wtorek, 11 czerwca 2019

Piknik inaugurujący "Magazyn z Beskidu Niskiego" i spotkanie w bibliotece...

Rzadko można mnie spotkać na żywo, nie anonimowo, w przestrzeni bardzo publicznej, ale tym razem serdecznie zapraszam na dwa wydarzenia!


W sobotę 15 czerwca 2019 roku o godzinie 18:00 pod Starym Domem Zdrojowym Wysowej odbędzie się piknik inaugurujący pierwszy numer kwartalnika, "Magazynu z Beskidu Niskiego", który mam zaszczyt współredagować! 





We wtorek 
18 czerwca 2019 roku o godzinie 18:00 w Gminnej Bibliotece Publicznej w Ropie (województwo małopolskie, powiat gorlicki) będę opowiadać O ŚMIECIACH!
Postaram się odpowiedzieć na kilka pytań:
  • Ile ich wytwarzamy, dlaczego tyle i co wchodzi w ich skład?
  • Co się z nimi dzieje, gdy trafią do kontenerów lub worków ułatwiających segregację?
  • Czy istnieją sposoby na ograniczanie ilości śmieci w naszych domach, ale też w przestrzeniach publicznych?
  • Z jakich książek lub innych publikacji możemy w przystępny sposób dowiedzieć się, jak żyć, by produkować mniej śmieci?
Podzielę się także moimi bezśmieciowymi patentami i bardzo śmieciowymi porażkami.



piątek, 31 maja 2019

Maj 2019, dżdżysto i zielono.

Jeśli w kwietniu wypatrywaliśmy deszczu to w maju mieliśmy go dość... Padało za dużo. Okazało się, że dach naszego domu przecieka, zalało nam część sadu i szklarnię. Dwa razy zagościł u nas śnieg. Od tej wilgoci robiło się coraz bardziej zielono.

Deszcz i mgła. Synonimy maja 2019 roku w Beskidzie.

Na łąkach pojawiły się najpierw mlecze, a potem dmuchawce i piękne, kolorowe polne kwiaty.

środa, 29 maja 2019

Recenzja książki "Ludzie. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko" Toma Phillisa.

Nie lubiłam historii w szkole. Wkurzało mnie wkuwanie dat. Denerwował fakt, że więcej było informacji o możnowładcach, niż o zwykłych ludziach. Nie rozumiałam, co dobrego jest w wojnie i dlaczego ważne jest to, żeby "nasi" wygrywali. Przecież wrogowie też byli ludźmi... 


Zainteresowałam się wydarzeniami minionymi, w trakcie orientalistycznych studiów. Spojrzałam wtedy na świat z zupełnie innej, niepolsko- i nieeuropo- i niechrześcijańskocentrycznej perspektywy. Dowiedziałam się, że te same wydarzenia są interpretowane na wiele sposobów w zależności od rodziny, miejsca i kultury w jakiej się urodziliśmy i wychowaliśmy. Zaczęłam fascynować się tym, jak wyglądało rzeczywistość najprostszych, najbiedniejszych, pchających codzienność do przodu ludzi na wielu kontynentach i jak to życie postrzegane jest przez ich potomków. 

A jednak wciąż tak mało wiem. Cały czas staram się ułożyć sobie w głowie historię ludzkości, w ogółach i szczegółach. Nie jest to proste.

Książka "Ludzie. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko" pomogła mi nieco uporządkować wiedzę, ale nie pomogła przestać dziwić się temu, że mimo tak wielu błędów i porażek, wojen oraz cierpienia, ludzkość przeżyła i są w nas wciąż promyki dobra (a może tylko się łudzimy, że są).

Tomowi Phillisowi udało się stworzyć lekturę zabawną i pouczającą zarazem. Prześmiewczą? Chyba tak. Może to właśnie żart jest sposobem na złapanie dystansu do samych siebie i zobaczenie, co robimy. Autor, wybierając smakowite kąski, prowadzi nas przez meandry historii powszechnej od czasów, gdy pierwsza małpa człekokształtna spadła z drzewa po wyprawy w kosmos. Wszystko po to, by pokazać, że od zarania dziejów wciąż popełniamy porażki, nie uczymy się na błędach własnych ani na tych, popełnianych przez naszych przodków. 


Dla mnie książka ta była ciekawa także ze względów ekologicznych. Dowiedziałam się o tym, jak bardzo namieszaliśmy w przyrodzie i jak szkodzi to nam samym oraz innym gatunkom. Płonące rzeki, obce gatunki na kontynentach, technologie, które szkodzą naszemu zdrowiu i zabijają ich twórców...

Ironia, sarkazm, cynizm, prześmiewczość - to nie jest styl bliski mojemu sercu. Mąż śmieje się nawet, że nie mam genu poczucia humoru i wszystko biorę poważniej niż powinnam. A jednak, książka mnie ujęła, lekki język sprzyjał tylko lekturze, a liczne anegdoty pomagały rozładować napięcie spowodowane przez ponure myśli.

