środa, 9 sierpnia 2017

Ekologia i zdrowe dziecko, czyli wywiad z pediatrą.

Opieka nad dzieckiem to wyzwanie. Jak znaleźć złoty środek między pragnieniem ekologicznego życia a współczesnymi standardami higienicznymi i medycznymi? W głowach rodziców pojawia się masa wątpliwości. Te, które udało mi się wychwycić, spisałam i przedstawiłam pediatrze. 

Zapraszam na wywiad ze specjalistą! Na moje pytania odpowiada lekarz Katarzyna Dyląg.



Czy korzystanie z używanych ubranek jest higieniczne i zdrowe?

Tak, w mojej praktyce spotkałam się z wieloma reakcjami skórnymi na barwniki zawarte w nowo zakupionych ubraniach, nie spotkałam się jednak z żadną sytuacją infekcji skórnej po ubrankach używanych. Oczywiście po zakupieniu/otrzymaniu należy ubranka wyprać, a najlepiej wygotować - drobnoustroje takie jak np. świerzb mogę potencjalnie przenieść się przez ubranie, a giną w takiej temperaturze.

Co z zabawkami, pościelą, naczyniami?

Myślę, że jest podobnie, nawet przy dużej determinacji dziecko zetknie się przecież z cudzymi zabawkami, kocykami, talerzykami w żłobku lub przedszkolu czy u znajomych dzieci.

Wiele kontrowersji wzbudzają też używane buty. Jedni straszą, że korzystanie z nich grozi zarażeniem grzybicą oraz wadami postawy. Drugich nie stać na wymienianie obuwia dziecięcego co kilka miesięcy. Jak zachować w tej kwestii zdrowy rozsądek?

American Academy of Pediatrics, zaleca niestosowanie butów u małych dzieci dopóki środowisko, w którym pozostaje dziecko tego nie wymaga (np. podłoże, po którym dziecko chodzi jest nieprzyjazne, grozi urazem). Eksperci odradzają również „medykalizację” kwestii obuwia, decyzję pozostawiając rodzicom. Warto jednak wspomnieć, że grzybica skóry i paznokci rzadko dotyczy dzieci.

A pieluszki? Argumentem za jednorazowymi pieluszkami typu pampers jest nie tylko wygoda, ale też myślenie, że są one w 100% czyste, a więc bezpieczniejsze niż coś, co wielokrotnie miało kontakt z odchodami.

Pieluszki wielorazowe/tetrowe są równoważną metodą pielęgnacji niemowląt w stosunku do popularnych „pampersów”. Wybór należy do rodziców.

Jeśli zdecydujemy się na wielorazówki, to czy na pewno zdrowo jest używać takich, które miały już wcześniej innego właściciela? 

Tak jak w przypadku ubranek, wygotowanie pieluszek wystarczy do zabicia drobnoustrojów 

Jedni polecają dzieciom jak najwięcej swobodnego ruchu na świeżym powietrzu, innym kojarzy się on z samymi niebezpieczeństwami. Kleszcze, słońce i bąblowiec, to tylko niektóre z nich. Jak możemy się przed nimi zabezpieczyć?

Ruch na świeżym powietrzu jest bardzo ważnym elementem pielęgnacji dzieci! Dostarcza atrakcji, wzmacnia odporność, stymuluje rozwój. 

Dziecko przebywające na słońcu powinno być odpowiednio (nie za ciepło!) ubrane, mieć nakrycie głowy oraz skórę zabezpieczoną kremem z filtrem. Należy unikać ekspozycji na słońce w upalne dni w godzinach 11.00-15.00 i zawsze zachęcać dziecko do zabawy w cieniu, gdzie przecież promienie słoneczne również docierają  np. odbijając się od powierzchni. 

Zabezpieczenie przed kleszczem obejmuje osłonięcie jak największej powierzchni skóry, można również stosować repelenty. Należy pamiętać, że kleszcze bytują w wysokiej trawie i na krzewach średniej wysokości, w takich okolicach trzeba liczyć się z ryzykiem ukąszenia przez kleszcza. Po spacerze należy obejrzeć dziecko i usunąć ewentualne kleszcze pęsetą. Nie warto z tym czekać, szukać pomocy medycznej. Usunięcie kleszcza < 24 godzin od ukąszenia redukuje ryzyko nabycia boreliozy, choroby odkleszczowej, do  niemal zera. Przeciwko drugiej z chorób przenoszonej przez kleszcze, odkleszczowemu zapaleniu mózgu, można się zaszczepić, co zaleca się w przypadku osób narażonych na zakażenie np. często przebywających na terenach leśnych. 

Bąblowica jest w Polsce bardzo rzadka, odnotowuje się ok. 30 przypadków rocznie. Głównym źródłem zarażenia są surowe pokarmy zabrudzone odchodami chorych psów i lisów. W Polsce są to najczęściej borówki (czarne jagody) leśne. 

Na pewno nie należy ograniczać przybywania dziecka na świeżym powietrzu ze względu na ryzyko zarażenia bąblowcem, zakażenia Borrelia burgdorferi lub wirusami odkleszczowego zapalenia mózgu.

Czy ekologiczny transport, rozumiany jako jazda rowerem i chodzenie na nogach, jest zdrowy dla dziecka? Maluch wożony rowerem (w foteliku lub przyczepce) może przecież łatwo przemarznąć, a noszony pozbawiony jest w pewnym stopniu swobody ruchu.  

Dziecko powinno być ubrane adekwatnie do pogody i aktywności którą podejmuje, wtedy ryzyko przegrzania czy wychłodzenia jest małe.

Rodzice boją się też, że dziecko chodzące do szkoły pieszo lub jeżdżące rowerem może stać się ofiarą wypadku. Wydaje się często, że auto z dobrym fotelikiem chroni je przed takimi zagrożeniami. 

Według statystyk policyjnych w 2016 roku na polskich drogach zginęło 72 dzieci <14 roku życia, a 3260 zostało rannych. 

Cytując raport: "Zdecydowana większość wszystkich poszkodowanych wśród dzieci w wieku 0-6 lat, to pasażerowie pojazdów – aż 77,1%, w tym ofiary śmiertelne to 72,7%. Tendencja ta jest bardzo niepokojąca albowiem świadczy o tym, że najmłodsi są narażeni na utratę życia bądź zdrowia przede wszystkim z powodu błędów dorosłych. Często za kierownicą pojazdu, w którym dziecko ulega wypadkowi siedzi ktoś z jego bliskiej rodziny." 

Nie wydaje się więc, aby transport pieszy lub rowerowy stwarzał większe ryzyko niż transport samochodowy. Z pewnością należy jednak przeanalizować drogę dziecka do szkoły pod kątem niebezpiecznych przejść dla pieszych, źle oznakowanych przejazdów kolejowych itp. oraz edukować dziecko w zakresie przepisów ruchu drogowego i wywierać nacisk na lokalne władze aby prowadziły działania sprzyjające bezpieczeństwu (progi zwalniające, oznakowanie itp.).

Jak jest z komunikacją publiczną? Czy nie najłatwiej właśnie tam złapać jakiegoś wirusa?

Skupiska ludzi niosą ze sobą ryzyko przenoszenia infekcji, które można zmniejszyć stawiając nacisk na higienę (mycie rąk!). Małe dzieci jednak przybywają w skupiskach nie tylko w komunikacji publicznej - żłobki i przedszkola  to miejsca gdzie dzieci najczęściej nabywają infekcje. 

Osobiście dostrzegam korzystny dla rozwoju aspekt komunikacji publicznej - dzieci obserwują świat, stykają się z różnymi ludźmi, uczą się nowych rzeczy. Ponadto, kontakt z rodzicem w tramwaju lub autobusie jest nieporównywalnie większy niż w sytuacji gdy dziecko obserwuje plecy mamy/taty z tylnego siedzenia. Od 5. roku życia jeździłam codziennie z mamą tramwajem do przedszkola/szkoły i wspominam z rozrzewnieniem niekończące się rozmowy i czas spędzony razem.

