czwartek, 28 lutego 2019

Luty 2019 - dużo pracy, trochę oddechu.

Luty to miesiąc, z którym jako wielbicielka lata, ciepła i słońca zazwyczaj mam problem. W tym roku chciał chyba przekonać mnie, że nie jest taki zły - przyniósł odwilż, ciepły wiatr i zapach wiosny.


Ostatni zjazd na sankach z górki pod domem.

Śnieg, który zalegał i powiększał swoją pokrywę przez wcześniejsze miesiące, topił się równo cztery tygodnie. Był to bardzo powolny proces, bo zima próbowała wracać. Straszyła zawiejami i zamieciami, atakowała ostro, ale w ogólnym rozrachunku nieskutecznie. Czy już koniec najzimniejszej pory roku? Zobaczymy w marcu. Póki co cieszę się tym, co było i tym, co się w lutym udało.

Głównym przedsięwzięciem tego miesiąca był montaż desek podłogowych na poddaszu. Nie do końca mogę uwierzyć, że nie muszę już chodzić na piętrze ze strachem w oczach i trzęsącymi się nogami, że jest gładko i bezpiecznie, że będąc tam patrzę na swoje buty i nie widzę dziur pomiędzy rzuconymi tam wcześniej byle jak deskami...

Kosztowało nas to bardzo dużo pracy. Przefrezowaliśmy, przestrugaliśmy i wyszlifowaliśmy kilkadziesiąt desek o długości około 4 metrów, szerokości 30 cm i grubości 5 cm. Po wstępnych przygotowaniach trzeba je było ułożyć na belkach stropowych, dociąć na wymiar i przytwierdzić wkrętami. Ja uczestniczyłam w 5-10% tych zajęć, a z prac na wysokości całkiem zrezygnowałam, więc oklaski należą się mężowi. W każdym razie podłoga jest! 

Podłoga jak marzenie!

Obrabianie desek wytworzyło ogromne ilości wiórów. Częścią z nich obściółkowałam krzaki, a sporą ilością przysypałam starą pryzmę kompostową i założyłam kolejną po drugiej stronie drzewa. 

Nasz przydomowy kompost.

Na pracę w grządkach było wciąż za dużo śniegu. Postanowiłam jednak przeprowadzić szklarniowy eksperyment. Przekopałam ziemię i 5.02 wysiałam rukolę, szpinak oraz rzodkiewkę, a tydzień później rzepkę i sałatę. Podlewałam śniegiem, a gdy wąż rozmarzł wodą ze stawu.


Wysiane i podlane.
Pierwsze kiełki pojawiły się dopiero ponad trzy tygodnie później.

W lutym dość często wychodziłam z domu wieczorem (prawdę powiedziawszy po przeprowadzce w Beskid, a zwłaszcza po narodzinach maleństwa, robiłam to bardzo rzadko i czułam już, że brakuje mi ludzi i wspólnych wspólnych zajęć lub przedsięwzięć, w wyniku czego robię się zrzędliwa i zdziadziała). Chodziłam głównie na jogę, ale też na spotkania śpiewacze, podczas których uczymy się łemkowskich pieśni. 

Kilka razy pojechałam rowerem całą drogę, oswajając się po raz kolejny z jazdą po górach w zimowych warunkach, częściej jednak jechałam na dwóch kółkach tylko kawałek, przypinałam rower, a potem wsiadałam do samochodu którejś z koleżanek podążającej na te same zajęcia z innego kierunku. W marcu mam nadzieję więcej korzystać z roweru.

Mam trochę niedosyt rodzinnych wycieczek, zarówno pieszych jak i rowerowych. Maleństwo korzystało z przyrody i powietrza głównie koło domu, bo najpierw śniegu było sporo, a potem mimo że znikał, chodzenie po nim lub po lodzie, czy też ciągnięcie po takiej nawierzchni przyczepki z maleństwem było na dłuższą metę pierońsko niewygodne. 

Rozdeptywanie zamarzniętych kałuż zawsze w modzie...

10 komentarzy:

  1. Uwielbiam Cię czytać �� Podłoga piękna! Ciężka praca się opłaca. Ja też czekam na cieplejsze dni, ale w moim wypadku to dlatego że moje maleństwo nie będzie tyle chorować. Powodzenia i wszystkiego dobrego ��

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja do tej pory depczę po lodzie na kałużach. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna, szlachetna podłoga, nie jakieś drewnopodobne panele!

    OdpowiedzUsuń
  4. Joga, zajęcia ze śpiewu.. a niektórzy są przekonani, że na wsi to same nudy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Podłoga jest taka jak powinna być właśnie "prawdziwa podłoga".

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak to prawda prawdziwa podłoga drewniana z desek.

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratulacje dla was obojga :) podłoga wyszła wam fantastycznie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kawał świetnej roboty! Piękno tkwi w naturze :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. To fakt, najładniejsze są podłogi z naturalnego drewna :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo lubię czytać twojego bloga, podłoga świetna, myślę, że harówka się opłaciła.

    OdpowiedzUsuń