wtorek, 4 kwietnia 2017

Recenzja książki "Żyj jak rolnik" Niklasa Kāmpargårda.

Publikację "Żyj jak rolnik" dostałam do recenzji od BookSenso. Muszę przyznać, że troszkę się zestresowałam, bo nigdy wcześniej nie krytykowałam książki na czyjąś prośbę. Co będzie jeśli mi się nie spodoba? 



Treść notatki prasowej była jednak tak zachęcająca, że nie mogłam oprzeć się pokusie: 
Większość z nas potrafi korzystać z zaawansowanych funkcji wyszukiwania w Google, zapłacić rachunki przez komórkę, zaplanować spotkania, treningi i tygodniowy plan zajęć z dziećmi. Ilu z nas jednak wie, jak zbierać własne nasiona w ogrodzie, odstraszyć komary lub zbudować ziemiankę? 
Autor zapewnia, że samowystarczalność w jakiejkolwiek formie to źródło wielkiej satysfakcji. Nieważne, czy chodzi o wyhodowanie smacznej odmiany pomidorów na balkonie czy zbudowanie własnego kurnika – uczucie jest to samo. Związane jest według niego z życiem blisko ziemi, natury i tworzeniem czegoś namacalnego własnymi rękami, pewnym rodzajem sprawczości, jakiej nie można doświadczyć w biurze, niezależnie od tego, czy ktoś lubi swoją pracę, czy nie. To przygoda, jakiej większości ludzi w dzisiejszych czasach nie było dane przeżyć. Bo co może być lepszego niż świadomość, że to, co się je, wyrosło we własnym ogrodzie pielęgnowane od nasiona? Życie wśród zwierząt i uprawa przydomowego ogrodu jest najlepszym sposobem na poznanie jak funkcjonuje przyroda.
Nie zostało nic innego jak zaryzykować i zabrać się do lektury!


Szwedzki dziennikarz i fotograf, Niklas Kāmpargård, wychował się na wsi i przez wiele lat uczestniczył w rolniczym życiu. Ponoć kierowania traktorem nauczył się na długo przed tym nim wsiadł na rower... W swojej publikacji dzieli się doświadczeniami na temat uprawy warzyw, owoców i ziół, pielęgnacji roślin, robienia domowych przetworów, pieczenia chleba, hodowli zwierząt i utrzymania gospodarstwa rolnego, a także wielu innych... Opisuje procesy, udziela przydatnych porad i wskazówek.

Książka podzielona jest na 100 króciutkich rozdziałów, a w każdym z nich pełno jest rad dotyczących konkretnego tematu. Na tylnej okładce czytamy: Teraz wystarczy, że wprowadzisz je w życie, nieważne, czy mieszkasz na wsi, czy w centrum miasta. Hmm... O ile uprawę ziół, czy sałaty można prowadzić na balkonie w bloku, o tyle trudniej jest hodować tam owcę lub świnię, spuszczać sok z brzozy, budować turbinę powietrzną, kierować traktorem, gromadzić drewno na opał, prognozować pogodę lub łowić raki w rzece... Publikacja daje raczej całościowy obraz tego, jak może wyglądać życie na prowincji w dzisiejszych czasach - w jaki sposób mądrze korzystać z potencjału przyrody, starych praktyk i współczesnej wiedzy oraz technologii. 




Lekki i swobodny styl, piękne opisy i niezwykle estetyczne grafiki oraz zdjęcia pokazują jak bogate może być wiejskie życie i jaki daje potencjał. Czy przekona wahających się co do przeprowadzki? Nie wiem. Sama uległam czarowi natury, własnego domu, podwórka i ogródka na długo przed lekturą tej książki i z każdym dniem utwierdzam się w przekonaniu, że moje miejsce jest tu, na wsi na końcu świata. Trzeba jednak przyznać, że Niklas Kāmpargård umie porwać czytelnika, bo po przeczytaniu jego książki, nawet hodowla kur wydała mi się kusząca...



No właśnie! Rozdziałów dotyczących zwierząt gospodarskich obawiałam się najbardziej. Nie wiedziałam zupełnie czego się spodziewać i jak zostanie to przedstawione. Muszę jednak przyznać, że charakterystyki owiec, koni, krów, kóz, świń, kur oraz pszczół okazały się fascynujące! Jak lubią mieszkać i gdzie? Co jedzą? Jakie są z natury? Co pożytecznego potrafią z gospodarstwie zrobić? Niesamowite były to opowieści! Aż chciałoby się przygarnąć jakiegoś prosiaczka, by swoim ryjkiem przekopał trochę grządki albo wyjadł pole topinamburu... I stadko kur, które powyrywałoby chwasty z gleby.... Niezwykle ciekawe były również opisy właściwości zwierzęcych odchodów w kontekście uprawy warzyw. Kiedy jednak doszłam do kawałków traktujących o uboju, garbowaniu skór, oprawie mięsa, łowieniu raków i ryb, wymiękłam. 

Porady związane z doborem ciągnika lub quada wydawały mi się bardzo niekonkretne, mało potrzebne i nieprzystające do realiów, w których żyję. A może myślę tak tylko dlatego, że jestem totalnym laikiem w tej kwestii... Moje korzystanie z tego typu maszyn, sprowadza się do poproszenia sąsiada o pomoc w skoszeniu łąki, w przewiezieniu drewna na opał lub cegieł na budowę, raz na pół roku - dlatego też nie mam poczucia, że każde małe gospodarstwo musi traktor posiadać i dużo bardziej zadowoliłabym się spółdzielnią ciągnikowo-maszynową w każdej wsi. Chętnie poczytałabym natomiast o prostych ręcznych narzędziach i technikach ich używania, bo wiem, że sporo z nich potrafi uczynić grzebanie w ziemi o wiele prostszym - tego mi brakowało.

Skupiłam się więc na wnikliwej lekturze i analizie części związanych z uprawą i pielęgnacją roślin. A tam inspiracji była cała moc! Przygotowanie grządek i rozsad, ekologiczne nawożenie i zapobieganie szkodnikom, uprawa w wiadrach i donicach, budowa szklarni i inspektów, hodowla ziół, przechowywanie i przetwarzanie zbiorów to tylko niektóre tematy, które zostały poruszone w publikacji. Niestety, czasami mało szczegółowo...

Podobało mi się za to bardzo, że autor poleca korzystać z tego co mamy. Pomidory posadzone w starych, pękniętych wiadrach, szklarnia zrobiona z okien z odzysku czy ziemianka z betonowego okręgu to tylko kilka przykładów pozytywnego wykorzystania domowych lub poremontowych śmieci. 




Według mnie lepiej byłoby, gdyby ten szwedzki dziennikarz napisał kilka osobnych, nieco obszerniejszych i bardziej dokładnych książek, a przynajmniej dwie - na temat uprawy roślin i hodowli zwierząt. Szczególnie ucieszyłabym się z grubej i wyczerpującej ogrodniczej publikacji, bo czuję podskórnie, że autor ma obszerną wiedzę oraz lata praktycznych doświadczeń w tym temacie, a po lekturze pozostał mi spory niedosyt i o wiele rzeczy chciałabym dopytać!


Książkę polecam wszystkim marzącym o wiejskim życiu, własnym gospodarstwie, samowystarczalności i niezależności blisko natury!

6 komentarzy:

  1. Właśnie dzisiaj zobaczyłam ją w Biedronce i zastanawiałam się czy jest sens kupować. Własne uprawy mam od kilku lat, a z hodowli zwierząt już zrezygnowaliśmy. Ale może jeszcze jakieś sensowne porady usprawniłyby mi życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej przejrzeć spis treści, podczytać 2 lub 3 rozdziały i zdecydować samemu. Jest dużo ciekawych wskazówek, ale skoro uprawiasz ziemię już kilka lat, to spore prawdopodobieństwo, że znasz już te praktyki.

      Usuń
  2. Była niedroga więc kupiłam. Jest rzeczywiście ślicznie wydana, a takim lekko rustykalnym stylu. Porady dobre raczej dla mocno początkujących bo są lakoniczne ale cóż innego można się spodziewać po książce 100 porad na.. ;), ale może spełnić swą rolę bo ze względu na łatwość składania słów przez autora dobrze i przyjemnie się ją czyta i samowystarczalność wydaje się łatwa. Ma jednak wieeelki minus - tłumaczenie i nadzór merytoryczny. Wykonały go osoby nie mające zielonego pojęcia o temacie książki. No rany.. owca ma ruję nie cieczkę bo cieczkę mają tylko suki, a sałata nie jest wieloletnia.. podawanie w przypisach gatunków jeżyny zamiast odmian, w dodatku niedostępnych w handlu, to w ogóle nieporozumienie. Możemy kupić w naszych szkółkach wiele odmian jeżyn, w tym Black Satin wymieniony przez autora. No i to trzymanie kury za siodło.. A ostwie to po prostu drągi. I rany boskie tak jak nie mówimy że ktoś ma infekcję HPV tylko że ma opryszczkę tak truskawki nie chorują na gronowca szarego tylko na szarą pleśń bo tak się nazywa choroba wywołana przez ten patogen. Tłumaczenie nie polega na kalce słownej. Raz akumulatora nie powinno się więcej niż do połowy rozładowywać, raz naładowywać bo się psuje. To jak jest dobrze? (prawidłowa jest wersja pierwsza). Takich byków jest więcej. Podsumowując- wydawnictwo wybrało fajny temat i autora, wydało kasę na dobrą oprawę książki i schrzaniło wszystko skąpiąc na nadzorze merytorycznym nad tłumaczeniem. Taka moja prywatna recenzja.
    Czy żałuję wydanych 25zł? Nie :)- ciekawie było spojrzeć na wieś oczami Szweda :)
    Pozdrawiam
    Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ten szczery komentarz!
      Szkoda, że porady były często lakoniczne, bo naprawdę wyczułam potencjał w tym autorze.

      Na owcach, kurach, akumulatorach, jeżynach i chorobach truskawek się nie znam. Ale sałata wieloletnia mnie zaskoczyła! Wyszłam jednak z założenia, że pewnie istnieją jakieś takie sałaty, a moje zdziwienie wynika z ignorancji.

      Usuń
  3. Mam podobne spostrzeżenia dotyczące tej książki. Przyjemnie i przystępnie przybliża jak może wyglądać współczesne, ekologiczne gospodarstwo. Rozdziały o uboju i skórach również mnie odepchnęły i postanowiłam je ominąć, albo zlepić kartki:)

    OdpowiedzUsuń