niedziela, 30 września 2018

Sierpień i wrzesień 2018 oraz próba podsumowania trzeciego roku w Beskidzie.

Dwa ostatnie miesiące tegorocznego lata były dla nas czasem wybitnie kryzysowym. Ogrom pracy i obowiązków, które na siebie wzięliśmy, wielomiesięczny brak odpoczynku, który tylko potęgował zmęczenie, oraz tryb życia, który prowadzimy, stworzyły istną mieszankę wybuchową. Zupełnie nie miałam głowy do dokumentowania wszystkich naszych poczynań na zdjęciach, dlatego niestety fotografii w tym artykule za wiele nie znajdziecie.




Ciepły czas chylił się ku końcowi, a tymczasem dół pod piwniczkę, wykopany jeszcze w kwietniu, coraz bardziej się usypywał. Zasadniczą kwestią sierpnia (i jak się okazało kolejnego miesiąca również) była więc budowa ziemianki. Być może kiedyś uda mi się opisać perypetie związane z samodzielną budową piwniczki ziemnej (albo namówię do tego męża), tu tylko wspomnę, że... piwniczka już jest! Chłodna i wilgotna tak jak być powinna! Woda się w nią nie leje, a podłoga (nie zrobiliśmy jeszcze regałów) pęka w szwach od zebranych plonów z naszych grządek i zrobionych z nich przetworów. Wielka duma - bo wszystko, łącznie z drzwiami, zostało zaprojektowane, logistycznie ogarnięte i ręcznie wykonane przez męża - ale także potworne zmęczenie i moc frustracji. Jeśli jeszcze kiedyś porwiemy się na takie przedsięwzięcie, to będę ostro nalegać zarówno na wynajęcie pomocnika do pracy przy budowie, jak i opiekunki do maleństwa. Piwniczka nie powstałaby gdyby nie lektura książki "Piwnice naturalne" (zdjęcie poniżej) oraz różne praktyczne wskazówki z vloga Łukasz Budowlaniec



Budowa piwniczki była głównym powodem frustracji i tematem naszych codziennych rozmów, ale ani nie miałaby sensu, ani nie nagliłaby nas tak bardzo, gdyby nie było co do niej włożyć. Zbiory warzyw i owoców z grządek oraz ich przetwórstwo stanowiły ważne zajęcie. Przecierami pomidorowymi, kiszonymi ogórkami i kapustą, konserwowymi paprykami i patisonami, syropem malinowym, domowym winem oraz innymi frykasami wypełniliśmy setki słoików i butelek. Do piwniczki trafiły ziemniaki, buraki, marchew, selery, pory i kapusty. Zamrażalnik pęka w szwach od fasolki szparagowej, kukurydzy, fasoli Jaś i papryki, a pół pokoju zastawione jest dyniami. Przy okazji wyszukiwałam coraz to nowe przepisy na dania z cukinią, bakłażanem, patisonem i tymi warzywami, które z jednej strony rosną latem na potęgę i ciężko przejeść, z drugiej trudno jest przechować.


W ramach oddechu od biegania za dzieckiem i dłubania w ziemi zrobiłam hamakohuśtawkę oraz makramowy wieszak na kwiatka (szczerze powiedziawszy nadal nie wierzę, że znalazłam na to czas i siłę).





Już 3 lata!

Jak w kilku zdaniach opisać trzeci rok z Beskidzie, kolejne 365 dni bardziej i mniej udanych prób ekologicznego życia? Cóż, dla mnie był to rok zdecydowanie najcięższy. Z jednej strony zmagałam się z samotnością, która jest właściwa życiu na odludziu, z drugiej z pewnym rodzajem izolacji i powtarzalnych nużących zajęć, jakie towarzyszą wielu mamom sprawującym nieustanną całodobową opiekę nad małym dzieckiem i ogrodnikom kolejny raz plewiącym swoje grządki... Z naszych planów budowlano-remontowo-uprawowych udała się tylko część i mamy wątliwości, czy była to połowa. W sumie przez trzy tygodnie z powodu suszy nie mieliśmy w domu wody (budowa drugiej studni to konieczność i kolejne plany na przyszły rok). Prawie w ogóle nie odpoczywaliśmy, nie szarpnęliśmy się na żadną dłuższą przerwę czy jakiś wspólny wyjazd gdziekolwiek, przepracowaliśmy wiele weekendów. Rzadko pozwalaliśmy sobie na spotkania ludźmi niebędącymi rodziną. 

Nie przestałam wierzyć, że rezygnacja z samochodu, mięsa, bezrefleksyjnej konsumpcji czy plastiku mają sens, ale czasem było mi z tym wszystkim pod górkę. Wiedziałam, że nie chcę inaczej, a mimo wszystko kilometry wykręcone na rowerze z przyczepką dawały o sobie znać, jak żadne inne. W związku z częstymi wyjazdami męża w naszym domu pojawił się drugi telefon. Po kilku latach roślinnej diety i sporadycznego spożywania nabiału od lokalnych rolników wróciłam do nierzadkiego jedzenia żółtego sera, miałam wieczną oraz wielką ochotę na mleczną czekoladę, a w sklepach niejednokrotnie rezygnowałam z tłumaczenia, czemu chcę zapakować jedzenie do mojego pudełka bez dodatkowej folii. Kombinowanie co by tu sporządzić z warzyw, których akurat był urodzaj, następnie taszczenie ich do domu z dzieckiem na ręku, mycie, obrabianie i gotowanie czasami wychodziło mi nosem. 


Mam nadzieję, że przeżycia tego roku dużo nas nauczą. W kolejnym (a właściwie kolejnych) chciałabym więcej odpoczywać i bardziej celebrować codzienność. Marzę o tym, żeby na rowerze jeździć także dla przyjemności, a na spacery do lasu chodzić znacznie częściej. Tęsknię za działalnością aktywistyczną i społeczną, która towarzyszyła mojemu życiu w mieście. Chciałabym też znaleźć w ekologii swój własny złoty środek.





EDIT (3.10.2018): Poniżej jeszcze kilka zdjęć z połowy sierpnia, które zrobiła nam Kasia Rodacka - moja koleżanka fotografka. Uwielbiam to jak oddają klimat naszego życia w Beskidzie. Może pomaga temu fakt, że to fotografie w stylu retro, bo robione aparatem na kliszę?

Robię makramę.
Idziemy w grządki.
W tunelu.
Zbieramy cukinie.



22 komentarze:

  1. Chyba w książce "Rzeczozmęcznie" jest fragment o tym, że proste życie na wsi to często bardziej męczące i trudne życie. Trzymam za Was kciuki, bo to na co się zdobyliście to ogromny wysiłek. Mam nadzieję, że znajdziecie więcej czasu na odpoczynek i rozrywkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecasz "Rzeczozmęczenie"?

      Myślę, że życie bez samochodu i uprawa warzyw jest w jakimś stopniu męczące i "trudne" wszędzie. Czuję, że to bardziej zależy od trybu/stylu życia niż miejsca, w którym się mieszka. Choć w mieście zdecydowanie łatwiej o rozrywkę, aktywizm społeczny, pracę związaną z wykształceniem...

      Za kciuki bardzo dziękuję. Przydadzą się!!! :*

      Usuń
  2. Dziękuję za szczery post. Cieszę się, że piwniczka stoi, świetna sprawa. Piękne maleństwo :) Pozdrawiam i życzę wypoczynku jesienią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piwniczka stoi i służy, a właściwie jest zakopana głęboko pod ziemią. :)

      Usuń
  3. Dziękuję za to, że mimo stresów i ciężkiej pracy udało się znaleźć chęci i czas, by opisać te zmagania. Bez koloryzacji, ale też bez bezproduktywnego narzekania. Życzę wytchnienia, odnalezienia równowagi i radości, także z notek na blogu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie bałam się, że będzie w tym poście za dużo narzekania. Chciałam jednak być szczera i opisać ten czas tak, jak go przeżywałam (bo pewnie nie da się obiektywnie).

