czwartek, 1 grudnia 2016

Leśne zwierzęta spod szydełka - zabawy z kawałkiem drutu i resztkami włóczek.

Przez całe lata wydawało mi się czarną magią. Wiedza tajemna, dostępna najwytrwalszym... Cholernie trudne zajęcie, wymagające duszy artysty, precyzji, wyobraźni i cierpliwości... Piękne gazetki, z apetycznymi zdjęciami wyrobów i... tajnym szyfrem w środku! Nie raz próbowałam go rozszyfrować i po kilku godzinach odchodziłam sfrustrowana.


Jak to się stało, że postanowiłam się przełamać i udało się nauczyć się czegoś więcej niż łańcuszka? I dlaczego zaczęłam od leśnych zwierzątek?

Do szydełkowania miałam wiele pojeść. Kolejne próby kończyły się porażką. Gubiłam się w schematach, myliłam ściegi, zamyślałam się podczas liczenia oczek. Szydełko wypadało mi z ręki, wyślizgiwało się z włóczki i wydawało narzędziem psychicznych tortur. Usilne próby kończyły się kolejnymi porażkami. Powtarzanych z trudem wzorów nie sposób było spamiętać. A znalezienie jakiejś reguły lub wymyślenie czegoś własnego leżało w sferze nierealnych marzeń. Mimo, że kocham manualne zajęcia nie mogłam uwierzyć, iż dzierganie czegokolwiek przy pomocy kawałka wygiętego drutu nie jest trudne. Nie mogłam i koniec!


Aż tu nagle w grupie Zero Waste Polska jakaś dziewczyna napisała tak:



Pomyślałam - No nie! Ja próbuję latami, a tu ktoś wykroił sobie szydełko ze starej szczoteczki i już zrobił coś użytecznego! Ale przecież latem dostałam kilkanaście kilogramów tego surowca - i nic się nie stanie jeśli wyślę jej odrobinę. W zamian dostałam zdjęcie szydełkowej myszki. - Ktoś kto zaczął szydełkować wczoraj zrobił mysz!? Poprosiłam o namiary na coś z czego można się takiej myszki "nauczyć" i wtedy się zaczęło!

Wieczorem zakopałam się w łóżku pod kocem wraz z komputerem, szarą włóczką i szydełkiem. Włóczka okazała się za cienka jak na moje umiejętności. Zmieniłam ją więc na najgrubszą jaką miałam i tak powstała ruda mysz. Pierwszy szydełkowy wytwór! Link do tutoriala znajdziecie tutaj.


Kolejnym wytworem był jeż. Chciałam w końcu stworzyć sobie porządny igielnik. Kilka razy się pomyliłam, trzeba było pruć lub udawać, że pomyłek nie ma... ;) Tu również korzystałam z pomocy filmików znalezionych na youtubie: część 1, część 2.



Następnie zrobiłam wilka. Po raz kolejny wsparłam się tutorialem.


Robiąc lisa miałam już serdecznie dosyć gapienia się w ekran i wciskania spacji by zatrzymać filmik, na którym pani przerzucała oczka w zawrotnym tempie. Poszperałam i znalazłam wzór na blogu. Po raz pierwszy rozumiałam tajny szydełkowy szyfr! Dzięki nabytym umiejętnościom umiałam też co nieco zmienić i w ten sposób dopasowałam długość ogona i wygląd uszu do własnych wyobrażeń o tym zwierzęciu.


Podobnie, tzn. z pomocą blogowej rozpiski, powstał bóbr. Ma wszystko co mieć powinien - zęby i plusk! 


W końcu postanowiłam zaryzykować i rzucić się na głębszą wodę. W ten sposób, zupełnie z głowy, zrobiłam sowę. By się nie pogubić spisałam sobie schematy kolejnych rządków na kartce i odkreślałam to było już za mną.




W planach kolejne leśne zwierzęta z polskiej przyrody. Żbik, ryś, żubr, sarna, zając, kruk, dzik, żmija, niedźwiedź, jeleń i łoś to tylko niektóre z nich. Przede mną godziny dłubania - wiele youtubowych filmików by nauczyć się kolejnych ściegów, sporo schematów do rozszyfrowania, niesamowita ilość prób i błędów, pogmatwanych rzędów i prucia... Ale tym razem nie odpuszczę! 

