poniedziałek, 12 grudnia 2016

Rowerowa rodzina - o życiu codziennym bez samochodu.

Dziś chciałabym zaprosić Was na wywiad z wyjątkową osobą, którą miałam okazję poznać osobiście! Na moje pytania o codzienne życie bez auta odpowiedział Marcin Dumnicki - prezes Stowarzyszenia Kraków Miastem Rowerów, ojciec trójki dzieci, matematyk, który kilka lat temu podjął decyzję o ostatecznej sprzedaży samochodu...


Wszystkie zdjęcia użyte w tym artykule pochodzą z archiwum mojego rozmówcy.



Na pewnym etapie życia zdecydowałeś się pożegnać z samochodem osobowym. Kiedy tak się stało i dlaczego?

Jakoś ze trzy lata temu. Auto stało pod domem i się głównie kurzyło. Pierwszy pomysł, żeby jednak to auto sprzedać, przyszedł mi do głowy, gdy odpaliłem silnik po 3 miesiącach przerwy... I jeszcze znalazłem w aucie resztki jakichś niedojedzonych czipsów...

Czy była to trudna decyzja?

Przemyślana :). Dokładnie zanalizowaliśmy, kiedy auto było używane i czym to można zastąpić. Okazało się, że za samo posiadanie auta płacimy tyle, że można to spokojnie zastąpić okazyjną jazdą taksówkami i wypożyczaniem auta na wakacje. Możliwość wypożyczenia auta okazała się kluczowa do podjęcia decyzji. Oczywiście ani razu auta nie wypożyczyłem. :)

Jak zareagowała najbliższa rodzina - żona i dzieci?

Żona "bez większych emocji" (jak sama mówi), decyzja była przemyślana na dziesiątą stronę. Dzieci się ucieszyły - dla nich auta źle się kojarzą. Raz, że generalnie auta dzieciom przeszkadzają (smrodzą, zagrażają), dwa - jazda kojarzyła się z chorobą lokomocyjną, koniecznością siedzenia przypiętym w foteliku, horror.


A dalsi krewni?

Większość rodziny bez większego zdziwienia. Choć były osoby, które nie do końca chciały się z tym pogodzić. ;)

Jak często i w jakich sytuacjach korzystaliście z samochodu przed tą zmianą?

Raczej rzadko, w wyjątkowych sytuacjach. W sumie jedynie podczas wakacji auto było rzeczywiście potrzebne. Nie mamy zwyczaju robić wielkich zakupów, do pracy i tak jeździliśmy rowerami (cały rok).

A teraz, czego używacie w wyżej wymienionych sytuacjach?

W mieście przede wszystkim rowerów, dalsze podróże - najchętniej pociągiem (to ze względu na dzieci - pociąg i rower to najlepsze środki transportu, bo nie wywołują sensacji żołądkowych).

Jakie odległości pokonujecie? Jak przewozicie dzieci?

Żona ma do pracy 11 km (w jedną stroną), ja 7,5 - jedziemy rowerami. Przedszkole i szkołę mamy tuż obok domu - dzieci jadą rowerami, ale to głównie dlatego, że lubią. Jeśli chcemy gdzieś dalej pojechać z dziećmi, to wsiadamy w rower cargo (którego jesteśmy współwłaścicielami), teraz coraz częściej starsze dzieci jadą same, a najmłodsza na foteliku. Notabene zwiedziliśmy z dziećmi bardzo wiele placów zabaw w całym Krakowie - bez auta jesteśmy bardziej mobilni, niż większość rodziców ;) Po szkole zdarza nam się wyskoczyć np. na piknik na Kopcu Kraka - co dla rodziców jeżdżących autami zakrawa na szaleństwo (pakowanie się w korki w popołudniowym szczycie).

Nie żałowałeś decyzji? Nie tęskniłeś za wygodą tego środka?

Zdecydowanie nie. Za każdym razem, gdy znajomi rozmawiają o opłatach OC, przeglądzie, wymianie opon na zimowe lub letnie, korkach, szukaniu miejsca na parkowanie - uśmiecham się w duchu.

Zresztą auto nie kojarzyło mi się z wygodą, tylko ze staniem jak głupi za innymi. Ewentualnie z kombinowaniem i szukaniem takiej opcji, żeby w korki nie trafić. Teraz nie mam takich ograniczeń - wsiadam na rower i jadę gdzie chcę, kiedy chcę, którędy chcę, a i tak jestem zwykle szybciej niż autem.

Dzieci to najczęściej używany argument za tym, żeby samochód jednak posiadać. W jaki sposób twoja trójka dostaje się do przedszkola, szkoły i na zajęcia dodatkowe? Co robisz, gdy zachorują i trzeba jechać do lekarza lub szpitala?

Przedszkole jest blisko, szkoła też. Na zajęcia dodatkowe jeździmy rowerami :) (miło wspominam dzień, w który sypnęło śniegiem - zawiozłem córkę na dodatkowy basen i byliśmy jednymi z niewielu przybyłych na czas). Przychodnię też mamy blisko, można podejść lub podjechać rowerem. Do szpitala (na SOR) to chyba lepiej jechać taksówką, ktoś prowadzi, a ja się mogę zająć dzieckiem.

Nie spotykasz się z opiniami, że rezygnując z samochodu robisz dzieciom krzywdę? Czy narażone na różne warunki atmosferyczne i tłok w komunikacji nie chodzą bardziej zmęczone lub nie chorują?

W sumie nikt głośno przy mnie takich opinii nie wypowiedział :) Różne warunki atmosferyczne to raczej hartują, z komunikacji zbiorowej w mieście korzystamy bardzo rzadko (nikt z nas tego nie lubi). Raczej bym powiedział, że dziecko ciągle wożone autem nie jest przyzwyczajone do wysiłku.




Jeździsz z dziećmi ulicami? Nie uważasz wożenia dzieci rowerem za niebezpieczne?

Oczywiście nie jadę ruchliwymi ulicami. Rower cargo - moim zdaniem najlepsza opcja do wożenia dzieci - jest duży, stabilny, widoczny i robi wrażenie na kierowcach.

Często spotykam się z opinią, że w polskich miastach panuje taki smog, że najlepszym transportem jest właśnie samochód - dzięki niemu nie narażamy ani dzieci ani siebie na wdychanie zanieczyszczeń. Co na ten temat uważasz?

Najlepiej wszyscy wsiądźmy w auta, smog zniknie... :P A tak naprawdę nie wierzę, że filtry w autach usuwają pył PM 2.5 albo bezno(a)piren. Zanieczyszczenia wdychamy tak czy inaczej. Nie znalazłem badań, które wskazywałyby na to, że lepszy jest stres i brak ruchu w aucie, niż nieco szybszy oddech przy jeździe rowerem. Zresztą moje dzieci i tak do szkoły autem nie pojadą - za blisko.

A zakupy? Jak transportujesz jedzenie dla piątki domowników?

Rowerem, choć w sumie najczęściej idę po prostu do sklepu. Przede wszystkim kupuję w lokalnych sklepach (albo po drodze z pracy), nie ma u nas zwyczaju robienia większych zakupów w weekend. Dzieci to nie słonie, żeby paszę trzeba było dowozić ciężarówkami. :)

Wyjeżdżacie na wakacje? Dla wielu spakowanie pięcioosobowej rodziny do samochodu jest nie lada wyzwaniem, jak radzicie sobie bez bagażnika?

Oczywiście, że wyjeżdżamy. Z małymi dziećmi jeździliśmy trochę bardziej stacjonarnie, ale powoli wracamy do ulubionej formy - wędrówek lub rowerów. Moja rodzina się bez problemu pakuje w 8 sakw rowerowych albo 2 duże plecaki (na przykład na górskie wędrówki). Jeździliśmy też z dwójką po górach (dzieci w fotelikach), coś koło 500 km przejechaliśmy w ten sposób.


A co w niepogodę? Czy dzieci nie chorują? Czy nie brudzicie się jeżdżąc w deszcz i pluchę?

Dzieci chorują od zarazków, a nie od niepogody. Zmienne warunki atmosferyczne hartują. W sumie moje dzieci chorują coraz mniej i bardzo łagodnie, najstarsza córka opuściła w roku szkolnym może ze 3 dni z tego powodu. A deszcz nie jest taki zły, synek na przykład ostatnio bardzo zachwalał jeżdżenie w deszczu. Śnieg był z kolei okazją do jazdy kaskaderskiej, z poślizgami.

