wtorek, 26 września 2017

Recenzja książki "Życie zero waste, żyj bez śmieci i żyj lepiej" Katarzyny Wągrowskiej.

Co znajdziemy w pierwszej polskiej książce o bezodpadowym życiu? Moc motywujących informacji, inspiracji i praktycznych patentów oraz przepisów... Katarzyna Wągrowska, poznanianka, autorka bloga "Ograniczam Się" stworzyła kompendium wiedzy o zero waste



Odrobina teorii.
Z obszernego wstępu dowiadujemy się, na czym polega bezśmieciowy styl życia i o co w nim chodzi. Znajdujemy tam również informacje o tym, ile odpadów produkuje przeciętny Polak i co się z nimi dzieje, gdy znikną z naszego pola widzenia. Autorka z jednej strony zdaje sobie sprawę, że dążenie do pustki w domowym koszu na śmieci to droga długa i wyboista, a żeby uniknąć frustracji i zniechęcenia zmiany najlepiej wprowadzać stopniowo, z drugiej doskonale wie, że pogłębianie świadomości i testowanie ekologicznych rozwiązań jest tak pasjonujące, iż trudno się temu oprzeć. W rezultacie zero waste przestaje być celem, a staje się drogą.
Życie bez odpadów to stan, którego nie osiąga się od razu, do zmiany prowadzi seria małych kroków - dokonywanie świadomych konsumenckich wyborów. Z czasem zaczynasz rozumieć, co jest lepsze dla ciebie, twojej rodziny, twojego domu, miasta i środowiska. Co ciekawe, wydaje mi się, że ta droga nie ma końca, bo świat się zmienia, tak jak i nasze potrzeby nie zawsze są takie same. (...) Być może życie bez odpadów to mrzonka. Jednak droga do niego jest tak wciągająca, że gdy raz się na nią wstąpi, trudno z niej zejść. A jeśli nawet zboczy się ze ścieżki, po chwili refleksji wraca się na właściwe tory.
Mnie poruszyły fakty. Ponoć dziesięć procent światowego wydobycia ropy naftowej przeznacza się na produkcję i transport opakowań, na oceanach powstają i rozrastają się kolejne śmieciowe wyspy, a przeciętny Polak zużywa rocznie około czterysta pięćdziesiąt foliówek, podczas gdy Duńczyk radzi sobie z czterema. W naszym kraju mamy też około ośmiuset wysypisk śmieci, a ich hałdy mogą zajmować nawet dwadzieścia hektarów powierzchni i wznosić się na wysokość stu siedemdziesięciu metrów... Wierzycie w segregację? Jedynie kilka procent odpadów zbieranych selektywnie jest obecnie przetwarzana. A to nie wszystkie przerażające informacje, które w swojej książce zawarła Katarzyna Wągrowska. 

Pierwsze proste nawyki. 
Termos lub domowy kubek zamiast jednorazowych kubeczków na kawę i inne napoje serwowane na wynos, własny bidon w miejsce butelek z wodą, wielorazowe torby i materiałowe woreczki w opozycji do sterty jednorazowych foliówek... Kto jeszcze nie używa tych przedmiotów, niech czym prędzej zacznie! Są nie tylko ekologiczne ale nade wszystko estetyczne!

Domowa praktyka.
Książka dostarcza nam moc praktycznych wskazówek, jak przestać wytwarzać śmieci podczas codziennych czynności, co robić, by uniknąć jednorazowych opakowań żywności, kosmetyków i detergentów oraz jak radzić sobie z rzeczami, które się zepsuły lub zniszczyły. Kuchnia, łazienka i garderoba to miejsca, na które warto spojrzeć krytycznym okiem, a potem zastosować się do zawartych w książce rad. Dostajemy porady jak robić odpowiedzialne zakupy i zachętę do samodzielnego gotowania, przygotowywania przetworów, wytwarzania kosmetyków i środków czyszczących oraz reperowania i przerabiania odzieży. Znajdziemy przepisy na domowej roboty szminkę, tusz do rzęs, odżywkę i żel do włosów. 

Czego trzeba dzieciom?
Autorka skłania nas do refleksji nad konsumpcją związaną z posiadaniem dzieci. Zachęca do używania wielorazowych pieluszek i refleksji nad tym, czy przedmioty jakimi otaczamy nasze pociechy są faktycznie niezbędne.
Poznawanie świata wiąże się z obserwacją otoczenia, dotykaniem, czasem lizaniem i gryzieniem - to czynności dla dziecka oczywiste i naturalne. Czy głośno grająca zabawka z pstrokatych kolorach mu w tym pomoże? Do czego z prawdziwych rzeczy jest ona podobna? (...) Zabawki ze sklepu mają ten minus, że dają dużo gotowych, ograniczonych propozycji zabawy. Zamiast rozwijać wyobraźnię zamykają ją w pewne z góry narzucone ramy. Od początku widziałam, że zwykła łyżka czy kuchenna miska sprawia dzieciom o wiele więcej frajdy niż plastikowe resoraki czy głośne, wydające płaski elektroniczny dźwięk organki.
To podejście, z którym zdecydowanie się utożsamiam. Żałuję, że rozdział poświęcony dzieciom był tak krótki!

Rozmowy.
W publikacji znajdziemy kilka bardzo interesujących wywiadów z osobami zaangażowanymi w ruch zero waste w Polsce, w większości przedstawicielkami rodzimej proekologicznej blogosfery, ale nie tylko. Z wypiekami na twarzy czytałam zapisy rozmów z antropologiem kultury, minimalistką mieszkającą w Pradze, ekspertem od upcyklingu, praktykiem edukacji domowej, profesjonalnym edukatorem ekologicznym i prezesem Polskiego Stowarzyszenia Zero Waste. Dla mnie stanowiły jedną z ciekawszych części książki i pokazywały różnorodność pojmowania tego stylu. Szkoda, że tych wywiadów było tylko sześć i wszystkie zostały przeprowadzone z kobietami. 

Na zewnątrz.
Cieszę się, że Katarzyna Wągrowska nie pominęła takich tematów jak życie w stylu zero waste poza domem oraz bezśmieciowy transport, choć wskazówki udzielone w ostatnim rozdziale są raczej zdawkowe i przydadzą się zdecydowanie bardziej mieszczuchom niż mieszkańcom wsi.


Książka bardzo mi się podobała i mam nadzieję, że przybliży ducha stylu zero waste szerszemu gronu Polaków. Autorka pokazała, że starając się nie produkować śmieci nie trzeba być ekologicznym świrem, a takie życie pogłębia świadomość i daje wiele satysfakcji. Publikacja stanowi z pewnością kopalnię inspiracji. 

--------------------------------------------------------------

Konkurs.
"Życie zero waste" otrzymałam do recenzji od wydawnictwa Znak wraz z dodatkowym egzemplarzem dla czytelników mojego bloga. Jeśli chcielibyście przeczytać tę książkę, piszcie w komentarzach co już robicie, by nie zapełniać śmieciami naszej planety i komu przekażecie książkę po jej przeczytaniu. Lekturę otrzyma ten, kto najbardziej mnie poruszy lub zainspiruje. Na odpowiedzi czekam do 30 września, a wyniki konkursu opublikuję na końcu tego posta 2 października.

Wyniki konkursu.
Zaskoczyliście mnie ilością komentarzy i patentów na ekologiczne oraz bezśmieciowe życie, chciałabym nagrodzić każdego z Was. Bo serce rośnie jak się to czyta! Wybór był trudny. Ogromnie trudny. Tym razem książka poleci do Ewy (proszę o kontakt na ekoeksperymenty@gmail.com), z życzeniami by już nigdy nie musiała wozić taczką śmieci przez las do drogi... 

26 komentarzy:

  1. Mnie również rozczarował krótki rozdział o dzieciach :D Liczyłam na więcej w tym temacie! Ale bardzo to zabawne, jak te same treści mogą mieć różny odbiór, bo piszesz, że Ciebie najbardziej poruszyły fakty, a ja z kolei narzekałam, że jak dla mnie jest "za mało mięsa" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś już było w mojej świadomości, niby w kółko o tym czytam, a wciąż tak mało wiem... :( Tych faktów nie było może dużo, ale w moim odczuciu wystarczająco.

      Usuń
  2. Robimy przetwory z warzyw i owoców z własnego ogródka, chodzimy po zakupy z własnymi torbami, rzeczy kupuję w większości używane (oprócz bielizny), co można przerabiam u krawcowej, a buty ratuję u szewca. Korzystam z portalu gratyzchaty i nieraz znajdę tam jakąś perełkę, na olx też można coś wyłowić. Książki puszczam dalej w świat np. zostawiam w bibliotece na regale, z którego każdy może wziąć, a już niedługo będę brała udział w akcji Wielkiej Wymiany Książkowej. Staram się kupować duże opakowania np. żywności, kosmetyków. Piję wodę z kranu. Nie marnuję żywności. Książkę przekażę dalej w formie rozdania na Fb i blogu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Największą i najlepszą rzecz jaką mogliśmy zrobić ostatnio dla środowiska a przede wszystkim dla siebie wraz z mężem to sprzedaż samochodu i przemieszczanie się tylko rowerami. Weganizm od kilku lat i wiele innych drobnych rzeczy ale do ideału nam daleko :-) Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale fajnie z tym samochodem! I jak się czujecie z taką decyzją w praktyce?

      Usuń
  4. Moje sposoby na niezaśmiecanie środowiska rozpoczęłam od ograniczania jednorazowych siatek na zakupy. Dorobiłam się kilku materiałowych toreb, w tym kilku mniejszych na warzywa i owoce. Zakupy spożywcze staram się robić u zaprzyjaźnionych sklepikarzy, którzy chętnie wkładają do moich opakowań ser czy wędliny.Od pewnego czasu pokochałam pieczenie chleba - w końcu mogę dowolnie przyprawiać chleb (polecam z bazylią, jest przepyszny). Jako wielka fanka jogurtów naturalnych, chcąc ograniczać codziennie wyrzucanie plastiku, korzystam z jogurtownicy. W planach mam także skorzystanie z mlekomatu (niestety, wszystkie są bardzo daleko od mojego miejsca zamieszkania). Swoją postawą zarażam także bliskie mi osoby. Będę naprawdę szczęśliwa, jeśli i one będą mogły przysłużyć się naszej planecie, dlatego też otrzymaną książkę podarowałabym swojej mamie :) PS oczywiście nie kupuję także wody w butelkach plastikowych, korzystam z filtra. W przyszłości planuję zakup podręcznej szklanej butelki na wodę, żeby w podróży czy nawet w pracy, mieć zawsze swoją wodę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozazdrościć! Jak wygląda to zarażanie w praktyce?

      Usuń
  5. Zawsze noszę w torebce materiałową torbę na nieprzewidziane zakupy. Mąż od jakiegoś czasu chętnie piecze chleb, którego smak jest niewspółmierny ze sklepowym. Poza tym lubię kupować rzeczy używane. Często zapominamy o tym, że nawet nowo zakupiony mebel po miesiącu i tak przestaje być nowy. Ograniczam także kupno zabawek dzieciom. Wolę kupić jedną lalkę niż 10 niby-zabawek, którymi i tak się nie bawią. Zakupiłam także dla siebie i dziecka bidony stalowe i pijemy kranówkę (ciężko było się przestawić, ale widać różnicę także ekonomiczną). Ponadto, jeżeli forma listowna nie jest konieczna, staram się jej unikać i załatwiam sprawy drogą elektroniczną.
    Książkę chciałabym sama przeczytać, bo dopiero wdrażam się w temat, ale chciałabym ją pożyczyć także mojej rodzinie, która niestety "żyje na plastiku".

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj - bardzo chętnie przeczytałabym tę książkę! Do zero waste jest nam bardzo daleko, a coraz bardziej czuję palącą potrzebę większych zmian w tej dziedzinie. Tym bardziej, że podpatruję takie życie u Ciebie i innych z zachwytem. Ilość powstających w domu śmieci jest przerażająca. Niesamowicie też wkurzają mnie opakowania np. mały krem w ogromnym pudełku z wkładkami, albo lek: 2 pastylki w metalowym listku wielkości 6x10 cm i jeszcze w kartonowym pudełku, 2 pomidory na styropianowej tacce i okręcone folią... itp itd Mam wrażenie, że jest coraz gorzej w tej kwestii, a nie coraz lepiej. Mam wrażenie, że "wkręca" nam się fobię na pseudo sterylne pakowanie wszystkiego de facto generując popyt na plastik a nie ograniczając! U nas jest dzbanek filtrujący i od tego miesiąca butelka; książki, których nie zostawiam oddaję dla Straży dla Zwierząt - oni sprzedają, a kasa idzie na zwierzaki, ubrania do rozparcelowania dla potrzebujących; zamiast żeli do mycia ciała staram się używać mydła, żeby nie generować opakowań; reklamówki, które wciąż jeszcze się pojawiają (niestety) używam wielokrotnie na różne cele do zdarcia; powtórnie wykorzystuję słoiki; staram się kupować produkty w słoikach a nie w puszkach, stosuję roślinny żwirek dla kota. Pewnie jeszcze coś by się znalazło :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Od pewnego czasu życie pcha mnie i mojego męża w kierunku samowystarczalności. Porzucilismy życie w mieście na rzecz życia praktycznie w lesie, staramy się jeść z naszego ogródka,pieczemy chleby itp. Życie na wsi zweryfikowało sposob robienia zakupów, są teraz bardziej przemyślane, oczywiscie mamy swoje siatki z materiału. Rzeczy staramy się naprawiać (mój mąż to MacGyver i z niczego robi cuda) a cale mieszkanie mamy w meblach od znajomych i rodziny (zamierzam je niedługo odnowić/przemalować). Niemniej widzę ile worków ze smieciami co miesiąc wiozę taczką przez las do drogi, ile pracy jeszcze przed nami, być może czasem wyobraźni nam brakuje co tu poprawić/zamienić/ulepszyć, być może brakuje wiedzy. Myślę, mam nadzieję, że ta książa pomoglaby mi nieco ulepszyć nasze codzienne wybory i decyzje a po przeczytuaniu - tak jak każdą inną książkę - pusciłabym ją w obieg, w pierwszej chwili do serdecznej koleżanki. Pozdrawiam, Kat Ewa

    OdpowiedzUsuń
  8. Cześć mądra książeczko! :D moja codzienna praktyka to na razie less-waste, chociaż już zdołałam wprowadzić pewne nawyki, dzięki którym droga pod moimi stopami naprawdę się przesuwa w kierunku utopijnego zera! Zaczynając od łazienki, w której zamiast podpasek mam kubeczek a zamiast szamponu mąkę (i to cała moja 'chemia'!), przez sypialnię, w której mój maluch ma używaną wyprawkę i wielorazowe pieluchy, kończąc na kuchni, gdzie króluje minimalizm wśród kuchennych akcesoriów, w zamrażalniku obierki czekają na to, by zrobić z nich wywar, a kuchenka lśni od octu :) chociaż zmiany te pomogły mi bardzo mocno ograniczyć zakupy i zredukować ilość śmieci, to jednak ja i maluch to ciągle tylko 2/3 domowego gospodarstwa - a to jednak ta pozostała 1/3 robi zakupy i podejmuje plastikowe decyzje ;) z ogromną przyjemnością to właśnie mężowi podarowałabym Ciebie do lektury - i z jeszcze większą przyjemnością wyobrażam sobie teraz, jaki będzie tego efekt! Na naszym domostwie jednak Twoja nauka się nie skończy i na pewno od nas powędrujesz dalej, i gwarantuję, że będziesz czytana od deski do deski! To co, wpadniesz do nas? :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cały czas wydaje mi się, że robię tak niewiele, ale gdy zaczynam o tym myśleć, okazuje się, że jednak nie jest tak źle. Zaczęłam oczywiście od materiałowych toreb na zakupy, potem dołożyłam do kolekcji papierowe torebki (po ryżu, cukrze, mące) do których zaczęłam kupować produkty sypkie na wagę. Przestałam szukać wymówek i zaczęłam dokładnie segregować śmieci. Zamieniłam folię spożywczą i aluminiową na pudełko, w którym noszę kanapki do pracy. Mam swój kubek termiczny i kilka butelek (po soku aloesowym), w których transportuję wodę dla siebie i psa. Wodę natomiast filtruję w dzbanku zamiast kupować butelkowaną. Oddałam masę przedmiotów i ubrań, z których nie korzystałam, sama zaczęłam kupować ubrania używane i jestem już o krok od stworzenia szafy kapsułkowej. Zmieniłam chemię gospodarczą na kwasek cytrynowy i sodę (jestem zachwycona!). Planuję posiłki, dzięki czemu znacznie ograniczyłam marnowanie jedzenia. Przekonałam się do papieru toaletowego z recyklingu i wielorazowych płatków kosmetycznych. Mój mężczyzna naprawia mi różne przedmioty (połamane nożyczki, potłuczone kubeczki).
    Ostatnio obdarowałam koleżankę nieużywanymi już przeze mnie słoikami na artykuły sypkie, bardzo się ucieszyła. Udało mi się też dać drugie życie folii bąbelkowej, w którą zapakowano mi przesyłkę - kolega akurat się przeprowadza z całym dobytkiem i folia bardzo mu się przyda :)
    Jednak ciągle czuję, że robię za mało. Otwieram kosz na śmieci i widzę ich tam wciąż więcej niż bym chciała. Muszę się każdego dnia na nowo motywować i potrzebuję inspiracji.
    Chciałabym też dzielić się wiedzą i inspiracją z najbliższymi. Książkę bardzo chętnie przeczytam, a potem przekażę dalej, bo ludzie najczęściej nie rozumieją, po co to wszystko - po co tak cudować, skoro moje działania to kropla w oceanie? Ale ja wiem (i wy też wiecie), że tych kropel jest coraz więcej. Zarażamy się świadomością, nasze działania się sumują i dzięki temu mają sens. Bo nawet jeśli w tym tygodniu każdy Polak zrezygnuje tylko z jednego woreczka - to w skali kraju będzie to 30 milionów woreczków zaoszczędzonych środowisku. Prawda, że warto? :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Temat ograniczenia odpadów zgłębiam od niedawna, jakoś wcześniej na to nie wpadłam, że można żyć po prostu lepiej. Własną torbę na zakupy nosiłam od dawna, teraz dochodzi coraz więcej woreczków np. na pieczywo, warzywa. Miny sprzedawców bezcenne (urok mieszkania w małej miejscowości). Przekonałam też męża do zakupu butelek filtrujących, i tak pożegnaliśmy wodę ze sklepu. Chociaż te butelki traktuję jako element przejściowy, docelowo - woda prosto z kranu. Zgłębiam temat kompostowania i myślę, że wkrótce jakiś pojemnik na odpady organiczne stanie na balkonie. Generalnie, wprowadzam małe zmiany, obserwując, jak domownicy je przyjmują. A lekko nie jest, walczę o każdą małą zmianę na lepsze. I się nie poddam :) Książka w razie czego powędruje do kogoś z grupy miłośników książek, puszczę ją w obieg ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeśli chodzi o nas, to chyba wkroczyliśmy już w "zero waste level hard". Poza oczywistymi oczywistościami tj.: przemyślane zakupy (oczywiście bez foliówek), segregacja odpadów do granic możliwości, wielorazowe pieluchowanie, przyjmowanie czy kupowanie głównie używanych ubrań, zabawek itp to od kilku lat nie kupiliśmy żadnej chemii gospodarczej. Staram się wszystkie środki czystości i prawie wszystkie kosmetyki robić sama z prostych składników. Wszystkie odpady biodegradowalne oczywiście kompostujemy, a odkąd mieszkamy na wsi korzystamy nawet z tzw toalety separacyjnej. Niestety dla większości naszych gości to już jest totalna przesada, jednak my nie potrafimy już z niej zrezygnować. Jakby tego było mało planujemy w przyszłym roku budowę zerowaste'owego domu ze zużytych opon, gliny, słomy, puszek i butelek.
    Mimo wszystko mam wrażenie że w niektórych sytuacjach potrzebuję jeszcze motywacji, wprowadzenia jeszcze kilku zmian, do czego mam nadzieję zainspiruje mnie ta książka. Po przeczytaniu chyba w pierwszej kolejności dam ją mojej siostrze, mam nadzieję, że trochę jej to otworzy oczy, bo sposób życia jej i jej rodziny to totalna odwrotność mojego :(

