piątek, 30 listopada 2018

Listopad 2018 ze szlifierką w ręku.

To dziwny miesiąc. Rozpoczął się prawie upałami, uraczył nas jeżynami na krzakach, a zakończył kilkoma centymetrami śniegu i zamarzniętą rzeką. Dla mnie był to czas odpoczynku, oswajania ze szlifierkami, ale też prób wyleczenia zapalenia rogówki oczu. 

Radość z liści!
Zamarzająca rzeka. Dwa dni później można było po niej chodzić.


Zapytacie pewnie, jak można w listopadzie wypocząć. Odpowiem, znaleźć opiekunkę dla dziecka! Maleństwo spędzało cztery godziny dziennie u sąsiadki. A ja, choć rzadko kiedy mogłam sobie w tym czasie pozwolić na leżenie z książką, pierwszy raz od kilkunastu miesięcy przemieszczałam się, robiłam obiad, sprzątałam, przygotowywałam lekcje, szłam do lekarza sama, samiusieńka. Ponadto mogłam od czasu do czasu chwycić w rękę szlifierkę i wygładzić trochę desek na ściany. 

czwartek, 15 listopada 2018

Recenzja książki "Jak rowery mogą uratować świat" autorstwa Petera Walkera.

Rower służy mi za główny środek transportu od kilkunastu (sama nie mogę w to uwierzyć) lat. Jest głównym, jeśli nie jedynym, sprzętem sportowym w naszym domu. Na dwóch kółkach przeżyłam (i nadal przeżywam) miłość i przygody życia, chwile szczęścia i ogromnych frustracji. Przejechałam nim więcej kilometrów niż jakimkolwiek innym pojazdem. Tak bardzo wrósł w moją codzienność, że kiedy przez kilka dni na niego nie wsiadam, bardzo mi tego brakuje.

Kiedy jednak dostałam od Wydawnictwa Wysoki Zamek propozycję lektury i recenzji książki "Jak rowery mogą uratować świat"  podeszłam do tego z dystansem. Czyż tytuł nie zabrzmi dla wielu niedorzecznie? Cóż można napisać nowego o rowerach?


A jednak!

Książka Petera Walkera to dziennikarskie śledztwo. Autor opisuje kolejne wady i zalety rowerów, ale nie posiłkując się jedynie swoimi doświadczeniami i odczuciami, a raczej badaniami naukowymi i wiedzą historyczną.

wtorek, 13 listopada 2018

Recenzja książki "Architekci natury, czyli genialne budowle w świecie zwierząt" autorstwa Mario Ludwiga.

Czy wiesz, że Wielki Mur Chiński to nie jest jedyna budowla widziana z kosmosu? Drugą jest Wielka Rafa Koralowa, wzniesiona przez biliony małych koralowców. Okazuje się, że zwierzęta też kopią, murują, sklejają, zszywają i splatają. Tworzą niesamowite budowle bez użycia jakichkolwiek narzędzi. Budują kawalerki, napowietrzne pałace, podziemne metropolie, potężne drapacze chmur, więzienia, kampery. To nie wszystko… Tworzą też meble. Orangutany budują w koronach drzew niebywale wytrzymałe łóżka, które są w stanie utrzymać te prawie 100-kilogramowe ssaki. I robią to prawie codziennie. Zwierzęta budowniczowie są inspiracją dla wielu pokoleń architektów. Nawet klimatyzacja nowoczesnych wieżowców wzorowane jest na pomyśle wykorzystywanym w wieżach afrykańskiego termita.














Mario Ludwig zaprasza nas w fascynującą podróż po świecie architektów i budowlańców innych gatunków. Wkurzasz się na krety, bo twoim zdaniem niszczą trawnik? Boisz szerszeniowego żądła i jadu? Nie wierzysz, że mrówki są w stanie hodować grzyby? Chcesz dowiedzieć w jaki sposób bobry budują szczelna tamy a pająki skuteczne pułapki? Jeśli choć na część pytań odpowiedziałeś: - Tak! - To jest to książka, która może Cię zaciekawić, dostarczyć wielu informacji, zmienić myślenie o zwierzętach, czasem nawet opanować wściekłość lub strach. 

poniedziałek, 5 listopada 2018

Jak zorganizować wyprzedaż garażową?