Wielu rodziców uważa, że dziecko powinno używać specjalnych kosmetyków. Dlaczego? A może nie korzystać z nich wcale i kąpać maluchy w samej wodzie?

Skóra noworodka i niemowlęcia jest delikatna i pozbawiona bariery ochronnej charakterystycznej dla skóry osób dorosłych. Małych dzieci nie należy kąpać częściej niż raz na dobę ze względu na możliwość podrażnienia skóry.  Zalecenia  American Academy of Pediatrics oraz polskich ekspertów mówią o używaniu delikatnych mydeł, kosmetyków dla niemowląt (pozbawionych konserwantów, środków zapachowych) oraz kremu na okolicę pieluszkową. Inne środki pielęgnacyjne nie są potrzebne. Jednorazowe chusteczki nasączane mogą wręcz działać drażniąco i nie są zalecane. Brak jest wiarygodnych badań naukowych porównujących takie postępowanie z myciem samą wodą, dlatego trudno mi się odnieść do takiej możliwości.

Jak utrzymywać czystość w domu? Jedni opiekunowie opowiadają się za częstym czyszczeniem, a nawet sterylizowaniem wszystkiego, z czym dziecko ma kontakt, drudzy sądzą, że brud uodparnia. 

Dom, w którym mieszkają małe dzieci powinien być przede wszystkim zabezpieczony pod względem możliwości zatrucia. Z daleka od dzieci należy trzymać leki, środki czystości, trzeba przeanalizować toksyczność domowych roślin. Jeśli chodzi o czystość, myślę, że ważny jest umiar. Istnieją doniesienia, o mniejszej częstości alergii u dzieci których rodzice oblizywali smoczek podnoszony z podłogi przed podaniem dziecku do ust. Medal ma jednak dwie strony, bo takie postępowanie zwiększać może częstość próchnicy i innych chorób, które przekazuje się dziecku, nie jest więc zalecane. 

Myślę, że obie skrajności (nadmierne dbanie o czystość oraz wychowywanie w brudzie) niosą ze sobą negatywne konsekwencje dla zdrowia dziecka. Należy wyrabiać w dziecku pozytywne nawyki higieniczne, uczyć częstego mycia rąk, szczególnie podczas zabawy z innymi dziećmi, przed jedzeniem, oraz dbać o czystość zabawek i przedmiotów, które dziecko intensywnie wkłada do ust podczas ząbkowania.


Co w takim razie zrobić ze smoczkiem, który upadł na podłogę? Wypłukać w czystej wodzie? Wyparzyć we wrzątku?

Decyzja należy tu do rodzica. Nie ma jednoznacznych wyników badań na ten temat. Myślę, ze zależy to również od tego na jaką powierzchnie upadł smoczek. Smoczki, które miały kontakt z podłogą w mojej przychodni zalecam wyparzać, w domu opłukanie wodą powinno zdać egzamin. 

Powtarza się często, że środki chemiczne zawarte w jednorazowych pieluszkach oraz kosmetykach i detergentach używanych przy okazji pielęgnacji dziecka mogą mu szkodzić. Czy to prawda?

Produkty dla dzieci dostępne na polskim rynku posiadają atesty, nie powinny więc szkodzić dzieciom. Muszą jednak spełniać swoje funkcje, czyli np. w przypadku chusteczek skutecznie czyścić skórę, a detergenty i inne substancje w nich zawarte mogą podrażniać skórę niektórych dzieci.

Dietę wegetariańską lub wegańską uważa się za ekologiczniejszą niż tę mięsną. Czy dieta roślinna jest w stanie zaspokoić potrzeby pokarmowe dziecka w każdym wieku? 

