środa, 29 maja 2019

Recenzja książki "Wióry lecą. Renowacja mebli i tapicerka dla początkujących" Kasi Sawko.

Od dłuższego czasu chodzi mi po głowie, by pomalować na biało stary kredens. Tylko jak to zrobić, gdy nigdy się takich rzeczy nie robiło. Co przedsięwziąć, by nie wyglądał gorzej niż teraz, żeby wyszło estetycznie, równo, ciekawie? Jakiej farby użyć, ile jej kupić, gdzie? Co trzeba zrobić przed malowaniem? Jak wyszlifować trudno dostępne miejsca? Jakim sposobem zabezpieczyć szyby? 



Do tej pory o takie rzeczy podpytywałam znajomych. Potrafili powiedzieć jakiej użyli farby, ale nie zawsze wiedzieli dlaczego takiej, a nie innej, opierali się na wiedzy pana ze sklepu z farbami. Ja wszystkie te informacje zapominałam zanim docierałam do domu... Aż w końcu dostałam do rąk własnych książkę Kasi Sawko. Mimo że kredens dalej ma kolor starego drewna, z którego ktoś usunął farbę kilkanaście lat temu, dużo się dowiedziałam, a wiele potrzebnych informacji mam zebranych w jednym miejscu i mogę do nich wracać.



Z książki dowiedziałam się:
  • Jakie meble warto wziąć na warsztat? Od których zaczynać pracę ze starociami? Na czym się uczyć? Co może sprawiać trudności ale jest warte zachodu? Co lepiej oddać profesjonalistom? 
  • Jakie narzędzia warto mieć w domowym warsztacie amatorskiego restauratora mebli? Jak się co nazywa, do czego służy, a do czego może się przydać? Jak się daną pomocą posługiwać?
  • Czym  charakteryzują się różne rodzaje drewna i materiałów drewnopodobnych? Jak je rozpoznać w starym meblu?
  • Jak rozbierać i łączyć drewniane elementy?
  • Czym charakteryzują się dane powłoki, farby, bejce... Jak je usuwać i jak nakładać?
  • Ile czasu może zająć odrestaurowanie danego przedmiotu i jakie czynności trzeba wykonać, by zrobić to porządnie oraz o niczym nie zapomnieć?

Prześledziłam też proces restauracji kilkunastu przedmiotów wymagających odświeżenia - od deski do krojenia, przez młynek do kawy, drzwi, stołki, krzesła i fotele po stolik kawowe, stół i szafkę. Wykonane czynności zostały dokładnie opisane i uwiecznione na zdjęciach.

Co mnie w książce zauroczyło?
Fakt, że większość osób przeprowadzających renowacje były kobiety, w kraju, gdzie praca z drewnem uznawana jest za męską profesję.

Co mnie w książce wkurzało?
Zbyt idealne zdjęcia ukazujące meble, a na nich perfekcyjnie pomalowane paznokcie renowatorek. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że da się pracować fizycznie, ze szlifierką, dłutem i nie mieć na rękach zadrapań a wokół siebie bałaganu. Wiem, że w dzisiejszych czasach estetyka jest bardzo ważna, ale tutaj moim zdaniem przesadzono. 

Co wyniosłam dla siebie?
Książka "Wióry lecą" z jednej strony uświadomiła mi, że kredens może być za dużym wyzwaniem, dla kogoś kto raczkuje w temacie renowacji, z drugiej pozwoliła zdobyć wiedzę, która umożliwi zrobić to dobrze. Na razie odważyłam się odnowić stary taboret. Prawdopodobnie najprostszy mebel jaki renowator mógłby sobie wyobrazić. I dobrze, bo to zawsze jakieś doświadczenie...

Stołek przed renowacją.

Zdzieranie kilku warstw farby olejnej przy pomocy szlifierki taśmowej.


Komu polecam?
Wszystkim, którzy chcą czerpać satysfakcję z ratowania starego zamiast kupowania nowego. Tym, którzy kochają przedmioty z historią oraz to, co zalegające na strychach i w piwnicach, zapomniane, niechciane, ale kryjące pod warstwą kurzu i brudu kryjące niezwykłe piękno. Miłośnikom zero waste, upcyclingu i przeróbek. Osobom interesującym się designem i urządzającym wnętrza.



2 komentarze:

  1. O! Mam tę książkę, tylko chyba w innym wydaniu. Jej autorka wraz z mężem prowadziła kiedyś warsztaty z renowacji, tapicerki i stolarki w Warszawie - bardzo popularne, ale niestety od jakiegoś czasu mają tylko okazjonalnie ofertę warsztatów wyjazdowych. Szkoda, bo marzyły mi się warsztaty renowacji. W najbliższym czasie planuję odnowienie zalegających w piwnicy stołu i krzeseł po pradziadkach - jednak ze względu na pamiątkowy charakter tych mebli, wolę powierzyć je specjaliście.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla nas prawdziwych wyzwaniem była renowacja zabytkowego, secesyjnego pieca w kamienicy sprzed stu lat. Piec był przerobiony na grzałki, więc wyzwanie nr 1 było znalezienie zdunód, którzy nam go rozbiorą kafel po kafelku i przebudują w środku na piec na drewno (taki pełniący funkcję kominka, ale z zachowaniem pełnego oryginalnego wyglądu. To jeszcze jakoś się udało, wyzwaniem nr 2 było pozbycie się 15 wartsw farby z kafli, które oczywiście były różne finezyjne wzory kwiatowe. To wymagało paru miesięcy pracy, nad każdym kaflem mój mąż spędził kilka godzin szorując go szczotką ryżową i ... kretem do rur. Pomysł autorski, nic, absolutnie nic innego! nie pomagało. Ale udało się i teraz stoi piękny!

    OdpowiedzUsuń