piątek, 30 listopada 2018

Listopad 2018 ze szlifierką w ręku.

To dziwny miesiąc. Rozpoczął się prawie upałami, uraczył nas jeżynami na krzakach, a zakończył kilkoma centymetrami śniegu i zamarzniętą rzeką. Dla mnie był to czas odpoczynku, oswajania ze szlifierkami, ale też prób wyleczenia zapalenia rogówki oczu. 

Radość z liści!
Zamarzająca rzeka. Dwa dni później można było po niej chodzić.


Zapytacie pewnie, jak można w listopadzie wypocząć. Odpowiem, znaleźć opiekunkę dla dziecka! Maleństwo spędzało cztery godziny dziennie u sąsiadki. A ja, choć rzadko kiedy mogłam sobie w tym czasie pozwolić na leżenie z książką, pierwszy raz od kilkunastu miesięcy przemieszczałam się, robiłam obiad, sprzątałam, przygotowywałam lekcje, szłam do lekarza sama, samiusieńka. Ponadto mogłam od czasu do czasu chwycić w rękę szlifierkę i wygładzić trochę desek na ściany. 

czwartek, 15 listopada 2018

Recenzja książki "Jak rowery mogą uratować świat" autorstwa Petera Walkera.

Rower służy mi za główny środek transportu od kilkunastu (sama nie mogę w to uwierzyć) lat. Jest głównym, jeśli nie jedynym, sprzętem sportowym w naszym domu. Na dwóch kółkach przeżyłam (i nadal przeżywam) miłość i przygody życia, chwile szczęścia i ogromnych frustracji. Przejechałam nim więcej kilometrów niż jakimkolwiek innym pojazdem. Tak bardzo wrósł w moją codzienność, że kiedy przez kilka dni na niego nie wsiadam, bardzo mi tego brakuje.

Kiedy jednak dostałam od Wydawnictwa Wysoki Zamek propozycję lektury i recenzji książki "Jak rowery mogą uratować świat"  podeszłam do tego z dystansem. Czyż tytuł nie zabrzmi dla wielu niedorzecznie? Cóż można napisać nowego o rowerach?


A jednak!

Książka Petera Walkera to dziennikarskie śledztwo. Autor opisuje kolejne wady i zalety rowerów, ale nie posiłkując się jedynie swoimi doświadczeniami i odczuciami, a raczej badaniami naukowymi i wiedzą historyczną.

wtorek, 13 listopada 2018

Recenzja książki "Architekci natury, czyli genialne budowle w świecie zwierząt" autorstwa Mario Ludwiga.

Czy wiesz, że Wielki Mur Chiński to nie jest jedyna budowla widziana z kosmosu? Drugą jest Wielka Rafa Koralowa, wzniesiona przez biliony małych koralowców. Okazuje się, że zwierzęta też kopią, murują, sklejają, zszywają i splatają. Tworzą niesamowite budowle bez użycia jakichkolwiek narzędzi. Budują kawalerki, napowietrzne pałace, podziemne metropolie, potężne drapacze chmur, więzienia, kampery. To nie wszystko… Tworzą też meble. Orangutany budują w koronach drzew niebywale wytrzymałe łóżka, które są w stanie utrzymać te prawie 100-kilogramowe ssaki. I robią to prawie codziennie. Zwierzęta budowniczowie są inspiracją dla wielu pokoleń architektów. Nawet klimatyzacja nowoczesnych wieżowców wzorowane jest na pomyśle wykorzystywanym w wieżach afrykańskiego termita.














Mario Ludwig zaprasza nas w fascynującą podróż po świecie architektów i budowlańców innych gatunków. Wkurzasz się na krety, bo twoim zdaniem niszczą trawnik? Boisz szerszeniowego żądła i jadu? Nie wierzysz, że mrówki są w stanie hodować grzyby? Chcesz dowiedzieć w jaki sposób bobry budują szczelna tamy a pająki skuteczne pułapki? Jeśli choć na część pytań odpowiedziałeś: - Tak! - To jest to książka, która może Cię zaciekawić, dostarczyć wielu informacji, zmienić myślenie o zwierzętach, czasem nawet opanować wściekłość lub strach. 

poniedziałek, 5 listopada 2018

Jak zorganizować wyprzedaż garażową?

Wczoraj mąż przywiózł do nas do domu nasz dobytek, który został nam jeszcze gdzieś rozsiany po Polsce i wyszło tego sporo - całe auto i przyczepa załadowane. Już teraz wiadomo, że wiele z tych rzeczy jest nam niepotrzebnych albo zdążyliśmy się obkupić w nowe. Są wśród nich i sprzęt AGD i ciuchy i narzędzia i inne inności. Słowem wszystko co człowiek gromadzi przez lata swego miejskiego i niemiejskiego życia. 
Szkoda to wyrzucać bo wiele rzeczy jest nowych albo mało używanych. Zapewne każdy z nas ma w domu takowe sprzęty, mniej lub bardziej potrzebne. A co Wy na to gdyby tak urządzić garażową wyprzedaż? Zebrać nasz i Wasze, wybrać miejsce, sprzedawać wszystko po 1 albo 5 złotych i przeznaczyć kasę na szczytny cel?
Napisała Marlena, w mailu adresowanym do naszej lokalnej beskidzkiej paczki. - To świetny pomysł!  - Pomyślałam, bo sama przecież miałam w domu:
  • pudło porządnych i pięknych, ale jednak nietrafionych prezentów, 
  • kilka przedmiotów, które stanowiły wyposażenie lub dekorację domu, kiedy go kupiliśmy, ale nie pod drodze im z naszymi gustami, 
  • trochę nadprogramowej ceramiki odziedziczonej po przodkach,
  • oraz rzeczy, których maleństwo nie polubiło lub z których wyrosło.



Chyba nie tylko ja. Nie dość, że wiadomość została entuzjastycznie przyjęta, to kolejna koleżanka, Marysia, podsunęła smaczną myśl. - Może każdy przywiezie coś małego do zjedzenia, to będziemy mieli milej?

Zaczęło się! Trzeba było znaleźć odpowiednią przestrzeń, zadbać o promocję wydarzenia, w końcu zawieźć rzeczy w ustalone miejsce miejsce, poczekać na potencjalnych kupców, a na koniec posprzątać bałagan. Obiecałam pomóc, we wszystkim, w czym mogłabym okazać się przydatna, powiesiłam więc kilka plakatów i upiekłam ciasto.

Mało, kto przyjdzie. Powymieniamy się tylko gratami i wrócimy z tym wszystkim do domu. Co jak uzbieramy tak mało kasy, że nie będzie wypadało nikomu jej dawać? - Martwiłyśmy się z Marleną jeszcze w piątek przed wyprzedażowym weekendem, gdy przyjechała po moje bambetle.

To, co wydarzyło się w niedzielę, przerosło nasze najśmielsze oczekiwania. Oddolna inicjatywa okazała się bowiem nie tylko sposobem na odgracenie strychu, garażu, piwnicy czy domowych schowków i szaf, ale też świetne spędzenie czasu i okazją do pomocy potrzebującym oraz przekazanie różnych materialnych rzeczy tam, gdzie naprawdę mogą się przydać.





Myślę, że warto podzielić się takim doświadczeniem, dlatego o organizację wyprzedaży garażowej dokładnie wypytałam inicjatorkę i organizatorkę naszej akcji Marlenę Pachlę - lokalną aktywistkę, miłośniczkę szeroko rozumianej kultury, gospodynię agroturystyki Nasza Polana, osobę lubiącą ludzi i kochającą działać.

środa, 31 października 2018

Październik 2018.

Był to pracowity i pełen wydarzeń miesiąc, a mimo to bardzo odetchnęłam. Pogoda z jednej strony zachęcała do prac polowych, z drugiej straszyła perspektywą braku wody, więc znów zważaliśmy na każdą kroplę wylaną z kranu, a tam, gdzie tylko się dało, korzystaliśmy z zapasów deszczówki.







piątek, 26 października 2018

Prosta wegańska lazania!

Lazania to ostatnio moje danie popisowe. Z kilku powodów. Przygotowuje się je błyskawicznie, przy gotowaniu brudzi się mało naczyń, a jeśli dysponujemy domowym mlekiem sojowym oraz własnoręcznie przygotowanymi przetworami pomidorowymi, jest prawie bezśmieciowe. 







