wtorek, 31 lipca 2018

Lipiec 2018.

Lipiec był miesiącem dziwnym. Mam w stosunku niego zupełnie skrajne uczucia. Z jednej strony dużo pracowaliśmy w gospodarstwie i chodziliśmy permanentnie zmęczeni, z drugiej efekty naszej pracy nie są szczególnie imponujące (prawdę powiedziawszy są ledwo widoczne), z trzeciej pamiętam kilka iście wakacyjnych chwil.



Niby było sucho i upalnie, ale jednak przez tydzień padało prawie non-stop. Wydaje się, że zbiorów grządkowych było mało, a mimo to słoiki z przetworami jakimś cudem zapełniły pół spiżarni. Spacery na grzyby kończyły się zwykle powrotem z pustym koszykiem, lecz powstało też kilka mikrosłoiczków z marynowanymi kurkami. 

Mam wrażenie, że czas co chwilę się nam się rozciągał, a potem gnał jak głupi. Sielanka przeplatała z nerwówką, leniwy czas w lesie z harówką w spalonych słońcem grządkach. Radość z szalonej jazdy na rowerze skończyła się błyskawicznie niezidentyfikowanym do końca wirusem układu pokarmowego, który ostatecznie zaatakował i rozłożył na łopatki całą naszą rodzinę. 

sobota, 30 czerwca 2018

Czerwiec 2018.

Czerwiec obfitował w trudne i smutne rodzinne wydarzenia. Zmagaliśmy się z tematami śmierci i ciężkich chorób. Z tego powodu mąż musiał często bywać poza domem przez kilka dni, a ja ogarniałam gospodarstwo z dzieckiem na rękach.

czwartek, 7 czerwca 2018

Recenzja książki "Człowiek, który wspina się na drzewa" autorstwa Jamesa Aldreda.

Wspinaczka to nie moja działka. Dwa metry nad ziemią trzęsą mi się kolana. Wolę wędrować dolinami i łagodnymi zboczami lub grzbietami niż wdrapywać się wysoko. Uwielbiam natomiast czytać książki o ludziach zdobywających szczyty wysokich i stromych gór oraz... (jak się okazuje) drzew!


Książkę "Człowiek, który wspina się na drzewa" otrzymałam od wydawnictwa Rebis. Nie wiedziałam do końca, jaki będzie miała związek z ekologią, czy będzie to bardziej pozycja przygodowa czy też przyrodnicza, i trochę bałam się tej lektury.

Znalazłam w niej 
wspomnienia arborysty i dokumentalisty przyrodniczego z jego wspinaczek na drzewa w różnych celach. Najczęściej po to, żeby kręcić filmy przyrodnicze lub etnograficzne. Nie obyło się jednak bez ciekawostek botanicznych i zoologicznych oraz przemyśleń autora dotyczących miejsca człowieka, zwierząt i drzew na naszej planecie.


piątek, 1 czerwca 2018

Staw jako zbiornik na deszczówkę do podlewania grządek.

Wygląda bajkowo, przyciąga zwierzęta i nas (gdy chcemy usiąść i podumać). Ale nade wszystko służy nam jako zbiornik wody deszczowej do podlewania upraw. Oto staw! Jeden z moich ulubionych elementów architektury naszego "ogrodu". 


Gdy zaplanowaliśmy grządki i sad szybko uświadomiliśmy sobie, że trzeba będzie je podlewać (choćby po wysiewach i wysadzeniach oraz pod osłonami), że przyda się też woda do opłukania rąk i wstępnego umycia warzywno-owocowych zbiorów. Jak to zrobić, żeby się nie narobić? 

czwartek, 31 maja 2018

Maj 2018 - zmagamy się z suszą, szklarnią, marzeniami i... zajadamy truskawkami.

Tegoroczny maj będzie mi się kojarzyć z bezchmurnym niebem, długimi dniami wypełnionymi pracą w polu i własnoręcznie wyhodowanymi truskawkami! Z zaplanowanych przedsięwzięć udała się połowa. Doszliśmy do wniosku, że jesteśmy w stanie zrobić jedną dużą rzecz na miesiąc - co z jednej strony przygnębia i oddala marzenia o odpoczynku, a z drugiej pociesza, że małymi kroczkami, coś jednak idzie do przodu.





sobota, 26 maja 2018

"Zróbmy szklarnię samodzielnie!"

