czwartek, 16 lutego 2017

Recenzja książki "Miasto szczęśliwe" Charlesa Montgomery'ego.

Charles Montgomery (kanadyjski pisarz, dziennikarz i aktywista miejski) analizuje różnorodne miejskie rozwiązania, koncepcje i projekty z całego świata. Daje przykłady miejsc, gdzie ludziom dobrze się mieszka oraz te, w których poziom niezadowolenia z życia sięga zenitu i zastanawia się, jaka jest tego przyczyna.




Publikacja jest więc próbą odpowiedzi na pytanie, co sprawia, że w niektórych miastach ludzie czują się szczęśliwi, a w innych nie. Jakie czynniki o tym decydują? Czy w mieście można wieść dobre i satysfakcjonujące życie?

Autor spogląda na miasto z różnych perspektyw. Czy jesteśmy w stanie, niezależnie od wieku, statusu społecznego, posiadanego wehikułu lub jego braku, a także zdrowia swobodnie się w nim przemieszczać? Jak wygląda przestrzeń publiczna i czy rzeczywiście wszyscy mogą z niej korzystać? Czy mamy wystarczający kontakt z naturą? Ile czasu i nerwów zajmuje nam dotarcie do pracy? Jak dużą odległość musimy przebyć, by zaopatrzyć się w dobra niezbędne do codziennego funkcjonowania? Jak spędzamy wolne chwile? Czy znamy sąsiadów i najbliższe otoczenie? Ile energii i zasobów naturalnych zużywamy każdego dnia?
Nie było dotąd w dziejach miast epoki, w której byłyby one równie zamożne. Nigdy wcześniej nasze miasta nie zajmowały tak wielkich połaci ziemi ani nie zużywały tyle energii i rozmaitych surowców. Nigdy wcześniej zamieszkiwanie w mieście nie wymagało przekształcania tak wielkich ilości pierwotnej materii w gaz, powodujący ocieplanie się atmosfery naszej planety. Nigdy wcześniej tak wielu ludzi nie cieszyło się luksusami w postaci pełnej prywatności w swych domach czy mieszkaniach oraz swobody przemieszczania się. Jednak pomimo tego wszystkiego, co zainwestowaliśmy w miasto rozproszone, nie potrafi ono poprawić nam zdrowia ani zwiększyć poczucia szczęścia. Z natury swej jest przy tym niebezpieczne. Sprawia, że jesteśmy coraz bardziej otyli i chorowici, przez co wzrasta ryzyko, że umrzemy młodo. Sprawia, że życie jest droższe niż mogłoby być. Kradnie także nasz czas. Utrudnia nam utrzymywanie kontaktu z rodziną, przyjaciółmi i sąsiadami. Sprawia wreszcie, że jesteśmy bardziej narażeni na ekonomiczne wstrząsy i nieunikniony wzrost cen energii w niedalekiej przyszłości. Jako pewien system, zaczyna narażać na niebezpieczeństwo zarówno dobro naszej planety, jak i szczęście naszych potomków.
Stojące przed nami wyzwanie polega na tym, by zmienić nie tylko metody budowania, lecz także sposób myślenia. Jest to więc problem zarówno urbanistyczny, jak i psychologiczny. Przejawia się on w postaci napięć istniejących w każdym z nas bez wyjątku, w tych nieustających zmaganiach pomiędzy lękiem a zaufaniem, pomiędzy ambicjami  związanymi z naszym statusem społecznym a skłonnością do współpracy, pomiędzy chęcią odsunięcia się od społeczeństwa a potrzebą kontaktu z innymi ludźmi. Jako, że miasta stanowią ucieleśnienie pewnej filozofii życia, są również odzwierciedleniem naszych kognitywnych słabości i systematycznych pomyłek, które wszyscy skłonni jesteśmy popełniać przy podejmowaniu decyzji o tym, co w dłuższej perspektywie zapewni nam szczęście. 
Z pewnością nie ustrzegliśmy się błędów. Daliśmy się zwieść niewłaściwym technologiom. Zrezygnowaliśmy z prawdziwej  wolności w zamian za iluzoryczną obietnicę szybkości. Przedkładaliśmy status społeczny nad relację z innymi ludźmi. Usiłowaliśmy stłamsić różnorodność i złożoność naszych miast, zamiast odpowiednio ją wykorzystać. Pozwoliliśmy wpływowym ludziom urządzić nasze budowle, prace, domy i systemy komunikacji zgodnie z nadmiernie uproszczonym spojrzeniem na geografię i na samo życie.
W wielu kwestiach trudno zadecydować o przestrzeni, w której żyjemy. Nie wybieramy miejsca, w którym się rodzimy, spędzamy dzieciństwo i wczesną młodość. Mało kto ma możliwość zmiany prawa, które determinuje wygląd naszych domów i ulic. Odpowiedzialność za kształt współczesnego miasta łatwo jest więc zwalić na innych. Ale w niektórych kwestiach sami mamy wpływ na to, jak ono wygląda.
Nie musimy wcale czekać by zbudował je za nas ktoś inny. Budujemy je wybierając jak i gdzie będziemy mieszkać. Budujemy je, żyjąc ze sobą w nieco większej bliskości. Budujemy je, gdy postanawiamy przemieszczać się nieco wolniej. Budujemy je, decydując się przezwyciężyć swój lęk przed miastem i innymi ludźmi. Budujemy miasto szczęśliwe, dążąc doń na co dzień i skłaniając na co dzień nasze dzisiejsze miasto do tego, by zmieniało się wraz z nami. Budujemy je po prostu naszym życiem.


Filip Springer, we wstępie do "Miasta szczęśliwego", pisze tak:
Przeczytanie tej książki zakończone pisemnym i ustnym egzaminem z jej treści powinno być ustawowym obowiązkiem każdego polskiego urzędnika mającego jakikolwiek wpływ na kształt miasta.
Myślę, że tę książkę powinni przeczytać nie tylko urzędnicy. Jej lektura da do myślenia wszystkim mieszkańcom metropolii i tym, którzy bywają w mieście rzadziej, ale i tak korzystają z jego zasobów i dobrodziejstw. Polecam ją w szczególnie ludziom, którzy planują przeprowadzkę, marzą o podmiejskim domu z ogrodem, narzekają na smog, korki i jakość publicznej komunikacji. Tym, którzy tęsknią za przyrodą, często chorują lub cierpią samotność. Tym, którzy lubią angażować się społecznie. Także, a może przede wszystkim tym, którzy twierdzą, że nic w przestrzeni miejskiej zmienić już nie mogą.

Choć mój osobisty romans z miastem zakończył się w ostatecznym rozrachunku ucieczką do lasu, to książkę "Miasto szczęśliwe" przeczytałam z wypiekami na twarzy! Być może, gdyby Kraków był miastem szczęśliwszym, nie tęskniłabym tak bardzo za przyrodą, dłubaniem w ziemi i swobodą w przemieszczaniu się o własnych siłach...

4 komentarze:

  1. Za przyrodą tęsknię każdego dnia. Las, drzewa, kolor zielony kocham teraz bardziej niz kiedykolwiek. Cieszy mnie każde drzewo i krzaczek w okolicy, działki, dzikie miejca poukrywane na moim osiedlu. Bolą jednak spacery z psem gdy widzę w tych pięknych miejcach pelno śmieci i to jak niewiele znaczą dla innych. Zastanawiam się po co sobie to robimy? Dlatego marzę o miejscu na wsi ale na te chwilę to marzenia. Na razie walczę o normalność w mojej okolicy. Książkę chętnie przeczytam może znajdę tam więcej argumentów do rozmów z ludźmi którzy cieszą się że drzewa są wycinane i w końcu będzie tu skrzyzowanie z prawdziwego zderzenia :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka inspiruje! Do rozmów, do zmian, do angażowania się w lokalne społeczności i szukania rozwiązań na miarę choćby dzielnicy lub przestrzeni przed blokiem... Życzę miłej lektury!

      Usuń
  2. Nabrałam takiego apetytu na tę książkę! Jestem zdania, że losy miasta są w naszych, w tym moich rękach. Nie podoba mi się, gdy mało uczestniczę w jego życiu. W końcu... po coś tu jestem! Jednak dopiero niedawno ośmieliłam się, by coś zrobić poza domem, z ludźmi tak naprawdę mi obcymi. To daje moc, serio. Warto próbować włączać się w społeczne akcje lub samemu je inicjować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak! Działania społeczne, nawet te najmniejsze dają ogromną satysfakcję i poczucie sensu.

      Książkę polecam z całego serducha!

      Usuń