    OdpowiedzUsuń
  12. Myślę, że zero waste dla niektórych osób jest jak religia :) Interesuję się tematem od prawie roku, zmienił całe moje życie. Największy wpływ miało na mnie to, jak ktoś powiedział, że nawet jeśli wyrzucimy śmieci do kosza, to one nie znikają - śmieciarka przewozi je w inne miejsce. Wyobraziłam sobie wszystkie moje odpady, które wyprodukowałam, leżące gdzieś na Ziemi. I tak się wszystko zaczęło... Ograniczyłam chemię do mycia domu na rzecz octu, sody i własnoręcznie robionego mydła, chociaż początki były bardzo trudne. Nie myję włosów szamponami, tylko sodą, mąką i jajkiem. Teraz jest sezon na kasztany, więc będę z nimi pracowała. Butelka metalowa, podpaski wielorazowe, kubek menstruacyjny, pióro - to wszystko wymagało inwestycji, ale po prawie roku używania - ta inwestycja się już prawie zwróciła! Wykonuję prace malarskie i zmieniłam farby akrylowe na akwarelę - nieudany obraz można potraktować jako rozpałkę ;) Ubrań czy większych rzeczy staram się nie kupować, a jak już to używane. Czasem, gdy jestem zmuszona kupić w piekarni coś do papierowej torebki - zostawiam ją sobie i oddaję komuś, kto ma psa. Dzięki czemu nie musi marnować nowej torebki na posprzątanie po nim.
    Przez zero waste rzuciłam palenie (odeszły śmiecie z filtrami i gumy do żucia), ale także czuję się znacznie lepiej. Całe życie miałam skłonności do depresji, a teraz przez cały prawie rok nic. Nie mam pojęcia, dlaczego u mnie to tak zadziałało, może dlatego, że mam przeczucie, że robię coś potrzebnego. Największym jednak problemem do przeskoczenia jest to, jak zainspirować moją rodzinę, żeby bardziej świadomie podchodziła do zakupów. Staram się jeździć z nimi na nie, trzymać siatki i słoiki, ale czasem zwyczajnie nie mogę. Już pewne poprawy są - razem pieczemy chleb, nie kupujemy niczego w puszkach, ale dopóki mamy jeszcze śmieci to mamy też coś do poprawy. Małymi kroczkami, ale do celu :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam swoje torby wielorazowe, w kuchni ekomyjke własnej roboty, dom czyszcze octem, używam kubeczka menstruacyjnego wspomaganym podpaskami i wkładkami wielorazowymi, kuchennych odpadów nie wyrzucam, a kompostuje, wodę piję przygotowaną,dziecię przewijam w pieluchy wielorazowe a pupy myję myjkami z pieluchy flanelowej, a wyciekające mleko łapią wielorazowe wkładki lajtacyjne. Kolejny krok przede mną - rzucam mięso, dzięki czemu ubędzie mi śmieci segregowalnych, a mięsne resztki na śmietniku nie będą nęcić szczurów. Książkę chętnie przekazaĺabym wszystkim sceptykom, którzy są zamknięci na dialog.

