piątek, 9 grudnia 2016

Dlaczego nie mam samochodu i bardzo rzadko z niego korzystam?

Zima trwa w Beskidzie już prawie miesiąc, z dnia na dzień sytuacja się zmienia - raz mamy białe drogi, raz gołoledź, czasami lodowe koleiny, niekiedy asfalt jest tylko mokry. Śnieg jest na językach wszystkich, a jesienne sąsiedzkie pytania - Są jakie grzyby? Pojawiły się już opieńki? - zmieniły się na - Jechał dziś pług? Sypali? Ale zimno! Znowu trzeba odśnieżać... Coraz częściej ktoś podważa zasadność mojego dreptania lub pedałowania na rowerze i proponuje mi podwiezienie. A gdy spotyka się z uprzejmą, ale stanowczą odmową nie omieszka poinformować, co o tym sądzi i nazwać mnie upartą wariatką. Tłumaczę sobie, że propozycje wynikają z serdeczności, uprzejmości i troski, ale słuchanie w kółko i w kółko, że jest się nieodpowiedzialnym i głupim tylko dlatego, że nie chcę nadużywać korzystania z samochodu lub mam ochotę poruszać się i przewietrzyć napawa mnie smutkiem i goryczą. By ulżyć samej sobie, postanowiłam więc zebrać myśli i opisać dlaczego właściwie staram się nie korzystać z tego środka transportu.




Samochodu nie mam przede wszystkim dlatego, że uważam go za narzędzie szkodliwe i niebezpieczne. Produkcja tego środka transportu pochłania masę surowców, a poruszanie się nim wymaga regularnego tankowania paliw sprowadzanych z daleka i wydobywanych nie bez szkody dla środowiska. Dbanie o sprawność samochodu, jego regularne serwisowanie i czyszczenie zużywa kolejne dobrodziejstwa naszego świata, zamieniając je na szkodliwe śmieci. Jeżdżąc zatruwamy środowisko, zanieczyszczamy powietrze, wytwarzamy hałas, niszczymy ekosystemy, wreszcie powodujemy wypadki z udziałem ludzi i zwierząt. Parkując zajmujemy miejsce, na którym mogłoby na przykład rosnąć drzewo lub trawa. Korzystając z samochodu statystycznie mniej się ruszamy, a co za tym idzie jesteśmy grubsi, mamy słabą kondycję i więcej chorujemy. 

Drugim ważnym dla mnie argumentem jest fakt posiadania sprawnych nóg oraz roweru - dzięki nim samochód jest mi najczęściej niepotrzebny. Na rowerze możemy przewieźć nie tylko siebie, ale też między innymi: 20 kilogramów zakupów, łopatę do odśnieżania, kij do kosy i drukarkę do komputera. Natomiast przy użyciu przyczepki lub roweru cargo: katering sylwestrowy dla 25 osób, paczkę wełny mineralnej do ocieplenia domu, kilkadziesiąt kilogramów owoców na przetwory, a nawet wannę. Przemieszczanie się i transportowanie dóbr o własnych siłach pozwala mi pełniej korzystać z własnego ciała i utrzymywać go sprawnym, silnym i zdrowym oraz odreagować stres. Chodzenie i pedałowanie w deszczu, przez śnieg i po lodzie hartuje, ćwiczy zwinność i równowagę - z przykrością stwierdzam, że na temat jazdy w takich warunkach najwięcej mają do powiedzenia ci, którzy nigdy nawet nie próbowali.

Mając na uwadze dwa wyżej opisane powody, nie tylko chętnie rezygnuję z posiadania samochodu w ogóle ale też bez żalu odmawiam podwózki. 

Nie da się zaprzeczyć, że nogi i rower mają swoje ograniczenia, szczególnie na dłuższych dystansach. Spacerem poruszam się ze średnią prędkością od 4 do 5 kilometrów na godzinę, rowerem od 15 do 20 - gdy nie mam na to czasu, używam komunikacji publicznej. 

