niedziela, 3 września 2017

Recenzja książki "Witajcie w raju. Reportaże o przemyśle turystycznym" autorstwa Jennie Dielemans.

Skąd tak naprawdę wzięły się wakacje? W którym momencie powstała potrzeba wyrwania się - getting awaw from it all - zostawienia za sobą szarej rzeczywistości i wyruszenia w stronę lepszego, do raju? W jaki sposób podróżowanie przestało być przywilejem wybranych, a stało się prawem obywatelskim, niezbędnym do zachowania zdrowia fizycznego i psychicznego, niekwestionowanym wynagrodzeniem za przepracowany czas? I kiedy właściwie nasze marzenia o czasie wolnym zostały zapakowane, rozreklamowane i sprzedane, a wakacje stały się przemysłem, dziś największym na świecie?
Szwedzka dziennikarka poprzez opisy scen przyuważonych w samolotach i na lotniskach, w Meksyku, Tajlandii, Wietnamie i na wyspy Karaibskich oraz przytoczone rozmowy, które zostały przeprowadzone ze spotkanymi tam ludźmi, chce pokazać co stoi za przemysłem turystycznym. 



Kiedy zaczęliśmy podróżować i dlaczego? Kto może sobie pozwolić na wczasy nieco dalej od domu? Jak wygląda zaplecze hotelu? Dlaczego plaża jest pusta? Czemu znikają lasy morenowe i rafy koralowe? W jakich warunkach żyje lokalny przewodnik? Co stoi za sex-turystyką? Czy tubylcy cieszą się z gości i faktycznie na nich zarabiają? Jakie pamiątki najlepiej się sprzedają? Kto zarabia na turystyce?

W książce nie brakuje nie tylko wymownych obrazów, ale też konkretnych danych, statystyk i faktów historycznych.



Autorka dochodzi do wniosku, że podróże są odzwierciedleniem naszych marzeń za rajem, mają wynikać z tęsknoty za Innym oraz pragnienia ucieczki od codzienności. Chcemy prostoty i autentyczności, a w zależności od stylu życia i zasobności portfela wybieramy różne style podróżowania.
Fantazje, jakie snujemy o świecie, i tęsknota za tym, co nietknięte, zrodziły największy przemysł świata. To przemysł, w którym opakowuje się, reklamuje i sprzedaje nasze marzenia. To również przemysł, który produkuje wszystko, począwszy od olejku do opalania, noclegu w hotelu i miejsca w samolocie, na usługach seksualnych, śniadaniu angielskim i polach golfowych skończywszy.
Zauważa też ciekawą kwestię, żywot turystycznego miejsca przechodzi dość przewidywalne metamorfozy:
Uproszczony schemat cyklu życia miejscowości wypoczynkowej wygląda zawsze tak samo: najpierw zostaje ona „odkryta”, następnie zabudowana i/lub przebudowana zgodnie z potrzebami turystów, potem rozreklamowana i sprzedana. Przyjeżdża coraz więcej turystów, rośnie eksploatacja, w końcu miejscowość zaczyna mieć opinię banalnej i nieciekawej, zbyt mało „nietkniętej” i „autentycznej”, a turyści wyruszają dalej w poszukiwaniu nowych miejsc.
Czego szukamy?
Interesują nas już nie tylko nietknięte plaże, życzymy sobie również nietkniętych ludzi. (...) Zapotrzebowanie turystów na kulturę i tradycję innych (nieważne, czy będą to Masajowie w Kenii, Majowie w Meksyku, lud Akha w Tajlandii czy Hmongowie w Wietnamie) stawia wysokie wymagania ludziom, których odwiedzamy. To, czy im zapłacimy, uzależnione jest od tego, czy uznamy ich za malowniczych, autentycznych i nieskażonych cywilizacją. W dniu, w którym Mao oprowadzająca turystów po wietnamskim Sa Pa kupi sobie antenę satelitarną, samochód, lodówkę z zamrażalką lub po prostu inne ubrania, turyści zaczną mieć problem. Przestanie być autentyczna, a jako obiekt zdjęć - atrakcyjna. Konsumujemy nie tylko kulturę i tradycję, konsumujemy również jej biedę. Ona musi być biedna dla nas.
Jaki jest nasz stosunek do mieszkańców miejsc, które odwiedzamy?
Problem w tym, że nie widzimy w tubylcach prawdziwych ludzi. Są tylko elementem scenerii naszych wakacji. Oglądamy ich, robimy im zdjęcia, patrzymy jak wykonują tradycyjne tańce. Zupełnie jakbyśmy byli w zoo.
Przebieramy bez umiaru w rajskim bufecie i oczekujemy wdzięczności od tych, których praca polega na usługiwaniu nam. (...) Wydaje się nam, że akt konsumpcji, któremu się oddajemy, jest dobrym uczynkiem, aktem solidarności. Że ludzie, którzy nam usługują na plażach w biedniejszych częściach świata, powinni się cieszyć, bo akurat ich wybraliśmy.
Czy problem dotyczy tylko tych, którzy korzystają z drogich hotelów i zamkniętych plaży? 
Nikt nie jest równie mocno przywiązany do tej pogoni za nietkniętym co backpackerzy. Nikt tak bardzo nie obawia się turystycznych pułapek i nikt tak bardzo nie upiera się przy nazywaniu siebie podróżnikiem - a nie turystą. (...) Jednocześnie sposób podróżowania backpackerów jest równie przewidywalny jak turystów czarterowych - z tą tylko różnicą, że zamiast "drewnianego talerza" (fatanyeros), broszury turystycznej i Phuket są placki z bananami, Lonely Planet i pięciomiesięczna droga przez południowo-wschodnią Azję.
Jak podróże zmieniają świat?
Bez zbędnego namysłu anektujemy, przekształcamy i przerabiamy miejsca, do których jeździmy na wakacje, tak by odpowiadały naszym własnym potrzebom i wyobrażeniom.
- Okej, jesteśmy w Tajlandii. Ale nic, co tutaj widzisz, nie zostało zrobione dla Tajów. To wszystko dla was.
Jakie są realne koszty wojaży?

Przemysł turystyczny sprzedaje coś, czego nie posiada. Pakuje sny, ale sprzedaje plaże, góry, ludzi, kultury i zmusza biedne kraje do dostosowywania się do naszych potrzeb, jakiekolwiek by one były. Wizja szerokiej, pustej rajskiej plaży przyczynia się do niszczenia niezbędnego do życia lasu mangrowego i wkłada broń w ręce policjanta turystycznego, którego zadaniem jest trzymać mieszkańca na dystans. Nasze hotele budują współcześni niewolnicy - Birmańczycy w Tajlandii, Haitańczycy na Dominikanie. Nasz spacer po polu golfowym kosztuje tysiące litrów wody, której brakuje w odwiedzanych przez nas krajach. 
Ale nie chcemy o tym słyszeć. Porozumienie między producentem a konsumentem, to znaczy między agencją turystyczną a nami, turystami, jest proste: oni nie mówią, my nie pytamy. Przecież jesteśmy na wakacjach.

Poza konsekwencjami społecznymi, wynikającymi często z niewolniczego wyzyskiwania tubylców, autorka dostrzega też wiele konsekwencji środowiskowych. Nasze wakacje nie pozostają bez wpływu na ziemski ekosystem. Kto ponosi te koszta?
- Sprzedaje się tu wizję długiej, niemal bezludnej plaży, nasze piękne rafy koralowe, czystą wodę i niesamowitą przyrodę z licznymi gatunkami zwierząt. I jednocześnie wszystko to się niszczy.
Od pewnego czasu wiele mówi się na temat zmian klimatycznych i ich konsekwencji. (...) Ta wiedza nie przeszkadza jednak korzystać ze środka transportu, który emituje najwięcej gazów cieplarnianych, czyli samolotu. Wręcz przeciwnie - latamy coraz dalej i coraz częściej.
- Zagrożenie klimatyczne zostało spowodowane przez niewielką część mieszkańców ziemi, ale to nie oni za nie płacą. Płacą biedni ludzie, którym najtrudniej uchronić się przed zmianami klimatycznymi.
Przytoczone cytaty to tylko namiastka tego, co znajdziemy w książce. 


Reportaże o przemyśle turystycznym nie przypadną do gustu każdemu, bo nie jest łatwo pogodzić się z faktem, że to książka o wielu z nas. Praktycznie o każdym, kto wybrał się kiedyś w podróż (niezależnie od tego, czy były to wczasy all-inclusive, czy backpackerska wyprawa). 

Można stwierdzić, że przecież autorka się napodróżowała, spędziła moc nocy w hotelach, nalatała samolotami, naoglądała widowiskowych krajobrazów. Łatwo więc jej teraz wybrzydzać na turystykę. Sama jednak z pokorą przyznaje:
Gdybym wiedziała to co wiem dzisiaj, ta książka pewnie nigdy by nie powstała.
Zaufajmy jej! Udokumentowano już przecież wiele. Powiedziano niejedno o smutnych konsekwencjach turystycznej konsumpcji. Piękne plaże, zwierzęta i ciekawych ludzi możemy oglądać na setkach zdjęć i filmów. A może równie interesujący świat mamy na wyciągnięcie ręki, tylko nie chcemy go dostrzec? Czy na pewno musimy pojechać lub polecieć gdzieś dalej? Może warto odpuścić podróżowanie, a naszą tęsknotę za Innym, odpoczynkiem i przygodą zaspakajać w przyjaźniejszy środowisku sposób?

10 komentarzy:

  1. O tak, ksiazka o nas i warto jej tresc wziac sobie do serca.
    Anna (K.A.)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie drążyłam tematu, ale zawsze wydawało mi się niemoralne pławienie się w luksusie w jakimś biednym kraju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym także jest ta książka, ale nie tylko o tym. Warto przeczytać!

      Usuń
  3. Tak sobie myślę, że chętnie sięgnęłabym po tę książkę - trochę kojarzy mi się z programem Tomka Michniewicza, w którym zabierał ludzi do znanych destynacji turystycznych, ale pokazywał im raj po drugiej stronie kurtyny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znałam. Muszę poszukać tego programu!

      Usuń
  4. odnoszę wrażenie, że ta książka trochę zniechęca do podróżowania. Jestem ciekawa i chyba przeczytam.
    Ale trzeba wiedzieć, że przemysł wakacyjny, jest jak każdy inny, tam gdzie jest popyt, będzie i podaż, za jaką cenę... to już jest między słowami.
    Uwielbiam podróżować, nic mnie do tego nie zniechęci, ale wierze, że trzeba to robić świadomie, a nie panoszyć się po miejscach w których jesteśmy gościem, niczym święta krowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy zniechęci to chyba kwestia bardzo indywidualna. Na pewno uświadomi wiele rzeczy.

      Usuń
  5. Ta książka raz na zawsze wybiła mi z głowy myśl o jakimkolwiek all-inclusive, na wypadek gdyby kiedyś jakimś cudem taka myśl się u mnie pojawiła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie utwierdziła w przekonaniu, że warto nie podróżować i szukać przyjaźniejszych dla środowiska sposobów spędzania wolnego czasu.

      Usuń