REBIS dostałam propozycję zrecenzowania książki "Łowcy Smaków" tej samej autorki, ucieszyłam się jak dziecko. Choć nie często gotuję całkowicie bezglutenowo i nierzadko grzeszę cukrem, to z moją słabością do kulinarnych przewodników, nie mogłam się oprzeć kolejnej publikacji pełnej roślinnych przepisów. 


Recenzja książki "Sekrety roślin i zwierząt w miejskiej dżungli" Nathanaela Johnsona.

Publikację amerykańskiego dziennikarza dostałam do recenzji od wydawnictwa Vivante. Opis brzmiał intrygująco:
Majestatyczny gołąb, uroczy ślimak, mistyczny miłorząb – każdy z nich ma do opowiedzenia ciekawą historię.  
Wszystko zaczęło się, kiedy Nathanael Johnson postanowił nauczyć córeczkę nazw wszystkich drzew, które mijali w drodze do przedszkola w San Francisco. Mały projekt zamienił się w wielką przygodę mającą na celu odkrycie sekretów i ciekawostek dotyczących fauny i flory w mieście. 
Sekrety roślin i zwierząt w miejskiej dżungli uchylają rąbka tajemnicy z życia zwierząt i roślin, które znajdziesz na pobliskim skwerze, w parku czy przy drodze do pracy. Lupa, lornetka i przewodnik – tylko tyle potrzeba, aby poznać fascynujący świat miejskiej przyrody. Każdy z bohaterów książki odkrywa nie tylko własną historię, ale ukazuje również prawdziwe oblicze świata natury – który bywa przewrotny, czasem irytuje, ale przede wszystkim jest przepiękny. 
Zagłębiając się w miejską dżunglę, dowiesz się, że gołębie potrafią latać z prędkością 177 kilometrów na godzinę oraz dobierają się w pary na całe życie, a wrony nie tylko zapamiętują ludzkie twarze, ale potrafią robić na złość tym, którzy wchodzą im w drogę. Z kolei liście nasturcji idealnie nadają się na kanapkę, a składniki na najlepszą sałatkę znajdziesz w parku.
I faktycznie, z książki dowiadujemy się mnóstwa ciekawostek o stworzeniach, drzewach i chwastach rosnących w miastach. Autor wybrał tylko kilka najpospolitszych przykładów gatunków występujących często w miejscu gdzie mieszka (San Francisco) i zasypuje nas frapującymi wiadomościami na ich temat. Mogłoby się wydawać, że fauna i flora amerykańskich miast będzie się znacznie różnić od tej występującej w Polsce. A jednak! Wiewiórka, ślimak, wrona, gołąb, czy mrówka to zwierzęta, które nie sposób przeoczyć i u nas. Trochę inaczej jest z roślinami, bo miłorząb japoński nie jest gatunkiem pospolitym w naszym kraju, ale nie rośnie też tylko w ogrodach botanicznych lub arboretach. Natomiast informacje o nim są fascynujące!

niedziela, 7 maja 2017

Recenzja książki "Duchowe życie zwierząt" Petera Wohllebena.

Czyżby faktycznie prawdziwe były od dawna powtarzane twierdzenia nauki, że tylko my, ludzie, jesteśmy w stanie doświadczać pełnej gamy uczuć? Czy to możliwe, że przyroda specjalnie dla nas wypracowała wyjątkową biologiczną drogę, która jako jedyna gwarantuje spełnione, świadome życie? (…) Nie ma według mnie dwojakiego rodzaju żałoby, bólu czy miłości. Nie wątpię, że zuchwale może zabrzmieć stwierdzenie, że świnia czuje tak samo jak my. Jednak prawdopodobieństwo, że zranienie nie wywoła u niej tak nieprzyjemnych odczuć jak u nas, jest bliskie zeru. „Chwila, moment! – mogą teraz zawołać uczeni. – To jeszcze nie zostało dowiedzione”. Zgadza się, bo tego nigdy nie da się dowieść. To czy czujecie tak samo jak ja też jest tylko teorią. Nikt nie jest w stanie wczuć się w drugiego człowieka, nikt nie może dowieść, że ukłucie igłą wywoła identyczne odczucia u każdego z siedmiu miliardów mieszkańców Ziemi.
Niemiecki leśnik Peter Wohlleben po raz kolejny zabiera nas w fascynującą podróż po świecie przyrody. Tym razem nie musimy nawet wędrować po lesie, ani oglądać drzew... Czytamy o zwierzętach - tych dzikich, ale także gospodarskich i domowych - a właściwie o ich uczuciach, emocjach, myślach. Czy zwierzęta odczuwają miłość, wdzięczność, ból i strach? Czy zastanawiają się nad swoimi decyzjami? Rozumują, czy działają jedynie czysto instynktownie? Czy potrafią zdobyć się bezinteresowność? Czy umieją kłamać i kombinować? Jak przewidują pogodę lub inne nadchodzące okoliczności? Czy potrafią przyjaźnić się między sobą? Jak radzą sobie ze starością? Czy mają duszę? To nie wszystkie pytania, na które znajdziemy odpowiedzi w tej książce... Ale na wszystkie autor ma jednoznaczną odpowiedź - jeśli człowiek czuje i myśli, to one także! I to nawet te, o których mamy jak najgorsze przekonanie, jak na przykład żmije, kleszcze, komary czy muszki owocówki!


niedziela, 30 kwietnia 2017

Kwiecień 2017.

Ten miesiąc był wyjątkowy, bo w naszym domu pojawiło się dziecko! Życie zwolniło, mój świat skurczył się do ścian domu - zwłaszcza, że pogoda nie rozpieszczała, a słoneczne kwietniowe dni można policzyć na palcach jednej ręki. 


Ta para bocianów gościła u nas regularnie. Powitała nawet nowego lokatora, gdy wróciliśmy ze szpitala.

czwartek, 27 kwietnia 2017

Kokosowe mydło gospodarcze do wywabiania plam.

Dziś będzie krótko. Chciałam zaprezentować przepis na mydło gospodarcze w kostce, które nadaje się do ręcznego zapierania i wywabiania plam. Jest to mydło kokosowe z zerowym przetłuszczeniem. Ponieważ pieni się jak głupie, nie radziłabym używać go do prania w pralce. W naszym domu sprawdza się za to doskonale do poskramiania plam wszelakich - najczęściej z sadzy lub krwi, ew. kupy w pieluszce. Siostra przetestowała je na plamach z soków owocowych i marchewkowych, czekolady, farb i nieznanego pochodzenia brudów na dziecięcych łapkach. Polecam!




UWAGA! Jeśli jest to pierwsze mydło, które zamierzasz wykonać samodzielnie polecam najpierw zapoznać się z innymi mydlarskimi artykułami na moim blogu (pierwsze przygody w domowej mydlarni oraz jak stworzyć własną recepturę na mydło) by wiedzieć jak przebiega proces tworzenia mydeł.