Przede wszystkim, podstawą żywienia noworodków i niemowląt jest karmienie piersią, które niesie ze sobą korzyści zdrowotne dla dziecka i matki oraz jest najbardziej ekologiczną formą żywienia jaką można sobie wyobrazić. U niemowląt (dzieci od 29. dnia życia do ukończenia 12 miesiąca życia) dieta wegańska nie jest wskazana ze względu na ryzyko niedoborów mikro i makroelementów. Dieta laktoowowegetariańska może pokrywać zapotrzebowanie dietetyczne niemowlęcia, ale należy prowadzić ją z rozwagą najlepiej w porozumieniu z dietetykiem. W dynamicznym okresie rozwoju potrzeby dziecka zmieniają się z miesiąca na miesiąc. W diecie każdego człowieka, ale przede wszystkim dziecka, należy stosować produkty niskoprzetworzone, wysokiej jakości.

A jak jest z dziećmi starszymi niż niemowlęta?

Dieta laktoowowegetariańska uważana jest za bezpieczną. Nie ma wielu badań monitorujących rozwój dzieci żywionych w ten sposób aż do dorosłości, ale wstępne wyniki sugerują, że z takich dzieci mogą wyrosnąć dorośli zdrowsi niż z ich mięsożernych rówieśników. 

Czy w związku z taką dietą trzeba robić dziecku jakieś specjalne badania, a jeśli tak, to jak często, jakie i dlaczego?

Jeśli dieta jest dobrze zbilansowana nie ma takiej potrzeby. Rodzice niektórych moich pacjentów decydują się na profilaktyczne oznaczenie morfologii i parametrów gospodarki żelazem np. raz na rok, ale nie ma ku temu bezwzględnych wskazań. 

Czy dziecko na diecie wegetariańskiej wymaga dodatkowej suplementacji?

Według aktualnych wytycznych, przy dobrze zbilansowanej diecie nie ma potrzeby - suplementujemy witaminę D3, jak u wszystkich zdrowych dzieci, i nic ponad nią. 

Wielu proekologicznie myślących rodziców sceptycznie podchodzi do suplementów i antybiotyków, zastanawia się nad sensownością probiotyków oraz boi szczepionek. Ci opiekunowie intuicyjnie bronią się przed wprowadzaniem do ukochanych małych ciał jakichkolwiek substancji wytworzonych w laboratorium. Czy da się je zastąpić jakimiś naturalnymi środkami? 

W temacie antybiotyków należy zacząć od tego, że większość infekcji w wieku dziecięcym ma charakter wirusowy. Antybiotyk w takiej sytuacji z pewnością nie pomoże, a może nieznacznie, ale jednak zaszkodzić. Nas, lekarzy obowiązują standardy leczenia zakażeń opracowywane w ramach tzw. Narodowego Programu Ochrony antybiotyków (www.antybiotyki.edu.pl), które regulują wskazania oraz sposób prowadzenia racjonalnej antybiotykoterapii. 

W sytuacji przeziębienia lub innej infekcji wirusowej, środki naturalne sprawdzają się wspaniale, sama zalecam zawsze domowej roboty syropy (z mniszka, cebuli i czosnku) zamiast aptecznych syropów „na kaszel”. Miód gryczany ma udowodnioną skuteczność w leczeniu kaszlu. Pełnią one jednak funkcję wspomagającą, nie leczniczą - łagodzą podrażnienie gardła, kaszel, ale ich aktywność przeciwbakteryjna lub przeciwwirusowa nie została udowodniona. 

Nadużywanie antybiotyków w medycynie (ale również np. w rolnictwie!) jest dla ludzkości szalenie niekorzystne ze względu na narastanie oporności. Bakterie są zawsze krok przed nami w tym wyścigu. Przypomnę jednak, odnosząc się do „syntetyczności” antybiotyków, że sporą ich część zawdzięczamy właśnie naturze (penicylina jest substancją produkowaną przez pleśnie), którą próbujemy naśladować w laboratorium tworząc np. penicyliny półsyntetyczne. 