Wczoraj mąż przywiózł do nas do domu nasz dobytek, który został nam jeszcze gdzieś rozsiany po Polsce i wyszło tego sporo - całe auto i przyczepa załadowane. Już teraz wiadomo, że wiele z tych rzeczy jest nam niepotrzebnych albo zdążyliśmy się obkupić w nowe. Są wśród nich i sprzęt AGD i ciuchy i narzędzia i inne inności. Słowem wszystko co człowiek gromadzi przez lata swego miejskiego i niemiejskiego życia. 
Szkoda to wyrzucać bo wiele rzeczy jest nowych albo mało używanych. Zapewne każdy z nas ma w domu takowe sprzęty, mniej lub bardziej potrzebne. A co Wy na to gdyby tak urządzić garażową wyprzedaż? Zebrać nasz i Wasze, wybrać miejsce, sprzedawać wszystko po 1 albo 5 złotych i przeznaczyć kasę na szczytny cel?
Napisała Marlena, w mailu adresowanym do naszej lokalnej beskidzkiej paczki. - To świetny pomysł!  - Pomyślałam, bo sama przecież miałam w domu:
  • pudło porządnych i pięknych, ale jednak nietrafionych prezentów, 
  • kilka przedmiotów, które stanowiły wyposażenie lub dekorację domu, kiedy go kupiliśmy, ale nie pod drodze im z naszymi gustami, 
  • trochę nadprogramowej ceramiki odziedziczonej po przodkach,
  • oraz rzeczy, których maleństwo nie polubiło lub z których wyrosło.



Chyba nie tylko ja. Nie dość, że wiadomość została entuzjastycznie przyjęta, to kolejna koleżanka, Marysia, podsunęła smaczną myśl. - Może każdy przywiezie coś małego do zjedzenia, to będziemy mieli milej?

Zaczęło się! Trzeba było znaleźć odpowiednią przestrzeń, zadbać o promocję wydarzenia, w końcu zawieźć rzeczy w ustalone miejsce miejsce, poczekać na potencjalnych kupców, a na koniec posprzątać bałagan. Obiecałam pomóc, we wszystkim, w czym mogłabym okazać się przydatna, powiesiłam więc kilka plakatów i upiekłam ciasto.

Mało, kto przyjdzie. Powymieniamy się tylko gratami i wrócimy z tym wszystkim do domu. Co jak uzbieramy tak mało kasy, że nie będzie wypadało nikomu jej dawać? - Martwiłyśmy się z Marleną jeszcze w piątek przed wyprzedażowym weekendem, gdy przyjechała po moje bambetle.

To, co wydarzyło się w niedzielę, przerosło nasze najśmielsze oczekiwania. Oddolna inicjatywa okazała się bowiem nie tylko sposobem na odgracenie strychu, garażu, piwnicy czy domowych schowków i szaf, ale też świetne spędzenie czasu i okazją do pomocy potrzebującym oraz przekazanie różnych materialnych rzeczy tam, gdzie naprawdę mogą się przydać.





Myślę, że warto podzielić się takim doświadczeniem, dlatego o organizację wyprzedaży garażowej dokładnie wypytałam inicjatorkę i organizatorkę naszej akcji Marlenę Pachlę - lokalną aktywistkę, miłośniczkę szeroko rozumianej kultury, gospodynię agroturystyki Nasza Polana, osobę lubiącą ludzi i kochającą działać.

środa, 31 października 2018

Październik 2018.

Był to pracowity i pełen wydarzeń miesiąc, a mimo to bardzo odetchnęłam. Pogoda z jednej strony zachęcała do prac polowych, z drugiej straszyła perspektywą braku wody, więc znów zważaliśmy na każdą kroplę wylaną z kranu, a tam, gdzie tylko się dało, korzystaliśmy z zapasów deszczówki.







piątek, 26 października 2018

Prosta wegańska lazania!

Lazania to ostatnio moje danie popisowe. Z kilku powodów. Przygotowuje się je błyskawicznie, przy gotowaniu brudzi się mało naczyń, a jeśli dysponujemy domowym mlekiem sojowym oraz własnoręcznie przygotowanymi przetworami pomidorowymi, jest prawie bezśmieciowe. 







Tworząc poniższy przepis i testując kolejne jego wersje, inspirowałam się recepturami na lazanię z selera oraz dyniowy makaron z książek Jadłonomia oraz Nowa Jadłonomia Marty Dymek. Połączyłam je w jedno i uprościłam bardzo, na potrzeby wiecznie zabieganej mamy. Chyba wyszło dobrze, bo co rusz ktoś prosił mnie o wskazówki jak odtworzyć to danie, wtedy ja obiecywałam, że prześlę przepis i zakopana w klockach, zapominałam. W końcu go spisałam, więc teraz już nie zginie! Uff!


niedziela, 30 września 2018

Sierpień i wrzesień 2018 oraz próba podsumowania trzeciego roku w Beskidzie.

Dwa ostatnie miesiące tegorocznego lata były dla nas czasem wybitnie kryzysowym. Ogrom pracy i obowiązków, które na siebie wzięliśmy, wielomiesięczny brak odpoczynku, który tylko potęgował zmęczenie, oraz tryb życia, który prowadzimy, stworzyły istną mieszankę wybuchową. Zupełnie nie miałam głowy do dokumentowania wszystkich naszych poczynań na zdjęciach, dlatego niestety fotografii w tym artykule za wiele nie znajdziecie.


wtorek, 31 lipca 2018

Lipiec 2018.

Lipiec był miesiącem dziwnym. Mam w stosunku niego zupełnie skrajne uczucia. Z jednej strony dużo pracowaliśmy w gospodarstwie i chodziliśmy permanentnie zmęczeni, z drugiej efekty naszej pracy nie są szczególnie imponujące (prawdę powiedziawszy są ledwo widoczne), z trzeciej pamiętam kilka iście wakacyjnych chwil.



Niby było sucho i upalnie, ale jednak przez tydzień padało prawie non-stop. Wydaje się, że zbiorów grządkowych było mało, a mimo to słoiki z przetworami jakimś cudem zapełniły pół spiżarni. Spacery na grzyby kończyły się zwykle powrotem z pustym koszykiem, lecz powstało też kilka mikrosłoiczków z marynowanymi kurkami. 

Mam wrażenie, że czas co chwilę się nam się rozciągał, a potem gnał jak głupi. Sielanka przeplatała z nerwówką, leniwy czas w lesie z harówką w spalonych słońcem grządkach. Radość z szalonej jazdy na rowerze skończyła się błyskawicznie niezidentyfikowanym do końca wirusem układu pokarmowego, który ostatecznie zaatakował i rozłożył na łopatki całą naszą rodzinę. 

sobota, 30 czerwca 2018

Czerwiec 2018.

Czerwiec obfitował w trudne i smutne rodzinne wydarzenia. Zmagaliśmy się z tematami śmierci i ciężkich chorób. Z tego powodu mąż musiał często bywać poza domem przez kilka dni, a ja ogarniałam gospodarstwo z dzieckiem na rękach.

czwartek, 7 czerwca 2018

Recenzja książki "Człowiek, który wspina się na drzewa" autorstwa Jamesa Aldreda.

Wspinaczka to nie moja działka. Dwa metry nad ziemią trzęsą mi się kolana. Wolę wędrować dolinami i łagodnymi zboczami lub grzbietami niż wdrapywać się wysoko. Uwielbiam natomiast czytać książki o ludziach zdobywających szczyty wysokich i stromych gór oraz... (jak się okazuje) drzew!


Książkę "Człowiek, który wspina się na drzewa" otrzymałam od wydawnictwa Rebis. Nie wiedziałam do końca, jaki będzie miała związek z ekologią, czy będzie to bardziej pozycja przygodowa czy też przyrodnicza, i trochę bałam się tej lektury.

Znalazłam w niej 
wspomnienia arborysty i dokumentalisty przyrodniczego z jego wspinaczek na drzewa w różnych celach. Najczęściej po to, żeby kręcić filmy przyrodnicze lub etnograficzne. Nie obyło się jednak bez ciekawostek botanicznych i zoologicznych oraz przemyśleń autora dotyczących miejsca człowieka, zwierząt i drzew na naszej planecie.


piątek, 1 czerwca 2018

Staw jako zbiornik na deszczówkę do podlewania grządek.

Wygląda bajkowo, przyciąga zwierzęta i nas (gdy chcemy usiąść i podumać). Ale nade wszystko służy nam jako zbiornik wody deszczowej do podlewania upraw. Oto staw! Jeden z moich ulubionych elementów architektury naszego "ogrodu". 


