poniedziałek, 16 listopada 2015

Rower, mój najlepszy przyjaciel!

"Rower nie jest rozwiązaniem na wszystkie problemy tego świata" - takie zdanie przeczytałam kiedyś jako komentarz pod artykułem promującym rowerowe miasta i zrównoważony transport. Komentarz, przyznam szczerze, trochę mnie zirytował! Pomyślałam przekornie - "Jak to nie? Przecież jest!"

O zaletach roweru napisano już wiele, mimo to chciałabym podzielić się moją rowerową historią. Jazda na rowerze dała mi dużo wolności i była pierwszym świadomym krokiem do ekologicznego życia. 


Urodziłam się w Krakowie, ale kiedy miałam 5 lat rodzice zadecydowali o wyprowadzce pod miasto, do wsi oddalonej od centrum o około 20 km. Wszystkie szkoły, do których uczęszczałam zlokalizowane były na Starym Mieście. Przez prawie 12 lat byłam dowożona samochodem lub woziłam się autobusami, które kursowały raz na godzinę albo rzadziej. Wyczekiwałam na przystankach i stałam w korkach, spóźniałam się nie z mojej winy, to na lekcje, to na zajęcia, to na autobus powrotny... Wszystko podporządkowane było rozkładowi MPK. Im byłam starsza i bardziej pragnęłam niezależności tym bardziej tego nie lubiłam. 

Szczęśliwie, w 2000 roku wygrałam porządny (jak na tamte czasy) rower trekingowy w jakimś konkursie organizowanym przez Radio Kraków. Uwielbiałam na nim jeździć, a od kiedy poszłam na studia stał się moim codziennym środkiem lokomocji. Nagle stałam się niezależna od rozkładów jazdy autobusów, czy planów dnia moich rodziców. Okazało się, że mimo sporej odległości rower jest dużo szybszy od komunikacji publicznej i zyskałam sporo czasu. Poczucie wolności, rekordy prędkości w dojeździe na krakowski Rynek i ten wiatr we włosach - to było coś!!! 



Nie obyło się bez niedogodności. Na początku nie miałam błotników i często łapałam gumy, do tego w drodze powrotnej do zaliczenia było kilka niemałych gór. Niekiedy pełny plecak dawał o sobie znać. Wiosną i jesienią rano odmarzały mi ręce, a w ciągu dnia trzeba było wozić swetry, kurtki, czapki i rękawiczki na plecach. Miałam jednak poczucie, że warto. Nauczyłam się zmieniać dętkę i wiedziałam, że jeśli złapię gumę i spóźnię się 10 minut nic strasznego się nie stanie, w końcu dorobiłam się jednak nieprzebijalnych opon i rower był już całkowicie niezawodny. Kondycja rosła, a deszczowy dzień bez roweru wydawał się bez sensu, bo uzależniłam się od ruchu! I na to znalazło się rozwiązanie - miejskie błotniki i odblaskoworóżowa peleryna ponczo (w tamtych czasach innej w sklepie nie mieli).

W 2008 roku wyjechałam na rok na stypendium do Indii. Nie odważyłam się wsiąść tam na rower, ale zobaczyłam, jak wielkie możliwości daje ten pojazd i że można na nim przewieźć o wiele więcej niż samego siebie.  Patrząc na indyjskich rowerzystów, uświadamiałam sobie jak bardzo tęsknię za ruchem i wolnością jaką daje samodzielnie przemieszczanie się na rowerze.


Po powrocie z Azji, w Sylwestra 2009 roku dostałam rower górski i wtedy zaczęła się przygoda z bardziej sportową jazdą. Okazało się, że na rowerze można pojechać prawie po wszystkim. Rower przestał być już tylko środkiem transportu. Stał się także sposobem na spędzanie wolnego czasu, cieszenie się naturą, przeżywanie wakacji pełnych wyzwań, wrażeń i przygód. 



Problemem nadal była jazda zimą. W końcu w 2011 roku postanowiłam spróbować jak to jest jeździć rowerem po śniegu i lodzie na co dzień. Udało się! Od tamtej pory nie ma złej pogody, a ja z roweru praktycznie nie zsiadam.  




W 2012 roku zaangażowałam się w działalność Stowarzyszenia Kraków Miastem Rowerów, pomagałam przy organizacji Mas Krytycznych, redagowałam comiesięczną gazetkę, organizowałam pro-rowerowe lekcje, przejazdy i imprezy w szkołach. Wtedy też pierwszy raz zetknęłam się z ideą zrównoważonego transportu. W 2013 roku zaczęłam jeździć na Otwarte Treningi Rowerowe, a po jakimś pomagałam w prowadzeniu treningów dla kobiet. KMR i OTR sprawiły, że poznałam ludzi, cieszących się z jazdy tak samo jak ja! W końcu miałam z kim pogadać o rowerach i umówić się na przejażdżkę.

Dlaczego jeżdżę? Bo rower jest dla mnie odpowiedzią być może nie na wszystkie, ale na bardzo wiele problemów dzisiejszego świata:
  • jest wystarczająco szybki by służyć jako codzienny transport,
  • umożliwia punktualny dojazd na miejsce,
  • pozwala obcować z naturą, 
  • jeśli odpowiednio o niego zadbamy jest niezawodny,
  • jest tani,
  • nie hałasuje, a jeśli szkodzi środowisku to w stopniu minimalnym,
  • pozwala przewieźć więcej niż na to wygląda,
  • nie potrzebuje ropy lub benzyny,
  • nie emituje spalin,
  • nie zajmuje dużo miejsca,
  • daje niezależność,
  • można go w dużej mierze samemu naprawiać i dostosowywać do swoich potrzeb,
  • wzmacnia odporność i pozwala utrzymać ciało w zdrowiu,
  • daje moc radości i niezapomnianych przeżyć,
  • zapewnia wiele wyzwań i pomaga się nam zdyscyplinować,
  • pozwala poznać najpozytywniejszych ludzi świata!


Codzienną jazdę na rowerze polecam każdej zdrowej osobie, dla której jedyną przeszkodą są własne lenistwo i wygodnictwo. Mimo, że na początku będzie to wyzwanie, to wkrótce okaże się, że bez roweru trudno żyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz