czwartek, 22 czerwca 2017

Romans z chustą, czyli o szczególnej bliskości i poczuciu wolności.

Dzień po powrocie ze szpitala do domu, kiedy nie wiedziałam jak poradzić sobie z płaczem naszego maleństwa, przypomniałam sobie o chuście złożonej równiutko i czekającej na swój czas w kącie szafy. Zamotałam kołyskę i poczułam się jak czarodziejka... 


wtorek, 13 czerwca 2017

Recenzja filmu "Droga" w reżyserii Johna Hillcoata.

"Drogę" obejrzałam już dobrych kilka lat temu. Pierwszy i ostatni raz, wystarczy. Czemu więc zapragnęłam zachęcić innych do jej poznania i dlaczego dopiero teraz? Bo chyba żaden film nie zachował się w mojej pamięci tak długo jak on. Bo do tej pory stają mi przed oczyma sceny z tej projekcji. Bo śni mi się po nocach. Bo tak może wyglądać nasza planeta, jeśli nie zmienimy trybu życia.


poniedziałek, 12 czerwca 2017

Recenzja książki "Pożegnanie z pieluszkami" Kingi Cherek.

Kilka lat temu wybrałyśmy się z mamą, siostrą i jej małą córeczką na wycieczkę w góry. Jechałyśmy samochodem i w pewnym momencie siostra zarządziła postój, mama zjechała na bok, z bagażnika wyjęto nocnik, ustawiono go na poboczu drogi i posadzono na nim moją dziewięciomiesięczną siostrzenicę. Z jednej strony miałam poczucie, że robimy straszny cyrk, z drugiej wywarło to na mnie duże wrażenie. 


Gdy przygotowywałam się do macierzyństwa zastanawiałam się jak w sprawach opieki i pielęgnacji niemowląt radzono sobie, kiedy nie było samochodów, fotelików, wózków i pampersów. Ba! Jak rozwiązywano problem higieny takich małych szkrabów gdy nawet stosy tetry, pralki i żelazka nie były w powszechnym użyciu? Przecież dzieci załatwiały się również 1 000, 10 000, czy 100 000 lat temu... Choć Kinga Cherek nie drąży historii załatwiania potrzeb toaletowych dzieci na przestrzeni tysiącleci, to z sukcesem obala mit, jakoby w wychowaniu dziecka niezbędne były stosy pieluch, a siedzenie na nocniku można było opanować w wieku co najmniej dwóch lat.

niedziela, 11 czerwca 2017

Recenzja książki "Superfood z ogrodów łąk i lasów" Kariny Greiner.

Od dłuższego czasu wyszukuję inspiracji na to, jak gotować lokalnie i sezonowo. Kiedy więc dostałam propozycję otrzymania recenzenckiego egzemplarza książki Kariny Greiner bardzo się ucieszyłam. Przyznam szczerze, że przepisy kuchni roślinnej, które znam z blogów i książek wegańskich zawierają wiele nielokalnych produktów - migdały, awokado, mango, chia, goji, karob i kakao to tylko niektóre przykłady - żaden z tych produktów nie rośnie w Polsce naturalnie. Dlaczego sprowadzamy je z daleka, skoro i u nas można znaleźć ich smakowe i wartościowe odpowiedniki, niejednokrotnie SUPERFOODsy?



środa, 31 maja 2017

Maj 2017, czyli zachwyty zielenią.

Maj oczarował na zielenią łąk i lasów. Mimo dość częstych chmur i deszczu chodziliśmy na spacery albo pracowaliśmy w grządkach i sadzie, w pogodne dni cieszyliśmy się słońcem jak dzieci!

Początek maja.

Koniec maja.

piątek, 19 maja 2017

Recenzja książki "Łowcy smaków" autorstwa Iny Rybarczyk.

Bloga True Taste Hunters śledzę już od dłuższego czasu (kto wie, czy nie od kiedy powstał). Gdy więc od wydawnictwa REBIS dostałam propozycję zrecenzowania książki "Łowcy Smaków" tej samej autorki, ucieszyłam się jak dziecko. Choć nie często gotuję całkowicie bezglutenowo i nierzadko grzeszę cukrem, to z moją słabością do kulinarnych przewodników, nie mogłam się oprzeć kolejnej publikacji pełnej roślinnych przepisów. 


Recenzja książki "Sekrety roślin i zwierząt w miejskiej dżungli" Nathanaela Johnsona.