Samochód osobowy to dla mnie absolutna ostateczność - sprawdza się przy transporcie czegoś naprawdę dużego, w sytuacjach ekstremalnych, awaryjnych i przy wyjątkowych okazjach - te zdarzają się w moim przypadku nie częściej niż raz na dwa miesiące i dopiero wtedy korzystam z pomocy rodziny albo przyjaciół, życzliwości sąsiada, autostopu lub po prostu taksówki.

14 komentarzy:

  1. Piekna idea.
    Gratuluje
    A

    OdpowiedzUsuń
  2. My korzystamy z samochodu, na dodatek mamy dwa. Ale ja jeżdżę tylko wtedy kiedy potrzebuję, właściwie nie częściej niż 2-3 razy w tyg. Cieszę się, że mam samochód, bo w dużym mieście np. do rodziców samochodem jadę 15 min, a autobusem od 30-60 w zależności od trasy, czy drogą ekspresową czy przez miasto. Ogólnie tam, gdzie mogę chodzę pieszo, nawet w większości zakupy spożywcze przynoszę na nogach. Niestety u mnie korzystanie z roweru do codziennej komunikacji by się nie sprawdziło, ale to w dużej mierze zależy od tego jaki kto wykonuje zawód i jakie odległości musi codziennie pokonać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ba, ja nawet prawka nie mam i tłumacze to tym, że po prostu chce być eko... a nie, że leniwy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Można łączyć jedno i drugie, posiadanie samochodu nie jest zbędnym, gdy trzeba szybko dotrzeć od punktu A do punktu B. Oczywiście, że można skorzystać z PKP, ale wszystkim znajome są komunikaty "Pociąg bla-bla jest opóźniony na bla-bla, za opóźnienie przepraszamy"... Ale dla poruszania się po mieście czy okolicy wiejskiej niekorzystanie z roweru lub komunikacji miejskiej jest raczej świadectwem złego gustu.
    Z drugiej strony, nie można mówić też, że "Produkcja tego środka transportu pochłania masę surowców, a poruszanie się nim wymaga regularnego tankowania paliw sprowadzanych z daleka i wydobywanych nie bez szkody dla środowiska" - to samo możemy powiedzieć o produkcji rowerów. Podobnie "Samochód osobowy to dla mnie absolutna ostateczność - sprawdza się przy transporcie czegoś naprawdę dużego, w sytuacjach ekstremalnych, awaryjnych i przy wyjątkowych okazjach - te zdarzają się w moim przypadku nie częściej niż raz na dwa miesiące i dopiero wtedy korzystam z pomocy rodziny albo przyjaciół, życzliwości sąsiada, autostopu lub po prostu taksówki" - czyli sytuacje ekstremalne wymagają jednak innych środków transportu, i dobrze, że ktoś z sąsiadów czy kolegów ma samochód, ale ja, Dorota, jestem święta i nie mam samochodu... Pozycja nie jest jednoznaczna. To tak samo, jak kiedyś buddyjskiemu mnichu, który słynął ze swojej świętości i tym, że porusza się w ten sposób, aby nie zabić żadnej istoty boskiej, pokazano w mikroskop kawałek ziemi, po której chodzi, aby zobaczył, ile tam jest żywności. Mnich nie był oryginalnym, po prostu rozbił mikroskop... W tym roku skorzystałem z samochodu kilkanaście razy, bo musiałem odwieźć dziecko do szpitalu, etc., ale to bardziej były sytuacje wyjątkowe. Ale nie jeździłem do pracy, bo mogłem dojechać rowerem. Prawda, czasem przyjeżdżałem w błocie, i dobrze, że miałem w pracy komplet odzieży. Wnioskując, wszystko jest dobre w miarę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdzie nie napisałam, że jestem święta i nigdy tak nie twierdziłam.

      Jasne, że wyprodukowanie i utrzymanie rowerów też pochłania surowce i energię - ale nie oszukujmy się - w nieporównywalnie mniejszej skali niż rower.

      Z pomocy krewnych, znajomych i sąsiadów korzystam tylko wtedy, gdy jadą w tym samym kierunku. Szczerze - wolałabym, żeby samochodu nie mieli. Gdybyśmy korzystali z tego środka kilka lub nawet kilkanaście razy w roku, każdy z nas mógłby sobie pozwolić na taksówkę i zostać ze sporym zapasem gotówki.

      Za polecenie książki serdecznie dziękuję - przeczytam w wolnym czasie!

      Usuń
    2. "Jasne, że wyprodukowanie i utrzymanie rowerów też pochłania surowce i energię - ale nie oszukujmy się - w nieporównywalnie mniejszej skali niż rower." - ale fakt jest faktem, też trzeba zbudować fabrykę, też trzeba surowce... Czyli według Ciebie to też zło, tylko w mniejszej skali. Może inaczej, nie cała prawda, a półprawda :) Dorota, twój wpis jest dość kontrowersyjny, i trzeba przyznać, że ludzkość nie powróci do ery kamiennej :-)

      Usuń
    3. Nie wiem o co chodzi z tymi prawdami i półprawdami, odczytywanie ironii i aluzji nie jest moją mocną stroną. :(

      W artykule opisałam tylko swój wybór i powody, dla których tak wybrałam - z myślą, że może kogoś to zainspiruje, że ktoś zobaczy ile można przewieźć na rowerze i przenieść na nogach. Nie miałam na celu nikogo obrazić, oceniać czy krytykować - zdaję sobie sprawę, że wielu uważa inaczej.

      Przyznaję, że produkcja rowerów pochłania surowce i nie pozostaje bez wpływu na środowisko, ale uważam pedałowanie na dwóch kółkach za milion bardziej ekologiczne niż jazdę samochodem. I lubię promować ten środek bo moim zdaniem może pokryć 70-95% potrzeb transportowych współczesnego człowieka.

      Ekologia to trudny temat. Współczesny człowiek wpływa na środowisko w każdym aspekcie życia - produkując żywność, zapewniając sobie ubranie i ciepło, dbając o higienę, chcąc się przemieszczać czy korzystać "z kultury". Staram się by moje wybory były jak najekologiczniejsze, ale jestem w pełni świadoma, że są tylko kompromisem. Jeśli znasz ekologiczniejsze sposoby i możesz je promować swoim życiem to chętnie o nich poczytam!

      Usuń
  5. Polecam "Planeta śmierci 2" Harry Harrisona, to akurat dobra książka na temat rozważania co jest dobre, a co jest złe w świecie techniki i innowacji.

    OdpowiedzUsuń
  6. Idea szczytna, jednakże równie dobrze można nie korzystać z samolotów, statków i pociągów, a wannę przewozić rowerem od producenta ;) Jest bardzo prawdopodobne, że palenie w piecu węglem czy drewnem przez kilka lat bardziej zanieczyszcza środowisko niż wyprodukowanie i korzystanie z jednego samochodu w tym samym okresie czasu. Może więc przestać palić i zacząć grubiej się ubierać ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cenny głos!

      Ogrzewanie domu drewnem to niestety nasza przywara. :( Staramy się grzać jak najmniej i ubieramy się naprawdę grubo. ;) Jeszcze parę lat temu nie wiedziałam, że można zmieścić na sobie tyle warstw... :D Sukcesywnie ocieplamy i izolujemy nasz dom i cały czas myślimy jak sprawić by piec był wydajniejszy, żeby tego drewna schodziło możliwie mało.

      Usuń
    2. Zainwestujcie w ogrzewanie solarne :) Szkoda lasu. Oto będzie prawdziwe "eko".

      Usuń
    3. Myślisz? Ogrzewanie solarne też ma swoje wady, a produkcja, serwis i ewentualna utylizacja paneli oraz akumulatorów również pochłania surowce... :(

      Tu, gdzie mieszkamy, mamy lato oraz porę zimokrą. Podczas tej drugiej, kiedy używamy ogrzewania, panuje zachmurzenie +/-85%, dodatkowo dzień jest wtedy bardzo krótki... :(

      Usuń
  7. JA od wiosny do jesieni dochodzę do pracy pieszo, teraz zimą przerzuciłem się na komunikację miejską, niestety ma ona wady, bo dojazd zajmuje mi więcej czasu niż gdybym chodził pieszo, ale pogoda sprawia, że jednak wybieram komunikację miejską. A auto? Może gdyby ceny paliw były niższe to bym się skusił...

    OdpowiedzUsuń