Gdy zaplanowaliśmy grządki i sad szybko uświadomiliśmy sobie, że trzeba będzie je podlewać (choćby po wysiewach i wysadzeniach oraz pod osłonami), że przyda się też woda do opłukania rąk i wstępnego umycia warzywno-owocowych zbiorów. Jak to zrobić, żeby się nie narobić? 

czwartek, 31 maja 2018

Maj 2018 - zmagamy się z suszą, szklarnią, marzeniami i... zajadamy truskawkami.

Tegoroczny maj będzie mi się kojarzyć z bezchmurnym niebem, długimi dniami wypełnionymi pracą w polu i własnoręcznie wyhodowanymi truskawkami! Z zaplanowanych przedsięwzięć udała się połowa. Doszliśmy do wniosku, że jesteśmy w stanie zrobić jedną dużą rzecz na miesiąc - co z jednej strony przygnębia i oddala marzenia o odpoczynku, a z drugiej pociesza, że małymi kroczkami, coś jednak idzie do przodu.





sobota, 26 maja 2018

"Zróbmy szklarnię samodzielnie!"

Zamarzyła nam się szklarnia. Przestronna, zadaszona i światłoprzepuszczalna przestrzeń. Taka, w której nie trzeba będzie się schylać podczas pracy, która pomieści moc pomidorów, pozwoli na zmianowanie upraw pod osłonami i nie zawali się zimą pod śniegiem! 





Najpierw oglądaliśmy gotowe w internecie i załamywaliśmy ręce, że to takie kosztowne. Potem stwierdziliśmy, że może warto zrobić samemu. 

Zdecydowaliśmy się na drewniany szkielet i poliwęglan zamiast szkła. Zewnętrzne wymiary szklarni to 8,4 m długości, 4,25 m szerokości oraz 3,3 m wysokości.

czwartek, 17 maja 2018

Recenzja książki "Wilczyca" autorstwa Nate Blakeslee.

O recenzencki egzemplarz "Wilczycy" poprosiłam wydawnictwo Otwarte. Liczyłam na  rzetelną reportersko-przyrodniczą opowieść o wilkach oraz relacjach człowieka z tym dużym drapieżnikiem. Nie zawiodłam się!





Książka opowiada o reintrodukcji wilka do Parku Narodowego Yellowstone w Stanach Zjednoczonych i konsekwencjach tego przedsięwzięcia. Wilcze przygody śledzimy niejako oczami tytułowej wilczycy, której nadano imię Szóstka. Jednak jej historię poznajemy nie tylko z perspektywy dziejów wilczej watahy, ale także pracowników parku, naukowców, turystów oraz ludności zamieszkującej okoliczne miejscowości, w tym myśliwych - okazuje się, że każdy patrzy na powrót wilków w te tereny w nieco inny sposób. Dowiadujemy się też wiele o prawach zwierząt i prawnej ochronie środowiska (albo jej braku) w USA.

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Kwiecień 2018, eksplozja ciepła i zieleni.

Kwiecień zaskoczył nas słońcem, ciepłem i zielenią. Nie padało praktycznie cały miesiąc. Korzystaliśmy więc z pogody i pracowaliśmy całymi dniami na świeżym powietrzu. 

Bocian nad stawem.
Beskid się zieleni.
Kwiaty tarniny! Pachną obłędnie.

czwartek, 19 kwietnia 2018

"Co ono je?", czyli migawki z talerza wegetariańskiego niemowlaka.

Chciałabym pokazać jak apetyczna i urozmaicona może być dieta wegetariańskiego niemowlaka. Nawet, gdy czas rozszerzania jadłospisu przypada zimą, a maleństwo ma tylko dwa zęby.



Post nie stanowi porady dietetycznej. Nie wiem, czy pomoże w czymkolwiek rodzicom alergików, niejadków czy dzieci cierpiących z powodu chorób metabolicznych. Ma być raczej próbą fotograficznej odpowiedzi na liczne głosy, brzmiące mniej więcej tak:
- Nie dajesz mu mięsa! To co ono je?!

środa, 11 kwietnia 2018

Wiosna!

"Choć ludzie, którzy w kilkaset tysięcy skupili się na niewielkim obszarze, starali się, jak tylko mogli, zeszpecić tę ziemię, na której się tłoczyli, choć wbijali w nią kamienie, żeby nic na niej nie rosło, choć wydzierali z niej każdą kiełkującą trawkę, choć dymili węglem kamiennym i naftą, choć obcinali drzewa i płoszyli wszystkie zwierzęta i ptaki - wiosna była wiosną, nawet i w mieście. Słońce grzało, trawa powracając do życia, rosła i zieleniła się wszędzie, gdzie jej nie powyrywano, nie tylko na trawnikach bulwarów, ale i między kamiennymi płytami; brzozy, topole, czeremchy rozwijały swe lepkie i wonne liście, pękały nabrzmiałe pączki lip; kawki, wróble i gołębie wiosennym obyczajem radośnie słały już sobie gniazda, a muchy brzęczały u ścian, przygrzane słońcem. Wesołe były i rośliny, i ptaki, i owady, i dzieci. A ludzie - dojrzali, dorośli ludzie - nie przestawali oszukiwać i męczyć siebie i innych. Ludzie uważali, że święty i ważny jest nie ten wiosenny poranek, nie to piękno świata bożego, dane dla szczęście wszystkich istot - piękno, które usposabia do pokoju, zgody i miłości, ale święte i ważne jest to, co oni sami wymyślili, żeby panować jedni nad drugimi."


Cytat pochodzi z książki "Zmartwychwstanie" Lwa Tołstoja. Wydanej w 1899 roku!


sobota, 31 marca 2018

Marzec 2018. Wiosno! Gdzie jesteś?

Marzyłam o cieple, pracach w grządkach, rowerowych przejażdżkach i zieleni. Marcowa aura jednak wciąż płatała nam figle. Ledwie śnieg się stopił, spadł nowy. Raptem błoto nieco obeschło, znów pojawił się deszcz. Poranne słońce szybko zmieniało się w ponurą szarugę dnia. Cieszę się, że ten miesiąc już minął. Że przedwiośnie, czas który znoszę najgorzej, jest za nami. Że będzie raczej cieplej i bardziej zielono. I że... mimo wszystko, udało się coś tego marca zrobić, do czegoś zmotywować.

7 marca, rzeczne lody i roztopy.



Początek miesiąca spędzałam w przy piecu lub brnąc w śnieżnych koleinach. Dzień Kobiet przyniósł nadzieję na roztopy, a w połowie marca, z pomocą koleżanki, zrobiłam porządek w foliaczku (czyli foliowym tunelu na uprawy). Kilka dni później zamiast siać szpinak szalałam z siostrzeńcami na... sankach! Pomimo kapryśnej pogody kładka przeżyła roztopy i ulewy.


Na zewnątrz ciągnęło nas wszystkich. I mimo zmęczenia wynikającego z przedzieraniu się przez śniegi, targaniu roweru z przyczepką po pośniegowej plusze i brnięciu w błocie starałam się motywować do wychodzenia z domu. Uszyłam dziecku nieprzemakalne spodnie i robiąc rozsady lub kucharząc na powietrzu pozwalałam mu zwiedzać okolicę...

piątek, 30 marca 2018

Domowy majonez z aquafaby i ziemniaka.

Czas na wspomnienie z dzieciństwa. Bo majonez kojarzy mi się ze świętami i z mamą. Mama zawsze kręciła własny, a na koniec dawała nam pałki miksera do oblizania i kazała spróbować, czy dobrze doprawiła.

Czasem zabierałam majonezowe kanapki do szkoły... I wiecie co? Niekiedy ponad połowę zjadały mi koleżanki!


W końcu zrobiłam swój. Roślinny majonez doskonały! Z wody spod ciecierzycy. Z dodatkiem ziemniaka. Bo mama zawsze dodawała gotowanego ziemniaka!


niedziela, 25 marca 2018

Recenzja książki "Nieznane więzi natury" Petera Wohllebena.

To już trzecia książka niemieckiego leśnika, która wpadła w moje ręce. Po lekturze "Sekretnego życia drzew" oraz "Duchowego życia zwierząt" po cichu czekałam na więcej. Doczekałam się!


"Nieznane więzi natury" to książka o współzależnościach w świecie przyrody. O tym, jak skomplikowane są ekosystemy i jak istotny jest każdy, nawet najdrobniejszy, ich element - niedostrzegalny ludzkim okiem. Peter Wohlleben porównuje naturę do mechanizmu zegarowego pełnego masy niezbędnych trybików i malutkich części:
Wszystko jest tu przejrzyście uporządkowane i zazębia się ze sobą, każde stworzenie ma swoje miejsce i swoją funkcję. (...) Miałem może z pięć lat i podczas wakacji odwiedziłem dziadków w Wurzburgu. Dziadek podarował mi stary zegarek. Natychmiast rozłożyłem go na części, bo żywo mnie interesowało, jak też on działa. Mimo że byłem święcie przekonany, że potrafię go złożyć z powrotem i znowu zacznie chodzić, nie udało mi się to - w końcu byłem małym brzdącem. Po ukończeniu zadania zostało kilka trybików. (...) Czyż natura nie jest bardziej skomplikowana niż mechanizm zegarowy? W końcu w przyrodzie nie tylko jeden trybik zazębia się z drugim, lecz wszystko jest jeszcze dodatkowo powiązane ze sobą niczym w sieci. Ta zaś jest tak gęsto rozgałęziona, że chyba nigdy nie uda nam się jej ogarnąć w całej rozpiętości. To zresztą dobrze, bo dzięki temu świat roślin i zwierząt stale może nas zadziwiać. Musimy tylko koniecznie pamiętać o tym, że nawet drobne ingerencje pociągają za sobą poważne skutki, i dlatego lepiej trzymać się z daleka od spraw natury, jeżeli nasze działania nie są naprawdę niezbędne.

sobota, 24 marca 2018

Recenzja książki "Robótki na paluszkach" autorstwa Barbary Palewicz-Ryży oraz Karoliny Kózka-Wrodarczyk.

We wstępie do książki autorki piszą tak:
W dzisiejszych czasach, kiedy niemal wszystko można kupić w sklepach, tworzenie rzeczy ręcznie, bez użycia skomplikowanych i drogich przyrządów, może wielu osobom wydawać się anachroniczne, a nawet dziwne. W ostatnich latach zdecydowanie rośnie jednak grupa ludzi tęskniących, aby chociaż w ramach hobby powrócić do technik i zajęć naszych dziadków i pradziadków. Rękodzieło powraca - tym razem nie jako jedyny sposób na wytworzenie rzeczy, jak miało to miejsce dawniej, ale jako odskocznia od cyfrowego świata, która daje nam możliwość powrotu do harmonii.
Czy w takiej sytuacji nasze dłonie nie są najwspanialszym i najbardziej dostępnym, a przy tym darmowym narzędziem?

Trudno się z nimi nie zgodzić!


piątek, 23 marca 2018

Recenzja książki "Pasieka Dredziarza" Ewy i Pawła Piątków.

Czytając "Pasiekę Dredziarza" czułam się tak, jakby ktoś zaprosił mnie do przytulnego domu, posadził przy ciepłym piecu, dał coś pysznie miodowego do jedzenia i picia, a potem zaczął snuć wspomnienia... 




O życiowych decyzjach oraz idących za nimi codziennych zmaganiach, sukcesach i porażkach, nadziejach, radościach, problemach i smutkach. Wreszcie, a może przede wszystkim, o swoich ukochanych pszczołach.

środa, 28 lutego 2018

Luty 2018, czyli wielka tęsknota za latem.

Jak fajnie, że luty dobiega końca! Marzec brzmi już bardziej wiosennie i mam nadzieję, że w tym roku nie będzie tylko tak brzmiał. Zima mnie zmęczyła. Co tu kryć, mam jej dość, czekam na świat bez śniegu i mrozu. Przejście do tego świata może się co prawda skończyć życiem bez kładki, ale już chyba wolę pokonywać dziesięć metrów rzeki w spodniobutach, niż brnąć przez łąki lub/i lasy po kolana w białym puchu...

Piękna droga przez las nad naszym domem. Niestety w tym roku padło na niego i połowa drzew została lub będzie wycięta. Pocieszamy się myślą, że po tych zabiegach leśnicy dadzą lasu odpocząć na wiele lat.

czwartek, 22 lutego 2018

Domowe mleko sojowe.

Mleko sojowe to częsty składnik wegańskich potraw. Pomaga w przygotowaniu roślinnego nabiału, zabiela zupy, w połączeniu z octem jabłkowym powoduje, że ciasta pięknie rosną... Dziś potrzebne mi było do sosu beszamelowego, którym chciałam wypełnić i polać lasagnę. 


Przez kilka lat do szału doprowadzały mnie przepisy z jego udziałem. Głównie dlatego, że jest dość drogie, występuje najczęściej w litrowych opakowaniach (a to dla mnie za dużo) i ciężko je dostać w szkle. Prawdę mówiąc kupienie go w Beskidzie w jakiejkolwiek formie graniczy z niemożliwością.  

Zamiast się frustrować, postanowiłam w końcu nauczyć się robić mleko sojowe samodzielnie. We własnym domu. Z suchych ziaren. Przy użyciu garnka, blendera kielichowego, gazy i sitka. 

czwartek, 15 lutego 2018

Recenzja książki "Smakoterapia. Kuchnia roślinna bez glutenu, nabiału i cukru" autorstwa Iwony Zasuwy.

Czytając książkę miałam wrażenie, że znalazłam się w kuchni autorki - przy stole, w fartuchu, nad deską do krojenia lub miską z ciastem. Że wszystkie proponowane potrawy przyrządzam razem z nią, a przy okazji słucham rodzinnych opowieści, anegdot i dziecięcych marzeń...


Iwona Zasuwa jest zawodowo muzykiem i pedagogiem, a prywatnie matką chłopca z alergiami pokarmowymi i kulinarną blogerką. Znając stronę smakoterapia.pl, nie miałam wątpliwości, że książka będzie wyjątkowa.

wtorek, 13 lutego 2018

Świadoma konsumpcja w praktyce.

Obojętne gdzie mieszkamy, jak pracujemy i jaki tryb życia prowadzimy, w dzisiejszym świecie trudno jest być samowystarczalnym. Każdy z nas je, dba o higienę, w coś się przyodziewa, jakoś przemieszcza i komunikuje z drugim człowiekiem. A może czasem buduje lub urządza dom? Choćbyśmy nie wiem jak chcieli nie uciekniemy przed nabywaniem dóbr i usług. O to, co robić, by nasze wybory konsumenckie jak najmniej szkodziły przyrodzie i nie wiązały się z wyzyskiem innych ludzi zapytałam Marię Humę, prezeskę Fundacji Kupuj Odpowiedzialnie. Zapraszam na wywiad!

Wszystkie fotografie użyte w tym artykule pochodzą z archiwum mojej rozmówczyni.



środa, 31 stycznia 2018

Styczeń 2018 - zimowa codzienność i niecodzienność.

Trudno jest opisywać codzienność, zwłaszcza tę, którą lubi się najmniej. Krótkie, chłodne, szare dni mają swój urok, ale gdy trwają miesiącami, mam ich serdecznie dość! Styczeń i luty to czas, o którym marzę, żeby skończył się jak najszybciej. Zwłaszcza odkąd mieszkamy na wsi, a w domu pojawiło się maleństwo. Wypełniam więc codzienność czytaniem książek, gotowaniem i krzątaniem się po domu, a kiedy tylko się da i znajduję w sobie choć odrobinę motywacji, wsiadam na rower... Zima to także okres, kiedy odbywamy najwięcej rodzinnych spacerów, później zwyczajnie nie ma już na to czasu, a jeśli cudem się znajdzie, wybieramy dłuższe wycieczki na dwóch kółkach!


czwartek, 25 stycznia 2018

"To, co Przyroda daje dzieciom, co według mnie najważniejsze, to poczucie przynależności i współzależności."

Wydaje nam się często, że uczymy nasze dzieci szacunku do Przyrody strofując je - przypominając o zapalonym świetle, czy odkręconej wodzie. Basia Zamożniewicz, autorka bloga Wielki Zachwyt, wybrała inną drogę. Wierzy, że miłość do Natury budzimy w sobie przebywając na jej łonie i zapraszając tam bliskich. Zapytałam jak wygląda w jej rodzinie spędzanie czasu w tak szczególny sposób oraz co daje jej i jej dzieciom.

Wszystkie zdjęcia użyte w tym artykule pochodzą z archiwum rozmówczyni.




wtorek, 23 stycznia 2018

Recenzja książki "Rewolucja Energetyczna. Ale po co?" autorstwa Marcina Popkiewicza.

Jakiś rok temu przeczytałam "Świat na rozdrożu" - pierwszą książkę Marcina Popkiewicza. Mimo, że wciągnęła mnie bez reszty i spowodowała ferment myślowy, na lekturę kolejnej zdecydowałam się dopiero po wielu miesiącach. Obie pozycje, choć napisane prostym i przystępnym językiem, poruszają bowiem tematy trudne i niewygodne - rozwój i wzrost gospodarczy, paliwa kopalne i odnawialne źródła energii, wzrost liczby ludności, problemy społeczne i środowiskowe, zmiany klimatyczne.