poniedziałek, 5 listopada 2018

Jak zorganizować wyprzedaż garażową?

Wczoraj mąż przywiózł do nas do domu nasz dobytek, który został nam jeszcze gdzieś rozsiany po Polsce i wyszło tego sporo - całe auto i przyczepa załadowane. Już teraz wiadomo, że wiele z tych rzeczy jest nam niepotrzebnych albo zdążyliśmy się obkupić w nowe. Są wśród nich i sprzęt AGD i ciuchy i narzędzia i inne inności. Słowem wszystko co człowiek gromadzi przez lata swego miejskiego i niemiejskiego życia. 
Szkoda to wyrzucać bo wiele rzeczy jest nowych albo mało używanych. Zapewne każdy z nas ma w domu takowe sprzęty, mniej lub bardziej potrzebne. A co Wy na to gdyby tak urządzić garażową wyprzedaż? Zebrać nasz i Wasze, wybrać miejsce, sprzedawać wszystko po 1 albo 5 złotych i przeznaczyć kasę na szczytny cel?
Napisała Marlena, w mailu adresowanym do naszej lokalnej beskidzkiej paczki. - To świetny pomysł!  - Pomyślałam, bo sama przecież miałam w domu:
  • pudło porządnych i pięknych, ale jednak nietrafionych prezentów, 
  • kilka przedmiotów, które stanowiły wyposażenie lub dekorację domu, kiedy go kupiliśmy, ale nie pod drodze im z naszymi gustami, 
  • trochę nadprogramowej ceramiki odziedziczonej po przodkach,
  • oraz rzeczy, których maleństwo nie polubiło lub z których wyrosło.


Chyba nie tylko ja. Nie dość, że wiadomość została entuzjastycznie przyjęta, to kolejna koleżanka, Marysia, podsunęła smaczną myśl. - Może każdy przywiezie coś małego do zjedzenia, to będziemy mieli milej?

Zaczęło się! Trzeba było znaleźć odpowiednią przestrzeń, zadbać o promocję wydarzenia, w końcu zawieźć rzeczy w ustalone miejsce miejsce, poczekać na potencjalnych kupców, a na koniec posprzątać bałagan. Obiecałam pomóc, we wszystkim, w czym mogłabym okazać się przydatna, powiesiłam więc kilka plakatów i upiekłam ciasto.

Mało, kto przyjdzie. Powymieniamy się tylko gratami i wrócimy z tym wszystkim do domu. Co jak uzbieramy tak mało kasy, że nie będzie wypadało nikomu jej dawać? - Martwiłyśmy się z Marleną jeszcze w piątek przed wyprzedażowym weekendem, gdy przyjechała po moje bambetle.

To, co wydarzyło się w niedzielę, przerosło nasze najśmielsze oczekiwania. Oddolna inicjatywa okazała się bowiem nie tylko sposobem na odgracenie strychu, garażu, piwnicy czy domowych schowków i szaf, ale też świetne spędzenie czasu i okazją do pomocy potrzebującym oraz przekazanie różnych materialnych rzeczy tam, gdzie naprawdę mogą się przydać.


Myślę, że warto podzielić się takim doświadczeniem, dlatego o organizację wyprzedaży garażowej dokładnie wypytałam inicjatorkę i organizatorkę naszej akcji Marlenę Pachlę - lokalną aktywistkę, miłośniczkę szeroko rozumianej kultury, gospodynię agroturystyki Nasza Polana, osobę lubiącą ludzi i kochającą działać.


Skąd pomysł by zorganizować wyprzedaż garażową?



O wyprzedażach garażowych słyszałam wiele razy i nie ukrywam, że ta forma wyprzedaży kojarzy mi się głównie z USA, gdzie spędziłam trochę czasu i wiem, że tego typu przedsięwzięcia mają tam duże powodzenie. Sąsiedztwo w małych amerykańskich miejscowościach jest przyzwyczajone do takich akcji i wystarczy tylko ogłoszenie w okolicy, a każdy wie o co chodzi. 

Parę lat temu przeprowadziłam się z moim narzeczonym, a obecnie mężem, w Beskid Niski, aż z Warszawy. Trzeba było spakować cale swoje życie w kartony i rozpocząć wszystko w zasadzie od nowa. Wiele kartonów rozpakowuję po wielu latach dopiero teraz i okazuje się, że mam mnóstwo dobrych, nadal funkcjonujących przedmiotów, ubrań, czy książek, które są mi już niepotrzebne. Wielka szkoda wyrzucać takie skarby, a oddać nie zawsze jest komu. I w tym momencie przypomniała mi się forma Wyprzedaży Garażowej i możliwość zorganizowania jej. Pierwotnie pomyśleliśmy wraz z mężem, żeby zrobić to koło naszego domu ale potem doszliśmy do wniosku, że fajnie będzie jeśli zaangażują się w to inni ludzie a uzyskane fundusze zaproponowaliśmy, aby przekazać na cele charytatywne. Pomysł spotkał się z wielką sympatią i tak oto okazało się, że miejsce koło naszego domu będzie zbyt małe i być może nie tak charakterystyczne, jak inne miejsce dostępne i znane mieszkańcom, jakim jest Zagroda Maziarska w Łosiu.     

No właśnie, w jakim miejscu najlepiej przeprowadzić taką akcję?



Dobrze zrobić to w miejscu rozpoznawalnym dla sąsiadów i pobliskich mieszkańców. Malutki skansen był do tego idealny. Poza tym staraliśmy się aby miejsce było zadaszone bo smutno byłoby gdyby pogoda pokrzyżowała nam plany. 


Jak takie przedsięwzięcie wypromować, żeby ktokolwiek wiedział gdzie i kiedy przyjść?



Pierwszym krokiem jest wysłanie maili do potencjalnie zainteresowanych osób. Najczęściej są to znajomi i ... znajomi znajomych! Już na tym etapie wieści się roznoszą pocztą pantoflową, a data zapisuje w pamięci. Bliżej terminu, około 14-10 dni przed akcją, warto umieścić informację w mediach społecznościowych, gdzie tego typu promocja sprawdza się idealnie. Dodatkowo zostały przygotowane plakaty, które dzięki uprzejmości lokalnych sklepów zawisły w witrynach. Rozwieszaliśmy także plakaty na wiejskich tablicach ogłoszeń. Ważnym elementem jest też współpraca z lokalnymi mediami: portalami, gazetami, rozgłośniami radiowymi. Wystarczy przygotować dobrą informację prasową, a jest szansa, że i media nas wesprą. To nam się udało.


Jakiego typu rzeczy pojawiły się na wyprzedaży i co się najlepiej sprzedawało?



Asortyment na Pierwszej Wyprzedaży Garażowej był bardzo różnorodny, a sprzedaż ich nie była oczywista. Czasami najlepiej sprzedawały się przedmioty, nad  którymi zastanawialiśmy się poważnie, czy w ogóle jest sens wystawiać. Były różnego rodzaju bibeloty, figurki, stare serwisy do kawy, kieliszki, zastawy obiadowe, obrusy, zasłony, ubrania. Nie zabrakło też maskotek dla dzieci, narzędzi, książek i płyt CD, DVD oraz winylowych. Najlepiej sprzedawały się chyba fajans, ceramika, figurki oraz oczywiście zabawki, na które uwagę zwracają w pierwszej kolejności najmłodsi. W sumie najsłabiej szły się ubrania. Także chyba ludzie szukają na wyprzedażach innych okazji.  

Kto przyszedł?

Przyszli ludzie z sąsiedztwa, trochę naszych znajomych ale też sporo osób zupełnie spoza tego kręgu. Widać było, że wzmianki w prasie zadziałały, bo przyjeżdżali na wyprzedaż ludzie z Gorlic i Grybowa. Zapewne przyszło też kilku kolekcjonerów staroci, oni zawsze mają nosa do tego typu imprez. Poza tym z obserwacji wynikło, że więcej było panów niż pań! Co też zastanawia i burzy wszelkie stereotypy dotyczące robienia zakupów. 


Zdecydowałaś, że dochód z wyprzedaży pójdzie na cele charytatywne. Dlaczego? Z jakim odbiorem sprzedających i kupujących się to spotkało?



Od samego początku celem wyprzedaży nie było wzbogacenie się. Chodziło bardziej o wyczyszczenie półek w domu z rzeczy, których już nie używamy i ofiarowanie im drugiego życia. Często warto kupić coś używanego, za niską cenę niż generować i szerzyć konsumpcjonizm. Cele charytatywne przyszły jakoś naturalnie. Dobrze raz do roku zrobić coś kompletnie bezinteresownie dla innych, potrzebujących. Ludzie podchodzą do takich akcji z wielką serdecznością i zainteresowaniem. Wydaje mi się, że taka forma sprawia, że można skupić wszystkich zainteresowanych w jednym miejscu i każdy wie po co w tym miejscu jest. Na hasło "cel charytatywny" ludzie często wrzucali do skrzynek na pieniądze znacznie wyższe kwoty niż były ustalone. To krzepi i dodaje skrzydeł.
    

Czy wydarzyło się coś zaskakującego? A może trudnego?



Zaskoczeniem było właśnie to, że ludzie okazali się hojni i obdarzyli sprzedających niezwykłym zaufaniem. Oczywiście po wyprzedaży poinformowaliśmy media ile uzbieraliśmy i na jakie cele fundusze zostały przekazane, więc uczciwość funkcjonuje w obie strony. Ale ponieważ była to pierwsza tego typu akcja, to trudno się czegokolwiek spodziewać. Nie wiedzieliśmy z jakim odzewem spotka się nasz pomysł. Wszystko jednak było inplus

Co zrobiliście z rzeczami, których nikt nie chciał?  


Nie sprzedaliśmy wszystkiego bo i nie o to chodziło. Wiedzieliśmy jednak, że to, co z naszych domów wyszło, już do nich nie wróci. Taki był zamiar. Przedmioty, które zostały, przekazaliśmy rodzinom mniej zamożnym, które być może nie miały funduszy aby pojawić się na wyprzedaży. Zostały głównie ubrania a tych nigdy dość, jeśli dana rodzina ma do ubrania szóstkę albo siódemkę dzieci. Ktoś mógłby zapytać dlaczego od razu nie przekazaliśmy tych przedmiotów najuboższym? Odpowiedź brzmi - przekazywanie ubrań czy sprzętu agd dla najuboższych mieszkańców naszych gmin odbywa się tak czy siak i czasem robimy tego typu akcje indywidualnie lub grupowo przy współpracy z gminnymi oddziałami pomocy społecznej. Tym razem chodziło o zebranie pieniędzy i wsparcie Tymczasowego Domu dla Szczeniaków w Krygu oraz Stowarzyszenia Magurycz w Nowicy.



Mam nadzieję, że wskazówki Marleny okażą się pomocne wszystkim, którzy chcieliby zorganizować tego typu przedsięwzięcie w swojej okolicy. We mnie samej pozostanie sporo wspomnień. Po smakowitych ciastach, którymi wszyscy chętnie się częstowali. Po żartach oraz uśmiechach na twarzy sprzedających i kupujących. Po panu, który przyniósł dwustulitrowy wór pluszaków i po dzieciach, które tymi zabawkami się cieszyły. Po radości z jaką liczyliśmy zawartość koszyczka z pieniędzmi i spisywaliśmy protokół przekazania ich potrzebującym... To był dobry czas!

12 komentarzy:

  1. Świetna akcja! Cieszę się, że tak pięknie Wam poszło. Sama chętnie bym zorganizowała garażówkę dla mojej mamy, ale tu w grę wchodzi większy sprzęt, w tym meble, których mama chce się pozbyć. Wtedy z przewożeniem rzeczy nie jest to takie proste, raczej trzeba urządzić to w pobliżu miejsca zamieszkania albo nawet w samym garażu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ogłosić, że będą meble!

      Usuń
    2. Co do mebli, to kiedyś spotkałam się na takim pchlim targu że sprzedający mieli zdjęcia mebli i jak ktoś był zainteresowany to można się było umówić od razu na oglądanie i odbiór.

      Usuń
  2. Wspaniała akcja, aż żałuję że tak daleko ode mnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak naprawdę to ten blog dla każdego człowieka jest bardzo ciekawy.Moim zdaniem to jest bardzo normalna sprawa.

    OdpowiedzUsuń
  4. chyba sama wezme sie za organizacja takiej wyprzedazy.W naszych deomach jest wiele wartosciowych rzeczy,ktore nam sa niepotrzebne a moga byc przydatne innym

    OdpowiedzUsuń
  5. Super, sama zastanawiam się jak to zorganizować u mnie na wsi. Chyba napiszę wiadomość do Domu Kultury, może tam uzyskam jakieś wsparcie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czy wymagane są pozwolenia na zorganizowanie takiego targu w miejscu publicznym?

    OdpowiedzUsuń