      Mam nadzieję pisać częściej. Stos książek do recenzji stale się powiększa...

      Usuń
  4. Musze Ci przyznać, że od 2015 roku mieszkam na wsi, owszem pracuję w mieście, codziennie dojeżdżam do miasta, to bardzo mi brakuje mieszkania w nim. Każdego dnia uczę się kochania mieszkania na wsi, szukania więcej pozytywów niż negatywów, dom, garaż i pole... dopiero przygotowałam miejsce na truskawki, by były w następnym roku, na maliny również, oprócz tego huśtawka, która stoi samotnie wśród wiatru, a ja w tym wszystkim tak samotna. Życie czasami daje nam w kość i pod górkę, ale warto walczyć o swoje szczęście.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciesze sie, ze napisalas, brakowalo mi Twojego miesiecznego sprawozdania i troche sie o Was martwilam.
    Po raz kolejny dziekuje za szczery opis zycia na wsi, ktore nie jest sielanka, oj nie. W zupelnie innych warunkach, z innych pobudek, z innymi zalozeniami tez mieszkamy trzy lata na wsi wiec tez juz o trudach takiego zycia wiem.
    Wytrwalosci zycze i pozdrawiam
    A

    OdpowiedzUsuń
  6. Podziwiam i gratuluję wytrwałości. Bardzo inspirujący post. (I wow, przepiękne pomidory!!! :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Czekałam na ten wpis, bo bardzo Wam kibicuję. Szacun! Bardzo podoba mi się Wasze podejście, dla mnie wszystko co piszesz, to mnóstwo inspiracji:) Życzę, aby udało się tak jak piszesz- znalezć złoty środek,urządzić gospodarstwo tak jak chcecie no i zaradzić jakoś poczuciu izolacji. Trzymajcie się! Zdjęcia Malucha w gumiaczkach cudne!! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze, że jesteś znowu <3 Fajnie się czyta, nawet o trudach taki szczery wpis. A swoją drogą w przyszłym roku z miłą chęcią możemy wpaść pod namiot z Wilkiem choć na kilka dni i pomóc w tym czy w tamtym. Jakby co to pisz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi się ta pomoc w tym i tamtym podoba, a jeszcze bardziej przyda! :*

      Usuń
  9. To prawda, życie na wsi ma tyle samo wad ile zalet. Spędziłam tam ponad 20 lat, ale po kilkuletniej przerwie chcę wrócić. Rzeczywiście z dala od towarzystwa i kultury może być trudno, ale w dobie internetu da się to pogodzić. Człowiek z czasem zapomina o złych rzeczach i myśli jak było dobrze. A po próbie wykopania wydawałoby się banalnej studni wiemy, że czasem lepiej komuś zapłacić, niż psuć sobie nerwy �� Trzymam za Was kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że z perspektywy czasu zapomina się wiele trudnych i smutnych rzeczy (choć nie wszystkie).

      Usuń
  10. Fajnie, że pojawił się nowy wpis - czekałam z niecierpliwością! Trzymam kciuki za przezwyciężenie wszelkich trudności - oby były tymczasowe, a Wasze życie w Beskidzie niech przebiega tak, jak sobie wymarzyliście :)

    A może fajnym pomysłem dla Was byłoby sezonowe przyjmowanie wolontariuszy? Taką wymianę umożliwia m.in. strona WWOOF. Być może ich pomoc odciążyłaby Was w najbardziej pracowitych momentach, a zawsze to też jakieś urozmaicenie od codziennej rutyny i okazja do nawiązania nowych znajomości :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo się cieszę, że jest nowy wpis! W kolejnym proszę pokuś się o zdjęcia piwniczki.

    OdpowiedzUsuń