Zamarzyła nam się szklarnia. Przestronna, zadaszona i światłoprzepuszczalna przestrzeń. Taka, w której nie trzeba będzie się schylać podczas pracy, która pomieści moc pomidorów, pozwoli na zmianowanie upraw pod osłonami i nie zawali się zimą pod śniegiem! 





Najpierw oglądaliśmy gotowe w internecie i załamywaliśmy ręce, że to takie kosztowne. Potem stwierdziliśmy, że może warto zrobić samemu. 

Zdecydowaliśmy się na drewniany szkielet i poliwęglan zamiast szkła. Zewnętrzne wymiary szklarni to 8,4 m długości, 4,25 m szerokości oraz 3,3 m wysokości.

czwartek, 17 maja 2018

Recenzja książki "Wilczyca" autorstwa Nate Blakeslee.

O recenzencki egzemplarz "Wilczycy" poprosiłam wydawnictwo Otwarte. Liczyłam na  rzetelną reportersko-przyrodniczą opowieść o wilkach oraz relacjach człowieka z tym dużym drapieżnikiem. Nie zawiodłam się!





Książka opowiada o reintrodukcji wilka do Parku Narodowego Yellowstone w Stanach Zjednoczonych i konsekwencjach tego przedsięwzięcia. Wilcze przygody śledzimy niejako oczami tytułowej wilczycy, której nadano imię Szóstka. Jednak jej historię poznajemy nie tylko z perspektywy dziejów wilczej watahy, ale także pracowników parku, naukowców, turystów oraz ludności zamieszkującej okoliczne miejscowości, w tym myśliwych - okazuje się, że każdy patrzy na powrót wilków w te tereny w nieco inny sposób. Dowiadujemy się też wiele o prawach zwierząt i prawnej ochronie środowiska (albo jej braku) w USA.

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Kwiecień 2018, eksplozja ciepła i zieleni.

Kwiecień zaskoczył nas słońcem, ciepłem i zielenią. Nie padało praktycznie cały miesiąc. Korzystaliśmy więc z pogody i pracowaliśmy całymi dniami na świeżym powietrzu. 

Bocian nad stawem.
Beskid się zieleni.
Kwiaty tarniny! Pachną obłędnie.

czwartek, 19 kwietnia 2018

"Co ono je?", czyli migawki z talerza wegetariańskiego niemowlaka.

Chciałabym pokazać jak apetyczna i urozmaicona może być dieta wegetariańskiego niemowlaka. Nawet, gdy czas rozszerzania jadłospisu przypada zimą, a maleństwo ma tylko dwa zęby.



Post nie stanowi porady dietetycznej. Nie wiem, czy pomoże w czymkolwiek rodzicom alergików, niejadków czy dzieci cierpiących z powodu chorób metabolicznych. Ma być raczej próbą fotograficznej odpowiedzi na liczne głosy, brzmiące mniej więcej tak:
- Nie dajesz mu mięsa! To co ono je?!

środa, 11 kwietnia 2018

Wiosna!

"Choć ludzie, którzy w kilkaset tysięcy skupili się na niewielkim obszarze, starali się, jak tylko mogli, zeszpecić tę ziemię, na której się tłoczyli, choć wbijali w nią kamienie, żeby nic na niej nie rosło, choć wydzierali z niej każdą kiełkującą trawkę, choć dymili węglem kamiennym i naftą, choć obcinali drzewa i płoszyli wszystkie zwierzęta i ptaki - wiosna była wiosną, nawet i w mieście. Słońce grzało, trawa powracając do życia, rosła i zieleniła się wszędzie, gdzie jej nie powyrywano, nie tylko na trawnikach bulwarów, ale i między kamiennymi płytami; brzozy, topole, czeremchy rozwijały swe lepkie i wonne liście, pękały nabrzmiałe pączki lip; kawki, wróble i gołębie wiosennym obyczajem radośnie słały już sobie gniazda, a muchy brzęczały u ścian, przygrzane słońcem. Wesołe były i rośliny, i ptaki, i owady, i dzieci. A ludzie - dojrzali, dorośli ludzie - nie przestawali oszukiwać i męczyć siebie i innych. Ludzie uważali, że święty i ważny jest nie ten wiosenny poranek, nie to piękno świata bożego, dane dla szczęście wszystkich istot - piękno, które usposabia do pokoju, zgody i miłości, ale święte i ważne jest to, co oni sami wymyślili, żeby panować jedni nad drugimi."


Cytat pochodzi z książki "Zmartwychwstanie" Lwa Tołstoja. Wydanej w 1899 roku!