wtorek, 13 grudnia 2016

"Nie jest za ślisko?", "Nie marzniesz?" - o jeździe rowerem w zimie.

Kilku czytelników zapytało mnie ostatnio w prywatnych wiadomościach o jazdę rowerem w zimie. O to, jak radzę sobie z lodem i chłodem... Na jakim jeżdżę rowerze i czy korzystam z opon z kolcami, czy w mieście używam maseczki antysmogowej, jak pokonuję śliskie nawierzchnie i co robię, by nie marznąć, a w szczególności jak zabezpieczam stopy i dłonie - o wszystkim tym przeczytacie w dzisiejszym wpisie!




Rower. 
Mój rower codzienny to trekking Mangoose Switchback z 2001 roku. Jest stalowy i waży swoje, choć nie ma żadnej amortyzacji. Rower ma obecnie zewnętrzny napęd 2x7, który doskonale sprawdzał się na mieście - w Beskidzie muszę nieraz stanąć na pedałach, a w gorsze dni prowadzić rower, gdy podjeżdżam pod górki o nachyleniu większym niż 11%. Kiedyś miałam piastę planetarną (rozwiązanie wygodne, bo nie trzeba czyścić napędu i trudniej pobrudzić spodnie), ale zdołałam ją popsuć i już nie wróciliśmy do tego rozwiązania.

Koniecznym ekwipunkiem rowerowym na zimę są błotniki i lampki. Ja używam lampek na baterie - warto pamiętać, żeby często je ładować, bo zmrok zapada o tej porze roku zawsze wcześniej niż się spodziewamy. Moi znajomi zachwalają dynamo w piaście, bo nie trzeba myśleć ani o bateriach ani o zabieraniu lampek z domu.

Tak jak w innych porach roku, do jazdy na co dzień przyda się też bagażnik - szczególnie do przewozu większych rzeczy o nietypowych kształtach! ;)


Opony i lód.
Nie mam zimowych opon i nigdy na takich nie jeździłam. Obecnie zastanawiamy się nad zakupem kompletu wybitnie antypoślizgowych gum i złożeniem jednego uniwersalnego roweru zimowego dla nas i naszych ewentualnych gości by nawet w trudnych warunkach zima na rowerze nie była już nikomu straszna - jeśli się na to zdecydujemy, opiszę wrażenia.

Póki co korzystam z opon Schwalbe Marathon GreenGuard bez żadnego specjalnego bieżnika. Nie jest to najlepsze rozwiązanie na lód i śliskie nawierzchnie, ale mają tę zaletę, że są nieprzebijalne i dzięki temu nie łapię gum - nie ma chyba nic bardziej irytującego, niż konieczność zmiany dętki w zimie, gdy śpieszymy się do pracy. Służą mi już 8 lat. Na tych zupełnie niezimowych oponach jeżdżę więc wolno, staram się nie wykonywać gwałtownych ruchów i hamować tylko tam, gdzie ryzyko wpadnięcia w niebezpieczny poślizg jest minimalne. Ciężko to opisać, warto po prostu jeździć - pedałowanie w warunkach zimowych znacznie poprawia technikę jazdy na rowerze w ogóle i z każdym dniem czujemy się coraz pewniej.

Maseczka antysmogowa. 
Ja jeżdżę bez maseczki, na brodę i nos naciągam komin, ale tylko dlatego, że nie znoszę jak mi wieje mrozem po twarzy. Mąż od ponad 5 lat jeżdżąc po Krakowie używa maseczki Respro Techno. Testował też filtry RZMask, ale jego nosowa intuicja uważa, że nie wystarczają. W Beskidzie maseczki nie są konieczne. 


Wstrętny mróz. 
Przez wiele lat w zimie marzłam na rowerze potwornie (zresztą nie tylko na rowerze). Mimo grubych rękawic i butów, stopy i dłonie szybko robiły się sine i traciły czucie. Jak sobie poradziłam z tym problemem? Zorientowałam się, że wychładzam się nie dlatego, że mam za słabe ubranie.  

Staram się stosować do kilku podstawowych zasad i gdy rzeczywiście to robię - działają! Jeśli się jest zmarzluchem to od października do marca należy szczególnie dbać o to, żeby jeść ciepłe i pożywne śniadania - owsianki, jaglanki lub zupy. Zaleca się nie spożywać mleka i jego przetworów, a także owoców południowych (bananów, mango, owoców kaki, melonów, ananasów, kiwi, cytryn itp.) i nie pić żadnych zimnych napojów, bo bardzo wychładzają organizm. By rozgrzać ciało od środka należy regularnie pić napar z korzenia pietruszki. Warto też od czasu do czasu moczyć stopy w gorącej wodzie ze sproszkowanym imbirem. 

