środa, 30 listopada 2016

Listopad 2016, czyli o tym jak pokochałam krótkie dni i długie, ciemne wieczory.

W listopadzie dzień skrócił się niemiłosiernie, pogoda nie rozpieszczała, a ja mimo wszystko pokochałam ten miesiąc. Na początku zachwycił mnie barwami lasu, potem bezkresnością mgieł, w końcu bielą śniegu. Weekendowe spacery, krótkie rześkie rowerowe przejażdżki, herbaciane spotkania, ciepły koc lub ponczo, druty i szydełko, a czasem dobra książka - to wszystko (i sporo innych drobnych krzątanin) sprawiło, że ten znienawidzony przez wielu czas był dla mnie wyjątkowy...

Beskid u schyłku listopada.

W połowie miesiąca sypnęło śniegiem. Po kilku dniach stopniał, by znów wrócić dwa tygodnie później.


W Dzień Wszystkich Świętych byliśmy ostatni raz na grzybach.



piątek, 25 listopada 2016

Pełnoziarniste pierożki momo.

Pierożki momo po raz pierwszy widziałam i jadłam w indyjskiej Dharamśali. Od tamtej pory za każdym razem, kiedy mam z nimi styczność przypominają mi to wyjątkowe miejsce...

Cóż to za potrawa? Momo to tak naprawdę pierogi w kształcie sakiewki. Trwają kłótnie o to, czy to przysmak oryginalnie tybetański, nepalski czy mongolski. Moim zdaniem to zupełnie nieważne, bo skąd by nie pochodziły - smakują wybornie! Najczęściej spotyka się je z nadzieniami kapuścianym, mięsnym, serowym lub soczewicowym. Czym więc różnią się od naszych pierogów? Orientalną nutą przypraw i faktem, że gotuje się je nie w wodzie, a na parze! Jest z tym trochę zachodu, przygotowanie potrawy wydaje się jeszcze bardziej czasochłonne niż ulepienie i ugotowanie zwykłych pierogów, ale zdecydowanie warto się natrudzić!

Ja zdecydowałam się na pierożki w wersji pełnoziarnistej. Jeśli akurat nie macie takiej mąki, te ze zwykłej białej też są pyszne!


czwartek, 24 listopada 2016

Nie masz foremki na mydło? Zrób ją sam - ze śmieci!

Od dłuższego czasu chodzi za mną marzenie, by zrobić sobie prezent i kupić lub samodzielnie skonstruować profesjonalną formę na mydło - drewnianą z regulowaną pojemnością. Może kiedyś się uda. Póki co jednak regularnie rozglądam się po domu i widzę coraz to nowe rzeczy, dzięki którym mogę osiągnąć fantazyjne kształty mydeł w 5 minut i praktycznie bezkosztowo!



Myślę, że gdy w coś się wkręcimy (na krócej lub dłużej) lubimy otaczać się rzeczami i gadżetami z tym związanymi. Wmawiamy sobie, że są nam niezbędnie konieczne - kupujemy i małymi kroczkami pomniejszamy domowe fundusze oraz przestrzeń, a potem wpada nam w oko coś "lepszego" i znów kombinujemy jak stać się posiadaczem tej fantastycznej rzeczy... Pół biedy, gdy zafascynowanie staje się długotrwałą pasją. Gorzej, jeśli po prostu chcemy zrobić coś raz lub tracimy zapał szybciej niż się tego spodziewaliśmy.


wtorek, 22 listopada 2016

Kubeczek menstruacyjny - przyjaciel ekokobiety.

Szacuje się, że przeciętna kobieta w ciągu swojego życia zużywa od 8 do 17 tysięcy tamponów lub podpasek. Ponoć przez jeden rok tylko Polki byłyby w stanie zużytymi artykułami higieny intymnej dziesięciokrotnie wytapetować równik. Takie odpady nie są przetwarzalne, a ich rozkład trwa kilkaset lat. Ile opakowań za nimi stoi? Ile wody i energii pochłonęła ich produkcja? Czy nie ma alternatywy? Agnieszka z bloga Ekologika zgodziła się odpowiedzieć na kilka moich pytań i opowiedzieć Wam dziś o swoich doświadczeniach z kubeczkiem menstruacyjnym - wielorazowym, ekologicznym i higienicznym rozwiązaniu comiesięcznych kobiecych dylematów.

Autorami fotografii do tego artykułu są Anna i Piotr Warzyńscy.


piątek, 18 listopada 2016

Ekologiczna myjka do naczyń? Zrób ją sam!

Od dłuższego czasu marzyłam o tym, żeby zastąpić plastikową gąbeczkę do mycia naczyń jakąś naturalną myjką. Ponieważ te, które można kupić są niemożebnie drogie, postanowiłam sama sobie taką wydziergać. A że nie jest to trudne - dzielę się wskazówkami!



środa, 16 listopada 2016

Kisełycia i hałuszki, czyli kolejne potrawy kuchni łemkowskiej.

W Święto Niepodległości wybraliśmy się do Wysowej na obiad. Postanowiliśmy zjeść coś regionalnego w znanej i polecanej "Gościnnej Chacie". I choć strawa smakowała pysznie to troszkę się rozczarowałam. Mimo wielkiego parkingu, nie było gdzie zostawić rowerów (ostatecznie spięliśmy nasze szosy ze sobą, zostawiliśmy przed wejściem i liczyliśmy na łut szczęścia), 95% dań było mięsne, a prawie każde z pozostałych domyślnie omaszczane skwarkami (na szczęście zaznaczono to w karcie i można było poprosić bez). Nie oferowano też żadnych dań z rzepy, brukwi, owsa czy kasz, które według przekazów stanowiły podstawę kuchni Łemków.
Mimo gospodarności i różnych zajęć, Łemkowie na ogół żyli ubogo. Ludzi we wsiach było dużo, ziemia marna i rozdrobniona, umiejętności rolnicze niskie. O niewielkiej zamożności świadczyć może jadłospis. Podstawą pożywienia były rzepa i brukiew, potem ziemniaki oraz kasze, pieczywo i przetwory mleczne. Produkty roślinne stanowiły około 90% pokarmów. Jedzono trzy razy dziennie (obid, połudenok i weczerie). Posiłki niewiele się różniły, a ciepłe potrawy były tylko rano i wieczorem, bo dwa razy dziennie palono w piecu.
W zwyczaju było jedzenie z jednej miski, używano drewnianych łyżek i kozików.Typowe dania to czyr, tj. rzadka zacierka z mąki pytlowej, żytniej lub pszennej; zamieszka czyli gęsty czyr; kisełycia - żur z mąki owsianej; kwasówka, tj. zacierka na soku z kiszonej kapusty; poływka czyli zabielana mąką serwatka; maczanka - zacierka na mleku z roztopioną bryndzą; mastyło, tj. kleik mączny z masłem; liczne gatunki pieczywa i placków; kasze np. pamuła czyli gęsta gierma (kasza pszenna) z owocami; ziemniaki; kapusta z fasolą, grochem albo kwaszona. Mięso pojawiało się na stole właściwie tylko przy większych świętach. W okresach postów (a tych w obrządku wschodnim jest dużo) potrawy były jeszcze skromniejsze bo nie używano nabiału (...), jako okrasy używano wówczas oleju lnianego. 
Grzesik, Traczyk, Wadas, Beskid Niski, Warszawa 2012. 

A w mojej głowie znów pojawia się pytanie: dlaczego w regionalnej karczmie tak trudno pożywić się autentycznymi daniami lokalnej kuchni? Wysowa to turystyczne miejsce, a niewielu gości poznaje historie ziem, które odwiedza. Jedzenie mięsnych pieczeni tej historii nie przybliża, a dania z brukwi, rzepy i owsa mogłyby zaintrygować niejednego i zainspirować do dociekań, dlaczego żywiono się właśnie tym!




Na szczęście udało mi się dotrzeć do receptur na kolejne dania kuchni łemkowskiej - są proste i skromne, ale pyszne. Do przygotowania pożywnego, dwudaniowego obiadu dla czterech osób wystarczą niecałe dwie szklanki płatków owsianych, kilogram ziemniaków, odrobina mąki, oleju, soli i przypraw. 




poniedziałek, 14 listopada 2016

Dlaczego przestajemy chodzić?

Jedna z pierwotnych czynności, znana od początku - dziś budzi podziw, zdziwienie lub niedowierzanie. A przecież przez tysiące lat w głowie nie mieściły się nam inne formy transportu! Od dłuższego czasu zadaję sobie pytanie, co się stało z nami ludźmi, że powoli przestajemy chodzić?

Autorką tej fotografii jest Magda Szopa.



Nie ukrywam, że moim głównym środkiem transportu jest rower. Choć używam go przez cały rok, bez względu na pogodę, czasem odpuszczam. Wtedy zostają mi nogi ubrane w wygodne buty. Mogę na nich podreptać wszędzie. Zajmuje to więcej czasu niż dopedałowanie na dwóch kółkach, ale jest równie skuteczne. Czasami utrudnia transportowanie bagażu, niekiedy jednak wygodniej jest coś nieść niż wieźć. By chodzić nie potrzebuję żadnych sprzętów i maszyn, nie muszę ich czyścić i serwisować, ani wyszukiwać dla nich miejsca, odśnieżać i skrobać, niewiele też może się zepsuć... Idę! 

niedziela, 13 listopada 2016

Pierogi z kapustą i grzybami.

Od kilku dobrych tygodni chodził za mną ten smak. Pysznych roślinnych i tradycyjnie polskich pierogów. Smakujących swojską kapustą i leśnymi grzybami. W końcu wybraliśmy się na nie do lokalnej karczmy i tak nam posmakowały, że postanowiliśmy zrobić zapasy!

Najbardziej lubię gdy kapuściany farsz jest lekko kwaśny. Z braku kiszonej kapusty zastosowałam fortel z sokiem spod kiszonych ogórków i ku mojemu zaskoczeniu uzyskałam dokładnie taki smak o jaki mi chodziło. Nie pozostaje nic innego jak podzielić się przepisem.



poniedziałek, 7 listopada 2016

Recenzja książki "Sekretne życie drzew" Petera Wohllebena.

Las to miejsce, w którym od lat szukam spokoju i wytchnienia. Uwielbiam w nim przebywać, spacerować i jeździć na rowerze. Jako dziewczynka spędzałam w lesie co najmniej miesiąc wakacji, przez lasy wędrowałam z plecakiem pokonując kolejne górskie szlaki za czasów studenckich, do lasu uciekałam przed zgiełkiem miasta, gdy zaczęłam pracować. I choć za każdym razem zachwycałam się wyjątkową atmosferą tego miejsca, zapachem, zielenią i ciszą - dopiero lektura książki Petera Wohllebena uświadamiała mi jak mało wiem o ukochanym lesie...




czwartek, 3 listopada 2016

Givebox - historia wyjątkowej szafy...

Szafa na środku ulicy. Można przyjść, pooglądać, zostawić coś lub zabrać. Poznajcie Givebox! Opowie Wam o nim Kasia Wągrowska, inicjatorka ustawienia takiej szafy w Poznaniu i autorka bloga Ograniczam Się, na którym opisuje swoją drogę od nadmiaru do umiaru.

Stawianie Giveboxa.
Zdjęcie pochodzi z galerii Kasi Wągrowskiej.