Czy się brudzimy? No jasne! Tylko że brudzi się warstwa zewnętrzna (peleryna i spodnie przeciwdeszczowe), po zdjęciu już wyglądamy jak każdy, kto przyjechał autem.

Remonty? Wyjątkowe sytuacje? Co z nimi? Też bez samochodu?

Zamawiamy taxi bagażowe. W sporym mieście naprawdę da się wszystko załatwić bez auta.

Czy Twoja żona jeździła na rowerze w ciąży?

Tak, przy drugim i trzecim dziecku do ostatniego dnia przed porodem. Bardzo dobrze się czuła, nie było przeciwwskazań. Najmłodsza córka jeździła w przyczepie jak miała 3 tygodnie. Kupiliśmy w tym celu specjalny hamaczek na niemowlaka. Świetnie jej się w nim spało.

Co poradziłbyś osobom, które chciałyby zamienić auto na rower ale się boją - odległości, zmęczenia i potu, opadów, braku ścieżek, dziur, ruchu samochodowego, smogu, opinii innych?

Wszystkiego się można nauczyć. Wiadomo, że jak ktoś ma daleko do pracy, 20 km, to na rower się nie przesiądzie. Zaczynamy jeździć wiosną/latem, przy dobrej pogodzie - przecież nie ma obowiązku całkiem rezygnować z auta. Do pracy jedzie się tak, aby się nie spocić - to nie jest jazda sportowa. Na opady mamy pelerynę rowerową, warto taką kupić i wozić na wszelki wypadek (raczej na powrót z pracy; do pracy trzeba umieć dojechać suchym i czystym). Zwykle da się wyszukać jakąś trasę omijającą duży ruch samochodowy. Jeśli chodzi o smog, to sporo rowerzystów zakłada w zimie maseczki. A opinii nie ma co się bać, zwykle rowerzyści (szczególnie całoroczni) mają opinię twardzieli. ;)

9 komentarzy:

  1. Podziwiam, ale myślę, że w dużej mierze decyzja o sprzedaniu auta podjęła się sama, bo jego właściciele już dawno go nie potrzebowali. Umieli korzystać z rowerów cało rocznie, również dzieciaki. Sama jednak bym się nie zdecydowała, ale oczywiście tam gdzie mogę i jaknajczęściej poruszam się nogami:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno łatwiej się rozstać z samochodem jeśli uzna się go za niepotrzebny lub niekonieczny. :)

      Usuń
  2. Staram się tak samo wykorzystywać rower jak Ty kuzynie :-) Pozdrawiam z Warszawy

    OdpowiedzUsuń
  3. "Dzieci to nie słonie, żeby paszę trzeba było dowozić ciężarówkami" - popłakałam się ze śmiechu! Szczera prawda. Też jeżdżę cały rok rowerem, autem nie jeżdżę z przekonania i ze strachu - sama nie wiem, co ważniejsze. Piękny cargos. Piątka!

    OdpowiedzUsuń
  4. Popieram i podziwiam! Wszystkiego najlepszego dla tej zakreconej piatki! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. My właśnie zbieramy chętnych do zbudowania dzielnicowego roweru cargo :) Mamy auto i pewnie z niego nie zrezygnujemy, ale korzystamy z niego raz na tydzień albo dwa (np. żeby pojechać na działkę większą ekipą, z dziadkami). Rowery są dla nas najważniejsze! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super sprawa! Chcecie go zbudować od zera (w sensie z własnego pomysłu/projektu)?

      Usuń
  6. Ciekawy wywiad, ja lubię bardzo tę rubrykę z wywiadami!;-)
    Ja obecnie "odziedziczyłam auto" i w sumie mi się czasem przydaje, ale tak myślę, że jak już przestanie być sprawny i się go zezłomuje to póki co też myślę, że te pieniądze, które można zaoszczędzić na wydawaniu na samochód i wszystkie opłaty z nim związane to po prostu za to mieć porządny rower albo cargo jak ktoś potrzebuje albo - co w Krakowie coraz lepiej i lepiej funkcjonuje - miesięczny i jeździć komunikacją miejską. A w jakichś sytuacjach, kiedy jest potrzeba - wziąć taksówkę lub pożyczyć od kogoś samochód.

    OdpowiedzUsuń