sobota, 31 grudnia 2016

Grudzień 2016.

Początek miesiąca przywitał nas śniegiem i mrozem. Każdego ranka widzieliśmy za oknem biel łąk i oszronione drzewa. Potem trzeba było szybko rozpalać w piecu, bo po nocy bez grzania ziąb ochoczo wdzierał się do naszego domu. Śnieg towarzyszył nam przez cały miesiąc, a wahania temperatur i wilgotności pomagały tworzyć coraz to nowe zimowe obrazki. 




środa, 28 grudnia 2016

Kult foliowej siatki i totalne poczucie bezradności...

W 2016 roku udało mi się całkowicie zrezygnować z foliowych siateczek, jednorazówek i reklamówek. Okazało się, że nie są potrzebne do pakowania pieczywa w piekarni czy bakalii na wagę, ani do mrożenia pierogów. Można ich też skutecznie odmówić kiedy sprzedawca chce zapakować w nie parę skarpet, dwie łapki na myszy czy kilka jabłek. Ba! Bez ani jednej reklamówki poradzimy sobie robiąc zakupy jedzeniowe na cały tydzień. Foliowa siatka nie jest również niezbędna do wyłożenia kosza na śmieci. Obejdziemy się bez niej jadąc z podróż i chcąc mieć osobny "schowek" na brudne majtki, a nawet wymiotując w autobusie. Czytając wiele na ten temat wpływu tego fenomenalnego wynalazku naszych czasów na środowisko, zastanawiając się jak bez plastikowych opakowań radzili sobie nasi przodkowie i wprowadzając do własnego domu rozwiązania alternatywne odetchnęłam z ulgą i ucieszyłam się bardzo - udało się spełnić jedno z tegorocznych marzeń - nasz kosz na plastik przez ostatnie dwa miesiące świecił pustkami!

Mój zestaw zakupowy: duża kwadratowa ściereczka, plastikowe pudełka, plecakowór, materiałowa torba, woreczki i słoiki. Gdy pójdę na zakupy z takim ekwipunkiem nikt nie wciśnie mi siateczki. Czyż nie jest elegancko?
Kiedy jednak zjechali się świąteczni goście po raz kolejny uświadomiłam sobie, że niewielu żyje tak jak ja. Prawie każda przywieziona nam rzecz była opakowana w osobną siateczkę. A każda z tych siateczek wylądowała w koszu, mimo że nie była ani brudna, ani dziurawa i ktoś, kto uważa foliówkę za niezbędną, mógłby ją spokojnie użyć jeszcze kilka razy. Załamałam ręce, zasmuciłam się jak dawno i poczułam totalną bezradność. Równocześnie zamarzyłam o tym, by używanie plastikowej reklamówki było niedługo tak samo nie na miejscu jak palenie papierosów w miejscach publicznych czy wywożenie śmieci do lasu...


niedziela, 18 grudnia 2016

Recenzja książki "Kobieta i natura, czyli jak zachować zdrowie na każdym etapie życia" - Preeti Agrawal w rozmowie z Dorotą Hartwich.

Był taki czas, kiedy kobieta budziła się wraz z wstającym Słońcem i zasypiała tuż po jego zachodzie. Był taki czas, kiedy w swym miesięcznym cyklu zrównana była z Księżycem - na jego pełnię przypadała pełnia jej płodności, wraz z nastaniem jego nowiu ona odnawiała swój cykl i zaczynała krwawić. Natura wyznaczała cykl jej życia; ona nie buntowała się, lecz starała się to wykorzystać. Instynktownie wybierała to, co było w naturze dla niej dobre, a odrzucała to, co mogło stanowić zagrożenie. Wiedziała, co truje i niszczy, a co odżywia i leczy jej umysł i ciało. Poznawała prawa natury i podlegając im, poznawała siebie samą.
Historia bliskości kobiety i natury dziś wydaje się nam mało prawdopodobna. Rytm naszego życia wyznacza nie natura, lecz mechaniczny (czasem cyfrowy) zegar, na którym bezlitośnie odmalowuje się uciekający czas. Czas, który przeklinamy za to, że wciąż jest go za mało, by z wszystkim zdążyć. Gorączkowe próby złapania go i zamknięcia w spiżarni z zapasami, na nic się zdają. Z troską o tysiąc spraw biegniemy więc przez codzienność, biegniemy do utraty tchu, niejednokrotnie potykając się z wysiłku po drodze. Niepokój o to, czy wykonamy kolejne zadanie wypełnia nas często po brzegi. Nie pamiętamy przy tym o sobie, pamięta nasze ciało. To ono, po pewnym czasie szalonego pędu i nadludzkiego wysiłku, zaczyna się dopominać o należną mu troskę. Natura - choć nasza krzątanina wypiera ją skutecznie - wciąż wysyła nam sygnały ostrzegawcze i drobne podszepty. Czasem słyszymy je lepiej, czasem gorzej, czasem nie słyszymy (nie chcemy słyszeć) ich wcale.
Tak zaczyna się książka "Kobieta i natura", która jest zapisem rozmowy dziennikarki Doroty Hartwich z ginekolożką Preeti Agrawal. Znajdziemy w niej odpowiedzi na pytania nurtujące płeć piękną w różnym wieku i różnych sytuacjach życiowych - dziewczynki, nastolatki, młode kobiety, kochanki, żony i przyszłe matki, kobiety dojrzałe i babcie. Preeti Agrawal wyjaśnia jak dbać o siebie na co dzień, by cieszyć się zdrowiem, a zwłaszcza jak radzić sobie z chorobami i dolegliwościami, jak im zapobiegać oraz jak mądrze i skutecznie się z nich wyleczyć. 



