poniedziałek, 13 listopada 2017

Olej palmowy - jak żyć bez niego?

Joanna Baranowska, autorka bloga organiczni.eu, twierdzi, że nigdy, przenigdy nie używa oleju palmowego ani żadnej rzeczy go zawierającej. Zainspirowana tym faktem postanowiłam sobie wypytać ją szczegółowo jak to wygląda w praktyce, w codziennym życiu, w kontaktach społecznych. Jesteście ciekawi?


Palma olejowa, czyli olejowiec gwinejski.
Żródło: wikipedia.org.

Czemu właściwie należałoby zrezygnować z produktów z olejem palmowym?

Rezygnacja z produktów zawierających olej palmowy to kwestia świadomości konsumenckiej. Globalizacja sprawiła, że lekką ręką sięgamy po zasoby naturalne z drugiego końca świata i często nie zastanawiamy się nad skutkami naszych wyborów. Olej palmowy jest bardzo tanim surowcem, pozyskiwanym z palmy olejowej – kilkakrotnie bardziej wydajnej niż inne rośliny, z których pozyskuje się oleje. Problem w tym, że pod uprawę tych palm wycina się m.in. lasy deszczowe, co wpływa na ocieplenie klimatu, ale też odbiera się dom zwierzętom tego regionu uważanego za najbardziej różnorodny jeśli chodzi o gatunki fauny. Najbardziej cierpią te zagrożone wyginięciem: tygrys sumatrzański, słoń indyjski i orangutan.

Przemysł związany z pozyskiwaniem i przetwarzaniem tego oleju łączy się z zanieczyszczaniem środowiska. Większość światowych zasobów oleju palmowego jest pozyskiwana z upraw w Malezji i Indonezji, gdzie problemem bywa też przestrzeganie praw człowieka. Przekleństwem oleju palmowego jest cena, która raduje chciwe koncerny spożywcze czy zajmujące się biopaliwami.

Jest jeszcze kwestia zdrowia: spożywczy olej palmowy jest zazwyczaj rafinowany, przez co zawiera szkodliwe tłuszcze trans, odpowiedzialne m.in. za choroby krążenia. Oprócz tego, że nie jest to nasz rodzimy, lokalny tłuszcz, taki jak olej słonecznikowy czy rzepakowy, i musi pokonywać daleką drogę na polskie stoły (ślad węglowy), to po prostu nam nie służy. W wielu produktach znajduje się dlatego, że jest tak tani, więc jak to świadczy o produkcie? No i dodatkowo olej palmowy bywa zwykłym wypełniaczem, np. w maśle orzechowym, gdzie jego obecność nie ma żadnego sensu.

A co z takim, który chwali się certyfikatem, że pochodzi z upraw ekologicznych?

Uprawy ekologiczne oleju palmowego rzeczywiście istnieją, powstają w ramach RSPO – porozumienia na rzecz zrównoważonego oleju palmowego. Podobno 20% oleju palmowego jest produkowana w sposób zrównoważony – czyli z minimalizacją wpływu na środowisko. W tym wypadku pod uprawę wykorzystuje się tereny już wylesione, co podobno ma pozytywny wpływ na środowisko.

Jeśli chodzi o moje zdanie, to uważam, że olej palmowy naprawdę nie jest nam potrzebny do szczęścia. Czy jest certyfikowany, czy nie, nigdy nie będzie produktem lokalnym. Więc jasne, jeśli nie mamy wyboru, certyfikowany olej palmowy jest dla mnie jakimś wyjściem, natomiast nie zmienia to faktu, że nie kupuję produktów również z nim.

Od czego się zaczęło? Kiedy i dlaczego podjęłaś decyzję, że nigdy więcej nie kupisz i nie użyjesz nic co ma olej palmowy?

Świadomą decyzję podjęłam jakieś dwa lata temu, ale już wcześniej ze względu na naszą domową kuchnię nie kupowałam produktów spożywczych z olejem palmowym. Inna sprawa była z kosmetykami – musiałam się nauczyć, że może on kryć się na przykład pod nazwą sodium palm kernelate. W Unii Europejskiej nikt się szczególnie nie chwali, że do produkcji używa oleju palmowego. Kiedy jednak w moje ręce trafiały kolejne produkty z oznaczeniem „bez oleju palmowego”, zaczęłam się tym interesować i potraktowałam jako wyzwanie. Jak się okazało, z jednej strony łatwe, z drugiej praktycznie niemożliwe.

Dotyczy to przede wszystkim kosmetyków. Dowiedziałam się niedawno, że o ile produkt nie ma wyraźnego oznaczenia „palm oil free”, to nawet jeśli nie znajdziemy tego oleju w składzie, nie można wykluczyć, że olej nie był wykorzystany w produkcji. I nie chodzi mi o olej w sensie biopaliwa, ale składnik potrzebny do jakichś reakcji chemicznych. Stosują to również producenci kosmetyków ekologicznych.

Co na to członkowie Twojej rodziny? 

W domu zgadzamy się z tym, że nie kupujemy produktów z olejem palmowym. 

A znajomi? 

Podobnie jest raczej z naszymi znajomymi, sporo z nich to wegetarianie i weganie, choć nie wypytuję ich o stan wiedzy. Żyję w może złudnym przeświadczeniu, że jest to temat znany i ludzie, z którymi się zadaję, wiedzą, o co chodzi.

Czy nie masz poczucia, że on jest wszędzie? Niedawno odkryłaś, że można go znaleźć nie tylko w słodyczach, smarowidłach do kanapek i kosmetykach, ale też na przykład w zniczach czy świeczkach...

Mam ten komfort, że nie muszę się zastanawiać nad tym, czy olej palmowy jest wszędzie, ponieważ nie kupuję produktów, które go zawierają. Zaopatrujemy się w sklepach Kooperatywy Dobrze, gdzie jedną z zasad doboru asortymentu jest unikanie oleju palmowego. 

Historia ze zniczami trochę mnie załamała, bo nie sądziłam, że proceder używania tego oleju jest tak powszechny, a zarazem kompletnie „niejawny”. Chodzi o to, jak mówiłam, że w Europie nikt się tym nie pochwali jako dobrym rozwiązaniem.

Zatem skąd czerpać wiedzę gdzie on jest? I jak go unikać?

Jak mówiłam, do części wiedzy mamy ograniczony dostęp. Jeśli sięgamy po produkt w sklepie, również internetowym, zaczynajmy od przeczytania składu. Szukajmy informacji, pytajmy, jeśli mamy podejrzenia. Unikanie jest prostsze niż myślimy: wystarczy nie kupować rzeczy, które go zawierają. Jeśli mamy podejrzenie, że mógł być wykorzystany do produkcji kosmetyku, wybierajmy te z oznaczeniem „palm oil free” lub... róbmy je sami z prostych składników!

A co z produktami kupowanymi na wagę? Skąd mamy wiedzieć, czym natłuszczone zostały rodzynki, co zawierają herbatniki?

Obowiązkiem sprzedawcy jest udzielenie pełnej informacji na temat składu produktu spożywczego, zwłaszcza jeśli są to alergeny. Olej palmowy wprawdzie nie należy do częstych alergenów, ale wystarczy powiedzieć opornemu sprzedawcy: „jestem na to uczulona/y”, a powinniśmy zmiękczyć jego serce, dzięki czemu pójdzie na zaplecze i sprawdzi opis opakowania zbiorczego lub sprawdzi skład w internecie. Czasem dostajemy tylko informację „olej roślinny” i wtedy trzeba pytać bezpośrednio producenta.

Dodam, że sama NIGDY nie kupuję gotowych produktów na wagę typu herbatniki czy ciastka. Wydaje mi się to tak niezdrowe, że nie ma szans, żebym się skusiła na taki wyrób. W dodatku moja dieta jest bezglutenowa, więc to po prostu nie wchodzi w grę.

Nie masz czasem wrażenia, że unikanie oleju palmowego wyklucza się z życiem w stylu zero waste? Że trudno kupić coś gotowego bez opakowania, co nie miałoby oleju palmowego?

Wręcz przeciwnie, uważam, że unikanie oleju palmowego jest jak najbardziej po drodze z zero waste. Mówię to z perspektywy mieszkanki Warszawy, gdzie mam ogromny wybór sklepów i produktów. Jednak zawężam listę miejsc zakupowych do kilku i zazwyczaj szeroko omijam supermarkety i dyskonty. Tak jak życie bez oleju palmowego jest względnie łatwe, tak już niestety dieta bezglutenowa łączy się z produkcją śmieci. O tym też kiedyś warto napisać!

Dla jednego ekologiczne życie będzie wiązało się z wykluczeniem śmieci, dla innego z rezygnacją z samochodu, dla kolejnego z wegańską dietą... Jak myślisz, czy unikanie oleju palmowego można postawić na równi z tymi działaniami?

Uważam, że jak najbardziej jest to wyzwanie porównywalne z innymi bojkotami służącymi ratowaniu naszej planety. Dzięki mojemu tekstowi o zniczach poznałam m.in. osoby działające w Opolu na rzecz edukacji na temat oleju palmowego – Nie kupuję oleju palmowego – i dowiedziałam się, że są plany, aby ustanowić 1 lutego dniem bez oleju palmowego. Więc jeśli myślicie już o wyzwaniach na 2018 rok, to śmiało, może być to jedno z nich.

Czy uważasz, że rezygnacja z oleju palmowego i produktów, które go zawierają jest trudna? Czy była kłopotliwa w Twoim przypadku? Jak sobie poradziłaś z ewentualnymi uciążliwościami?

Najtrudniejsze jest podjęcie decyzji, że zaczynam zwracać uwagę na ten składnik. W moim wypadku jest to kolejny składnik na liście, bo składy czytam zawsze (w produktach spożywczych ze względu na gluten), więc nie jest to wielka uciążliwość. Nie mam też problemu z rezygnacją z takich produktów. 

Przede wszystkim jako rodzina unikamy gotowych produktów spożywczych i nie jemy słodyczy – oprócz gorzkiej czekolady, a czekolady wybieramy te lepsze, zresztą w gorzkich nie ma tego oleju.

Kiedy staram się wyobrazić sobie mniej świadomego konsumenta, to trochę rozumiem jego obawy. Jeśli ktoś jest przyzwyczajony do tego, że kupuje gotowe dania, np. w pracy, nie umie lub nie chce gotować, jest uzależniony od ciastek i przeraża go wizja jakiejkolwiek zmiany w jadłospisie, to rzeczywiście czeka go duże wyzwanie. Wierzę jednak w ludzi! Naprawdę. Droga do świadomego wybierania produktów, jaką sama przebyłam, trwała lata i przecież wciąż zdarzają mi się błędy. Ale porażki są wpisane w każde dążenie do ideału. A nie myli się tylko ten, kto nic nie robi.

Mówisz, że Twoja droga do świadomej konsumpcji była długa. Że nie trwało to tydzień, lecz lata. Od czego zaczęła się ta droga?

Zmiana mojego myślenia o jedzeniu była wynikiem pojawienia się na świecie naszego starszego syna, który okazał się alergikiem. Nie mógł jeść nabiału i kilku innych rzeczy, uczulały go też warzywa i owoce najmocniej traktowane pestycydami. Zaczęliśmy więc szukać czystszej żywności, a także różnych zamienników i alternatywnych przepisów. 

Zawsze ceniłam domową kuchnię, ale dzięki temu wyzwaniu praktycznie zrezygnowaliśmy z gotowych dań. Nauka gotowania na nowo też zajęła trochę czasu. Kiedy urodził się nasz drugi syn i okazało się, że jest bardzo uczulony na jajko (niestety, wciąż to trwa), stanęliśmy przed kolejnym wyzwaniem. A potem odstawiłam gluten, który mi szkodzi, i znów poprzeczka poszła do góry. Tak więc ewolucja kulinarna trwa, a z każdą chwilą dowiaduję się czegoś nowego. I coraz bardziej jestem przekonana, że najlepsza kuchnia to taka, która opiera się na prostych daniach z jak największą ilością lokalnych produktów.

Okazuje się, że olej palmowy wykorzystuje się także (a właściwie w dużym stopniu) do produkcji biopaliw. Co o tym sądzisz?

Nie dziwi mnie, że i olej palmowy znalazł się w tych paliwach. Jest tak tani (choć mało efektywny), że ktoś musiał na to wpaść. Im więcej wiem o biopaliwach, tym więcej siwych włosów mam na głowie ze zgrozy. A mówiąc poważnie, nie używam biopaliw i widzę, że ich produkcja niesie ze sobą więcej szkody niż pożytku. Zamiast ograniczyć używanie maszyn napędzanych paliwem, czy to kopalnym, czy roślinnym, ludzie szukają sposobu na oszukanie przyrody. Biopaliwa są dużą pomyłką. Uprawy pod nie zabierają miejsce upraw żywności dla ludzi, przez co ta żywność jest droższa.

Co poradziłabyś osobom, które chciałyby już nigdy nie użyć nic z olejem palmowym, ale ponieważ jest prawie we wszystkim, czują, że je to przerasta?

Takim osobom polecam, oprócz czytania dobrych, rzetelnych tekstów o oleju palmowym (na przykład na stronie Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu), żeby ściągnęły sobie na telefon którąś z aplikacji prześwietlających skład produktu (typu eFood) albo szukały produktów z pomocą takich stron jak Czytamy Etykiety

Zapewniam, że można żyć bez oleju palmowego, co więcej – świadomość konsumencka służy lepszym wyborom dietetycznym i sami się nie spostrzeżemy, że odżywiamy się zdrowiej.

A jak radzisz sobie z palmowymi prezentami?

Prezenty zawierające olej palmowy zdarzają się w naszej rodzinie niezwykle rzadko, bo raczej wszyscy wiedzą, że nie jemy słodyczy, najbardziej „palmowych” produktów. 

Jeśli dostanę kosmetyk z olejem palmowym, to musiałby być prezent od osoby, która mnie mało zna, ponieważ mam bardzo określone zasady dotyczące kosmetyków. Na przykład takie, że albo robię je sama, albo kupuję w duchu zero waste.

Jeśli jednak nie wypada odmówić przyjęcia prezentu, puszczam go w świat, oddaję do domu samotnej matki czy pakuję do Szlachetnej Paczki. Mam też zapas mydeł lawendowych, kupionych lata temu do szafy przeciw molom, zawierających olej palmowy. Nie wyrzucę ich i nie oddam (są rozpakowane), raczej powoli zużyję jako mydła do rąk. Teraz sama zaczęłam robić mydła i choć czekam jeszcze, co z nich będzie, to dzięki tym eksperymentom mam pewność: olej palmowy nie jest potrzebny w mydle w ogóle. Ani w niczym innym. 

Mam problem z przyjmowaniem prezentów ze składnikami o wątpliwym moralnie pochodzeniu. Marzę o tym, by w końcu wytłumaczyć, że tego nie używam, bo uważam za coś złego i szkodliwego. Widzę, że masz już ten okres tłumaczeń za sobą. Mówisz: „Wszyscy już wiedzą”. Jak wyglądało informowanie? 

To, że wszyscy wiedzą, że mamy swoje zasady, nie oznacza, niestety, że to respektują. Rozumiem problem z przyjmowaniem prezentów. Sama wolę dokładnie określić, co chciałabym dostać, ale zdarzają się kompletne pomyłki.

Nie odmawiam raczej przyjęcia prezentu, jeśli został przygotowany specjalnie dla mnie, ale po jakimś czasie staram się nakierować darczyńcę na to, żeby nie kupował więcej czegoś takiego. Nie z każdym da się rozmawiać, niestety. Niektórzy uważają, że wiedzą lepiej i już, mimo że ja wolałabym nie dostać nic niż zostać z kłopotliwym opakowaniem.

Jeśli spodziewam się prezentu i mam szansę go ustalić przed faktem, to proszę, aby była to konkretna rzecz, najlepiej ebook lub jakiś voucher. Dobrym wyjściem jest też wskazanie celu, na jaki zbiera się pieniądze (np. kurs językowy). Wiem, że osoby pracujące w niektórych firmach są obdarowywane górami słodyczy przeznaczonych dla dzieci. Mój mąż w poprzedniej pracy próbował wpłynąć na osoby za to odpowiedzialne, aby przestały kupować wyłącznie słodycze. Niestety skończyło się awanturą i wielkim obrażeniem, że ktoś się wtrąca w ich kompetencje. Mąż od lat nie przyjmuje paczek dla dzieci – a byłyby to dwa wielkie pakunki słodyczy, od których musiałby jeszcze zapłacić podatek dochodowy.

Z kolei w naszym przedszkolu co roku dzieci dostawały wielkie, kilkukilogramowe paczki świąteczne od Mikołaja. Zaprotestowałam przeciwko temu, bo były to słodycze fatalnej jakości, o wartości minimum 50 zł. Ponieważ dyrekcja nie wykazała zrozumienia wobec mojego sprzeciwu, zrobiłam aferę w ratuszu dzielnicy i paczki się skończyły – zobaczymy, co będzie w tym roku. Nie toleruję takiego uczenia dzieci, że niezdrowe słodycze są czymś wyjątkowym, powodem do radości, materiałem na prezent. Myślę, że olej palmowy znajdował się w większości produktów z tych paczek świątecznych.

Kiedy podejmujemy decyzję o zmianie, bliscy często się dziwią, zwłaszcza na początku drogi do ekologicznie świadomego życia. No bo jak to? Nagle ktoś przestaje korzystać z plastiku, jeść egzotyczne owoce, mięso i inne produkty zwierzęce lub właśnie unika oleju palmowego. Ja mam takie doświadczenie, że jestem odbierana jako dziwaczka, a moja decyzja jak fanaberia. Działania te wydają się krewnym i znajomym wręcz bezsensowne. Pojawiają się żarciki, docinki, komentarze, tłumaczenia. Słyszysz: „No bo ty nie lubisz... !”, „Wiem, że nie lubisz, ale nie miałam Ci co kupić...”. Myślisz sobie, że przecież tu nie chodzi o lubienie, raczej o degradację środowiska, niewolniczą pracę ludzi, cierpienie zwierząt. Czujesz zupełne niezrozumienie i pewną samotność. To trudne, a niekiedy bolesne doświadczenie. Czy też musiałaś się z tym zmierzyć? 

Cały czas się z tym zmagam, że jestem traktowana jako dziwadło, choćby dlatego, że nie jem glutenu („To taka moda, tak?”). Mój mąż też musi się zmagać z etykietką dziwaka, bo nie zsiada z roweru cały rok i nie je słodyczy, więc od niego można uczyć się asertywności. Nasze dzieci muszą umieć odmawiać, bo są uczulone na niektóre produkty, ja zawsze pytam o skład wszystkiego, więc mamy nawyki, które pokazują nas w danym świetle. Przestałam się tym przejmować, jak nas widzą, ale czasem jestem zmęczona tłumaczeniem, dlaczego czegoś nie jem. Dlaczego właściwie miałabym się z tego tłumaczyć? Ale staram się myśleć o tym jako o zadaniu, przekazywaniu wiedzy, że pewne produkty nie są etyczne, że wpływają na degradację środowiska albo że wspierają nieetyczne zachowania. 

Przypomnisz na koniec w czym najczęściej znajdujemy olej palmowy? Jakich rzeczy unikać z całą pewnością?

Olej palmowy znajdziemy w wielu mydłach w kostce (
sodium palmate, palm kernel oil), ale też balsamach, szamponach, kremach, a nawet podkładach. W produktach spożywczych może być dodatkiem do gotowych przekąsek (bywa opisany jako olej roślinny!), wypełniaczem margaryny, czekolady, masła orzechowego czy innych smarowideł, takich jak Nutella. Tak naprawdę może kryć się w każdym produkcie złożonym, w batoniku, musli, gotowych zupkach.

"Trudno się uśmiechać z gębą pełną masła!" Zdjęcie z archiwum rozmówczyni.

By zrobić dobre masło orzechowe wystarczy zmielić orzechy.
Tymczasem nawet w takim produkcie pojawia się często olej palmowy. 

Przydatne linki:
Dlaczego olej palmowy to zło?

Półprodukty i substancje wytwarzane z olej palmowego, które stosuje się w kosmetykach.
Kupuj odpowiedzialnie.
Czytamy etykiety.
Nie kupuję oleju palmowego.
Nie jem oleju palmowego - chronię orangutany.

6 komentarzy:

  1. Super wywiad - wiele wnosi dla kogoś początkującego w temacie oleju oraz podnosi na duchu, że każdy nawet Asia Baranowska musi być cierpliwy dla otoczenia w kwestii tłumaczenia dlaczego podejmuje się życia eko :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że wywiad okazał się wartościowy! Dla mnie ta rozmowa była bardzo pouczająca!

      Usuń
  2. Od jakiegoś czasu unikam oleju palmowego. Nie zawsze mi się udaje, ale się staram. Dopiero niedawno się dowiedziałam, że jest składnikiem większości mydeł, jakich używałam... Cóż, człowiek uczy się całe życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem!", ale jak już mamy świadomość, to lepiej takich mydeł więcej nie kupować.

      "Człowiek uczy się całe życie" to nasze domowe motto tego miesiąca!

      Usuń
  3. Świetna rozmowa. Już dłuuuugo nie kupuję jedzenia z olejem palmowym, ale o kosmetykach nie pomyślałam. Jasne, czytam ich skład, wybieram najlepsze, ale nie spodziewałam się jakoś go tam zastać :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To teraz już wiesz. :(

      Dla mnie zaskoczeniem było,że alkohol cetylowy, którego używałam, żeby zrobić dobrej jakości mydło kosmetyczne z lokalnych olejów, był... z oleju palmowego! :(

      Usuń