Niestety wszystko to wydarzyło się naprawdę... I dzieje się nadal.

Recenzja książki "Wióry lecą. Renowacja mebli i tapicerka dla początkujących" Kasi Sawko.

Od dłuższego czasu chodzi mi po głowie, by pomalować na biało stary kredens. Tylko jak to zrobić, gdy nigdy się takich rzeczy nie robiło. Co przedsięwziąć, by nie wyglądał gorzej niż teraz, żeby wyszło estetycznie, równo, ciekawie? Jakiej farby użyć, ile jej kupić, gdzie? Co trzeba zrobić przed malowaniem? Jak wyszlifować trudno dostępne miejsca? Jakim sposobem zabezpieczyć szyby? 



Do tej pory o takie rzeczy podpytywałam znajomych. Potrafili powiedzieć jakiej użyli farby, ale nie zawsze wiedzieli dlaczego takiej, a nie innej, opierali się na wiedzy pana ze sklepu z farbami. Ja wszystkie te informacje zapominałam zanim docierałam do domu... Aż w końcu dostałam do rąk własnych książkę Kasi Sawko. Mimo że kredens dalej ma kolor starego drewna, z którego ktoś usunął farbę kilkanaście lat temu, dużo się dowiedziałam, a wiele potrzebnych informacji mam zebranych w jednym miejscu i mogę do nich wracać.



wtorek, 30 kwietnia 2019

Kwiecień 2019, w ferworze zajęć.

Szare, ugniecione śniegiem łąki zarosły soczystą zielenią. W lesie wyrósł czosnek niedźwiedzi, tu i ówdzie pojawiły się dzikie pierwiosnki, fiołki i zakwitł bluszczyk kurdybanek. Pokrzywa nieśmiało przedzierała się przez wyschnięte siano. Tarnina zakwitła i przekwitła. Z dnia na dzień robiło się coraz cieplej i bardziej zielono... 

Tarnina kwitnie tylko przez moment, ledwie kilka dni. Kwiaty pachną obłędnie,
a Beskid czaruje soczystą zielenią poprzecinaną białymi krzakami.

W Polsce pod częściową ochroną. Na Słowacji można go zbierać do woli. Mieszkamy kilkanaście kilometrów od granicy ze Słowacją i od widoków ze zdjęcia. Narwałam kilka kilogramów, zrobiłam ponad dwadzieścia słoiczków pesto i kilkanaście litrowych słojów kiszonych liści. Gdyby nie ziemianka, nie mielibyśmy gdzie przechować tych cudów do jesieni czy zimy… 

Kiedyś nie lubiłam tego czasu. Byłam niecierpliwa, chciałam już chodzić w sandałach, pragnęłam liści i traw, które zamaskują brud i śmieci po zimie... Tegoroczny kwiecień był dla mnie miesiącem przełomowym pod wieloma względami i chyba najbardziej różnorodnym z tych, które spędziliśmy w Beskidzie. Nie wiem jak udało nam się pomieścić w jednym miesiącu tak dużo aktywności i nie paść z wyczerpania. Może to wiosna daje takie zacięcie do pracy? 

Cudownie było nie tylko obserwować zmiany jakie zachodzą w przyrodzie, ale też aktywnie uczestniczyć w wiosennych porządkach i pracach przy domu, w zagajnikach, w grządkach, w szklarni.



poniedziałek, 1 kwietnia 2019

Jak przygotować domowe rozsady?

W dzisiejszym poście chciałabym podzielić się z Wami kilkoma wskazówkami o tym, jak zrobić domową rozsadę. Nie będę się skupiać na konkretnych roślinach, a raczej opiszę ogólne zasady. 

niedziela, 31 marca 2019

Marzec 2019 - rozsady, wysiewy, drewno i porządki

Marzec minął nam pod znakiem prac około domowych i ogrodowych. Przekopywaliśmy grządki, sialiśmy pierwsze rzeczy do gruntu, sadziliśmy maliny i kwiatki, robiliśmy rozsady i przygotowywaliśmy drewno na kolejne zimy. Przy okazji staraliśmy się porządkować co się da. Pracy było dużo, czasu mało, ale narzekać nie ma na co, bo pogoda dopisywała!

Gdy śnieg stopniał całkowicie, powiesiliśmy huśtawkę,
a korzystanie z rowerów i przyczepki okazało się o wiele łatwiejsze niż zimą!

czwartek, 28 lutego 2019

Luty 2019 - dużo pracy, trochę oddechu.

Luty to miesiąc, z którym jako wielbicielka lata, ciepła i słońca zazwyczaj mam problem. W tym roku chciał chyba przekonać mnie, że nie jest taki zły - przyniósł odwilż, ciepły wiatr i zapach wiosny.


Ostatni zjazd na sankach z górki pod domem.

Śnieg, który zalegał i powiększał swoją pokrywę przez wcześniejsze miesiące, topił się równo cztery tygodnie. Był to bardzo powolny proces, bo zima próbowała wracać. Straszyła zawiejami i zamieciami, atakowała ostro, ale w ogólnym rozrachunku nieskutecznie. Czy już koniec najzimniejszej pory roku? Zobaczymy w marcu. Póki co cieszę się tym, co było i tym, co się w lutym udało.

poniedziałek, 11 lutego 2019

Więcej o szklarni.

W maju zeszłego roku chwaliliśmy się własnoręcznie wykonaną szklarnią i opisaliśmy z grubsza jak ją wykonaliśmy. Te informacje możecie znaleźć na blogu w poście "Zróbmy szklarnię samodzielnie!"


Przyszedł czas, by podsumować wrażenia z jej użytkowania, przedstawić obiecywany kosztorys, zastanowić się nad tym co można było zrobić lepiej i dlaczego, a przy okazji odpowiedzieć na wiele pytań, które się pojawiły. Napisania takiego artykułu podjął się mój mąż, za co serdecznie mu dziękuję, a Was zapraszam do lektury.







czwartek, 7 lutego 2019

Lasy...

–  Życzyłeś sobie panie porozmawiać o naszych lasach – mówił przyciszonym głosem pan Wuqua, pośpiesznie i zerkając niecierpliwie na tłumacza. – Chcąc przygotować się do tej rozmowy, potkałem się ze znającym się na rzeczy uczonym starcem. Powiedział mi, że nasz czcigodny mędrzec Mencjusz pisał o ludziach karczujących lasy pod uprawy, wypalających trawy i zioła, ścinających nieustannie drzewa, dzielących ziemię między siebie i orzących ją. Już w czasach Mencjusza w Chinach żyło wielu ludzi i byli oni ubodzy. A człowiek musi jeść albo umrze. Potrzebuje podpałki, żeby ugotować ryż. Więc ścina drzewa.  – Promień słońca dotknął czubka czarnego jedwabnego pantofla pana Wuqui. – Jesteśmy krajem rolniczym. Rozumiecie więc, panie, że parcelacja gruntu stanowi podstawę naszej gospodarki i rządów. 
–  Zatem lasów ubywa? 
– Trudno orzec, gdy ludzie sadzą lasy i drzewa: bambus, sosnę, dąb i inne cenne gatunki na lakę i żywicę. Musisz pamiętać panie, że jeśli ubywa lasów, przybywa upraw, pożywienia, pieniędzy i ludzi, a także zadowolenia. 
Duquet  skinął głową, choć nie wiedział, skąd bierze się zadowolenie w tej recepturze. 
– Ale lasy ścinamy też z innych powodów, panie, niż powiększanie ziem ornych. Czy słyszałeś panie o czterech skarbach mędrca? 
– Nie, obawiam się, że nie. 
– Chiny to kraj mędrców, poetów i kaligrafów – oznajmił pan Wuqua. – A ich cztery skarby to pędzelek, papier, tusz i kamień pisarski konieczny w kaligrafii. Tusz robi się z sadzy powstającej podczas spalania sosen. Wiele sosen musi spłonąć by zaspokoić potrzeby chińskich mędrców. – Promień światła przesunął się na szaty pana Wuqui i spoczął na hafcie jaskrawym paskiem. – A gdy wybucha wojna, drewno jest potrzebne do kucia metalu. Potrzebują go też garncarze i ceglarze, żaden rzemieślnik nie może się obejść bez drewna! Tam, gdzie nie ma lasów, chłopi zbierają trawę, suszą ją i zwijają na podpałkę. W innych miejscach palą zwierzęcym nawozem. – Ściszył głos. – Słowem, brakuje drewna…
– Więc lasy Francji i Chin nie są wieczne! – odezwał się niepocieszony Duquet. – A doszły mnie słuchy, że i w górach Italii nie ma już drzew. 
– Być może, panie. Gdyż nic nie jest wieczne. Nic. Nawet lasy i góry. 
– Skąd zatem ogrody na cześć lasów i puszczy? 
– Nie zapomnieliśmy o lasach wycinając drzewa. Zakładamy ogrody, by przeżywać przyjemne złudzenie puszczy. 
– Ja, czcigodny panie – powiedział Duquet – gardzę ponurym i dzikim borem, choć uznaję las za źródło bogactwa i wygód. Ale nigdy nie założyłbym ogrodu z myślą o lesie. 
– Ma się rozumieć, mój panie. Nie znasz doktryny Tian Ren He Yi, harmonii między człowiekiem a przyrodą. Nie potrafi jej odczuć żaden Europejczyk. Nie zdołam ci wyjaśnić znaczenia tej myśli, gdyż każdy musi pojąć ją sam, ale myśl ta jest wszystkim. 
Duquet uznał, że lasy Chin, Francji i Włoch musiały być liche od samego początku. Głęboko wierzył, że jedyne w swoim rodzaju bory Nowego Świata wszystko przetrwają. Po cóż innego przybywaliby ludzie na ten nietknięty ląd? By cieszyć się wprost oszałamiającą obfitością jego dziewiczych zasobów. 
- powyższy cytat to fragment powieści "Drwale" Annie Proulx