    OdpowiedzUsuń
  14. wszyscy piszą takie elaboraty a ja krótko...bo robię póki co niewiele ale własnie chce to zmienić, dzięki tej książce...jednak mam swoje drobinki które dokładam...właśnie się przeprowadziłam i chce bardzo iść w minimalizm posiadanych rzeczy, łazienkę już od dawna czyszczę wodą z octem, z oszczędności staram się kupować mało jedzenia..tak akurat dla mnie, ryż czy kasze kupować w 1 kg opakowaniach (nie w torebkach) i przekładam do słoika, nie używam cukru ale płynna wydajną stevie, posiłki noszę w plastikowych pudełkach (mam ich więcej niż naczyń :) Martwi mnie ilość butelek plastikowych które "produkuję" :( (pije średnio 6l wody dziennie)
    mieszkam w nowym mieście...dopiero tydzień i jak uruchomię pracownie bardzo bym chciała uszyć woreczki na warzywa etc...Dużo przede mną...
    Książkę oddam mojej siostrze, koniecznie!!! ma zdecydowanie za dużo rzeczy!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak tylko potrafię staram się nie zaśmiecać środowiska wokół i nie zaśmiecać naszej planety. Staram się nie produkować bezproduktywnych myśli.
    Uczę się dzielić tym co mam (bardzo trudno choćby jest mi oddać książkę, którą chciałbym widzieć na swojej półce w biblioteczce). Jeśli czegoś potrzebuję staram się korzystać z tego czego ktoś nie chce.
    Nie chcę kupować i brać tego czego nie potrzebuję (ulegać chwilowym modom a rzeczy próbuję używać jak najdłużej).
    Zależałoby mi aby książkę przeczytała cała rodzina. Mógłbym opowiadać o niej. Chciałbym przeczytać ją też kilkuletnim dzieciom. Chciałbym dać książkę osobie, która wyrzuca śmieci na nieczynnej już żwirowni lub wyrzuca śmieci w lesie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ciekawa książka, wędruje na listę "do przeczytania" :-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Książkę po przeczytaniu, zrecenzuję na swoim blogu. Dzięki temu więcej osób będzie miało szansę ją poznać. A później przekażę ją do lokalnej biblioteki. Większość książek, które pojawiają się w moim domu od Wydawnictw przekazuję właśnie do biblioteki. Dzięki temu książka nie kurzy się na półce, a ma szansę zrobić coś dobrego. Mała, lokalna biblioteka to miejsce nie tylko do czytania, ale i do spotkań, warsztatów i wspólnego poznawania się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak obecnie dbam o swój eko klimat? Segreguję śmieci, uważam że to pierwszy krok w stronę bycia eko - bo większość rzeczy można ponownie wykorzystać, na zakupy chodzę z płócienną torbą, aby nie zaopatrywać się w milion foliowych reklamówek - warto taką torbę zakupić dopasowaną do siebie. W ciekawym kolorze, z ciekawym rysunkiem lub napisem. Świetny dodatek nie tylko na zakupy, ale jako uzupełnienie stroju. Polecam również taką torbę sprezentować znajomym w ramach prezentu urodzinowego czy pod choinkę. Dodatkowo mieszkam na wsi, więc odpadki spożywcze które zostają, zjadają zwierzęta. A aby w naszym świecie było więcej czystego powietrza, uprawiam swój mały ogródek, ja mam pyszne i zdrowe warzywa, a świat ciut więcej tlenu.

      Usuń
  18. A ja stopniowo wyposażam swój dom w gadżety, które pomagają ograniczać plastikowe jednorazówki. Oprócz klasycznej torby i woreczków na zakupy mam bidon na wodę, słomki ze stali nierdzewnej i wielorazowe owijki na żywność (Bee’s Wrap). Promuję te i inne wynalazki w najbliższym otoczeniu i cieszą mnie małe zmiany w sposobie myślenia. Sceptyczni do tej pory rodzice zaczęli używać lnianych woreczków na zakupy, siostra zanosi nadwyżki jedzenia do jadłodzielni, a znajomi zainstalowali aplikację OLIO, żeby walczyć z marnowaniem żywności. Książkę podarowałabym koleżance, która z ekologią póki co ma niewiele wspólnego, ale podejrzewam, że dzięki lekturze mogłaby się wciągnąć. Myślę tak, bo ma małego synka, więc jeśli nie zrobi tego dla siebie, to może dla przyszłego pokolenia, które rośnie u niej w domu :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Widziałam w księgarniach, muszę kupić :) Małymi kroczkami MOŻNA zmieniać świat :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Z miłości do zwierzat i ze względu na zdrowie przeszłam na wegetarianizm (jedyną rzecz odzwierzeca jaką jem są jajka , bardzo rzadko i tylko od rodziny - mój wujek ma sześć kur), do przejscia na weganizmu mi
    niewiele brakuje :) , wszędzie zabieram bidon z filtrem, jest to bardzo wygodne bo w każdym momencie mogę ponownie napełnic butelkę i mam wodę zdatną do picia , stare ubrania przerabiam albo robię z nich maskotki lub zabawki dla psa , segreguje śmieci. Jeżeli uda mi się wygrać książkę , po przeczytaniu jej przeze mnie dostanie ją moja mama (po Twojej opinii książka bardzo ją zainteresowała) , następnie wyśle ja do osób , które również interesują się tym tematem (oczywiście za darmo ;)).

    OdpowiedzUsuń
  21. Staram się żyć ekologicznie. To wynik pewnej postawy. Kiedyś pani w sklepie ekologicznym zapytała, czy chcę reklamówkę. Odpowiedziałam zdziwiona, że mam torbę i dziękuję. Zdziwiła się: "Kupują u mnie niby ekolodzy, a zawsze biorą foliową torbę, która rozkłada się tysiące lat". Prosty przykład pokazuje, że życie eko jest przede wszystkim w naszych głowach. To, jak o sobie myślimy i jak siebie szanujemy, odzwierciedla się w relacjach z ludźmi. Dopiero potem jest to, co jemy i czy segregujemy śmieci. Częścią wspólną ekologii i ekonomii jest oszczędzanie. Kupuję tylko tyle jedzenia, żeby potem nie wyrzucać. Plastikowe butelki po napojach, zakrętki, zużyte długopisy, tubki po kremach- wszystko może służyć do zrobienia np. nowej zabawki. A co z odpadami kuchennymi? Skorupki jajek, skórki od jabłek, resztki? Mogą świetnie posłużyć do doskonałego ekologicznego nawozu. Okazuje się, że można poszukać także smaku. Na przykład ze zmielonych, suszonych warzyw spreparować świetną jarzynówkę, a potrawy doprawione świeżymi ziołami wyhodowanymi na parapecie okna są naprawdę dobre. Kartki z drukiem nie wyrzucam, tylko piszę na ich czystej drugiej stronie. Przelewy robię przez Internet i nie dostaję papierowych przekazów do domu. Po przeczytaniu tej książki oddałabym ją moich bliskim, a potem znajomym, bo świata na lepsze nie zmieni się w pojedynkę, ale kropla prowadzi do morza zmian.

    Karolina

    OdpowiedzUsuń
  22. Wciąż jestem przekonany, że zbyt mało robię dla naszej planety. Od jakiegoś czasu wielokrotnie wykorzystuję torebki foliowe w supermarkecie (z upodobaniem w dziale "warzywa i owoce").
    Dzisiaj wpadłem na pomysł, że zrezygnuję z używania chusteczek higienicznych i ręczników papierowych. Może zyska na tym jakieś drzewo? Może mniej folii znajdzie miejsce na śmietniku?
    Wątpiąc w skuteczność pomysłu książkę z dedykacją zaniósłbym do Ministerstwa Środowiska. Zostawiłbym ministrowi.

    OdpowiedzUsuń