środa, 30 września 2015

Krupnik z łemkowskiej chaty.

Na pierwszy obiad, tuż po przeprowadzce w Beskid Niski ugotowałam krupnik. To cudowna, pożywna i rozgrzewająca zupa doskonała na sezon jesienno-zimowy. Lubię ją tym bardziej, że nie wymaga żadnych skomplikowanych składników. 



piątek, 25 września 2015

Jak gotować tak, żeby nic się nie marnowało.

"Wyrzucając kanapkę marnujesz 90 litrów wody zużytej na jej wyprodukowanie, wyrzucając kilogram wołowiny marnujesz od 5-10 tysięcy litrów wody, wyrzucając kilogram ziemniaków marnujesz 300 litrów wody..." tak zaczyna się spot reklamowy kampanii nie marnuj jedzenia. Z jednej strony, bardzo źle, że taka akcja jest potrzebna, z drugiej cieszę się, że problem został ujawniony, a tysiące ludzi dzieli się pomysłami jak żyć ekologiczniej i ekonomiczniej.




W moim domu wyrzucenie jedzenia jest nie do pomyślenia. Nie chodzi tylko o marnowanie pieniędzy, czy wody. Jedzenie jest dla mnie czymś świętym, czymś na co trzeba pracować i na co poświęca się czas - najpierw by zdobyć półprodukty, a potem by przyrządzić posiłek. To także zupełnie niepotrzebne produkowanie śmieci.

Nawet jeśli mamy w domu zwierzęta lub hodujemy kury, karmienie ich domowym jedzeniem nie jest najlepszym pomysłem. Traktowanie zwierząt jak jedzeniowych odkurzaczy, może okazać się katastrofalne w skutkach dla zdrowia naszych ulubieńców. Przejadanie się po to tylko by zjeść coś, czego nagotowaliśmy za dużo też nie jest dobrym wyjściem. Jedzenie przestaje być niezbędnym paliwem i zaczyna szkodzić nam samym. 

Aby nie marnować jedzenia dobrze jest:
  • znać potrzeby i upodobania domowników,
  • wiedzieć co mamy w lodówce, szafce lub domowej spiżarni, od czasu do czasu robić przegląd posiadanych produktów, sprawdzać daty ważności i gotować z tego co może się najszybciej zepsuć; nie dopuścić do tego by produkty straciły datę przydatności do spożycia, chleb spleśniał, ugotowana kasza skisła, a warzywa się zepsuły, bo wtedy nie pozostaje nam nic innego jak tylko je wyrzucić,
  • planować zakupy z kartką i ołówkiem; zapisywać na bieżąco to, co się skończyło i robić zakupy dopiero wtedy, gdy na liście jest kilka pozycji; zaopatrywać się w to, co faktycznie jest nam potrzebne, a nie to, co akurat jest w promocji,
  • być świadomym tego, co nam zostało z dnia poprzedniego i co trzeba przerobić (można wieszać przypominajkę na drzwiach lodówki),
  • nie gotować i nie otwierać nowego jedzenia, gdy mamy coś, co nadaje się do jedzenia i może się szybko zepsuć,
  • gotować małe porcje, jeśli nie lubimy jeść w kółko tego samego,
  • mieć kilka potraw, które lubimy i możemy przyrządzić na szybko (maks. 15-20 minut) ze składników, które zawsze mamy w domu - to jedzenie na czarną godzinę gdy okaże się, że jesteśmy wyjątkowo głodni, a obiad był za mały.

wtorek, 22 września 2015

Kompost - dlaczego taki ważny?

Produkcja kompostu to prosty sposób na zagospodarowanie odpadków ogrodowych i kuchennych oraz produkcję ekologicznego nawozu. Szacuje się, że w przeciętnym gospodarstwie domowym materiał nadający się do kompostowania stanowi ponad 40% wszystkich odpadków. Po co je wyrzucać, skoro dzięki nim możemy uzyskać "czarne złoto ogrodników".



Uważam, że prowadzenie kompostu jest jednym z filarów ekologicznego życia. Pozwala produkować mniej śmieci i wytwarzać cenny nawóz dla ekologicznych roślin. W tym poście postaram się przedstawić w skrócie na czym polega kompostowanie w ogrodzie, a potem obalić kilka mitów, które pokutują w naszym społeczeństwie i powodują, że kompostowanie kojarzy się z czymś  śmierdzącym i szalenie kłopotliwym. Wszak by kompostować kuchenne obierki, nie trzeba mieć wcale domu z ogrodem!

Placek ze śliwkami.

Najbardziej smakują mi klasyczne domowe ciasta z owocami sezonowymi. Lubię je także za to, że są niezawodne i proste w przygotowaniu. Dziś czas na klasyk, czyli drożdżowe ciasto z węgierkami. Piekłam je w tortownicy o średnicy 26 centymetrów.



Kranówa - odżywczy eliksir czy trucizna?

Woda - źródło życia. Od stuleci czerpaliśmy ją ze studni, ale też ze strumieni, jezior i rzek. Dziś wielu z nas wierzy, że jedyna woda, która nadaje się do bezpośredniego spożycia to woda butelkowana. Dlaczego? Dlaczego kawałek plastiku ma sprawić, że chętniej sięgamy po coś co jest 1000x droższe niż woda, która płynie z kranu w każdym domu? Nie wiem.

Obsesja picia wody butelkowanej szczęśliwie mnie ominęła. Zanim zamieszkałam w dużym mieście miałam dostęp do pysznej "kranówy" w rodzinnym domu na wsi pod Krakowem. Nigdy nie było problemu, żeby wody zabrakło, nie trzeba było biegać do sklepu i targać jej ze sobą w plastikowych zgrzewkach. Wystarczyło odkręcić kurek i nalać wody do dzbanka, szklanki lub bidonu. Kiedy przeprowadziłam się do Krakowa woda była już takiej jakości, że i tu można było ją pić z kranu. 

Od kilku lat woda wodociągowa jest regularnie badana przez sanepid i podlega standardom regulowanym przez ścisłe przepisy - dokładnie tym samym, które obowiązują producentów wody butelkowanej - zatem trucizną na pewno nie jest. Jeśli mamy własną studnię o badanie wody musimy zatroszczyć się samodzielnie - myślę, że taki wydatek będzie i tak mniejszy niż kupowanie kilku litrów wody butelkowanej dziennie.

Spożywanie wody z kranu ma kilka bardzo istotnych zalet. Po pierwsze jest dużo tańsza. Po drugie nie jest przechowywana w jednorazowych plastikowych butelkach, więc spożywając ją nie produkujemy śmieci (ponoć jedynie 20% plastikowych butelek jest powtórnie przetwarzana, reszta trafia do odpadów niesortowanych lub, co gorsza, do lasu). Po trzecie taka woda nie musi być transportowana do magazynów i sklepów zanim trafi do naszych ust, sami też nie musimy jej przewozić do domu.




czwartek, 10 września 2015

Domowa bagietka oraz smarowidło z fasoli jaś i pieczonego czosnku.

Dziś postanowiłam przetestować kolejny przepis z cudownej książki Jadłonomia. Tym razem było to smarowidło z pieczonego czosnku. Głównie dlatego, że dwa główne składniki, czyli fasolę i czosnek, miałam z własnej działki. Przepis bazowy stanowił raczej inspirację składnikową (proporcje nieco zaburzyłam). Zabrakło też rozmarynu, więc... zastąpiłam go tymiankiem! Ponieważ nie lubię, gdy cokolwiek się marnuje, wodę z gotowania fasoli użyłam do zrobienia zaczynu na domową bagietkę, a w trakcie jej pieczenia upiekłam też główkę czosnku. I tak oto wyszło fasolowe drugie śniadanie.

Najprostsza szarlotka z mąki pełnoziarnistej.

Uwielbiam jesień i dom pachnący szarlotką. Najbardziej lubię najprostszą - taką, która składa się z kruchego ciasta i dużej ilości jabłek. Proporcje przepisu przewidziane są na tortownicę o średnicy 26 centymetrów.



wtorek, 8 września 2015

Iskiate.

Pierwszy raz o tym napoju dowiedziałam się czytając książkę "Urodzeni biegacze" Christophera McDougalla. Niektórzy nazywają go naturalnym energetykiem. Ciężko mi stwierdzić, czy naprawdę tak działa, gdyż nie używam żadnych innych energetyków - w każdym razie na pewno nie usypia. Prawdę mówiąc piję go dlatego, że jest pyszny i zawiera same zdrowe rzeczy. 




poniedziałek, 7 września 2015

Kolorowe naleśniki.

Dziś naleśniki w trzech kolorach - naleśnikowym, zielonym i czerwonym.Tak naprawdę wymyśliła je moja mama. Ja pokusiłam się o wersję wegańską, czyli właściwie placki z mąki i wody. Choć nie ma w nich mleka i jajek są równie elastyczne i smakują pysznie - najlepiej z hummusem.


