niedziela, 30 kwietnia 2017

Kwiecień 2017.

Ten miesiąc był wyjątkowy, bo w naszym domu pojawiło się dziecko! Życie zwolniło, mój świat skurczył się do ścian domu - zwłaszcza, że pogoda nie rozpieszczała, a słoneczne kwietniowe dni można policzyć na palcach jednej ręki. 


Ta para bocianów gościła u nas regularnie. Powitała nawet nowego lokatora, gdy wróciliśmy ze szpitala.

czwartek, 27 kwietnia 2017

Kokosowe mydło gospodarcze do wywabiania plam.

Dziś będzie krótko. Chciałam zaprezentować przepis na mydło gospodarcze w kostce, które nadaje się do ręcznego zapierania i wywabiania plam. Jest to mydło kokosowe z zerowym przetłuszczeniem. Ponieważ pieni się jak głupie, nie radziłabym używać go do prania w pralce. W naszym domu sprawdza się za to doskonale do poskramiania plam wszelakich - najczęściej z sadzy lub krwi, ew. kupy w pieluszce. Siostra przetestowała je na plamach z soków owocowych i marchewkowych, czekolady, farb i nieznanego pochodzenia brudów na dziecięcych łapkach. Polecam!




UWAGA! Jeśli jest to pierwsze mydło, które zamierzasz wykonać samodzielnie polecam najpierw zapoznać się z innymi mydlarskimi artykułami na moim blogu (pierwsze przygody w domowej mydlarni oraz jak stworzyć własną recepturę na mydło) by wiedzieć jak przebiega proces tworzenia mydeł.

czwartek, 20 kwietnia 2017

Recenzja książki "Mniej. Intymny portret zakupowy Polaków" Marty Sapały

Po lekturze kilku książek "o minimalizmie" i wielu rozczarowaniach, do każdej kolejnej pozycji tego typu podchodziłam z coraz większym dystansem. Kiedy jednak pozytywne opinie o publikacji "Mniej" pojawiały się na ustach osób, których zdanie sobie cenię, postanowiłam dać szansę książce o, co by nie było, sensacyjnym podtytule...





Pracę Marty Sapały kupiłam sobie na czas pobytu w szpitalu związanym z urodzinami naszego dziecka. Leżała na porodowej torbie ponad dwa tygodnie i kusiła, by przeczytać ją wcześniej... Gdy w końcu po nią sięgnęłam i zagłębiłam się w lekturze, okazała się jednym z lepszych reportaży jakie w życiu czytałam! Książka to bowiem pełna anegdot i zabawnych historii, ale nade wszystko prawdziwa i niezwykle bliska codzienności... 

wtorek, 4 kwietnia 2017

Recenzja książki "Żyj jak rolnik" Niklasa Kāmpargårda

Publikację "Żyj jak rolnik" dostałam do recenzji od BookSenso. Muszę przyznać, że troszkę się zestresowałam, bo nigdy wcześniej nie krytykowałam książki na czyjąś prośbę. Co będzie jeśli mi się nie spodoba? 



Treść notatki prasowej była jednak tak zachęcająca, że nie mogłam oprzeć się pokusie: 
Większość z nas potrafi korzystać z zaawansowanych funkcji wyszukiwania w Google, zapłacić rachunki przez komórkę, zaplanować spotkania, treningi i tygodniowy plan zajęć z dziećmi. Ilu z nas jednak wie, jak zbierać własne nasiona w ogrodzie, odstraszyć komary lub zbudować ziemiankę? 
Autor zapewnia, że samowystarczalność w jakiejkolwiek formie to źródło wielkiej satysfakcji. Nieważne, czy chodzi o wyhodowanie smacznej odmiany pomidorów na balkonie czy zbudowanie własnego kurnika – uczucie jest to samo. Związane jest według niego z życiem blisko ziemi, natury i tworzeniem czegoś namacalnego własnymi rękami, pewnym rodzajem sprawczości, jakiej nie można doświadczyć w biurze, niezależnie od tego, czy ktoś lubi swoją pracę, czy nie. To przygoda, jakiej większości ludzi w dzisiejszych czasach nie było dane przeżyć. Bo co może być lepszego niż świadomość, że to, co się je, wyrosło we własnym ogrodzie pielęgnowane od nasiona? Życie wśród zwierząt i uprawa przydomowego ogrodu jest najlepszym sposobem na poznanie jak funkcjonuje przyroda.
Nie zostało nic innego jak zaryzykować i zabrać się do lektury!


poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Wyzwanie #NieZnoszęŚmieci - w kwietniu Nie Karmię Kosza!

60% naszych rodaków przyznaje się do marnowania jedzenia, a statystyczny Polak (w tym również osoba starsza i dziecko pozostające pod czyjąś opieką) wyrzuca kilogram pożywienia na tydzień...

Miliardy ton jedzenia, gnijące w stertach zalegających na wysypiskach lub spalane i wysyłane w eter, opakowania i worki na śmieci, litry bezsensownie spalonej benzyny, by przywieźć produkty do domu, a potem wywieźć je poza obręb wzroku... Duże zagrożenie dla ludzi, zwierząt, roślin, gleby, powietrza i wody.


Nie lubimy się przyznawać do wyrzucania produktów spożywczych. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że problem jest ogromny i zastanowić się jak go rozwiązać, bo liczby przygnębiają i wprawiają w osłupienie. Co robić, by nie marnować? 


W kwietniu - miesiącu wiosennym i świątecznym - w kolejnej edycji akcji #NieZnoszęŚmieci postanowiłyśmy z organizatorkami skupić się na problemie temacie niemarnowania jedzenia i posiłkujemy się hasłem #NieKarmięKosza.



A gdyby tak choć przez jeden miesiąc nie wyrzucić ani grama jedzenia? 
Tylko jak to zrobić? Jak zapobiec gniciu warzyw? Co zrobić z za dużą ilością ugotowanej kaszy lub suchego chleba?  
W tym miesiącu przybliżymy temat niemarnowania jedzenia. Podzielimy się naszymi przepisami i patentami na jego przechowywanie, wykorzystywanie i przetwarzanie. Poruszymy tematy:
  • skutecznego planowania posiłków i zakupów, 
  • przerabiania i wykorzystywania resztek jedzenia,
  • odmawiania rzeczy, których nie jemy (jeszcze zanim wylądują na naszym talerzu, w misce czy kubku), 
  • foodsharingu, 
  • kompostowania, 
  • karmienia (a właściwie NIEkarmienia) zwierząt odpadkami z talerzy. 
Dla osób, które podejmą wyzwanie i podzielą się swoimi doświadczeniami, przygotowaliśmy konkursy z nagrodami! Niech niemarnowanie jedzenia wejdzie nam w nawyk! 
"Nie karmię kosza" to trzeci miesiąc akcji "Nie znoszę śmieci". Jeśli tak jak my chcesz zatroszczyć się o miejsce, w którym mieszkasz i swoje ciało nie szkodząc sobie ani środowisku, wolisz nie przynosić śmieci do domu, aby upychać je potem do kosza, a następnie nosić do kontenera, weź w niej udział i namawiaj innych!
Biorąc udział w wydarzeniu, będziecie stopniowo otrzymywać moc inspiracji, co robić, by niepotrzebnie nie kupować, a w konsekwencji nie marnować i nie wyrzucać jedzenia. 

piątek, 31 marca 2017

Marzec 2017 - czarny bocian, wielkie sadzenie drzew i inne prace polowe.

Początek marca przywitał nas wielkimi roztopami. Woda spływała z gór i zalewała pola nad rzeką. Posępną atmosferę potęgowała szaruga, mgły i deszcze. W końcu jednak ziemia wchłonęła wilgoć, a po śniegu nie zostało ani śladu. 



Potem każdego dnia wiosna powoli budziła się do życia i choć w Beskidzie kolor łąk jeszcze przez kilka dni bardziej przypominać będzie bardziej uschnięte siano niż żywą zieleń, to czuć już, że przyroda odżyła!

czwartek, 30 marca 2017

Recenzja książki "O ziołach i zwierzętach" autorstwa Simony Kossak

Księga dziwów i niesamowitości. Dowcipna encyklopedia. Unikatowy atlas zwierząt i roślin, które można spotkać w naszym kraju.
Żeby się zachwycać, nie trzeba mieszkać w lesie – wystarczy rozejrzeć się przed blokiem, w parku, nad strumykiem. Wszędzie wokół rosną rośliny pozornie banalne – lebiodka, babka, macierzanka, pokrzywa. Żyją zwierzęta, na które na co dzień nie zwraca się uwagi – mrówki, winniczki, trzmiele.
Ale dzięki Simonie Kossak okazuje się, że żadne z nich nie jest zwykłe ani banalne: są trujące rośliny, które uzdrawiają, takie, którymi przepędzano złe uroki, i takie, które najlepiej leczyły rany głowy. Poznamy zwyczaje seksualne korników, pokojową naturę dzików i przekonamy się, czy dymówki zimują w mule na dnie zamarzniętych jezior. Pojawią się też żurawie, sarny, wilki, rysie, rusałki czy ropuchy. Dziurawiec, fiołek, jarzębina czy bukwica...
- czytamy na tyle okładki.



Simona Kossak po raz kolejny zabiera nas na łono natury. Opisuje wyjątkowe właściwości roślin, które znajdziemy w polskiej przyrodzie i zwyczaje zwierząt żyjących nie tylko w lasach czy na łąkach, ale w także w miastach...


czwartek, 16 marca 2017

Jak brudzić mniej naczyń?

Zbliża się kolejny Światowy Dzień Wody. Pomyślałam sobie, że w tym roku napiszę post o tym, jak oszczędzać wodę podczas zmywania naczyń, a właściwie co robić, by brudzić ich jak najmniej! 



Mniej brudnych garnków, sztućców, talerzy, misek itp. to mniej wylanej wody i mniej detergentów wprowadzonych do obiegu. Co robić, by gotując w kółko i w kółko nie mieć zlewu i zmywarki zawalonych brudnymi naczyniami?


środa, 15 marca 2017

"Gdzie kupić... ? I za co? Przecież te ekologiczne rzeczy są takie drogie!"

Ostatnio często ktoś pyta mnie, gdzie coś kupuję... W jakich miejscach nabywam myjki do naczyń, mydła i formy do mydeł, materiałowe woreczki na zakupy, plecakoworki, wielorazowe chusteczki do nosa, ocet jabłkowy, syrop z pigwowca itp. Wszelkie małe rzeczy i produkty, które kojarzą się z ekologicznym stylem życia. Designerskie kapcie i naprawdę ciepłe skarpetki. Wszystko fajnie, ale nie dość, że trudno te wytwory zdobyć, to jeszcze przecież do tanich nie należą! 

Bardzo trudno jest mi odpowiedzieć na to pytanie, bo ja takich rzeczy nie kupuję! Co więcej, nie mam pojęcia gdzie ich szukać. Robię sama! 





Dzisiejszym postem chciałabym Was do zachęcić do własnoręcznego wytwarzania prostych rzeczy do domu i rozprawić z wymówkami lub narzekaniami, które najczęściej słyszę z ust moich rozmówców. 


poniedziałek, 13 marca 2017

Bergamotkowa płukanka do włosów.

Zanim przekonałam się do płukania włosów octem minęły chyba dwa lata. Pierwszy raz słyszałam o tym sposobie jakieś trzy lata temu. I kto wie? Może nie uznałabym go do dziś, gdyby nie fakt, że kilka miesięcy temu poleciła mi go pani farmaceutka z lokalnej apteki...



To nie tak, że nie próbowałam. Jako urodzona eksperymentatorka wypróbowałam różnych octów, macerowałam w nich zioła, a nawet polewałam nimi głowę w wersji nierozcieńczonej i bardzo rozcieńczonej. Efekty nie były jednak zadowalające. Doświadczenia z udziałem octu spirytusowego okazały się totalną katastrofą - o ile jego zapach nie przeszkadza mi przy sprzątaniu domu, o tyle stosowanie tego specyfiku do pielęgnacji ciała do dziś wydaje mi się szalone.  Ziołowe octy również nie pachniały (ani nawet nie działały) tak, jakbym sobie tego życzyła. Bawienie się w czekanie aż macerat dojrzeje i odcedzanie octu z ziół dokładały mi tylko pracy i dodatkowo zniechęcały - lubię rozwiązania proste, szybkie i skuteczne.Za duże stężenie octu na głowie powodowało pieczenie, za małe niczym nie różniło się od płukania wodą.

Bym pozytywnie ustosunkowała się do tego sposobu, kluczowe okazało się 
użycie octu jabłkowego*, zrezygnowanie z ziół, znalezienie odpowiedniego olejku eterycznego i przygotowanie właściwego roztworu.