Publikację amerykańskiego dziennikarza dostałam do recenzji od wydawnictwa Vivante. Opis brzmiał intrygująco:
Majestatyczny gołąb, uroczy ślimak, mistyczny miłorząb – każdy z nich ma do opowiedzenia ciekawą historię.  
Wszystko zaczęło się, kiedy Nathanael Johnson postanowił nauczyć córeczkę nazw wszystkich drzew, które mijali w drodze do przedszkola w San Francisco. Mały projekt zamienił się w wielką przygodę mającą na celu odkrycie sekretów i ciekawostek dotyczących fauny i flory w mieście. 
Sekrety roślin i zwierząt w miejskiej dżungli uchylają rąbka tajemnicy z życia zwierząt i roślin, które znajdziesz na pobliskim skwerze, w parku czy przy drodze do pracy. Lupa, lornetka i przewodnik – tylko tyle potrzeba, aby poznać fascynujący świat miejskiej przyrody. Każdy z bohaterów książki odkrywa nie tylko własną historię, ale ukazuje również prawdziwe oblicze świata natury – który bywa przewrotny, czasem irytuje, ale przede wszystkim jest przepiękny. 
Zagłębiając się w miejską dżunglę, dowiesz się, że gołębie potrafią latać z prędkością 177 kilometrów na godzinę oraz dobierają się w pary na całe życie, a wrony nie tylko zapamiętują ludzkie twarze, ale potrafią robić na złość tym, którzy wchodzą im w drogę. Z kolei liście nasturcji idealnie nadają się na kanapkę, a składniki na najlepszą sałatkę znajdziesz w parku.
I faktycznie, z książki dowiadujemy się mnóstwa ciekawostek o stworzeniach, drzewach i chwastach rosnących w miastach. Autor wybrał tylko kilka najpospolitszych przykładów gatunków występujących często w miejscu gdzie mieszka (San Francisco) i zasypuje nas frapującymi wiadomościami na ich temat. Mogłoby się wydawać, że fauna i flora amerykańskich miast będzie się znacznie różnić od tej występującej w Polsce. A jednak! Wiewiórka, ślimak, wrona, gołąb, czy mrówka to zwierzęta, które nie sposób przeoczyć i u nas. Trochę inaczej jest z roślinami, bo miłorząb japoński nie jest gatunkiem pospolitym w naszym kraju, ale nie rośnie też tylko w ogrodach botanicznych lub arboretach. Natomiast informacje o nim są fascynujące!

niedziela, 7 maja 2017

Recenzja książki "Duchowe życie zwierząt" Petera Wohllebena.

Czyżby faktycznie prawdziwe były od dawna powtarzane twierdzenia nauki, że tylko my, ludzie, jesteśmy w stanie doświadczać pełnej gamy uczuć? Czy to możliwe, że przyroda specjalnie dla nas wypracowała wyjątkową biologiczną drogę, która jako jedyna gwarantuje spełnione, świadome życie? (…) Nie ma według mnie dwojakiego rodzaju żałoby, bólu czy miłości. Nie wątpię, że zuchwale może zabrzmieć stwierdzenie, że świnia czuje tak samo jak my. Jednak prawdopodobieństwo, że zranienie nie wywoła u niej tak nieprzyjemnych odczuć jak u nas, jest bliskie zeru. „Chwila, moment! – mogą teraz zawołać uczeni. – To jeszcze nie zostało dowiedzione”. Zgadza się, bo tego nigdy nie da się dowieść. To czy czujecie tak samo jak ja też jest tylko teorią. Nikt nie jest w stanie wczuć się w drugiego człowieka, nikt nie może dowieść, że ukłucie igłą wywoła identyczne odczucia u każdego z siedmiu miliardów mieszkańców Ziemi.
Niemiecki leśnik Peter Wohlleben po raz kolejny zabiera nas w fascynującą podróż po świecie przyrody. Tym razem nie musimy nawet wędrować po lesie, ani oglądać drzew... Czytamy o zwierzętach - tych dzikich, ale także gospodarskich i domowych - a właściwie o ich uczuciach, emocjach, myślach. Czy zwierzęta odczuwają miłość, wdzięczność, ból i strach? Czy zastanawiają się nad swoimi decyzjami? Rozumują, czy działają jedynie czysto instynktownie? Czy potrafią zdobyć się bezinteresowność? Czy umieją kłamać i kombinować? Jak przewidują pogodę lub inne nadchodzące okoliczności? Czy potrafią przyjaźnić się między sobą? Jak radzą sobie ze starością? Czy mają duszę? To nie wszystkie pytania, na które znajdziemy odpowiedzi w tej książce... Ale na wszystkie autor ma jednoznaczną odpowiedź - jeśli człowiek czuje i myśli, to one także! I to nawet te, o których mamy jak najgorsze przekonanie, jak na przykład żmije, kleszcze, komary czy muszki owocówki!


niedziela, 30 kwietnia 2017

Kwiecień 2017.

Ten miesiąc był wyjątkowy, bo w naszym domu pojawiło się dziecko! Życie zwolniło, mój świat skurczył się do ścian domu - zwłaszcza, że pogoda nie rozpieszczała, a słoneczne kwietniowe dni można policzyć na palcach jednej ręki. 


Ta para bocianów gościła u nas regularnie. Powitała nawet nowego lokatora, gdy wróciliśmy ze szpitala.

czwartek, 27 kwietnia 2017

Kokosowe mydło gospodarcze do wywabiania plam.

Dziś będzie krótko. Chciałam zaprezentować przepis na mydło gospodarcze w kostce, które nadaje się do ręcznego zapierania i wywabiania plam. Jest to mydło kokosowe z zerowym przetłuszczeniem. Ponieważ pieni się jak głupie, nie radziłabym używać go do prania w pralce. W naszym domu sprawdza się za to doskonale do poskramiania plam wszelakich - najczęściej z sadzy lub krwi, ew. kupy w pieluszce. Siostra przetestowała je na plamach z soków owocowych i marchewkowych, czekolady, farb i nieznanego pochodzenia brudów na dziecięcych łapkach. Polecam!




UWAGA! Jeśli jest to pierwsze mydło, które zamierzasz wykonać samodzielnie polecam najpierw zapoznać się z innymi mydlarskimi artykułami na moim blogu (pierwsze przygody w domowej mydlarni oraz jak stworzyć własną recepturę na mydło) by wiedzieć jak przebiega proces tworzenia mydeł.

czwartek, 20 kwietnia 2017

Recenzja książki "Mniej. Intymny portret zakupowy Polaków" Marty Sapały.

Po lekturze kilku książek "o minimalizmie" i wielu rozczarowaniach, do każdej kolejnej pozycji tego typu podchodziłam z coraz większym dystansem. Kiedy jednak pozytywne opinie o publikacji "Mniej" pojawiały się na ustach osób, których zdanie sobie cenię, postanowiłam dać szansę książce o, co by nie było, sensacyjnym podtytule...





Pracę Marty Sapały kupiłam sobie na czas pobytu w szpitalu związanym z urodzinami naszego dziecka. Leżała na porodowej torbie ponad dwa tygodnie i kusiła, by przeczytać ją wcześniej... Gdy w końcu po nią sięgnęłam i zagłębiłam się w lekturze, okazała się jednym z lepszych reportaży jakie w życiu czytałam! Książka to bowiem pełna anegdot i zabawnych historii, ale nade wszystko prawdziwa i niezwykle bliska codzienności... 

wtorek, 4 kwietnia 2017

Recenzja książki "Żyj jak rolnik" Niklasa Kāmpargårda.

Publikację "Żyj jak rolnik" dostałam do recenzji od BookSenso. Muszę przyznać, że troszkę się zestresowałam, bo nigdy wcześniej nie krytykowałam książki na czyjąś prośbę. Co będzie jeśli mi się nie spodoba? 



Treść notatki prasowej była jednak tak zachęcająca, że nie mogłam oprzeć się pokusie: 
Większość z nas potrafi korzystać z zaawansowanych funkcji wyszukiwania w Google, zapłacić rachunki przez komórkę, zaplanować spotkania, treningi i tygodniowy plan zajęć z dziećmi. Ilu z nas jednak wie, jak zbierać własne nasiona w ogrodzie, odstraszyć komary lub zbudować ziemiankę? 
Autor zapewnia, że samowystarczalność w jakiejkolwiek formie to źródło wielkiej satysfakcji. Nieważne, czy chodzi o wyhodowanie smacznej odmiany pomidorów na balkonie czy zbudowanie własnego kurnika – uczucie jest to samo. Związane jest według niego z życiem blisko ziemi, natury i tworzeniem czegoś namacalnego własnymi rękami, pewnym rodzajem sprawczości, jakiej nie można doświadczyć w biurze, niezależnie od tego, czy ktoś lubi swoją pracę, czy nie. To przygoda, jakiej większości ludzi w dzisiejszych czasach nie było dane przeżyć. Bo co może być lepszego niż świadomość, że to, co się je, wyrosło we własnym ogrodzie pielęgnowane od nasiona? Życie wśród zwierząt i uprawa przydomowego ogrodu jest najlepszym sposobem na poznanie jak funkcjonuje przyroda.
Nie zostało nic innego jak zaryzykować i zabrać się do lektury!


poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Wyzwanie #NieZnoszęŚmieci - w kwietniu Nie Karmię Kosza!

60% naszych rodaków przyznaje się do marnowania jedzenia, a statystyczny Polak (w tym również osoba starsza i dziecko pozostające pod czyjąś opieką) wyrzuca kilogram pożywienia na tydzień...

Miliardy ton jedzenia, gnijące w stertach zalegających na wysypiskach lub spalane i wysyłane w eter, opakowania i worki na śmieci, litry bezsensownie spalonej benzyny, by przywieźć produkty do domu, a potem wywieźć je poza obręb wzroku... Duże zagrożenie dla ludzi, zwierząt, roślin, gleby, powietrza i wody.


Nie lubimy się przyznawać do wyrzucania produktów spożywczych. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że problem jest ogromny i zastanowić się jak go rozwiązać, bo liczby przygnębiają i wprawiają w osłupienie. Co robić, by nie marnować? 


W kwietniu - miesiącu wiosennym i świątecznym - w kolejnej edycji akcji #NieZnoszęŚmieci postanowiłyśmy z organizatorkami skupić się na problemie temacie niemarnowania jedzenia i posiłkujemy się hasłem #NieKarmięKosza.



A gdyby tak choć przez jeden miesiąc nie wyrzucić ani grama jedzenia? 
Tylko jak to zrobić? Jak zapobiec gniciu warzyw? Co zrobić z za dużą ilością ugotowanej kaszy lub suchego chleba?  
W tym miesiącu przybliżymy temat niemarnowania jedzenia. Podzielimy się naszymi przepisami i patentami na jego przechowywanie, wykorzystywanie i przetwarzanie. Poruszymy tematy:
  • skutecznego planowania posiłków i zakupów, 
  • przerabiania i wykorzystywania resztek jedzenia,
  • odmawiania rzeczy, których nie jemy (jeszcze zanim wylądują na naszym talerzu, w misce czy kubku), 
  • foodsharingu, 
  • kompostowania, 
  • karmienia (a właściwie NIEkarmienia) zwierząt odpadkami z talerzy. 
Dla osób, które podejmą wyzwanie i podzielą się swoimi doświadczeniami, przygotowaliśmy konkursy z nagrodami! Niech niemarnowanie jedzenia wejdzie nam w nawyk! 
"Nie karmię kosza" to trzeci miesiąc akcji "Nie znoszę śmieci". Jeśli tak jak my chcesz zatroszczyć się o miejsce, w którym mieszkasz i swoje ciało nie szkodząc sobie ani środowisku, wolisz nie przynosić śmieci do domu, aby upychać je potem do kosza, a następnie nosić do kontenera, weź w niej udział i namawiaj innych!
Biorąc udział w wydarzeniu, będziecie stopniowo otrzymywać moc inspiracji, co robić, by niepotrzebnie nie kupować, a w konsekwencji nie marnować i nie wyrzucać jedzenia. 

piątek, 31 marca 2017

Marzec 2017 - czarny bocian, wielkie sadzenie drzew i inne prace polowe.

Początek marca przywitał nas wielkimi roztopami. Woda spływała z gór i zalewała pola nad rzeką. Posępną atmosferę potęgowała szaruga, mgły i deszcze. W końcu jednak ziemia wchłonęła wilgoć, a po śniegu nie zostało ani śladu. 



Potem każdego dnia wiosna powoli budziła się do życia i choć w Beskidzie kolor łąk jeszcze przez kilka dni bardziej przypominać będzie bardziej uschnięte siano niż żywą zieleń, to czuć już, że przyroda odżyła!

czwartek, 30 marca 2017

Recenzja książki "O ziołach i zwierzętach" autorstwa Simony Kossak.

Księga dziwów i niesamowitości. Dowcipna encyklopedia. Unikatowy atlas zwierząt i roślin, które można spotkać w naszym kraju.
Żeby się zachwycać, nie trzeba mieszkać w lesie – wystarczy rozejrzeć się przed blokiem, w parku, nad strumykiem. Wszędzie wokół rosną rośliny pozornie banalne – lebiodka, babka, macierzanka, pokrzywa. Żyją zwierzęta, na które na co dzień nie zwraca się uwagi – mrówki, winniczki, trzmiele.
Ale dzięki Simonie Kossak okazuje się, że żadne z nich nie jest zwykłe ani banalne: są trujące rośliny, które uzdrawiają, takie, którymi przepędzano złe uroki, i takie, które najlepiej leczyły rany głowy. Poznamy zwyczaje seksualne korników, pokojową naturę dzików i przekonamy się, czy dymówki zimują w mule na dnie zamarzniętych jezior. Pojawią się też żurawie, sarny, wilki, rysie, rusałki czy ropuchy. Dziurawiec, fiołek, jarzębina czy bukwica...
- czytamy na tyle okładki.



Simona Kossak po raz kolejny zabiera nas na łono natury. Opisuje wyjątkowe właściwości roślin, które znajdziemy w polskiej przyrodzie i zwyczaje zwierząt żyjących nie tylko w lasach czy na łąkach, ale w także w miastach...


czwartek, 16 marca 2017

Jak brudzić mniej naczyń?

Zbliża się kolejny Światowy Dzień Wody. Pomyślałam sobie, że w tym roku napiszę post o tym, jak oszczędzać wodę podczas zmywania naczyń, a właściwie co robić, by brudzić ich jak najmniej! 



Mniej brudnych garnków, sztućców, talerzy, misek itp. to mniej wylanej wody i mniej detergentów wprowadzonych do obiegu. Co robić, by gotując w kółko i w kółko nie mieć zlewu i zmywarki zawalonych brudnymi naczyniami?


środa, 15 marca 2017

"Gdzie kupić... ? I za co? Przecież te ekologiczne rzeczy są takie drogie!"

Ostatnio często ktoś pyta mnie, gdzie coś kupuję... W jakich miejscach nabywam myjki do naczyń, mydła i formy do mydeł, materiałowe woreczki na zakupy, plecakoworki, wielorazowe chusteczki do nosa, ocet jabłkowy, syrop z pigwowca itp. Wszelkie małe rzeczy i produkty, które kojarzą się z ekologicznym stylem życia. Designerskie kapcie i naprawdę ciepłe skarpetki. Wszystko fajnie, ale nie dość, że trudno te wytwory zdobyć, to jeszcze przecież do tanich nie należą! 

Bardzo trudno jest mi odpowiedzieć na to pytanie, bo ja takich rzeczy nie kupuję! Co więcej, nie mam pojęcia gdzie ich szukać. Robię sama! 





Dzisiejszym postem chciałabym Was do zachęcić do własnoręcznego wytwarzania prostych rzeczy do domu i rozprawić z wymówkami lub narzekaniami, które najczęściej słyszę z ust moich rozmówców. 


poniedziałek, 13 marca 2017

Bergamotkowa płukanka do włosów.

Zanim przekonałam się do płukania włosów octem minęły chyba dwa lata. Pierwszy raz słyszałam o tym sposobie jakieś trzy lata temu. I kto wie? Może nie uznałabym go do dziś, gdyby nie fakt, że kilka miesięcy temu poleciła mi go pani farmaceutka z lokalnej apteki...



To nie tak, że nie próbowałam. Jako urodzona eksperymentatorka wypróbowałam różnych octów, macerowałam w nich zioła, a nawet polewałam nimi głowę w wersji nierozcieńczonej i bardzo rozcieńczonej. Efekty nie były jednak zadowalające. Doświadczenia z udziałem octu spirytusowego okazały się totalną katastrofą - o ile jego zapach nie przeszkadza mi przy sprzątaniu domu, o tyle stosowanie tego specyfiku do pielęgnacji ciała do dziś wydaje mi się szalone.  Ziołowe octy również nie pachniały (ani nawet nie działały) tak, jakbym sobie tego życzyła. Bawienie się w czekanie aż macerat dojrzeje i odcedzanie octu z ziół dokładały mi tylko pracy i dodatkowo zniechęcały - lubię rozwiązania proste, szybkie i skuteczne.Za duże stężenie octu na głowie powodowało pieczenie, za małe niczym nie różniło się od płukania wodą.

Bym pozytywnie ustosunkowała się do tego sposobu, kluczowe okazało się 
użycie octu jabłkowego*, zrezygnowanie z ziół, znalezienie odpowiedniego olejku eterycznego i przygotowanie właściwego roztworu. 

czwartek, 9 marca 2017

Domowy kisiel z owocami.

Kisiel - albo się go kocha, albo nienawidzi. Ja cenię sobie ten prosty deser, jeśli przyrządzony jest z domowego soku, a nie sztucznych proszków. Taki smakołyk doskonale rozgrzewa zimą i wczesną wiosną, a przy tym przypomina aromaty lata lub jesieni...




Moim ulubionym smakiem jest czarna porzeczka. Domowy kisiel lubię udekorować kawałeczkami banana i pomarańczy, ale i bez nich smakuje dobrze. Bardziej lokalnie byłoby podać go z gruszką i jabłkiem, można też posypać cynamonem.


Recenzja książki "Saga Puszczy Białowieskiej" Simony Kossak.

Na stronie wydawnictwa Marginesy, w opisie książki znajdujemy taki tekst:
Simona Kossak znała Puszczę od podszewki, w końcu mieszkała w niej 30 lat. Wiedziała o niej niemal wszystko, kochała ją i broniła za wszelką cenę. Piętnowała ludzką głupotę i pazerność, protestowała przeciw bezsensowemu wycinaniu drzew i niszczeniu tego unikatu na skalę światową. Była wojowniczką znaną z bezkompromisowości. 
Ale nie tylko. Była też czułą mamką wielu dzikich zwierząt i odchowała ich niemało: łosie, lisy, sarny, borsuki, dziki, kruka, bociany, żeby wymienić tylko kilka gatunków. Starała się przywrócić je naturze, puszczy. 
Tylko ona mogła napisać Sagę Puszczy Białowieskiej, opowiedzieć jej historię od czasów prehistorycznych po wydarzenia najnowsze. Ludzie schodzą w tej opowieści na dalszy plan, króluje za to przyroda – piękna, fascynująca i zagrożona. To nie tylko zapis wspaniałości natury, ale także wołanie o opamiętanie, póki jeszcze nie wszystko stracone.



środa, 8 marca 2017

Bezsernik ze słonecznika.

Przepis na podobne ciasto dostałam jakiś czas temu od koleżanki (podejrzewam, że znalazła go na blogu Hello Morning). Przyrządzałam go na Boże Narodzenie i Wielkanoc przez ostatnie kilka lat i już chyba wpisał się w nasz świąteczny jadłospis. Oryginalna receptura zawiera jednak kilka składników, które nie są produkowane w Polsce, a inne ciężko nabyć bez opakowań z tworzywa sztucznego (mleko sojowe, gotowy proszek budyniowy, cytryna, rodzynki). Ponieważ od jakiegoś czasu, staram się zwracać na takie rzeczy uwagę, przerobiłam przepis na bardziej lokalny i bezśmieciowy... 





Bezsernik to przekorna nazwa. Moim zdaniem bez względu na to, czy przypomina komuś klasyczny serowiec, czy nie - smakuje wybornie i warto go przyrządzić.


wtorek, 7 marca 2017

Orientalny balsam do ciała.

Mazidło do ciała stworzyłam na podstawie przepisu znalezionego w książce Klaudyny Hebdy. Oryginalna receptura została przygotowana z myślą o przyszłych mamach, które nie chcą mieć pociążowych blizn i rozstępów. Myślę jednak, że tym balsamem może posmarować się każda kobieta, nie tylko po brzuchu. 

Jeśli chcemy utrzeć puszysty krem, dobrze jest zarezerwować sobie cały wieczór na jego przygotowanie. Wydaje się to głupie, ale moim zdaniem naprawdę warto! Między kolejnymi turami miksowania można zrobić sobie jakieś proste domowe zabiegi kosmetyczne, czytać książkę, upiec pyszne ciasto, wyprasować zaległe pranie lub wysprzątać kuchnię... 


środa, 1 marca 2017

Bezpampersowe maluchy - rzecz o ekologicznym pieluszkowaniu.

Przeciętne polskie dziecko spędza w pieluszce nieco ponad 2 lata i w tym czasie zużywa co najmniej sześć tysięcy jednorazówek. Do wyprodukowania plastiku i papieru zawartego w tylu pieluszkach zużywa się 1500 litrów ropy i ponad cztery dorosłe drzewa. Mokra pielucha waży około kilograma, co daje sześć ton odpadów. Liczby zatrważają...






Nie da się jednak zaprzeczyć, że przysłowiowe pampersy są wygodne, szybkie w obsłudze (gdy się zapełnią wyrzucamy je i zapominamy o problemie), dobrze chłoną, nie przepuszczają wilgoci... Kto by myślał o ekologii, gdy wiecznie brakuje mu czasu, cierpi na chroniczne przemęczenie, niedospanie i ostatnią rzeczą, na którą ma ochotę jest nastawianie kolejnego prania lub gotowanie tetry?

Tylko czy aby na pewno jednorazowe pieluszki są takie bezkonkurencyjne? Czy w XXI wieku nie wymyślono jeszcze alternatywy dla pampersa - przyjaznej środowisku, maluchowi i jego rodzicom? Zapraszam na wywiad z moją siostrą Anią, mamą dwójki dzieci wychowanych bezpampersowo!

Wyzwanie #NieZnoszęŚmieci - Czysty marzec!

Drugi miesiąc akcji #NieZnoszęŚmieci przed nami! Tym razem #CzystyMarzec.

Biorąc udział w wydarzeniu, będziecie stopniowo otrzymywać moc inspiracji, jak radzić sobie bez chemicznych związków, szkodzących na dłuższą metę człowiekowi i środowisku, oraz jak zrezygnować plastikowych opakowań i jednorazowych rozwiązań przy okazji drogeryjnych zakupów. 





A gdyby tak zrezygnować z kosmetyków i detergentów sprzedawanych w plastikowych opakowaniach, zawierających chemiczne związki szkodliwe dla człowieka i olej palmowy, testowane na zwierzętach lub wiążące się z ich zabijaniem? 
Tylko czym je zastąpić? Czy da się normalnie funkcjonować bez drogeryjnych produktów?
W tym miesiącu przybliżymy temat tworzenia we własnym domu skutecznych i bezpiecznych detergentów i kosmetyków z surowców roślinnych. Podzielimy się naszymi przepisami i patentami na ekologiczne środki czystości i higieny oraz wielorazowe akcesoria pozwalające zredukować do minimum ilość śmieci w łazience. 

wtorek, 28 lutego 2017

Luty 2017, przedwiośnie?

Przez pierwsze trzy tygodnie lutego miałam wrażenie, że ta zima nigdy się nie skończy... Skończyły się nam za to zapasy własnych świeżych warzyw. Marzyłam o wiośnie, zieleni i ciepłych wiatrach... Pod koniec miesiąca te marzenia zaczęły się spełniać.

Regietów, 12 lutego 2017. W tym czasie, 30 km dalej w Gorlicach nie było już śniegu.



sobota, 18 lutego 2017

"Trzeba być szybszym niż ręka sprzedawcy" - zakupy bez plastiku w praktyce.

Prawie półtora roku temu podzieliłam się kilkoma patentami na to, jak redukować plastikowe odpady ze swojego życia. Zakupy bez plastiku wydają się proste - idziemy do sklepu z materiałową torbą, szukamy produktów na wagę i prosimy z sprzedawcę o zapakowanie do własnych woreczków lub pojemników... To, czego nie możemy kupić luzem nabywamy w papierowych torebkach, szklanych słoikach i butelkach.






I choć na ogół patenty te się sprawdzają, to niejednokrotnie, zanim się obejrzymy, ba, zanim w ogóle skończymy konstruować naszą prośbę - potrzebne dobra lądują w foliowej siateczce. Jak wybrnąć z takiej sytuacji? 

piątek, 17 lutego 2017

Granola czekoladowa.

Trudno kupić ją na wagę, jeszcze trudniej znaleźć taką o satysfakcjonującym składzie. A gdyby tak zrobić samemu? Czekoladowa granola to pyszna, chrupiąca przekąska, dodatek do deserów lub część słodkiego śniadania. Nie wymaga ani specjalnie dużych nakładów pracy, ani wymyślnej listy zakupów. 

Domowa granola to relatywnie tania, zdrowa i ekologiczna alternatywa dla kupnych paczek crunchy. Smacznego!

czwartek, 16 lutego 2017

Recenzja książki "Miasto szczęśliwe" Charlesa Montgomery'ego.

Charles Montgomery (kanadyjski pisarz, dziennikarz i aktywista miejski) analizuje różnorodne miejskie rozwiązania, koncepcje i projekty z całego świata. Daje przykłady miejsc, gdzie ludziom dobrze się mieszka oraz te, w których poziom niezadowolenia z życia sięga zenitu i zastanawia się, jaka jest tego przyczyna.




Publikacja jest więc próbą odpowiedzi na pytanie, co sprawia, że w niektórych miastach ludzie czują się szczęśliwi, a w innych nie. Jakie czynniki o tym decydują? Czy w mieście można wieść dobre i satysfakcjonujące życie?

Domowy makaron.

Makaron jadamy (a raczej jadaliśmy) rzadko. Głównie dlatego, że w miejscu gdzie mieszkam, nie sposób kupić go bez folii. Od kiedy jednak wpadłam na makaronowy przepis w książce Alicji Rokickiej "Wegan Nerd. Moja kuchnia roślinna", gości na naszym stole coraz częściej... Zjadamy go w warzywnym bulionie lub z pomidorowymi przecierami, które naprodukowaliśmy w lecie w masowych ilościach. Doskonale komponuje się też z pesto albo po prostu polany oliwą i posypany ziołami.



Oprócz tego, że jedzenie makaronu nie zwiększa już ilości plastikowych śmieci w naszym domu, cieszę się innymi atutami tego domowego wyrobu. Zależnie od potrzeb mogę przygotować go z mąki białej lub pełnoziarnistej, ekologicznej albo nie, pszennej lub orkiszowej. Mam też pewność, co do tego czy jest świeży i jak dokładnie wygląda jego skład. Ostatnio zrobiłam go z ciasta pierogowego, gdy farsz skończył się wcześniej niż nadzienie.

środa, 15 lutego 2017

Obsesja sterylności.

Szukając alternatyw dla jednorazowych rozwiązań i dzieląc się moimi odkryciami oraz zachwytami z rodziną, znajomymi lub czytelnikami tego bloga, coraz częściej uświadamiam sobie, że ogarnęła nas obsesja sterylności. 
Na dywanie we współczesnym domu znajdziemy więcej organizmów chorobotwórczych niż na dnie bukowego lasu. W przyrodzie panuje równowaga, różne grzyby i rośliny wytwarzają substancje, które działają zabójczo na inne gatunki. A w mieszkaniu ta równowaga jest mniej stabilna. Coś, co wydaje się czyste, może być czyste, ale też pełne korzystających z biologicznej pustki zarazków, które nie uchowałyby się w pełnym życia lesie. Znaczną część naszej masy ciała stanowią bakterie żyjące w organizmie. Z definicji nie możemy być sterylni, sterylność to śmierć.
W utrzymywaniu czystości, jak we wszystkim warto zachować umiar. Jest jakaś optymalna ilość bakterii, która pozwala na w miarę zdrowe życie - pewnie trzeba ich tyle ile znajduje się w niezbyt czystym wiejskim domu albo w lesie, za mało jest natomiast w supermarkecie i aptece, a za dużo - w kupie gnoju i na miejskim targowisku albo w poczekalni lekarskiej przychodni.

Wydaje się nam, że jeśli owiniemy coś szczelnie w folię lub użyjemy jeden raz i wyrzucimy, to jesteśmy higieniczni. No, przynajmniej bezpieczni! Chorobotwórcze bakterie nie dostaną się do naszego jedzenia i kosmetyków, te z jednorazowych opakowań i artykułów higienicznych nie wyjdą ze śmietnika...


wtorek, 14 lutego 2017

Materiałowe chusteczki.

Pamiętam je z dzieciństwa. Miałyśmy z siostrą takie w muminki oraz jakieś inne postaci z bajek lat 80' i 90'. Mąż nieco bardziej dorosłe, bo w kratę, odziedziczył po dziadku i używa właściwie codziennie od wielu lat... Sama choruję rzadko, prawdę powiedziawszy nie pamiętam kiedy ostatnio miałam katar, chyba jakieś 5 lat temu. Kiedy więc w końcu dopadło mnie przeziębienie postanowiłam na własnym nosie przekonać się, czy relikt przeszłości, czyli wielorazowe chusteczki, sprawdzą się i dziś...



Muszę przyznać, że kiedy po dniu stosowania chusteczek jednorazowych i papieru toaletowego przypomniałam sobie o materiałowych chusteczkach, mój nos odetchnął z ulgą. Jakaż delikatna to tkanina!


piątek, 10 lutego 2017

Firankowe woreczki na owoce, warzywa i suche produkty sypkie.

Co jeśli pani sprzedawczyni zacznie kręcić nosem, że nie widzi co jest w środku, gdy zapakujemy warzywa do materiałowych worków? Foliówka nie waży prawie nic, a bawełna lub len tak! Dlaczego, jeśli nie da się wyzerować wagi, mam płacić za własne, przyniesione z domu opakowanie jak za drogie pomidory czy migdały? Kiedy kupujemy trzy jabłka możemy zważyć je luzem i z braku laku włożyć nawet do czapki, ale co jeśli potrzebujemy piętnastu?



Wszystkim tym problemom da się zaradzić! Wystarczy uszyć woreczki ze starej firanki. Ta jest prześwitująca, a woreczek z niej, nie dość, że śliczny i wielorazowy, waży od kilku do kilkunastu gram...

piątek, 3 lutego 2017

Chodzimy i śmierdzimy!


Zdarza się, że w okolicach dzikich leśniczówek (dzikie to znaczy takie, gdzie mieszkają spokojni ludzie, którzy nie puszczają luzem psów do lasu) gromadzą się dzikie zwierzęta - na czas porodu i wychowania młodych. Wiedzą, że ich naturalni wrogowie, duże drapieżniki boją się człowieka i muszą pokonywać swój strach, żeby polować pod jego bokiem. Natomiast instynkt macierzyński jest tak silny, że ten strach nie jest przeszkodą dla matek. Kiedy samica po raz pierwszy zdecyduje się na sąsiedztwo człowieka jako swoją salę porodową, pokonanie strachu przynosi świetny rezultat. Odchowuje dziecko do momentu, aż jest sprawne i szybko biega po lesie. Za drugim razem zbliżenie do człowieka przychodzi samicy łatwiej. Za którymś kolejnym razem bezczelnieje. Potrafi przychodzić pod balkon i zjadać kwiatki, ponieważ doskonale pamięta z poprzednich lat, że mieszkający tu ludzie po prostu tylko chodzą i śmierdzą (człowiek śmierdzi dla zwierząt).

czwartek, 2 lutego 2017

Kosz na śmieci, brudne pieluszki, żwirek z kuwety i psia kupa, czyli problemy śmierdzące foliówką i pochwała starych praktyk.

Ja je recyklinguje nie kupując worków na śmieci, tylko foliówki używam jako wkład do śmietnika... - czytam w dyskusji pod wydarzeniem #LutyBezFoliówek

Zawsze biorę foliówki, potrzebuję ich jako worka na plastikowe śmieci. - słyszę od koleżanki.

Siateczki przydają się do owinięcia pełnej pieluszki! - widzę w komentarzach pod postem na jakimś blogu.

No dobrze Dorotko, ale w czym ja mam wyrzucać ten zbrylony żwirek z kuwety Truskawki? - pyta moja mama. 

Sprawa dość niekomfortowa - mianowicie zwierzęce bobki. Mam koty, rodzice mają psa. W co te prezenty zapakować, gdzie wyrzucać? Sprzątanie po psie w mieście to udręka, bo większość tego nie robi, a podobno wyrzucenie do normalnego śmietnika to wykroczenie epidemiologiczne. Co robić? Jak żyć? Maszerować przez całe miasto z psią kupą, by wyrzucić do jakiegoś przeznaczonego na to pojemnika? Poradźcie, bo jestem w kropce, żeby nie powiedzieć bardziej dosadnie... - pisze pani Ewa w grupie Zero Waste Polska.

No właśnie... Co robić? Jak żyć?


środa, 1 lutego 2017

Furoshiki, japońska sztuka pakowania.

Kiedy uda nam się mentalnie wyrzec się foliowych siateczek i woreczków - szukamy alternatyw. W co i jak pakować, żeby nasze zakupy, drugie śniadania, prezenty lub inne dobra dotarły na miejsce w nienaruszonym stanie? Dla mnie jednym z niedawnych odkryć i przełomów w pakowaniu jest furoshiki - japońska sztuka zawijania w tkaninę.





Wyzwanie #NieZnoszęŚmieci - Luty bez foliówek!

Mam gigantyczną przyjemność współorganizować i wspierać akcję #NieZnoszęŚmieci - #LutyBezFoliówek.
Biorąc udział w wydarzeniu, będziecie stopniowo otrzymywać moc inspiracji, jak radzić sobie bez foliówek tam, gdzie w dzisiejszych czasach wydaje się to niemożliwe. Sami też będziecie mogli podzielić się swoimi patentami albo po prostu stawić czoła WYZWANIU! Ale bez obaw, nie trzeba mieć FB, żeby nie brać foliówki... ;) 


A gdyby tak przez miesiąc na każde padające w sklepie pytanie "Zapakować?" lub "Podać reklamóweczkę?" odpowiedzieć "Dziękuję, nie potrzebuję"? 
Ile toreb przynosisz do domu po codziennych zakupach? W lutym sprawdzamy, z jak wielu foliowych torebek jesteśmy w stanie zrezygnować! Czy uda Ci się zrobić zakupy bez wzięcia ani jednej foliówki? Sprawdź się!
Przez cały miesiąc będziemy dzielić się naszymi sposobami na alternatywne pakowanie sprawunków. Dla osób, które podejmą wyzwanie i podzielą się swoimi doświadczeniami, przygotowaliśmy konkursy z nagrodami!
"Luty bez foliówek" to pierwszy miesiąc akcji "Nie znoszę śmieci". Jeśli tak jak my wolisz nie przynosić śmieci do domu, aby upychać je potem do kosza, a następnie nosić do kontenera, weź w niej udział i namawiaj innych!