Dip z czarnej fasoli.

Hurra! Jadłonomiczna książka wpadła wkońcu w moje ręce. Na pierwszy ogień dip z czerwonej fasoli. Wyszedł pysznie mimo, że zamiast limonki dałam cytrynę, a zamiast świeżej kolendry suszoną...



piątek, 4 września 2015

Krem w buraków z imbirem, jabłkiem i świeżym oregano.

Uwielbiam zupy kremy, przepis na tę dostałam zeszłej jesieni od koleżanki, wychodzi tak pyszna, że żal by się było nim nie podzielić. Do tego prawie wszystkie warzywa w niej zawarte możemy wyhodować sami.



Buraczane kotlety.

Kiedy byłam nastolatką uwielbiałam kanapki z kotletem, szczególnie podczas wyprawy w góry. Dziś mięso zastępuję warzywami, więc czas na wegańskie kotlety. 




Ciasto marchewkowe.

Wiele lat temu, zanim stałam się weganką, koleżanka ze studiów przyniosła nam ciasto marchewkowe, z braku innej formy, upieczone w garnku. Zniknęło w mig! Wszystkie spisałyśmy przepis i ku wielkiemu zdziwieniu zorientowałyśmy się, że nie ma w nim jajek... To ciasto powstało na bazie przepisu sprzed lat! 



Energetyzująca owsianka kokosowa.

Takie śniadanie jem przed szczególnie ciężki dniem lub przed startem w maratonie rowerowym. Porcja starcza dla dwóch osób.




Napar z pąków róży, kwiatów lawendy i imbiru z cytryną i miodem!

Taki napar robię sobie często jesienią, w deszczowe dni lub wtedy kiedy mam szczególnie zły humor. Jego cudowny wygląd i smak nie pozwala się długo smucić. Polecam także wszystkim kobietom, które pobolewa brzuch.



Blondie z fasoli Jaś, przez niektórych zwane "ciastem grochowym".

Korzystałam z przepisu z bloga happy-healthy-vegan, ale zrobiłam trochę po swojemu. Co nie zmienia faktu, że bez tego przepisu ciasto by nie powstało - dzięki Justyna!




Barszcz ukraiński według Pięciu Przemian.

Inspiracją był pysznościowy barszcz, który jadłam u koleżanki. Tworząc ten zrezygnowałam tylko z fasoli (bo nie chciałam czekać aż namoknie), ale i tak wyszedł super! Jeśli chcecie jednak wersję z fasolą dodajcie ją ugotowaną w przemianie ziemi w ostatnim cyklu.

Gotowanie według Pięciu Przemian wydawało mi się dziwne i trudne, ale spróbowałam, wciągnęło mnie bez reszty i przez jakiś czas wydawało mi się, że nie umiem już inaczej. ;) O co w tym chodzi? Z każdą Przemianą związana jest grupa artykułów żywnościowych o określonym smaku, jeśli dodamy je do potrawy w dobrej kolejności (a ponoć jest to kolejność zmieniających się pór roku), czyli: smak gorzki, słodki, ostry, słony, kwaśny, przyrządzimy potrawę smaczną, zdrową i harmonijną.



Szara woda - co to takiego?

Przeciętny Polak zużywa dziennie 125 litrów wody. Na co? Mycie pochłania 35%, spłukiwanie toalet - 30 %, a pranie - 20% wody używanej w domu. Woda do gotowania i zmywania naczyń to 10% wody pitnej jaka przelewa się przez nasze krany.

Pomysłów na oszczędzanie wody jest wiele. Najbardziej popularne z nich to używanie prysznica zamiast wanny, czy zmywarki do naczyń zamiast zlewu. Niektóre urządzenia, baterie czy rezerwuary posiadają też funkcję ECO, która pozwala na wylanie mniejszej ilości wody niż gdybyśmy korzystali z normalnego programu. Takie zabiegi pomagają nam nieco ograniczyć ilość zużywanej wody, ale dalej wylewamy jej całkiem sporo, co więcej wszystkich czynności dokonujemy wykorzystując wodę pitną. O powtórnym użyciu wody lekko zabrudzonej (na przykład takiej, w której wzięliśmy prysznic lub zrobiliśmy pranie) niestety rzadko się wspomina. A przecież do spłukiwania toalety nie potrzebujemy wody idealnie czystej...

Szara woda to woda, która powstała podczas kąpieli, mycia naczyń lub prania, nie jest już zdatna do spożycia, ale nie jest też silnie skażona. Specjalny system hydrauliczny gromadzi wodę z całego domu, filtruje ją by usunąć substancje tłuszczowe, stałe i niektóre bakterie, a potem rozprowadza w odpowiednie miejsca. Tak oczyszczoną wodę używa się do spłukiwania toalety, sprzątania domu, mycia samochodu i innych narzędzi lub podlewania ogrodu. Szacuje się, że dwukrotne wykorzystanie wody zmniejsza zapotrzebowanie na wodę pitną i powstawanie ścieków o 30%. 


Waniliowy budyń z płatków owsianych.

Nierzadko mam ochotę na coś słodkiego. Jednym z częściej przyrządzanych przeze mnie deserów jest budyń owsiany. Ze względu na prostotę użytych składników jest bardzo tani, istnieje też duże prawdopodobieństwo, że mamy je akurat w domu. W budyniu nie ma żadnego mleka, same płatki dają kremową konsystencję i smak. Wiśnie, czekoladę i migdały można zastąpić ulubionymi owocami lub innymi bakaliami.



Orkiszowe ciasteczka z dynią i gorzką czekoladą.

Wrzesień to cudowny czas by szukać inspiracji na przepisy z tym fantastycznym warzywem, jakim jest dynia, zwłaszcza, że w tym roku dynie w naszym ogrodzie pojawiły się w dużej ilości i urosły bardzo okazałe. A zatem czas na ciastka! Przepis, na którym bazowałam pochodzi z bloga Jadłonomia, jednak z powodu braku lub nadmiaru pewnych składników w mojej kuchni odrobinę go zmodyfikowałam.

czwartek, 3 września 2015

Dlaczego weganizm?

Wielu znajomych pyta mnie często dlaczego zdecydowałam się zostać weganką. Powodów jest kilka, część z nich to moje osobiste przekonania lub odczucia, część to fakty. 

Podczas sesji zdjęciowej dla Veganised w Parku Jordana w Krakowie. Autorem fotografii jest Marek Cudek (fotopaleta.pl).
Poniżej motywacje do zmiany diety na całkowicie roślinną. Teraz trudno powiedzieć, która z nich wyzwoliła tę decyzję, a która pomaga mi w niej wytrwać:
  • Uważam, że hodowanie, wykorzystywanie zwierząt do własnych potrzeb oraz zabijanie ich jest złe, gdyż zadaje im się niepotrzebny ból i należy tego unikać. Na weganizm zdecydowałam się na długo przed lekturą książki Zjadanie zwierząt Jonathana Safrana Foera, ale treści w niej zawarte uwolniły mnie od wątpliwości czy była to słuszna decyzja.
  • Hodowla zwierząt (zwłaszcza przemysłowa) nie pozostaje bez wpływu na środowisko, według wielu badań zanieczyszczenia pochodzące z hodowli są większe niż te, które powoduje się jeżdżąc samochodem. Wyprodukowanie mięsa lub nabiału pochłania też niewyobrażalne ilości wody, znacznie większe niż te potrzebne do uprawy roślin.
  • Codzienne zakupy produktów spożywczych pozwalają produkować mniej śmieci - wielu produktów pochodzenia zwierzęcego nie sposób kupić bez plastikowych opakowań. 
  • Łatwiej i taniej zdobyć (lub samemu wyprodukować) dobrej jakości produkty roślinne niż te zwierzęce.
  • Weganizm jest tani i praktyczny, jeśli lubimy gotować w domu (a ja uwielbiam). Wiele wegańskich potraw jest bardzo prosta do wykonania i można je szybko przyrządzić.
  • Zmiana diety wyzwala chęć eksperymentowania i próbowania nowych smaków, choć wiąże się z wyjściem ze strefy własnego komfortu (ale to dobrze).
  • Roślinna dieta wpływa pozytywnie na nasze zdrowie i pozwala utrzymać prawidłową masę ciała.
Nie mogę jednak zaprzeczyć, że bycie weganką jest trudne pod względem społecznym. Często zmuszona jestem odpowiadać na prowokacyjne pytania, wielu ludzi czerpie też satysfakcję z zapędzania mnie w dyskusji w kozi róg, wytykania hipokryzji lub wyśmiewania się z takiego trybu życia. Nierzadko trudno zjeść coś wartościowego poza domem, zarówno w niewegańskiej restauracji, jak i idąc w gości. Weganizm jest więc dla mnie nie tylko dietą czy stylem życia, ale też szkołą asertywności.
nn
Z drugiej strony mam wrażenie, że wegański styl życia potrafi inspirować i zmuszać do kreatywności. Kilku dobrych znajomych (wcale nie wegan) potrafi wymyślić niesamowite roślinne smakołyki na ognisko lub rowerowy trening i twierdzi nawet, że czerpie z tego radość. Wielu zadaje pytania, które prowokują bardzo ciekawe dyskusje lub są punktem wyjścia do dzielenia się problemami, wątpliwościami oraz przemyśleniami na temat życia w ogóle. W takich momentach utwierdzam się w przekonaniu, że była to słuszna decyzja.

Na blogu prezentuję jedynie przepisy wegańskie. Muszę jednak uczciwie przyznać, że nie zrezygnowałam z miodu i innych skarbów wytwarzanych przez pszczoły, a od czasu do czasu zdarza mi się zjeść coś z jajkami lub mlekiem, choć z zasady tych produktów nie kupuję. 

środa, 2 września 2015

Pierwsze przygody w domowej mydlarni, czyli kokosowooliwne mydło o zapachu lawendy.

Do wykonania pierwszego domowego mydła zainspirowała mnie książka Klaudyny Hebdy Ziołowy zakątek. Kosmetyki, które zrobisz w domu (polecam wszystkim, którym marzy się wytwarzanie kosmetyków we własnym domu). Książkę dostałam od siostry i szwagra w podziękowaniu za pomoc w wyborze roweru. Ten niespodziewany prezent był dla mnie absolutnym zaskoczeniem i okazał się niezwykle trafiony. Pierwszym przepisem, który postanowiłam przetestować był właśnie przepis na mydło. Od tamtej pory zrobiłam sporo kolejnych mydełek robionych metodę "na zimno" i stworzyłam kilka własnych receptur, które będę Wam powoli prezentować.

Domowy warsztat mydlarza. Wszystkie potrzebne rzeczy znajdziemy w kuchni!

Rozgrzewający krem z dyni z imbirem.

Wrzesień to moja ulubiona pora roku. Też dlatego, że w warzywniakach i na stołach zaczyna królować dynia. Upalne lato chyli się ku końcowi, wieczory i poranki robią się rześkie i właśnie wtedy nic nie rozgrzewa tak wspaniale jak gęsty krem z dyni. Można podać go z prażonymi nasionami lub grzankami domowej roboty.


Początek jest najtrudniejszy...

Z myślą by zacząć blogować borykałam się już od kilku lat. Zawsze chciałam pisać ale wolałam to robić prowadząc notatki w pamiętnikach lub wysyłając listy do przyjaciół niż otwierając się przed nieznanymi mi ludźmi w Internecie. Długo wzbraniałam się (i dalej to robię) przed elektronicznymi urządzeniami, nie lubiłam pisać na komputerze - wyjątkiem były tylko maile, które wkrótce zastąpiły wcześniej wspomniane listy. Zawsze miałam też poczucie, że po pierwsze nie umiem tworzyć spójnego tekstu, po drugie zbyt mało mam do powiedzenia światu. Drodzy Czytelnicy, liczę na Waszą cierpliwość i wyrozumiałość, gdyż ten blog będzie dla mnie ogromnym wyzwaniem.


Dlaczego się odważyłam? Powodem jest wyprowadzka z Krakowa do małej wioski w Beskidzie Niskim i wyrzeczenie się wygód życia w mieście. Spełnienie marzenia, które chodziło za nami od kilku lat, ale też nie lada wyzwanie. Pomyślałam, że zapis poszukiwań ekologicznych rozwiązań oraz opis procesu "dziczenia" mieszczucha na wsi może być dla innych inspirujący. Do próby podjęcia wysiłku, jakim jest pisanie bloga, zmotywowały mnie też (być może zupełnie nieświadomie) dwie cudowne osoby, które poznałam zanim jeszcze powstały ich blogi - dzięki nim uświadomiłam sobie, że bloga można czytać z zapartym tchem i daje to radość porównywalną niekiedy z czytaniem książki, zwłaszcza, gdy z niecierpliwością czekam na kolejne posty.

A zatem powstaje blog o moich eksperymentach z ekologią i próbach życia tak by jak najmniej szkodzić przyrodzie. Trudno było mi zdecydować się na jeden konkretny temat, więc posty dotyczyć będą wielu obszarów życia. Mam nadzieję, że treści, które tu znajdziecie zaciekawią, a Wasze komentarze zmotywują mnie do częstego pisania i jeszcze częstszego szukania inspiracji do ekologicznych eksperymentów oraz zmian w życiu codziennym.