niedziela, 30 czerwca 2019

Czerwiec 2019, czyli pracowite lato czas zacząć.

Wypatrywanie deszczu, praca w grządkach i dookoła domu oraz ta przed komputerem - tak minął nam tegoroczny czerwiec...

Regietów Wyżny - wieś, której już nie ma to doskonałe miejsce na rodzinną wycieczkę rowerową, kolację na łące i zabawy w kałużach. 

Działo się dużo, dni wypełnione były niekończącą się krzątaniną. W głowach pojawiały się kolejne i utrwalały długo odwlekane plany oraz pomysły na to, co jeszcze chcemy tu zrobić - założyć mikroplandacje truskawek, malin i borówek, zasadzić i ogrodzić brzozowy zagajnik, ocieplić kuchnię, zbudować domek na narzędzia w grządkach, wykopać stawy spiętrzające wodę i zapobiegające suszy...


Na zdjęciach udało się uchwycić tylko kilka migawek.




Na tarasie pojawił się nowy stół, zrobiony samodzielnie przez mojego męża. Stary, pruchniejący i podjadany już porzez mrówki trafił na trawę koło miejsca ogniskowego. Na zdjęciu również wysoka ławka dla dzieci, o której pisałam w podsumowaniu kwietnia.

Prawie każda wycieczka do lasu kończyła się powrotem z naręczem śmieci...

"Magazyn z Beskidu Niskiego" to kwartalnik, którego mam zaszczyt być współredaktorką. Jeśli chcecie go przeczytać - kliknijcie tutaj! Piszę w nim o ekologii i rowerach.

W czerwcu z okazji wydania letniego numeru zorganizowałyśmy piknik w Wysowej. Było klimatycznie, sympatycznie, bezśmieciowo i bardzo po naszemu. Relację opublikował portal halogorlice.info.

Truskawki, szczypior, poziomki i jagody kamczackie - owoce czerwca. Tak nam posmakowały, że na przyszły rok planujemy zasadzić więcej.

Moc poziomek - lubię je za to, że te ogrodowe owocują całe lato, a nie tylko przez chwilę, jak inne owoce.

Uprawa zielonego groszku to najmniej racjonalna gałąź ogrodnictwa. Taki kosz strąków zbiera się godzinę, a ziarenka wydłubuje kolejne trzy. Jest ich przy dobrych wiatrach dwa litry... Ale jakie to pyszne!

Lody do własnego garnuszka to nasz sposób na przemagające wafelki, kapiące gałki i lepkie rączki.

Ostatni weekend czerwca spędziłam na warsztatach komunikacji dla rodziców. Oprócz tego, co było przedmiotem spotkania - poznałam wspaniałych, wspierających ludzi i granice własnego ciała (50km dziennie po górach, w upale, na rowerze z przyczepką, to za dużo dla mnie na ten moment).

A w wszystko to w miejscu z kompostem, jedzeniem (w tym wegetariańskim i wegańskim) przywiezionym z restauracji w garnkach i konsumowanym na własnych talerzach. Nie byłam też jedyną osobą, która dotarła tam na rowerze!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz