sobota, 30 września 2017

Wrzesień 2017.

We wrześniu podziwialiśmy ryki jeleni, dobiegające do nas z ciemnej, nocnej otchłani i klucze ptaków na niebie w słoneczne dni. Przez większość czasu jednak przeklinaliśmy deszcz, którego w tym miesiącu nam nie poskąpiono... W mroźne poranki przypominaliśmy sobie chłód beskidzkiej zimy.

Szron na liściu tulipanowca.
Fotografie do tego artykułu, zrobiono jednego dnia, a że akurat wtedy nie padało, średnio oddają klimat miesiąca... Wstyd jak nie wiem, że przez trzydzieści dni nie zrobiłam ani jednego zdjęcia do kalendarium!


Ukochane góry.



Rosa i babie lato na ogrodzeniu grządek.


Krowy sąsiada.


Z braku sił odpuściliśmy nieco pracę w grządkach, ograniczając ją prawie tylko do zbierania tego, co już dojrzało. Do diety cukiniowej dołączyły więc papryki, marchewki, buraki i dynie. Nie wszystko poszło tak jakbyśmy chcieli. Tyczki fasoli połamał wiatr. Kukurydzę posadziliśmy za późno (bo pierwszą rozsadę coś nam zjadło) i obecnie ledwie się żółci. Pomidorów było mało, brukwie wyrosły trzy, natomiast białe kapusty i kalafiory w ogóle się nie udały. Zasadziliśmy za to stanowczo za dużo botwiny, selerów korzeniowych i naciowych, a brukselki rosły w za dużym zagęszczeniu. Nie znaleźliśmy skutecznego i ekologicznego sposobu na zwalczenie pchełek oraz gąsienic bielinka. Drzewa i krzewy owocowe w sadzie w większości przemarzły powyżej linii śniegu i przez sezon wypuściły jedynie liche odrosty. Na cokolwiek słodkiego przyjdzie nam poczekać pewnie jeszcze kilka lat... Trzeba wyciągnąć wnioski i nie powtarzać tych samych błędów za rok. 

Schodząc do ogródka lub idąc do sklepu widzimy właśnie taki krajobraz.

Jarmuż.

Czerwona kapusta pod porannym szronem.
Brukselka.

Kapusta pekińska.
Kapusta włoska.
Z przetworami też było różnie. Choć zapełniliśmy zawartością prawie całą kolekcję słoików (a była imponująca!), to część przecierów i sałatek z buraka skisła. Sad jest jeszcze młody, więc jedyne owoce, z których mogliśmy coś zrobić to takie, które można znaleźć na łąkach i brzegach zagajników. Mąż nastawił więc kilka baniaków z domowym winem i zajął większością słodkich przetworów. 


Słone frykasy: ogórki kiszone, marynowane kurki, sałatka z buraka, marynowane maślaki, papryka konserwowa, dynia w cynamonowej zalewie, przecier pomidorowy.
Domowe wina. W butelkach eksperyment miodowo-lawendowo-rodzynkowy.
W baniakach od lewej: winogronowo-tarninowe, miód pitny, malinowe.
Słodkości: sok z rabarbaru, konfitura poziomkowa, galaretka z czarnego bzu, mus malinowy, dżem jeżynowo-bzowy, mus jabłkowy, syrop z malin.





Budowa idzie powoli. Deszcz i błoto skutecznie opóźniają wszelkie prace. W tym miesiącu udało się rozebrać stary dom i zwieźć go do nas oraz zamówić większość brakującego drewna (podwalinę, dodatkowe bale, więźbę i deskowanie na dach) w okolicznych tartakach lub u gospodarzy dysponujących własnym lasem i sprzętem tnącym.

Budowa w porannej mgle i w wielkim błocie.
Stan na koniec miesiąca.


Gdzieś pomiędzy pracą, opieką nad maleństwem, przyjmowaniem gości, wyjazdem do mamy, zbieraniem oraz przerabianiem plonów, organizacją materiałów budowlanych i ich transportu "za wodę" a także innymi gospodarskimi krzątaninami, które trudno nawet nazwać, chodziliśmy na grzybobrania lub jechaliśmy na rower, choć rzadko. Beskid nie przestaje nas cieszyć i zachwycać, ale wiemy już na pewno, że życie tutaj to raczej szkoła pracowitości i wytrwałości niż sielanka...

26 komentarzy:

  1. Zazdroszczę marynowanych grzybków, ja niestety nie znam się na grzybach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oooo, przede wszystkim gratuluję postępu w zakresie prac budowlanych! A po drugie - te maślaki. Czy na zdjęciu dobrze widzę, że są ze skórką? Bo ja miałam zagwozdkę z moimi maślakami, bo robiłam po raz pierwszy i gdzieś wyczytałam, że lepiej skórkę zdjąć bo jest ciężkostrawna. Ale jakoś nie mam przekonania do tej koncepcji. Coś wiesz na ten temat?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A więc tak. Normalnie się zdejmuje (odchodzi sama jak ze sparzonego pomidora). Ale maślaków jest cała masa i te na zdjęciu(pstre) mają niezdejmowalną skórkę.

      Usuń
  3. Doceniam szczerosc Twojego wyznania - mam dosc blogow o podobnej tematyce, w ktorej ciagle ochy i achy i nieustajaca sielanka
    Lagodnego pazdziernika i duzo sil zycze
    A

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W mojej głowie tworzy się właśnie artykuł o tym jak nam się tu naprawdę żyje. Radości i trudy prób ekologicznego bytowania na wsi...

      Usuń
    2. Czekam na ten artykuł z niecierpliwością. Zdaję sobie sprawę, że życie w takim miejscu nie jest usłane różami. Życzę wszystkiego dobrego.

      Usuń
  4. Jak robisz konfiturę z poziomek? U mnie w domu mówiono, że poziomka nie nadaje się na przetwory bo robi się gorzka. Z tego powodu od lat tylko mrożę te owoce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konfiturę robił mąż z przepisu w jakiejś retro książce.
      W zamrażalniku tak czy siak miejsca brak. ;)

      Usuń
  5. Odnośnie pchełek i bielinka znalazłam w internecie ciekawy i ekologiczny sposób z wykorzystaniem starej firanki ;) Nie miałam okazji go jeszcze przetestować, więc nie wiem jak się sprawdza. Wszystko jest opisane tu:
    http://niepodlewam.blogspot.com/2015/08/firanka-w-warzywniaku-prosta-ochrona.html
    (jeśli nie życzy sobie Pani umieszczania tu linków do innych blogów to proszę usunąć mój komentarz - nie obrażę się ;) - niektórzy blogerzy sobie tego nie życzą i ja szanuję ich decyzję, bo mają do tego prawo).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Niepodlewam" to mój ulubiony blog ogrodniczy!
      Ale ten artykuł przegapiłam. :( Dziękuję!

      Usuń
  6. Zaczęłam czytać tego bloga w zeszłym tygodniu i tak się zachwyciłam, że nadrobiłam w kilka dni wszystkie zaległości od 2015 roku :) Wynotowałam też sporo przepisów i książek, niektóre z nich już zarezerwowane w bibliotece :) Bardzo ciekawie jest poczytać o życiu codziennym w tak bajkowym miejscu - choć oczywiście zdaję sobie sprawę, że życie, które wybraliście to wiele trudów, wyrzeczeń, pewnie czasem też frustracji. Podziwiam jednak Waszą ciężką pracę i konsekwencję i zazdroszczę życia blisko natury. Z perspektywy czytelnika ten blog jest magiczny :) Trzymam kciuki za dalsze plany i projekty!

    OdpowiedzUsuń
  7. Podziwiam Wasze samozaparcie i upór w realizacji marzeń. Musicie być dla siebie wsparciem i mocno wierzyć w to, co robicie, inaczej nie dalibyście rady. Przesyłam trochę ciepła :)

    Gdy czytałam Twój wpis przypomniała mi się książka "Brudna robota" Kristin Kimball - gdzie autorkę zaskoczył ogrom obowiązków w gospodarstwie (ale ona była w ogóle dość naiwna jeśli chodzi o to, skąd się bierze jedzenie i ile pracy to wymaga). Książkę, choć niekiedy pełna truizmów, jednak polecam - dużo w niej miłości do natury i wiary w obraną drogę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowne jest tak bliskie obcowanie z naturą! Piękne zdjęcia, cudownie ujęliście Waszą rzeczywistość za pomocą aparatu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No za pomocą aparatu całej rzeczywistości ująć się nie udało. Tylko jeden (słoneczny) dzień. Czasu brak na robienie zdjęć. Niestety, bo mamy tu pięknie i pracowicie, ale wszystkiego ująć się nie da. :(

      Usuń
  9. Ale piękne miejsce, raj na ziemi. Ciekawa jestem jak te winka smakują ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na degustację win trzeba jeszcze poczekać.

      Dlaczego uważasz, że raj?

      Usuń
  10. Też bardzo mnie interesuję jak te wszystkie wina opisane smakują.

    OdpowiedzUsuń