Leśne zwierzęta przemówiły do mnie też, a może przede wszystkim dlatego, że nie są tylko ozdóbką (jak wiele serwet, kwiatków i dodatków), ale mogą być pozytywną zabawką dla dzieci - lekcją przyrody i szkołą wyobraźni.

Do szydełkowania zachęcam wszystkich. Zajmuje ogromnie dużo czasu, ale też odpręża i relaksuje - nadaje się wprost idealnie na jesienne i zimowe wieczory. Powstałe zabawki są estetyczne i naturalne - dzieci na pewno docenią pracę i miłość, którą włożymy w wykonanie tych nietypowych pluszaków. Nie potrzebujemy też za wiele kupować (a bardzo prawdopodobne, że większość narzędzi i materiałów mamy w domu) - możemy wykorzystać ostatnie skrawki włóczek (jak np. w przypadku różowego brzucha sowy, jej oczu czy łapek). Najlepiej zacząć naukę od grubej włóczki oraz szydełka w rozmiarze 4mm. Konieczne są nożyczki a także igła z dużym oczkiem. Przyda się też wsówka do włosów lub agrafka (by znaczyć kolejne rządki), kawałek papieru i ołówek (by odkreślać to co się zrobiło) oraz koszyczek lub woreczek (by włóczki nie latały nam po całym domu).


I najważniejsze - szydełkować możemy wszędzie, nie tylko w domu! Ja zabieram swoją robótkę do autobusów i pociągów, poczekalni u lekarza i dentysty, czasem dziergam na przystankach i w urzędach. Szydełkowa zaplatanka towarzyszy mi wszędzie tam, gdzie być może trzeba będzie się nasiedzieć i naczekać.

Czym wypycham zwierzątka? Póki co ścinkami włóczek, które zostają mi po kolejnych robótkach, watą oraz starymi ubraniami pociętymi na kawałeczki. Zastanawiam się jednak nad bardziej ekologiczną wersją wnętrzności w postaci groszków, łusek i kasz...

6 komentarzy:

  1. Ekologiczne wypełnienie groszkowe to ciekawy pomysł ale myślę że także siedlisko dla przyszłych moli, które nie rozumiem czemu obecnie grasują w większości domów :( wzory cudne. Czekam na resztę zwierzyńca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... To może trzeba wypełniać zabawki nasionami lawendy! ;)

      Usuń
  2. Genialny ten zwierzyniec i aż się boję odpalać te tutoriale. Ale powiem Ci w sekrecie, że też zaprzyjaźniłam się z szydełkiem. Co prawda do tej pory miała na koncie tylko parę czapek, wykonanych najprostszym półsłupkiem. Ale poznałam z naszych okolic młodą kobietę, która szaleje z serwetkami. Mnie jakoś serwetki same w sobie nie pociągają ale mam marzenie, żeby zrobić takie mini firaneczki ozdobne do okien. Ale to już chyba na kolejną zimę musi zaczekać albo po nowym roku bo na razie produkuję ozdoby na choinkę - na szydełku rzecz jasna :-) ściskam Cię koleżanko :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tej zimy, czy następnej - nieważne! Dobrze, że te zimy w ogóle istnieją! :D Inaczej pewnie nigdy nie przeprosiłabym się z szydełkiem... ;) Trzymam kciuki!

      Usuń
  3. Ojej! Jest mi niezmiernie milo, ze tak Cie zainspirowalam, ze nawet wspomnialas o tym na blogu :)
    Powiem Ci w tajemnicy, ze ja Tobie troche zazdroszcze bo nadal mecze sie z podstawami, ale moze po prostu podchodze do szydelkowania zbyt ostroznie i czas wziac sie za cos bqrdziej skomplikowanego, jak taki wilk!
    To dopiero druga notka jaka u Ciebie przeczytalam, ale juz widze, ze zaczne Cie czesciej odwiedzac!
    Dziekuje za wloczki, za inspiracje i za to, ze zainspirowalas sie czyms co zrobilam. To bardzo budujace :)

    OdpowiedzUsuń