wtorek, 13 grudnia 2016

"Nie jest za ślisko?", "Nie marzniesz?" - o jeździe rowerem w zimie.

Kilku czytelników zapytało mnie ostatnio w prywatnych wiadomościach o jazdę rowerem w zimie. O to, jak radzę sobie z lodem i chłodem... Na jakim jeżdżę rowerze i czy korzystam z opon z kolcami, czy w mieście używam maseczki antysmogowej, jak pokonuję śliskie nawierzchnie i co robię, by nie marznąć, a w szczególności jak zabezpieczam stopy i dłonie - o wszystkim tym przeczytacie w dzisiejszym wpisie!




Recenzja książki "Brudna robota. Zapiski o życiu na wsi, jedzeniu i miłości" autorstwa Kristin Kimball.

Książkę "Brudna robota" pożyczyłam od koleżanki z jogi. Przeczytałam o niej na blogu Marleny, zapamiętałam koguta na okładce i stwierdziłam, że na grudniowe wieczory ujdzie, pewnie nie powali, ale może chociaż będzie się ją dobrze czytało... Marlena wręczając zapewniła, że to książka "o nas" i że na pewno mi się spodoba. Żeby tylko! Pochłonęła bez reszty! Nie minęła doba a ja nie wierzę, że doszłam do tylnej okładki! Nie pozostało nic innego jak przejrzeć ją od początku, odnaleźć ulubione cytaty i zasiąść do recenzji.


poniedziałek, 12 grudnia 2016

Rowerowa rodzina - o życiu codziennym bez samochodu.

Dziś chciałabym zaprosić Was na wywiad z wyjątkową osobą, którą miałam okazję poznać osobiście! Na moje pytania o codzienne życie bez auta odpowiedział Marcin Dumnicki - prezes Stowarzyszenia Kraków Miastem Rowerów, ojciec trójki dzieci, matematyk, który kilka lat temu podjął decyzję o ostatecznej sprzedaży samochodu...


Wszystkie zdjęcia użyte w tym artykule pochodzą z archiwum mojego rozmówcy.



piątek, 9 grudnia 2016

Dlaczego nie mam samochodu i bardzo rzadko z niego korzystam?

Zima trwa w Beskidzie już prawie miesiąc, z dnia na dzień sytuacja się zmienia - raz mamy białe drogi, raz gołoledź, czasami lodowe koleiny, niekiedy asfalt jest tylko mokry. Śnieg jest na językach wszystkich, a jesienne sąsiedzkie pytania - Są jakie grzyby? Pojawiły się już opieńki? - zmieniły się na - Jechał dziś pług? Sypali? Ale zimno! Znowu trzeba odśnieżać... Coraz częściej ktoś podważa zasadność mojego dreptania lub pedałowania na rowerze i proponuje mi podwiezienie. A gdy spotyka się z uprzejmą, ale stanowczą odmową nie omieszka poinformować, co o tym sądzi i nazwać mnie upartą wariatką. Tłumaczę sobie, że propozycje wynikają z serdeczności, uprzejmości i troski, ale słuchanie w kółko i w kółko, że jest się nieodpowiedzialnym i głupim tylko dlatego, że nie chcę nadużywać korzystania z samochodu lub mam ochotę poruszać się i przewietrzyć napawa mnie smutkiem i goryczą. By ulżyć samej sobie, postanowiłam więc zebrać myśli i opisać dlaczego właściwie staram się nie korzystać z tego środka transportu.




wtorek, 6 grudnia 2016

Opowieści Sowy Przemądrzałej.

Do zrobienia tej zabawki zainspirował mnie wpis na blogu Dzieci bez Plastiku (to moje ulubione miejsce, gdy szukam inspiracji na ciekawe zabawki dla dzieci). Zabawa polega na tym, że z woreczka każdy losuje ustaloną ilość prostych obrazków i na ich podstawie buduje historyjkę, którą trzeba opowiedzieć.


W grze tej nie ma złych odpowiedzi. Ogranicza nas jedynie nasza wyobraźnia - piszą autorzy bloga. Mnie spodobała się dlatego, że może sprawiać radość zarówno dzieciom jak i dorosłym. Każdy wymyśla opowieści na swoim poziomie. Zabawa rozwija pomysłowość, uczy jak opowiadać, ale też jak słuchać drugiego. Schematyczne obrazki na wylosowanych klockach można różnie interpretować, a tworzone historie mogą okazać się bardzo ciekawe i wyjść dość zabawnie... Z klocków można też po prostu budować wieżę lub wykorzystać je do innych dziecięcych harców!

Recenzja książki "Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak" autorstwa Anny Kamińskiej.

Biografię przyrodniczki czytałam wygrzewając się na kocu w sierpniowym słońcu. Myślę jednak, że będzie równie wciągająca jakiegoś grudniowego wieczoru pod tym samym kocem, w ciepłym łóżku! 
Miała być czwartym Kossakiem i przejąć paletę po pradziadku Juliuszu, dziadku Wojciechu oraz ojcu Jerzym. Wybrała własną niezależną drogę. Nieakceptowana przez najbliższych, świadoma swej odrębności - krakowską Kossakówkę zamieniła na leśniczówkę w środku Puszczy Białowieskiej. Mówili o niej "czarownica" - bo gadała ze zwierzętami, miała kruka terrorystę, który kradł złoto i atakował rowerzystów, mieszkała z oswojonym dzikiem, przyjaźniła się z sarnami.
Simona Kossak (1943-2007) - profesor nauk leśnych, biolog, zapisała nową rewolucyjną kartę nie tylko w dziejach swojej rodziny, ale przede wszystkim w rozwoju zoopsychologii. Naukowiec pasjonat. Kobieta, która wśród zwierząt znalazła to, czego nigdy nie otrzymała od ludzi. Oto porywająca historia jej życia.




Mimo, że jako mała dziewczynka w "Kossakówce" wielokrotnie kupowałam podręczniki szkolne (w tamtych czasach willa Kossaków mieściła księgarnię) nie wiedziałam, że ta znana rodzina to nie tylko malarze i artyści, że kiedyś urodziła się wśród nich dziewczynka, która nade wszystko kochała przyrodę... Książka opisująca życie Simony wprawiła mnie w totalne osłupienie i z niedowierzaniem czytałam kolejne jej karty.

Choinki nie będzie? O ekologicznych świętach Bożego Narodzenia.

Dziś chciałabym się podzielić moimi planami na święta. Choć nie lubię świątecznej komercji otaczającej nas zewsząd na długo przed Bożym Narodzeniem, to w tym roku sama zaczęłam o nich myśleć już dawno. Jak przeżyć je etycznie i ekologicznie? Jak sprawić by był to okres spokojny i wyjątkowy? Z czego zrezygnować, a gdzie pozwolić sobie na ukłon w stronę tradycji? Takie pytania zadaję sobie od pewnego czasu przy wielu okazjach, przed świętami nie mogło więc być inaczej.



poniedziałek, 5 grudnia 2016

Recenzja książki "Wilki" Adama Wajraka.

Jeszcze kilka lat temu stwierdziłabym pewnie, że książka o przyrodzie nie może być wciągająca. Nie wiele jest też książek, do których wracam. A jednak, po roku postanowiłam przeczytać "Wilki" ponownie i za drugim razem wywarły na mnie chyba jeszcze silniejsze wrażenie niż po podczas pierwszej lektury!



czwartek, 1 grudnia 2016

Leśne zwierzęta spod szydełka - zabawy z kawałkiem drutu i resztkami włóczek.

Przez całe lata wydawało mi się czarną magią. Wiedza tajemna, dostępna najwytrwalszym... Cholernie trudne zajęcie, wymagające duszy artysty, precyzji, wyobraźni i cierpliwości... Piękne gazetki, z apetycznymi zdjęciami wyrobów i... tajnym szyfrem w środku! Nie raz próbowałam go rozszyfrować i po kilku godzinach odchodziłam sfrustrowana.


Jak to się stało, że postanowiłam się przełamać i udało się nauczyć się czegoś więcej niż łańcuszka? I dlaczego zaczęłam od leśnych zwierzątek?