piątek, 18 września 2020

Recenzja książki "Jak kompostować? To proste!" Joanny Baranowskiej

Jakże cieszę się, że kompostowanie doczekało się w końcu książki po polsku! Joanna Baranowska z bloga Organiczni.eu stworzyła kompendium wiedzy o kompoście dla każdego. W swojej publikacji przekazuje cenne informacje na temat tego, po co kompostować, jak to robić i dlaczego zająć się tym może każdy, niezależnie od tego, czy mieszka w domu z ogrodem, czy w bloku. 



poniedziałek, 14 września 2020

Śmieci? Byle nie do pieca!

Papierek po batoniku? Owijka od paczki papierosów? Stara szmata? Siup! Do kuchennego pieca! 

W miejscu, gdzie mieszkam pali się głównie drewnem. Odpady organiczne kompostuje lub oddaje do zjedzenia kurom albo świniom. Śmieci zmieszane wyrzuca do zielonych kontenerów stojących przy drodze. Plastik, szkło, metal i papier segreguje do specjalnych worków i wystawia przed gospodarstwo raz na miesiąc. Gabaryty, odpady elektryczne i inne kłopotliwe ślady ludzkiej egzystencji zbierane są w wyznaczonym terminie lub można odwieźć do gminnego PSZOKu (Punktu Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych). Wielu ludzi tak właśnie robi. 



Dlaczego więc tak wiele śmieci zalega w leśnych wąwozach i wciąż przybywają nowe? Czemu z kominów niejednego domu unosi się biała, śmierdząca mgła? Czemu w gościnnych kuchniach sąsiadek widzę papierki-niepapierki lądujące w ogniu za drzwiczkami pieca? Nawyk? Praktyka odziedziczona od starszych pokoleń? Nie wiem, trudno mi to sobie wyjaśnić. Posiadam jednak informacje, jakie substancje znajdują się w tym dymie i jaki mają wpływ na kondycję ludzi oraz otaczającą nas przyrodę. Postaram się także wyjaśnić, czym różni się utylizowanie śmieci w specjalnych spalarniach od palenia nimi w domowych piecach i dlaczego pierwsze z tych rozwiązań jest mniejszym złem.

poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Maj, czerwiec, lipiec i sierpień 2020 - cztery trudne miesiące

Przeglądam fotografie z ostatnich czterech miesięcy. Piękne obrazki. Wizualna dokumentacja tego, co cieszyło albo się udawało. Często wyrwane z kontekstu kadry, bo rzadziej niż kiedykolwiek sięgałam po aparat. Mam wątpliwości, czy widać na nich pełnię naszej codzienności. Nie umiem też na zdjęciach oddać całego spektrum emocji, które towarzyszyły mi w tym czasie.


Dużo bardziej realistyczne będą tym razem opisy, choć i w słowach nie wszystko potrafię ująć. Bo jak oddać radość i smutek odczuwane prawie równocześnie? Jak pogodzić ciężką pracę z odpoczynkiem? Jak wytłumaczyć, że było u nas to, co się zwykle racjonalnie wyklucza?

Za zdjęciami kryją się dziecięce jęki, narzekania, żądania, marudzenia i płacze. Dorosła złość i frustracja wyrażana w mniej lub bardziej udany sposób. Tęsknota za ciszą w domu i pracą wykonaną zgodnie z planem od początku do końca. Kilka tysięcy upranych pieluszek. Kilkaset słoików z przetworami. Dużo ponad sto nocy pourywanych na kawałki. Podobna ilość śniadań, obiadów i kolacji zrobionych z tego, co wcześniej nazbieraliśmy w grządkach. Kilkadziesiąt kilometrów pchania przyczepkowózka z zacinającym się kółkiem po kamienistej drodze. D
ługie dojazdy na badania i kontrole. Kilkanaście zajrzeń do uli. Ślimaki zjadające połowę plonów. Hałas, wióry i pył ze strugów, pił i szlifierek. Dzieci na rękach, kolanach i plecach. Wiele kłótni. Godziny z bólem głowy i kręgosłupa...

Nie uchwyciłam na fotografiach nieśpiesznych spacerów. Smaku świeżego bobu z grządek i domowych łazanek z młodą kapustą przygotowanych przez sąsiadkę, zapachu ziemi i kopru, słodyczy pomidora zerwanego prosto do buzi, kruchości fasolki, soczystości cukinii. Chłodu poranka i wilgoci deszczu. Prób wspierania się. Wiary w to, że będzie lepiej. 
Świadomości, że bywa trudniej. Tych wszystkich małych radości, ale jakże ważnych!