Ciepłe ubranie oczywiście się przyda, ale raczej ubieramy kończyny niż tułów. Pod spodnie trzeba założyć kalesony lub rajstopy. Ciepłe buty, ciepłe skarpety i super grube rękawiczki (najlepiej dwupalczatki) - to absolutna podstawa! Ani buty, ani rękawiczki, ani skarpetki nie mogą cisnąć - musi się dać w nich ruszać palcami.

Plucha. 
Zima to nie tylko mróz i lód. Czasem pada śnieg z deszczem, a czasem jest błoto pośniegowe, przed którym nie chronią nas do końca nawet najlepsze błotniki. Wtedy ubieram kalosze, gumowe spodnie i pelerynę typu ponczo. Moja peleryna jest jaskraworóżowa i dzięki temu, że z daleka widać na drodze osobliwy namiot w dziwnym kolorze, kierowcy omijają mnie szerokim łukiem. ;)

Czy są tu jacyś zimowi rowerzyści? Jakie są Wasze patenty? 
Wierzę, że macie ich znacznie więcej niż ja, więc dzielcie się doświadczeniami!

8 komentarzy:

  1. Bardzo przydają się piankowe ochraniacze na buty (szczególnie spd). W stopy ciepło i buty c hipzyste. Poza tym ja przyjmuję zasadę, że ubieram jedną warstwę mniej, niż jakbym szedł pieszo - na początku trochę zmarznę, ale później, jak się rozgrzeję, to nie pocę się tak bardzo. Pozdrawiam wszystkich zimowych rowerzystów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na mróz nie jeżdżę w SPDach bo mi marzna stopy od bloków. :( Ale kiedy jest +5 stopni piankowe ocieplacze są faktycznie super! ;)

      Usuń
  2. Ciekawy post - chyba rzeczywiście warto zastanowić się nad tym "środkiem lokomocji". Szczególnie, że dla mnie rower to dobre zastępstwo dla komunikacji miejskiej :) Czas więc spróbować, a nie ograniczać się tylko do ciepłego sezonu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Duży plus za wpis o ubraniach :) Ja idąc pieszo prawie nie marznę, natomiast na rowerze staje się to problemem już na jesieni. Generalnie wydaje mi się, że pułapka polega na tym, że jak człowiek ma obcisłe rękawiczki, czy ciężką kurtkę to sie czuje ciepło opatulony. A prawda taka, że powietrze dobrze izoluje, a luźne ubranienie blokuje krążenia :) Natomiast o nieprzebijalnych oponach już coś kiedyś pisałaś na blogu, tylko założyłem że kupiłaś je w okolicach przeprowadzki na trudniejsze warunki. Ale osiem lat znaczy, że jeździłaś w nich też po mieście, tak? Pytam bo w tym momencie na dystansach praca-dom poruszam się tylko pieszo i rowerowo i chciałbym to tak zostawić po powrocie do Polski - tyle że sprzęt mam jaki mam i trzeba go będzie odnowić lub kupić nowy, więc patrze na wszystkie możliwe propozycje co warto a czego nie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na marznące dłonie polecam łapawice dwupalczatki - zdecydowanie nie obcisłe, ale takie, w których można bezpiecznie wcisnąć klamkę hamulca (gdy zajdzie taka potrzeba).

      Na temat nieprzebijalnych opon mogłabym pisać peany! Inwestycja warta świeczki! Są nieco cięższe niż takie bez antyprzebiciowej powłoki, ale na mieście, gdzie nie jeździ się na wyścigi nie jest to aż tak ważne. Moje przejechały już kilkadziesiąt (jeśli nie kilkaset) tysięcy kilometrów - głównie po asfalcie, ale też po błocie, piaskach, kamieniach, korzeniach, śniegu i lodzie.

      Usuń
    2. Czyli warto :) Jesli peanów starczy na dłuższy post to rozważ może jeden wpis na blogu ;) Pewnie nie o samych oponach ale generalnie rower plus wyposażenie. Bo chociaż generalnie widzę, że coraz więcej ludzi używa rowerów, to traktują to raczej jak alternatywę na dobrą pogodę i z pierwszym deszczem wracają do samochodów. A w jeździe w gorszych warunkach pewnie trochę doświadczeń masz :) Na razie z przyjemnością przeczytałem w całości ten wpis. Do roweru przekonałem się dopiero dwa lata temu, ale teraz jestem wielkim entuzjastą.

      Usuń
    3. Moim zdaniem warto dbać o rower codzienny, żeby uniknąć frustracji, ubrudzenia się i niechcianych awarii. Najlepiej, gdy jest porządny, a na taki nie wygląda... ;) Gdy się taki posiada i niejednokrotnie doceni jego zalety, to już mała szansa na powrót do autobusowo-samochodowego trybu życia... :D

      Usuń