poniedziałek, 11 lutego 2019

Więcej o szklarni.

W maju zeszłego roku chwaliliśmy się własnoręcznie wykonaną szklarnią i opisaliśmy z grubsza jak ją wykonaliśmy. Te informacje możecie znaleźć na blogu w poście "Zróbmy szklarnię samodzielnie!"


Przyszedł czas, by podsumować wrażenia z jej użytkowania, przedstawić obiecywany kosztorys, zastanowić się nad tym co można było zrobić lepiej i dlaczego, a przy okazji odpowiedzieć na wiele pytań, które się pojawiły. Napisania takiego artykułu podjął się mój mąż, za co serdecznie mu dziękuję, a Was zapraszam do lektury.







Kosztorys:
  • Jodła suszona niestrugana to 1150zł / m3, poszło około 1,2 m3, czyli na okrągło 1400 zł. 
  • Poliwęglan kupowałem chyba za 19 zł / m2, ma filtr UV z jednej strony (podobno), kosztował koło 2700 zł. 
  • Bloczki betonowe, wkręty farmerskie, resztki papy, trochę impregnatu z budowy (Phobos) - liczmy 2 stówy w sumie. 
Razem wychodzi +/- 4300zł. Zostało kilka m2 poliwęglanu, można z tego zrobić inspekt albo jakieś daszki nad drzwiami.


Z czego jestem zadowolony:
  • Szklarnia jest.
  • Ma bardzo solidne usztywnienia - wiatrownice, sochy - mimo kupy śniegu tej zimy nic się nie wyginało.
  • Nic nie przemaka, mimo, że dach to poliwęglan ułożony na zakładkę
  • Jak dotąd szklarnia opiera się wiatrom, nie widać żadnego sygnału, żeby mógł jej zaszkodzić - drewno nie skrzypi, żadne łączenie nie zawiodło, nic się nie wygina.
  • Wysokość - przy wzroście 185 cm nie za dobrze pracowało mi się w tunelu foliowym mającym, może, 2 metry w szczycie. Już od samej pracy zawodowej mam plecy w fatalnym stanie, a do tego obawa, że zaraz sobie otrę o coś łepetynę - tym samym trzymanie tejże głowy ciągle pochylonej - sprawiały, że bardzo źle mi się w tak niskich konstrukcjach chodzi i pracuje. W naszej szklarni najniżej położone są sochy (trochę nadużywam tej nazwy, bo ściśle to są to belki, które biegną od podwaliny do kalenicy - w każdym razie to, co u nas jest, bardzo to przypomina i pełni tę samą funkcję), ale są tak bardzo z boku, że w ogóle nie zwraca się na nie uwagi.
  • Poza tym, że wygodnie się chodzi to jest miejsce na na przykład na ogórki szklarniowe - rosną na ponad 2 metry w górę i elegancko owocują.
  • Nie ma też problemu z tym, że pomidory posadzone przy ścianie dorosną do dachu i będą im mokły liście.
  • Mimo bardzo małej przepuszczalności światła przez poliwęglan(o czym niżej) pomidory dają radę.
  • Mimo montażu poliwęglanu bezpośrednio do konstrukcji, nie popękał (powinno się użyć specjalnych listew, ze względu na relatywnie wysoki współczynnik rozszerzalności cieplnej tego materiału). Zima 2018/19 była najcieplejszą odkąd mieszkamy w Beskidzie Niskim, najniższa temperatura to chyba -20°C. Sądząc po tym, że nie znalazłem ani jednego pęknięcia poliwęglanu w punktach mocowania zakładam, że i -30°C powinien wytrzymać.
  • Szklarnia stoi na "fundamencie" z ułożonych na piasku na płasko bloczków betonowych. Póki co leżą równo, mimo, że grunty u nas bardzo wysadzinowe. Przykładowo taras przy domu podnosi się zimą około 5 cm w górę.

Z czego jestem niezadowolony:
  • Poliwęglan - gdzieś przeczytałem, że 4 mm poliwęglan komorowy przepuszcza jakoś 75 - 80% światła. Bzdura; owszem nie mam luksomierza, ale nawet po samych zdjęciach widać, że bardzo mocno ocienia. W moim przekonaniu, przepuszcza jakieś 40% światła max. Chętnie bym zobaczył jakiś obiektywny pomiar. Tak czy siak nie ma porównania do przepuszczalności folii czy szkła. Przypuszczam, że ubytek światła może w pewien sposób (z botanicznego punktu widzenia) kompensować jego izolacyjność - pomidory mają ogólnie cieplej, niż w foliaku, a to sprzyja ich rozwojowi.
  • Czytałem, że komory poliwęglanu mogą z czasem zarastać od wewnątrz zielonymi glonami - słabiutko. Czas pokaże.
  • Drewno - jesienią na wewnętrznych ścianach szklarni kondensuje się wilgość, gdzieniegdzie pojawił się na jodle czarny nalot - grzyb. Impregnowałem całą konstrukcję 1 raz Phobosem, ręcznie, pędzlem. Powinienem był wlać go więcej. Póki co nie jest źle, bardzo dobrze wygląda na przykład podwalina, ale myślę, że to ten element zaważy na trwałości całej konstrukcji (drewno, jako materiał, nie podwalina).

Co bym zmienił?
  • Przesadziłem z wysokością, gdyby było 20 - 30 cm mniej, byłoby równie wygodnie a taniej - mniej roboty, mniej materiałów.
  • Trochę olałem impregnację; trzeba było zlać wszystko 3 razy dla świętego spokoju (łatwiej powiedzieć, niż zrobić).
  • Jętki powinny mieć przekrój kwadratu - wystarczyłyby łaty 4 x 4 cm. Ja dałem deski - kradną światło. Dodatkowo te jętki powinny być niżej - wiązar byłby mocniejszy i łatwiej byłoby przywiązywać podpory do pomidorów.
  • Łaty przybiłem jak pod dachówkę, co ~ 33 cm; mogłem dać jedną mniej na połaci, byłoby nieco więcej światła.

Alternatywy:
  • W internacie można znaleźć szklarnie typu "Maestro" (nie wiem czy to firma czy model), konstrukcja stalowa, poliwęglan 4 mm, podobna powierzchnia w cenie około 6600 złotych. Wysokość w szczycie 230 cm.  Konstrukcja na pewno solidniejsza, niż drewno, metal zabiera też mniej światła. Do tego wygodne okno. Składanie tego to nieporównywalnie mniej roboty, niż budowa. Jak dla mnie nieco za mała wysokość. No i ten cholerny poliwęglan.
  • Widziałem też ogłoszenia szklarni o konstrukcji stalowej krytej szkłem, kosztowała chyba 2150 za segment 2 x 3 m. Do tego była opcja malowania proszkowego ramy, dość droga, ale jakość kosztuje. Przy tej cenie szklarnia o powierzchni około 35 m2 powinna kosztować jakieś 12 - 14 tysiaków. Oczywiście trwałość takiej konstrukcji, jakość (szkło), wygląd i ekologiczność nie dają się porównać z niczym plastikowym.
Gdybym dziś miał stawiać szklarnię, to chyba zdecydowałbym się na tę ostatnią opcję. Nie zastanawiałbym się nawet nad ceną (taka konstrukcja powinna przetrwać bez problemu dziesiątki lat), ale nad fundamentem. Otóż szkoda coś takiego postawić na bloczkach (bloczki są z reguły ze słabego betonu, mogą przemarzać, pękać, osiadać itd.) - trzeba by wylać fundament żelbetowy (jakieś 1,5 tysiaka na oko). I tutaj jest problem, bo prawo budowlane nie pozwala na budowę szklarni do 35 m2 na zgłoszenie. Potrzebne jest pozwolenie, co oznacza, że trzeba wyłożyć dodatkowe kilka tysiaków na usługi rozmaitych ludzi - architekta, geodetę, kierownika budowy itd.. Robi się z tego wielka budowa, a to odstrasza. Nasza szklarnia leży na bloczkach, nie jest zatem trwale związana z gruntem, czyli nie jest budynkiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz