środa, 15 lutego 2017

Obsesja sterylności.

Szukając alternatyw dla jednorazowych rozwiązań i dzieląc się moimi odkryciami oraz zachwytami z rodziną, znajomymi lub czytelnikami tego bloga, coraz częściej uświadamiam sobie, że ogarnęła nas obsesja sterylności. 
Na dywanie we współczesnym domu znajdziemy więcej organizmów chorobotwórczych niż na dnie bukowego lasu. W przyrodzie panuje równowaga, różne grzyby i rośliny wytwarzają substancje, które działają zabójczo na inne gatunki. A w mieszkaniu ta równowaga jest mniej stabilna. Coś, co wydaje się czyste, może być czyste, ale też pełne korzystających z biologicznej pustki zarazków, które nie uchowałyby się w pełnym życia lesie. Znaczną część naszej masy ciała stanowią bakterie żyjące w organizmie. Z definicji nie możemy być sterylni, sterylność to śmierć.
W utrzymywaniu czystości, jak we wszystkim warto zachować umiar. Jest jakaś optymalna ilość bakterii, która pozwala na w miarę zdrowe życie - pewnie trzeba ich tyle ile znajduje się w niezbyt czystym wiejskim domu albo w lesie, za mało jest natomiast w supermarkecie i aptece, a za dużo - w kupie gnoju i na miejskim targowisku albo w poczekalni lekarskiej przychodni.

Wydaje się nam, że jeśli owiniemy coś szczelnie w folię lub użyjemy jeden raz i wyrzucimy, to jesteśmy higieniczni. No, przynajmniej bezpieczni! Chorobotwórcze bakterie nie dostaną się do naszego jedzenia i kosmetyków, te z jednorazowych opakowań i artykułów higienicznych nie wyjdą ze śmietnika...


Co rodzi najczęstsze obawy?

Produkty na wagę (kasze, ryże, bakalie, strączki, makaron).
- Ktoś mógł włożyć do nich rękę lub nakichać...
Kapusta kiszona, ogórki, mięso i nabiał. 
- Tylko szczelnie zapakowane!
Pieczywo.
- Jak sprzedawczyni ma mi to podać? 
Kosmetyki ze słoiczków i pojemniczków zamiast z tubki, a także te robione samodzielnie. 
- Co jeśli dotknęliśmy ich brudnym paluchem? Całe opakowanie do wyrzucenia!
Maszynka do golenia na żyletki.
- To są jeszcze takie? 
Materiałowe chusteczki i płatki kosmetyczne. 
- Ręczne pranie? W życiu! Jak bezpiecznie przechować zużytą smarkatkę do czasu odstawienia jej do pralki?
Wielorazowe pieluszki.
- Oblecha! Nie dość, że muszę często sprawdzać, czy nie zasikana, to jeszcze w kółko prać. No i co zrobić z kupą?

Gdy słyszę wszystkie te głosy, z przerażeniem stwierdzam, że muszę uchodzić za strasznego brudasa, który po wszystko sięga ugnojoną łapą i nie ma problemu z dotykaniem kupy. Niezupełnie tak jest, lubię czystość i porządek. Nierzadko zwracam uwagę na brud i przejawiam skłonności pedantyczne (o czym boleśnie przekonuje się moja rodzina). Równocześnie uważam, że wyrzucenie śmieci do kosza (w tym opakowań po mięsie, kiszących się w workach obierek z warzyw, zużytych podpasek, pieluszek i chusteczek) nie zwalnia nas z odpowiedzialności za produkcję śmieci. Wyobrażam sobie, co się z nimi potem dzieje i uświadamiam, że wszystkie te rzeczy lądując w kontenerze lub na wysypisku stają się jeszcze bardziej chorobotwórcze i szkodliwe... 

Mam wrażenie, że w imię plastiku i wygodnej jednorazowości zapomnieliśmy o pralce, occie, spirytusie, wrzątku i zdrowym rozsądku. Zastanawiam się też, kiedy zrezygnujemy z wielorazowej pościeli, ręczników i toalet...

Myślę sobie, że "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal". To, że kasza, mąka lub ser są zapaczkowane, nie oznacza, że nigdy nie było w nich
 myszy lub że pakowacz nie miał kataru. W zaklejonych torebkach z produktami sypkimi też niestety zdarzają się robaki. A przecież większość jedzenia, możemy dokładnie wyszorować i umyć lub sparzyć przed przygotowaniem posiłku. Stare książki kucharskie polecają płukanie ryżu, fasolek i orzechów do czasu, gdy woda przez nie przepływająca jest przeźroczysta. Moja mama zawsze zalewała wrzątkiem rodzynki... Krem ze słoiczka możemy czerpać sparzoną lub przetartą spirytusem, stalową łyżeczką.

Jednorazowe produkty higieniczne? Moim zdaniem są uzasadnione w przychodni, szpitalu, gabinecie kosmetycznym i tego typu miejscach. Ale we własnym domu? Czy aż tak musimy się bać swoich bakterii? Dlaczego wydaje nam się, że wyrzucenie czegoś do śmieci jest higieniczniejsze niż sparzenie wrzątkiem, przelanie spirytusem lub upranie i wyprasowanie? 

Czemu myślimy, że odpady (a więc i nasze bakterie) znikają w cudowny sposób, kiedy lądują w koszu? Dlaczego nie interesujemy się zdrowiem i rozwojem drobnoustrojów w kontekście ludzi, którzy nam śmieci wywożą, sortują i przetwarzają? Czemu wciąż wydaje nam się, że plastik pozostaje bez wpływu na kondycję planety i nasze zdrowie?

4 komentarze:

  1. Jak dla mnie najbardziej dobitnym argumentem na to, że to, co zapakowane, niekoniecznie jest higieniczne, jest fakt, że mole spożywcze zazwyczaj przynosi się ze sklepu wraz z suchymi produktami takimi jak mąka czy płatki owsiane.
    Poza tym obecnie większość produktów pakowana jest w plastik, a nadal i wciąż większość ludzi nie ma świadomości jak on oddziałuje na pakowane w niego jedzenie. Myślę, że bardzo potrzebna jest edukacja w tym zakresie i to najlepiej już od najmłodszych lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plastikowe opakowania dają niestety tylko iluzję czystości. :(

      Usuń
  2. Podpisuję się rękami i nogami, ale i tak większość znanych mi osób do upadłego broni poglądu, że Domestos jest w domu niezbędny, inaczej zjedzą nas bakterie. I pewnie nie kupując sklepowej chemii i twierdząc, że mam w domu czysto, to pucuję tą wodą, sodą i octem co dzień dla porównywalnego efektu. Pozostaje nam chyba niezmordowana praca u podstaw, niczym pozytywistom....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co dzień z octem i sodą... Hi hi hi - to byłoby szaleństwo. :D

      Usuń