Dlatego tym razem nie będzie zdjęć. Dziś zostawiam Was ze słowami! 

czwartek, 30 kwietnia 2020

Marzec i kwiecień 2020

Śnieg stopniał i powoli dawały o sobie znać oznaki wiosny. Szare łąki zazieleniały się. Pierwsze liście oraz kwiaty wychylały coraz śmielej, aż w końcu wybuchły całą gamą kolorów. Pchaliśmy nasze życie do przodu, z dnia na dzień.


Był to czas wypełniony codzienną pracą, wiosennymi krzątaninami, radością z narodzin dziecka i opieką nad dwójką maluchów z wszystkimi tego urokami. Czas spędzany w domu oraz jego najbliższym otoczeniu, choć w wolnych chwilach staraliśmy się korzystać z beskidzkiej przyrody.


poniedziałek, 27 kwietnia 2020

Własne grządki z warzywami? Od czego zacząć?

Wiosna to świetny czas, żeby założyć własne grządki z warzywami. Początkujący ogrodnicy mogą jednak poczuć się zagubieni w gąszczu informacji. Wraz z mężem przygotowaliśmy garść krótkich porad, od czego zacząć przygodę z uprawą własnych warzyw w ogrodzie, by się nie zniechęcić.

Tak wyglądały nasze grządki w maju 2016 roku. Niecałe dwa miesiące po tym, jak zaczęliśmy je zakładać.

sobota, 29 lutego 2020

Styczeń i luty 2020

Początek 2020 roku był dla mnie czasem trudnym. W końcu przyszła zima. Niezbyt mroźna, niezbyt śnieżna, ale jednak. Z dnia na dzień pchaliśmy codzienność do przodu. W jej pozytywnym przeżywaniu ratowały nas sanki, rowery, proste domowe aktywności i niezbędne krzątaniny.

Odśnieżanie tarasu.
Zabawy na zamarzniętym stawie.
Widok z okna i bałwan.

sobota, 22 lutego 2020

Szukam języka...

Jakim językiem mówić o ekologii? Zarażać pozytywnie, coś realnie zmienić? Uwrażliwiać na problemy środowiskowe? Zabierać głos, czy milczeć? A jeśli mój głos kogoś uraża, dotyka do żywego? Może nic nie mówić, tylko robić swoje? Dawać przykład po cichu, w swoim domu i na tym poprzestać? Co potraktować priorytetowo, a kiedy odpuścić? Czy w ogóle jest czas na odpuszczanie?




Ekologia dotyka wszystkich sfer życia. Wszędzie konsumujemy, produkujemy śmieci i zanieczyszczenia. Każdy z nas coś je, w coś się ubiera, jakoś pracuje, czymś interesuje, w jakimś stopniu współistnieje z otaczającymi ludźmi, gdzieś musi dotrzeć… Jesteśmy gatunkiem społecznym. Potrzebujemy do życia innych i ważne jest, by żyć z nimi w zgodzie. Potrzebujemy także, a może przede wszystkim, czystej planety! Jak to pogodzić?

Czy jest istnieje taki język? A może nie o język tu chodzi? Albo nie tylko?

poniedziałek, 27 stycznia 2020

Recenzja książki "Jak stworzyć wegański świat. Podejście pragmatyczne" Tobiasa Leenaerta.

W tej prowokującej do myślenia książce Tobias Leenaert wskazuje, że dotychczasowe strategie działania na rzecz praw zwierząt się nie sprawdziły. Pomimo działalności tysięcy zaangażowanych aktywistów i coraz bardziej błyskotliwych, a nie rzadko szokujących kampanii, spożycie mięsa i produktów odzwierzęcych wciąż rośnie. Leenaert prezentuje nową wizję tego, jak możemy stworzyć wegański świat. Biorąc pod uwagę naszą obecną sytuację, gdy niemal całe społeczeństwo zależy od wykorzystywania zwierząt, potrzebujemy innego, bardziej pragmatycznego podejścia.
- czytamy w opisie publikacji. 


