Nagrania z wykładów Bei Johnson, podczas których opowiada ona o swoim bezodpadowym życiu śledzę od dawna. Choć ciekawe i inspirujące rodziły w mojej głowie moc pytań oraz wątpliwości. O książce tej kobiety słyszałam same dobre opinie. Że jest życiowa i motywująca. Kiedy więc pojawiła się w polskim tłumaczeniu, pognałam do księgarni, a w lekturze zagłębiłam się niemal natychmiast po chwyceniu publikacji w dłoń.
Bea Johnson od około 2008 roku prowadzi prawie bezodpadowy dom, a śmieci które produkuje jej rodzina mieszczą się w litrowym słoiku. Imponujące!
Gdy człowiek słyszy taką historię, myśli sobie:
Jest nieźle szurnięta (być może nawet mieszka w jaskini lub lepiance). Albo oszukuje!
Sama walcząc z odpadami od prawie pięciu lat pomyślałam to drugie, a dopóki nie przeczytałam książki pani Johnson, nie mogłam uwierzyć, że produkcja jednego słoika odpadów rocznie to nie jest ściema.








