poniedziałek, 31 lipca 2017

Lipiec 2017, budowa miała się zacząć...

Tegoroczny lipiec upłynął nam pod znakiem naprzemiennych upałów i burz, co pokrzyżowało budowlane plany i marzenia. Miesiąc spędziliśmy głównie na porządkowaniu siana na łąkach. Zbieraliśmy i przerabialiśmy to, co udało się wyhodować w ogrodzie.

Lipcowe grządki.



Taczka bobowych strąków, to pierwsze grządkowe zbiory na zimę.

Były też pierwsze poważne przygotowywanie zapasów na zimę. Mroziliśmy groszek i bób, z malin robiliśmy syropy i musy, z ogórków i buraków kiszonki, zioła suszyliśmy, a grzyby marynowali. Zebraliśmy też czosnek i poprosiliśmy sąsiada o udostępnienie ziemianki, żeby w sprzyjających warunkach przechować ziemniaki i inne warzywa korzeniowe. A i na co dzień mieliśmy z czego gotować obiady!








Niecierpliwie czekaliśmy na pogodę sprzyjającą kopaniu w ziemi i wylewaniu fundamentów... Ale od początku! W ramach zagrody siedliskowej chcemy postawić budynek gospodarczy z poddaszem użytkowym, żeby było gdzie trzymać i serwisować rowery, robić rozsady, dłubać w drewnie i przespać gości... Wykopy miały się zacząć na początku lipca, ale że często padało, ruszyły dopiero dziś. Jak to cudo w końcu powstanie, podzielę się z Wami postem podsumowującym całe przedsięwzięcie (od znalezienia domu do przeniesienia, poprzez papierologię, kupowanie używanych okien, fundamenty, układanie bali, krycie dachu, aż po wstępne urządzanie).

8 lipca, teren budowy wytyczony przez geodetów.
31 lipca, pierwsze wykopy.



Wydarzyło się też kilka miłych rzeczy, którymi dzieliłam się na facebooku, ponieważ jednak nie wszyscy korzystają z tego portalu, zamieszczam najważniejsze zdjęcia i opisy również tu.

4 lipca wybraliśmy się z maleństwem na kontrolę bioder do ortopedy. Mimo porannej zlewy i prawie 30 km odległości do poradni (w tym 4 do przystanku) udało się to załatwić ekologicznie! W chuście, autobusie i wielorazowych pieluszkach.
Nie powiem, bałam się wielu rzeczy. Co będzie jeśli specjalista skrytykuje wiązanie lub wyśmieje pieluszki? Gdzie nakarmię maleństwo, jeśli będzie padać? 
A tu same radości - uśmiechy na twarzach współpasażerów, pokój do karmienia i przewijania oraz krzepiące słowa lekarza, po tym jak pod niemą i czujną obserwacją personelu, drżącymi rękami, w pośpiechu i bez lustra motałam wielce nieidealnego kangura: "Z przyjemnością obserwowałem jak pani wiąże dziecko w tę chustę. Chciałbym, żeby wszystkie mamy tak tu przychodziły." 
Bezfoliowy papier toaletowy dotarł w Beskid, a właściwie do lokalnego sklepu gospodarczego! A na banderoli świat idealny - miasteczko bez samochodów (za to z jednym traktorem), rowerowy tandem, dzieci na drzewie, bocian, drzewo pełne ptaków i jezioro, w którym odbija się niebo... 

15 komentarzy:

  1. Piękne i bogate zbiory owoców i warzyw, aż miło popatrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Aż się rozmarzyłam! Oby wszystkie następne kontrolę wypadały równie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję ogródka, piękne zbiory, robią wrażenie. Widać z daleka że z ogrodnictwem jesteś zaprzyjaźniona. Powodzenia w budowie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Budowa w naturze. Coś pięknego :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zbiory są obwite, aż cieszą oko. Takie warzywa są najlepsze, te które możemy kupić w marketach nie mają podejścia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Slinka cieknie :) wiele osób teraz nosi dzieci w chustach.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ładnie zbiory :) nie ma to jak swoje własne warzywka. Mój ogródek ostatnio prawie został rozkopany przez panów, którzy montowali kable od szybszego internetu. Na szczęście okazało się, że można wykonać przewierty horyzontalne i mój ogródek nawet nie został naruszony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zbiory zeszłoroczne... :)
      Fajnie, że ogródek udało się uratować.

      Usuń
  8. Bardzo konkretnie napisane. Super artykuł.

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetnie napisane. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Naprawdę świetnie napisane. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo ciekawie to zosatło opisane.

    OdpowiedzUsuń