czwartek, 22 czerwca 2017

Romans z chustą, czyli o szczególnej bliskości i poczuciu wolności.

Dzień po powrocie ze szpitala do domu, kiedy nie wiedziałam jak poradzić sobie z płaczem naszego maleństwa, przypomniałam sobie o chuście złożonej równiutko i czekającej na swój czas w kącie szafy. Zamotałam kołyskę i poczułam się jak czarodziejka... 


Romans z chustami okazał się z początku bardzo burzliwy, nie wiedziałam co robić z dyndającymi ogonami, miałam wrażenie, że materiału jest za dużo, bałam się, że dziecko mi wypadnie. Motać uczyłam się z internetu, więc gdy moje próby zostały zweryfikowane i skorygowane przez siostrę, doświadczoną już chuściarkę, załamałam się. Po jej wizycie przerażona, że zaszkodzę maleństwu, bo sama sobie tak tych wiązań tak nie podociągam, miałam rzucić wszystko w kąt, czekać aż dziecko zacznie siedzieć i będzie można włożyć je w nosidło. Kiedy zorientowałam się, że nastąpi to najwcześniej za pół roku, postanowiłam dać chuście jeszcze jedną szansę i pokornie te upiorne wiązania dociągać. Teraz nie wyobrażam sobie macierzyństwa bez szkraba przywiązanego szczelnie do mojego brzucha... Od wspomnianego wcześniej  magicznego momentu wiedziałam, że uwielbiam je nosić, a ono kocha być blisko. Jako osoba aktywna i niezależna, uwielbiająca spacerować po leśnych ścieżkach i wąwozach oraz grzebać w ogródku, nie widziałam siebie siedzącej w domu, gdy za oknem wiosna rozkwitała zielenią (prawdę powiedziawszy w zimie też byłoby mi ciężko nie wychodzić na łono przyrody... ;)).

Pierwsze dwie chusty pożyczyłam od siostry. Choć szybko zrezygnowałam z wiązania kołyski, w tej zaczarowanej kółkowej zakochałam się od razu i uwielbiam ją do dziś. Umożliwia mi szybkie i pewne zamotanie dziecka, a do wiązania nie potrzebuję lustra. Zajmuje niesamowicie mało miejsca, sprawdza się przy przenoszeniu malucha z przyczepki rowerowej do gabinetu lekarza lub na szybkich zakupach w lokalnym sklepie. Druga - prostokątna chusta tkana o długości prawie pięciu metrów - dalej doprowadza mnie przy motaniu do szewskiej pasji. W końcu nie wytrzymałam i znalazłam nieco krótszy, używany model chusty prostokątnej i tak pojawiła się w naszym domu trzecia chusta, która umożliwia mi zawiązanie kangurka bez dyndających ogonów, a co za tym idzie wygodne, długie spacery. By zabezpieczyć maleństwo przed chłodem i deszczem pożyczyłam od koleżanki specjalną bluzę, a do swojej przeciwdeszczowej kurtki uszyłam dopinany klin.

Mimo, że matkę z dzieckiem w chuście można zobaczyć w Polsce coraz częściej, chustonoszenie budzi sporo obaw. Najczęściej pojawiające się pytanie brzmi: Czy to bezpieczne i zdrowe dla dziecka? Można spotkać się też z różnymi mniej lub bardziej zabawnymi reakcjami: "Temu to dobrze!", "Ono zawsze śpi, jak pani to robi?", "Nie udusi się?", "Myślałam, że pani w ciąży, a tu wystaje głowa.", "No ja nie wiem, czy to zdrowe dla kręgosłupa?". Poniżej chciałabym przedstawić najważniejsze zalety tego szczególnego sposobu opieki nad maluszkiem.


Zalety dla dziecka:
  • zamotanie w chustę uspokaja dziecko, bo słyszy ono znane, kojące odgłosy i czuje bliskość matki,
  • maleństwo w chuście umożliwia matce szybkie zauważenie wysyłanych przez nie sygnałów i reakcję na nie,
  • dopasowane do wieku i prawidłowo zamotane wiązanie odciąża kręgosłup dziecka i sprzyja jego poprawnemu rozwojowi,
  • noszenie w chuście stymuluje błędnik, wspomaga rozwój zmysłu równowagi oraz rozwija zdolności psychomotoryczne,
  • przebywanie w chuście umożliwia maleństwu uczestniczenie w domowym życiu, czynnościach codziennych rodziców oraz obserwowanie świata z innej perspektywy niż na leżąco,
  • bliskość opiekuna daje ciepło, a nieco szersza kurtka ochroni dziecko przed niesprzyjającymi warunkami atmosferycznymi.

Zalety dla rodzica:
  • maleństwo w chuście to dwie wolne ręce jego opiekuna, można mieć dziecko blisko a równocześnie wykonywać potrzebne działania, jak na przykład zmywanie naczyń, nastawianie prania, gotowanie obiadu, czy podlewanie ogródka,
  • dziecko w chuście jest spokojniejsze i więcej śpi, co daje rodzicowi nieco wytchnienia,
  • z dzieckiem owiniętym chustą łatwiej wejść do sklepu czy tramwaju niż z wózkiem, wygoda i kompaktowość tego rozwiązania pozwala dreptać absolutnie wszędzie, gdzie tylko sobie wymarzymy,
  • chusta umożliwia spacery i aktywność poza domem nawet w deszczowe i mroźne dni, opiekun ogrzewa dziecko, a wspólna bluza lub kurtka zabezpiecza przed chłodem i wodą,
  • noszenie w chuście jest zdrowe dla kręgosłupu rodzica,
  • chusta jest bardzo uniwersalna i wielofunkcyjna, może na przykład posłużyć za koc lub hamak podczas postoju w przechadzce,
  • chusta jest tania, łatwo kupić używaną, a potem ją sprzedać.

Zalety dla świata:
  • chustonoszenie to najbardziej ekologiczny sposób przemieszczania się z dzieckiem, nie generuje odpadów ani zanieczyszczeń.

Polecane artykuły:

Zamotanie dziecka w chustę postrzegam trochę jak powrót do korzeni, sprzed epoki samochodów z fotelikami i plastikowych wózków. Chusta ujmuje mnie swoją estetyką i prostotą!

Chustonoszenie to dla mnie jedna z najbardziej satysfakcjonujących czynności w opiece nad maleństwem. Warto było przeżyć te wszystkie kryzysy, znaleźć chustę dopasowaną do swoich potrzeb i nauczyć się cierpliwego dociągania wiązań, by cieszyć się magią bliskości i wolności. 

8 komentarzy:

  1. Wow, Malenstwo juz takie duze!
    Pozdrawiam, dzieki za artykul
    A

    OdpowiedzUsuń
  2. kocham chusty, kocham chustonoszenie, ale od kiedy moja Pola stała się bardziej ruchliwa (i niecierpliwa!!!) nie wyobrażam sobie życia bez nosidełka.

    świetnie napisany post.
    na pewno będę tutaj zaglądać, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten etap jeszcze przed nami. Nosidełko czeka w szafie... :D

      Usuń
  3. Piękne zdjęcie!

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas to właśnie chusta generowała ryk. Moje dziecko okazało się nosidłowym. Przez jakiś czas używaliśmy elastyka, bo nie trzeba dociągać, pyk i dziecko w środku, ale i tak musiałam zaraz wyjść na dwór. Niektóre dzieci chyba nie lubią marketingu ;) BTW żałuję, że nie znałam wiązania torso, ono jest mało znane w Polsce, a na zachodzie b.polecane dla noworodków, o wiele bardziej niż kangur czy kieszonka (która dla noworodków jest wręcz szkodliwa, bo złe ustawienie nóżek i bioder).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każde dziecko jest inne! Superowo, że znalazłaś coś dobrego dla Was. Też nie słyszałam o torso, ale kangurek się sprawdził i działa dalej.

      Zupełnie nie wiem o co chodzi z tym marketingiem... :(

      Usuń