Obrosłe wieloma mitami szczepionki, będące, w mojej opinii jednym z największych osiągnięć cywilizacyjnych ludzkości, bazują również na całkowicie naturalnych mechanizmach odporności. Podając pacjentowi czynnik zakaźny nieaktywny lub zabity wywołujemy te same mechanizmy odpornościowe, które zachodzą w sytuacji zakażenia, przewaga polega na tym, że kontrolujemy ten proces nie pozwalając infekcji się rozszaleć i dokonać spustoszenia w organizmie. Należy pamiętać, że Natura ma swoją ciemną stronę, epidemie wśród wieli gatunków pełnią funkcję ewolucyjną, dokonując selekcji silniejszych osobników. Pytanie, czy tak pojętą Naturę chcemy zapraszać do swojego domu, co czynimy rezygnując ze szczepień i oferty medycyny konwencjonalnej. 

W przypadku probiotyków badania dotyczą zwykle konkretnego szczepu (np. Lactobacillus reuteri, Lactobacillus rhamnosus) w konkretnej sytuacji klinicznej (np. ostra biegunka, kuracja antybiotykowa). Probiotyki naturalne, nie są kontrolowane pod względem zawartości konkretnego szczepu, nie można więc porównywać ich z preparatami aptecznymi. Istnieją doniesienia o korzystnym wpływie naturalnych probiotyków (kefiru) na zdrowie człowieka. Bakteryjna flora jelitowa jest bardzo zmienna osobniczo również pod względem wrażliwości na czynniki zewnętrzne. Z pewnością regularne spożywanie naturalnych probiotyków nie zaszkodzi, może pomóc „uodpornić” naszą florę, zaś w sytuacji ostrej biegunki czy kuracji antybiotykowej przy znacznych dolegliwościach można sięgnąć po apteczny probiotyk z przebadanym pod względem skuteczności szczepem.

Czy szczepionki nie niosą ze sobą żadnego ryzyka chorobowego?

Działania niepożądane są wpisane w każdą interwencję medyczną. W przypadku szczepień są one jednak bardzo rzadkie i w znakomitej większości przemijające. Najczęstsze odczyny poszczepienne to gorączka oraz obrzęk w miejscu wkłucia lub rozdrażnienie i płaczliwość dziecka. Do poważniejszych incydentów takich jak np. "omdlenie niemowlęce" czyli zespół hipotoniczno-hiporeaktywny po szczepionce przeciwko krztuścowi dochodzi znacznie rzadziej (10-145 przypadków/100 000 podanych szczepionek, w zależności od rodzaju szczepionki), ale również one nie pozostawiają trwałych następstw. Jednocześnie, śmiertelność i liczba powikłań w przebiegu chorób zakaźnych przeciwko którym stosuje się szczepienia są bardzo wysokie. We wspomnianym krztuścu śmiertelność wśród niemowląt sięga 2-10/100 chorych niemowląt! Ryzyko związane ze szczepieniem jest więc wielokrotnie mniejsze niż ryzyko, które ponosimy narażając dziecko na chorobę zakaźną i jej powikłania.

Możesz rozwinąć temat suplementacji?

Według zaleceń ESPGHAN (European Society for Paediatric Gastroenterology, Hepatology and Nutrition) każdy noworodek powinien otrzymać 1 mg witaminy K drogą domięśniową. Zapobiegamy w ten sposób bardzo groźnej chorobie krwotocznej noworodków związanej z niedoborem witaminy K. 

Ponadto, według zaleceń ESPGHAN należy suplementować witaminę D3. Witamina D3 uczestniczy w wielu procesach organizmu min.kształtowania się odporności, budowy kośćca oraz dojrzewania układu nerwowego. U zdrowego człowieka jej tworzenie następuje w skórze, ale spełnione muszą być pewne warunki - promienie słoneczne muszą padać prostopadle (od marca do września w godzinach 11.00-15.00 w Polsce) na nieosłoniętą skórę przez min. pół godziny. Ponieważ przebywanie dzieci na słońcu w tym okresie nie jest zalecane, kryterium to nie jest zwykle spełniane i suplementację witaminy D3 powinno się prowadzić przez cały rok. W zależności od wieku zmienne są dawki - u niemowląt jest to 400 jednostek dziennie, powyżej 12 miesiąca życia dawki stopniowo wzrastają. 

W Polsce nie zaleca się przesiewowego badania zdrowych niemowląt w kierunku niedokrwistości z niedoboru żelaza ani profilaktycznej suplementacji żelaza.






Katarzyna Dyląg jest lekarzem w trakcie specjalizacji z pediatrii. Pracuje w Wojewódzkim Specjalistycznym Szpitalu Dziecięcym im. św. Ludwika w Krakowie i w Centrum Medycznym Imed24. Współpracuje z Medycyną Praktyczną. 


Bibliografia:

Troko, J. et al. Is public transport a risk factor for acute respiratory infection? BMC Infect. Dis. 11, 16 (2011).

Hesselmar, B. et al. Pacifier Cleaning Practices and Risk of Allergy Development. Pediatrics 131, e1829–e1837 (2013).

Kim, J. H. Anti-bacterial action of onion (Allium cepa L.) extracts against oral pathogenic bacteria. J. Nihon Univ. Sch. Dent. 39, 136–41 (1997).

Leite, A. M. de O. et al. Microbiological, technological and therapeutic properties of kefir: a natural probiotic beverage. Brazilian J. Microbiol. 44, 341–349 (2013).

Parvez, S., Malik, K. A., Ah Kang, S. & Kim, H.-Y. Probiotics and their fermented food products are beneficial for health. J. Appl. Microbiol. 100, 1171–1185 (2006).

Hoekelman RA, Chianese, MJ. Presenting Signs and Symptoms. In: McInerny TK, Adam HM, Campbell DE (eds.) American Academy of Pediatrics Textbook of Pediatric Care, 5th edition, American Academy of Pediatrics, Elk Grove Village, IL, 2009, p. 1528.


Artykuły z portalu Medycyna Praktyczna, które rozszerzają tematy poruszone w wywiadzie:

5 komentarzy:

  1. Przydatne informacje :). Mam pytanie odnośnie szczepionek - którą szczepionkę polecałaby pani: skojarzona czy pojedyncza dla niemowlaków? Słyszałam o powikłaniach i o różnicach w szczepach bakterii. Którą bezpieczniej wybrać dla dziecka bo czytałam, że decydując sie na jedna z opcji trzeba juz do końca szczepień nią isc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W szkole rodzenia mieliśmy spotkanie z lekarzem i mówił, że lepsza jest szczepionka skojarzona. Ze względu na mniejszą ilość wkłuć i bezproblemowość dołożenia dodatkowych szczepień. Dodatkowo w bezpłatnym zestawie szczepionka na gruźlicę zawiera rtęć, gdzie w szczepionce skojarzonej substancje są już bezpieczniejsze. Poza tym szczepionki bezpłatne bazują na całej żywej bakterii, a skojarzone jedynie na jej małym elemencie. Radzono też, aby na pierwszej wizycie u lekarza rodzinnego wypytać się o nasze wątpliwości i uzgodnić z nim harmonogram szczepień.

      Usuń
    2. Niestety trzeba nastawić się na koszty. Szczepionka skojarzona na jednej wizycie będzie kosztować 100-200zł.

      Usuń
  2. Ciekawy wpis pełen informacji. Co do miodu, należy dodać, że nie zaleca się podawania go dzieciom poniżej 1. roku zycia.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja mam pytanie na temat roślin. Czy w pokoju dziecka można ustawić rośliny, które oczyszczają powietrze, np. aloes?

    OdpowiedzUsuń