wtorek, 31 października 2017

Październik 2017 - idzie zima.

Kolejny miesiąc w Beskidzie. Znów uczyliśmy się cierpliwości, pracowitości i pokory. Jeśli w sierpniu byliśmy zmęczeni, a we wrześniu wyczerpani, to u progu listopada zastanawiam się jakim cudem jeszcze w miarę normalnie funkcjonujemy. Przemęczenie jest prawdopodobnie spowodowane okolicznościami, na które nie mamy zbyt dużego wpływu. Nałożyło się chyba wszystko, co mogło się nałożyć. Codzienna, wielogodzinna praca męża przed komputerem i mój powrót do dawania lekcji. Załatwienia związane z budową oraz fakt, że końca jej nie widać. Nieprzespane noce z maleństwem. Moc rzeczy, które koniecznie trzeba zrobić przed zimą. Marzenie, by podłubać coś jeszcze w grządkach. Coraz krótsze dni, chłód i deszcz.




Jeśli ktoś, kto żyje na wsi uwierzył, że letnia "sielanka" potrwa wiecznie, to październik jest od tego, by sprowadzić go na ziemię. Trzeci już raz musieliśmy stawić czoło pytaniom:
  • Czy w domu będzie ciepło? Jest uszczelniony i ocieplony? Wystarczy opału? 
  • Czy sprzęty i narzędzia, których nie możemy trzymać w środku, zostały zabezpieczone przed śniegiem i mrozem?
  • Czy ogródek jest gotowy na zimę?
Zrobiliśmy to, na co w naszym odczuciu starczyło sił i czasu. Ale czy wszystko? Może dało się więcej? 

piątek, 27 października 2017

"No i jak Wam się tu żyje?"

Minęły nieco ponad dwa lata od przeprowadzki w Beskid. Mało to i dużo. Na tyle krótko, by nie zapomnieć o zaskoczeniach i zdziwieniach. Dość, żeby spróbować choć zdawkowo opowiedzieć o codzienności.

Życie na wsi podobnej do naszej, obrosło mitami, które niestety nie mają zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością. Słyszę czasem, że mamy tu jak u pana Boga za piecem, sielankowo, pięknie i beztrosko, że można pozazdrościć, że mamy szczęście, bo każdy by tak chciał... Równie często dobiegają mnie opinie o tym, jak trudno musi być bez drogi, mostu, samochodu, większego sklepu i innych ludzi... Latem może i fajnie, ale w zimie? Po co się tak męczyć. 


Tak naprawdę nie mamy tu ani sielanki ani mordęgi. Staramy się żyć w zgodzie z własnymi przekonaniami. Korzystamy więc z wyjątkowych możliwości, jakie daje otoczenie, ale też regularnie stawiamy czoła ograniczeniom oraz trudnościom.

czwartek, 19 października 2017

Recenzja książki "Walka o ulice. Jak odzyskać miasto dla ludzi" Janette Sadik-Khan i Setha Solomonowa.

Dzieło znanej amerykańskiej aktywistki miejskiej i ekspertki do spraw transportu i urbanizacji miałam okazję przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Wysoki Zamek. 


Autorka publikacji, Janette Sadik-Khan, była w latach 2007-2013 komisarzem do spraw transportu w Nowym Jorku. Podczas swojej sześcioletniej kadencji przeprowadziła w tym amerykańskim mieście urbanistyczną rewolucję. Najbardziej kontrowersyjne projekty to oddanie pieszym przestrzeni, zajmowanej wcześniej przez parkingi i pasy dla samochodów, budowa setek kilometrów dróg rowerowych oraz uruchomienie szybkich linii autobusowych i sprawnej sieci rowerów miejskich. 

Z lektury dowiadujemy się jak wygląda zarządzanie ulicami jednego z bardziej znanych amerykańskich miast i jak przeprowadzić w praktyce idee miasta szczęśliwego. Czy da się stworzyć miejsce pełne życia i zieleni, przyjaznego wszystkim jego mieszkańcom (w tym dzieciom, młodzieży, ludziom bez prawa jazdy, niepełnosprawnym i osobom starszym)?