Tworząc poniższy przepis i testując kolejne jego wersje, inspirowałam się recepturami na lazanię z selera oraz dyniowy makaron z książek Jadłonomia oraz Nowa Jadłonomia Marty Dymek. Połączyłam je w jedno i uprościłam bardzo, na potrzeby wiecznie zabieganej mamy. Chyba wyszło dobrze, bo co rusz ktoś prosił mnie o wskazówki jak odtworzyć to danie, wtedy ja obiecywałam, że prześlę przepis i zakopana w klockach, zapominałam. W końcu go spisałam, więc teraz już nie zginie! Uff!


niedziela, 30 września 2018

Sierpień i wrzesień 2018 oraz próba podsumowania trzeciego roku w Beskidzie.

Dwa ostatnie miesiące tegorocznego lata były dla nas czasem wybitnie kryzysowym. Ogrom pracy i obowiązków, które na siebie wzięliśmy, wielomiesięczny brak odpoczynku, który tylko potęgował zmęczenie, oraz tryb życia, który prowadzimy, stworzyły istną mieszankę wybuchową. Zupełnie nie miałam głowy do dokumentowania wszystkich naszych poczynań na zdjęciach, dlatego niestety fotografii w tym artykule za wiele nie znajdziecie.


wtorek, 31 lipca 2018

Lipiec 2018.

Lipiec był miesiącem dziwnym. Mam w stosunku niego zupełnie skrajne uczucia. Z jednej strony dużo pracowaliśmy w gospodarstwie i chodziliśmy permanentnie zmęczeni, z drugiej efekty naszej pracy nie są szczególnie imponujące (prawdę powiedziawszy są ledwo widoczne), z trzeciej pamiętam kilka iście wakacyjnych chwil.



Niby było sucho i upalnie, ale jednak przez tydzień padało prawie non-stop. Wydaje się, że zbiorów grządkowych było mało, a mimo to słoiki z przetworami jakimś cudem zapełniły pół spiżarni. Spacery na grzyby kończyły się zwykle powrotem z pustym koszykiem, lecz powstało też kilka mikrosłoiczków z marynowanymi kurkami. 

Mam wrażenie, że czas co chwilę się nam się rozciągał, a potem gnał jak głupi. Sielanka przeplatała z nerwówką, leniwy czas w lesie z harówką w spalonych słońcem grządkach. Radość z szalonej jazdy na rowerze skończyła się błyskawicznie niezidentyfikowanym do końca wirusem układu pokarmowego, który ostatecznie zaatakował i rozłożył na łopatki całą naszą rodzinę. 

sobota, 30 czerwca 2018

Czerwiec 2018.

Czerwiec obfitował w trudne i smutne rodzinne wydarzenia. Zmagaliśmy się z tematami śmierci i ciężkich chorób. Z tego powodu mąż musiał często bywać poza domem przez kilka dni, a ja ogarniałam gospodarstwo z dzieckiem na rękach.

czwartek, 7 czerwca 2018

Recenzja książki "Człowiek, który wspina się na drzewa" autorstwa Jamesa Aldreda.

Wspinaczka to nie moja działka. Dwa metry nad ziemią trzęsą mi się kolana. Wolę wędrować dolinami i łagodnymi zboczami lub grzbietami niż wdrapywać się wysoko. Uwielbiam natomiast czytać książki o ludziach zdobywających szczyty wysokich i stromych gór oraz... (jak się okazuje) drzew!


Książkę "Człowiek, który wspina się na drzewa" otrzymałam od wydawnictwa Rebis. Nie wiedziałam do końca, jaki będzie miała związek z ekologią, czy będzie to bardziej pozycja przygodowa czy też przyrodnicza, i trochę bałam się tej lektury.

Znalazłam w niej 
wspomnienia arborysty i dokumentalisty przyrodniczego z jego wspinaczek na drzewa w różnych celach. Najczęściej po to, żeby kręcić filmy przyrodnicze lub etnograficzne. Nie obyło się jednak bez ciekawostek botanicznych i zoologicznych oraz przemyśleń autora dotyczących miejsca człowieka, zwierząt i drzew na naszej planecie.