piątek, 1 czerwca 2018

Staw jako zbiornik na deszczówkę do podlewania grządek.

Wygląda bajkowo, przyciąga zwierzęta i nas (gdy chcemy usiąść i podumać). Ale nade wszystko służy nam jako zbiornik wody deszczowej do podlewania upraw. Oto staw! Jeden z moich ulubionych elementów architektury naszego "ogrodu". 


Gdy zaplanowaliśmy grządki i sad szybko uświadomiliśmy sobie, że trzeba będzie je podlewać (choćby po wysiewach i wysadzeniach oraz pod osłonami), że przyda się też woda do opłukania rąk i wstępnego umycia warzywno-owocowych zbiorów. Jak to zrobić, żeby się nie narobić? 

Przez pierwsze dwa tygodnie grządkowania w Beskidzie nosiliśmy wodę z rzeki, wiadrami. Było to żmudne i męczące zajęcie, trudne do zniesienia na dłuższą metę. Potem przypomnieliśmy sobie, że przecież mamy staw! Zarośnięty i prawie niewidoczny, ale pełen wody! Wody deszczowej, bo z drenażu dookoła domu. Mąż postanowił wykorzystać fakt, że ten staw leży na górce nad grządkami (choć w dużym oddaleniu). Pociągnęliśmy 150 metrowego węża o średnicy 3/4 cala, na jego końcu zainstalowaliśmy sito z plastikowej butelki, zalaliśmy wąż wodą i zanurzyliśmy najgłębiej jak się da. Woda zassała się i spływa teraz pod własnym ciśnieniem. 

Nie jest to instalacja bez wad. Po pierwsze zakup węża wiązał się ze sporym wydatkiem, a że nie produkują tak długich, trzeba było tę konstrukcję składać z kawałków. Zanim wybraliśmy odpowiednią głębokość zanurzenia i zamontowaliśmy sito, nasz grządkowy wodociąg zapychał się roślinami oraz robalami pływającymi w stawowej wodzie. Wąż biegnie przez zagajnik i łąki a przy tym leży na ziemi, więc na zimę oraz przed koszeniem łąki trzeba spuścić z niego wodę, a potem zwinąć go (i ponownie rozwinąć). Ma jednak kluczową zaletę - dostarcza wody w dużej ilości i za darmo!

Podlewanie grządek wodą deszczową to nie tylko oszczędność pieniędzy, to także dbanie o zasoby wody pitnej, której na Ziemi jest coraz mniej. Zdaję sobie sprawę, że nie wszędzie jest możliwość wykopania stawu, w takiej sytuacji warto zbierać deszczówkę do beczki ustawionej pod rynną (a jeszcze lepiej, wielu beczek). 

Na koniec zapraszam Was na przegląd najpiękniejszych zdjęć znad stawu. Może jednak skusicie się na takie cudo?






Obserwacja stawu to lekcja przyrody. Wczesną wiosną pojawiają się w nim żaby i żabi skrzek, a wraz z nimi bociany. Czasami udaje nam się też przyłapać nad stawem inne zwierzęta. 

8 komentarzy:

  1. Cudowne zdjęcia, pięknie u Was. Niestety nie mam miejsca, by założyć staw, ale miło nacieszyć oko zdjęciami .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A beczka na deszczówkę dałaby radę gdzieś się wcisnąć?

      Usuń
  2. Zaczęłam się głęboko zastanawiać nad tym pomysłem. Wodę deszczówkę będziemy zbierać na pewno, na to miałam już dawno plany. Ale ten staw to strzał w 10 :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też tak mam od 2 lat. To wspaniały sposób. Z początku użyliśmy pompkę ale wcale nie jest potrzebna... teraz po prostu wystarczy pompeczka do wysysania płynu z kosiarki i działa na ponad 300 metrach. Wiosną nabieramy jeszcze 2 pojemniki 1000 litrowe, w zeszłym roku nawet nie zostały wykorzystane... jesienią dostały dużo wody wszystkie drzewa

    OdpowiedzUsuń
  4. Śliczne zdjęcia, taki staw to skarb :) Uprawiam warzywa tylko na tarasie, ale ilość wody jakiej potrzebują warzywa jest zatrważająca. Póki co w miejskich warunkach zbieram deszczówkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale fajnie! Deszczówka w miastach to mega potencjał wodny.

      Usuń