piątek, 19 maja 2017

Recenzja książki "Łowcy smaków" autorstwa Iny Rybarczyk.

Bloga True Taste Hunters śledzę już od dłuższego czasu (kto wie, czy nie od kiedy powstał). Gdy więc od wydawnictwa REBIS dostałam propozycję zrecenzowania książki "Łowcy Smaków" tej samej autorki, ucieszyłam się jak dziecko. Choć nie często gotuję całkowicie bezglutenowo i nierzadko grzeszę cukrem, to z moją słabością do kulinarnych przewodników, nie mogłam się oprzeć kolejnej publikacji pełnej roślinnych przepisów. 


Atutem książki jest niezwykła precyzja. Widać, że autorka dogłębnie ją przemyślała i włożyła moc pracy w jej stworzenie - świadczą o tym zarówno same przepisy, jak i niezwykle apetyczne zdjęcia. Ze wstępu dowiadujemy się o jej historii - dlaczego gotuje tak, a nie inaczej - oraz poznajemy produkty, które zawsze ma w kuchni. Bardzo pomocna jest strona z przelicznikami kuchennymi - dzięki niej wiem wreszcie, ile mililitrów ma łyżka, ile waży szklanka ryżu, a ile płatków owsianych... Ucieszyły mnie też przepisy na produkty podstawowe, czyli przewodnik po tym, jak samodzielnie zrobić mleko migdałowe, masło orzechowe, czy bulion warzywny, jak gotować różne rodzaje fasolek i w jaki sposób przyrządzać puree z dyni, buraków i batatów. Wszystkie te produkty występują bowiem dość często w reszcie receptur - na śniadania, kanapki, smarowidła i przekąski, sałatki oraz zupy, dania obiadowe, a także słodkości (tych jest najwięcej i są najciekawsze).

Ina Rybarczyk tłumaczy, że na weganizm zdecydowała się głównie z powodów zdrowotnych. Obala mit, jakoby kuchnia roślinna była niepełnowartościowa i świetnie tłumaczy, na co trzeba zwrócić uwagę komponując taką dietę.

Autorka poleca używać najwyższej jakości produktów organicznych (wiele z nich można na szczęście wyhodować samemu). Dużo tu jednak niestety również mleka kokosowego, bakalii, wyszukanych warzyw, owoców i przypraw, chia i quinoa, ksylitolu oraz syropu klonowego, a czasem też innych, jeszcze bardziej wymyślnych składników - sprowadzanych z daleka, może nawet z drugiego końca świata. Nie są one dostępne w mniejszych miejscowościach, a z powodów finansowych nie każdy może sobie na nie pozwolić (a gdyby nawet, na świecie produktów tych szybko by dla wszystkich zabrakło). Te czynniki sprawiają, że przepisy znalezione w książce "Łowcy smaków" uważam za wyrafinowane i nie do końca ekologiczne (jeśli ekologię rozumiemy nieco szerzej niż przez kupowanie produktów oznaczonych certyfikatami). Choć oczywiście rozumiem, że produkty te sprzyjają zdrowotności i sama od czasu do czasu ich używam.

Zasmuciłam się także bardzo, że w książce nie znalazł się mój ulubiony przepis z bloga - na drożdżowy bezglutenowy chleb z ziarnami. Na szczęście przepisałam go sobie do domowego kajetu (wolę gotować z książką lub zeszytem niż z komputerem). Ujął mnie za to sposób przygotowywania jednej ze śniadaniowych owsianek - z marchewką i w piekarniku - niebo w gębie!



Książka prezentuje moim zdaniem kuchnię dosyć wykwintną. Sięgnę po nią, gdy będę chciała stworzyć coś na szczególne okazje lub gdy odwiedzą mnie goście niejedzący na co dzień nie tylko mięsa i nabiału, ale też glutenu i cukru! Polecam ją tym, którzy gotują tak na co dzień lub chcieliby zacząć - na pewno stanowi ciekawą inspirację.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz