środa, 31 października 2018

Październik 2018.

Był to pracowity i pełen wydarzeń miesiąc, a mimo to bardzo odetchnęłam. Pogoda z jednej strony zachęcała do prac polowych, z drugiej straszyła perspektywą braku wody, więc znów zważaliśmy na każdą kroplę wylaną z kranu, a tam, gdzie tylko się dało, korzystaliśmy z zapasów deszczówki.







Co jakiś czas wybieraliśmy się na grzyby i choć marzyliśmy o prawdziwkach, zbieraliśmy moc rydzów. Dla mnie najważniejszy był fakt, że po prostu łazimy po lesie.


Nigdy wcześniej nie znalazłam tylu grzybów.
Maleństwo natomiast zbierało szyszki...
... i gubiło kalosze.


Wracamy z rydzobrania.


Zrobiliśmy jesienne porządki w grządkach, tunelu i szklarni. Mąż nawoził rośliny w sadzie, po czym sadził i grodził drzewa rosnące "na wolności". Wykończył także wejście do piwniczki, a ja wysiałam wokół niej trawę i koniczynę, które dzień po dniu zmieniły błoto w soczystozielony dywan.

W domu pokusiliśmy się o kilka ulepszeń. Na pierwszy ogień poszła wymiana oświetlenia w izbie kuchennojadalnianej. Klosze zostały zrobione na szydełku z różnych włóczkowych resztek. Choć po dwóch tygodniach dziergania i trzech dniach walki z gąszczem kabli elektrycznych mieliśmy tego tematu trochę dość, efekt przerósł moje marzenia. Mimo ciemnych (bo drewnianych) ścian, mamy wreszcie jasno i jeszcze przytulniej. Mam nadzieję, że pomoże nam to przeżyć zimę. Spod ręki męża wyszło kilka rękodzielniczych wieszaków (na ręczniki i dziecięce ubranka) oraz stolik do czytania dla maleństwa. Wreszcie usprawniliśmy wentylację w sypialni.


Lampa nad stołem.
I jeszcze trochę lamp. Tym razem nad kuchennymi blatami.
Blacik do czytania. 




Na budowie mąż wprawił drzwi - tym samym, jej stan zmienił się z surowego otwartego, na surowy zamknięty. Szlifował także jętki (bo chcemy, żeby były widoczne w pokojach). Potem zamówił wełnę mineralną, by w wolnych chwilach ocieplać i wykańczać ściany.
Nie zapomnę tego momentu, kiedy pan ze składu budowlanego przywiózł 35 paczek wełny mineralnej, a ja stanęłam wśród nich i zastanawiałam się jakim cudem zmieścimy to w środku...





Dla mnie ważny był fakt, że znalazł się czas na szeroko pojętą rekreację. Całą rodziną wzięliśmy udział w rowerowym rajdzie na orientację organizowanym przez młodzież z lokalnego gimnazjum. To było coś wspaniałego! Przejechaliśmy 32-kilometrową pętlę po górach urzekających jesiennymi kolorami. Znaleźliśmy 13 z 14 punktów. Najedliśmy się najwyższej jakości domowych ciast na bufecie, a po wszystkim biesiadowaliśmy przy ognisku z innymi rowerzystami.


Słoneczny jesienny dzień to wymarzona aura na rodzinny rajd rowerowy na orientację. 
Na punktach były takie hasła!
Wspólna biesiada na trawie.
Udało mi się (po trzech latach mieszkania tutaj) spełnić marzenie o wyjściu na Lackową, najwyższą górę w Beskidzie Niskim. I choć 997 metrów nad poziomem morza nie jest jakąś zawrotną liczbą, wzniesienie to słynie ze stromych pojeść. Mgła, mżawka i mokre kamienie ukryte pod bukowymi liśćmi nie ułatwiały zadania. Bawiłam się jednak świetnie.



Słupek graniczny na szczycie okazał się przydatnym stołem do robienia kanapek.
Ostatni weekend października spędziłam z jednej strony cierpiąc na zapalenie rogówki, z drugiej zachwycając się Zagrodą Maziarską w Łosiu, czyli skansenem, w którym moja koleżanka zorganizowała wyprzedaż garażową. Temu przedsięwzięciu poświęcę wkrótce osobny artykuł, bo było nie tylko sposobem na pozbycie się z domu rzeczy, które uznałam za niepotrzebne, okazją do zakupu i uratowaniem przed koszem na śmieci tych, które chciałam mieć, ale też bardzo pozytywnie przeżytym czasem. 

Na wyprawę garażową wybrałam się ze starą lampą, własnoręcznie zrobionym kloszem (który okazał się za płytki do naszych żarówek), starą kapą i odrobiną ceramiki bo babci męża.

6 komentarzy:

  1. Wspaniały miesiąc za Wami.:) Stolik do czytania rewelacyjny, lampy też cudne, macie złote ręce.:) Oj zazdroszczę wyprzedaży garażowej i tych perełek, z chęcią poczytam więcej na ten temat. Pozdrawiam serdecznie.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Już nie mogłam się doczekać kolejnego wpisu.Śledzę na bieżąco od kiedy trafiłam na tego bloga. Piękny domek 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakie miłe wnętrze! Lampy świetnie pasują, gratuluję umiejętności zazdroszczę mieszkania w takim uroczym domku. Życzę udanego odpoczynku (fajnie, że pogoda sprzyja)i czekam na kolejny wpis, czytam Twojego bloga jak ciekawą książkę :) Pozdrawiam!




    OdpowiedzUsuń
  4. Twój wpis sprawił mi dużą przyjemność! Mam nadzieję, że będę mogła znowu Cię odwiedzić i podziwiać Wasze gospodarstwo :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wygląda jak prawdziwa sielanka :) Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  6. Klosze zrobione na szydełku prezentują się bardzo ciekawie :-)

    OdpowiedzUsuń