Przez kilka lat starałam się jeść wegańsko, między innymi ze względów środowiskowych. Po jakimś czasie powróciłam jednak do diety zawierającej nabiał, nie w dużej ilości, ale zauważalnej - z wygody, lenistwa, tęsknoty za pewnymi smakami i konsystencjami, potrzeby życia w większej zgodzie ze społeczeństwem i niewyróżniania się aż tak bardzo, nie robienia problemów. Jem lub podaję rodzinie i gościom jajka, mleko, masło oraz ser od zwierząt trzymanych przez sąsiadów. Równie często kupuję ser żółty, jogurt naturalny i  mleczną czekoladę, co ich sobie odmawiam. Staram się to ograniczać, ale też uczę się odpuszczać. Mięsa nie jem, chyba że już pojawi się na moim talerzu, a ja nie zdążę temu zapobiec, na przykład w postaci skwarek na pierogach w restauracji. Używam skórzanych butów i wełnianych skarpet. Do mydeł dodaję miód i wosk pszczeli. Planujemy założenie pasieki.

Czy mogę nazwać siebie weganką lub namawiać innych ludzi do weganizmu, jeśli sama nie daję konsekwentnego przykładu? Tobias Leenaert twierdzi, że tak! Co więcej, uważa, że mogę być w tym skuteczniejsza, niż wielu 100% wegan.

piątek, 17 stycznia 2020

Recenzja książki "Nie śmieci" Julii Wizowskiej

Na książkę autorki bloga Na nowo śmieci czekałam kilka lat. Samego bloga śledzę od początku jego istnienia – to z niego dowiedziałam się, że z koca można uszyć płaszcz i że przerabianie starych rzeczy na coś użytecznego nazywa się upcykling








O czym jest ta książka?
Jak marnować mniej jedzenia? Na co zwracać uwagę, kupując ubrania, by miały one długie życie? Czy wszystkie produkty reklamowane jako „bio” i „eko” rzeczywiście są przyjazne dla środowiska? Od czego zacząć ograniczanie odpadów na co dzień? Dokąd śmieci trafiają po wyrzuceniu i co się z nimi dalej dzieje? Czy recykling w Polsce – to fikcja? Po co segregować, skoro wszystko zabiera jedna śmieciarka? Jak w małej kuchni zmieścić pięć koszy? Dlaczego rosną opłaty za wywóz odpadów? Jak sprawić, by odpady zostawały surowcami, nie śmieciami?
– czytamy w opisie pozycji.

"Nie śmieci" to ponad 340 stron rzetelnego reportażu o śmieciach, systemach ich zbiórki, recyklingu oraz utylizacji w Polsce. Lektura składa się z 6 rozdziałów, a każdy z nich ma jakiś temat przewodni i zwykle jest to rodzaj odpadu. Julia Wizowska zabiera nas nie tylko do składowisk, sortowni, zakładów recyklingu, spalarni, kompostowni, czy papierni, ale też mniej oczywistych miejsc związanych ze śmieciami, jakimi są firmy i instytucje zajmujące się zbiórką używanych tekstyliów, renowacją obuwia, robieniem legginsów z plastikowych butelek czy dystrybucją niechcianego jedzenia. Reporterka rozmawia też ze zwykłymi ludźmi – tymi, którzy biodegradowalne sztućce próbują kompostować we własnym domu, a nawet tymi, którzy we własnoręcznie skonstruowanej maszynie potrafią przetopić butelkę po ketchupie na estetyczną doniczkę. Wreszcie sama opowiada, jak radzi sobie z odpadami i co robi, by produkować ich jak najmniej.

Książka Julii Wizowskiej to nie tylko tekst, ale także grafiki. Te, w czytelny sposób przekazują cenne informacje na początku każdego rozdziału, a nawet na okładce!

środa, 15 stycznia 2020

Recenzja książki "Energia" autorstwa Alice James z ilustracjami Petera Allena

Energia... Czym jest? Skąd pochodzi? Jak ją pozyskujemy? Dlaczego stała się niezbędna do życia współczesnego człowieka? Jakie mogą być jej źródła? Na wszystkie te pytania (i wiele innych z energią związanych) graficzna pozycja od wydawnictwa Olesiejuk próbuje odpowiedzieć.




Książka będąca dziełem całego zespołu redakcyjnego pełna jest informacji – zawartych w tekście i grafikach, ukrytych pod ogromną liczbą okienek. Wszystko to sprawia, że podróż w świat energii, nie tak prostej do wyjaśnienia wielkości fizycznej, staje się niezwykle interesująca.