środa, 31 stycznia 2018

Styczeń 2018 - zimowa codzienność i niecodzienność.

Trudno jest opisywać codzienność, zwłaszcza tę, którą lubi się najmniej. Krótkie, chłodne, szare dni mają swój urok, ale gdy trwają miesiącami, mam ich serdecznie dość! Styczeń i luty to czas, o którym marzę, żeby skończył się jak najszybciej. Zwłaszcza odkąd mieszkamy na wsi, a w domu pojawiło się maleństwo. Wypełniam więc codzienność czytaniem książek, gotowaniem i krzątaniem się po domu, a kiedy tylko się da i znajduję w sobie choć odrobinę motywacji, wsiadam na rower... Zima to także okres, kiedy odbywamy najwięcej rodzinnych spacerów, później zwyczajnie nie ma już na to czasu, a jeśli cudem się znajdzie, wybieramy dłuższe wycieczki na dwóch kółkach!


czwartek, 25 stycznia 2018

"To, co Przyroda daje dzieciom, co według mnie najważniejsze, to poczucie przynależności i współzależności."

Wydaje nam się często, że uczymy nasze dzieci szacunku do Przyrody strofując je - przypominając o zapalonym świetle, czy odkręconej wodzie. Basia Zamożniewicz, autorka bloga Wielki Zachwyt, wybrała inną drogę. Wierzy, że miłość do Natury budzimy w sobie przebywając na jej łonie i zapraszając tam bliskich. Zapytałam jak wygląda w jej rodzinie spędzanie czasu w tak szczególny sposób oraz co daje jej i jej dzieciom.

Wszystkie zdjęcia użyte w tym artykule pochodzą z archiwum rozmówczyni.




wtorek, 23 stycznia 2018

Recenzja książki "Rewolucja Energetyczna. Ale po co?" autorstwa Marcina Popkiewicza

Jakiś rok temu przeczytałam "Świat na rozdrożu" - pierwszą książkę Marcina Popkiewicza. Mimo, że wciągnęła mnie bez reszty i spowodowała ferment myślowy, na lekturę kolejnej zdecydowałam się dopiero po wielu miesiącach. Obie pozycje, choć napisane prostym i przystępnym językiem, poruszają bowiem tematy trudne i niewygodne - rozwój i wzrost gospodarczy, paliwa kopalne i odnawialne źródła energii, wzrost liczby ludności, problemy społeczne i środowiskowe, zmiany klimatyczne. 




niedziela, 31 grudnia 2017

Grudzień 2017.

Zimowa codzienność. Poranne rozpalanie pieca, wygarnianie popiołu i uzupełnianie zapasów drewna. Brnięcie w śniegu lub (częściej) błocie. Radość z każdego promienia słońca, bo ten czas jest u nas wyjątkowo mglisty...




czwartek, 30 listopada 2017

Listopad 2017, czyli wielkie błoto.

Długi miesiąc krótkich dni. Coraz krótszych i coraz bardziej ponurych. Gdy wspominam ten czas, to mam wrażenie, że nic nie zrobiłam. Dominowała żmudna codzienność, wczesne pobudki, gotowanie, karmienie, przewijanie, pranie i wieszanie pieluch, lulanie, noszenie, usypianie... To wszystko przy akompaniamencie mgły, deszczu i chłodu za oknem. Siedzenie w domu doprowadzało mnie do szału, ale gdy wystawiałam nos za próg, wiało zimnem i było potwornie ślisko od błota więc czym prędzej chowałam się do środka. Kiedy jednak przyszło podsumować miesiąc okazało się, że jakimś cudem coś się udało!


Świerkowa wełnianka między jodłowymi balami.

poniedziałek, 27 listopada 2017

Recenzja książki kucharskiej "Pyszności z roślin. Proste wypieki, desery, śniadania. Bez jajek i nabiału" autorstwa Pawła Ochmana

Książkę Pawła Ochmana, autora bloga Weganon, dostałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak. Ucieszyłam się ogromnie, że wreszcie będę miała w ręku kompendium wiedzy o domowej roboty roślinnych słodyczach. Brakowało mi tego! To prawda, że moc przepisów możemy znaleźć na licznych blogach kulinarnych, ale dobra książka kucharska to dla mnie coś o wiele bardziej wartościowego niż przypadkowa receptura w internecie.






Książka wpadła w moje ręce w doskonałym momencie, bo wtedy kiedy zdecydowałam się konsekwentnie unikać oleju palmowego i podszkolić domowy, roślinny, cukierniczy warsztat. 


wtorek, 21 listopada 2017

Recenzja książki kucharskiej "Nowa Jadłonomia. Roślinne przepisy z całego świata" autorstwa Marty Dymek

Drugą książkę Marty Dymek, tak jak i pierwszą, dostałam od mamy. Trochę się bałam tej publikacji. No bo jak to? Chcę gotować lokalnie i sezonowo, a tu w moje ręce wpadają przepisy z całego świata. Znając jednak twórczość autorki bloga Jadłonomia liczyłam na wiele polskich składników. Nie zawiodłam się!



Choć "Nowa Jadłonomia" podaje receptury na wiele egzotycznych dań, to większość z nich da się ugotować przy pomocy regionalnych warzyw i łatwo dostępnych składników. Marta Dymek po raz kolejny bawi się warzywami i korzysta z tego co lokalne. Jedliście kiedyś bobomole? Uwierzcie mi, smakuje obłędnie!

poniedziałek, 13 listopada 2017

Olej palmowy - jak żyć bez niego?

Joanna Baranowska, autorka bloga organiczni.eu, twierdzi, że nigdy, przenigdy nie używa oleju palmowego ani żadnej rzeczy go zawierającej. Zainspirowana tym faktem postanowiłam sobie wypytać ją szczegółowo jak to wygląda w praktyce, w codziennym życiu, w kontaktach społecznych. Jesteście ciekawi?


Palma olejowa, czyli olejowiec gwinejski.
Żródło: wikipedia.org.

Czemu właściwie należałoby zrezygnować z produktów z olejem palmowym?

Rezygnacja z produktów zawierających olej palmowy to kwestia świadomości konsumenckiej. Globalizacja sprawiła, że lekką ręką sięgamy po zasoby naturalne z drugiego końca świata i często nie zastanawiamy się nad skutkami naszych wyborów. Olej palmowy jest bardzo tanim surowcem, pozyskiwanym z palmy olejowej – kilkakrotnie bardziej wydajnej niż inne rośliny, z których pozyskuje się oleje. Problem w tym, że pod uprawę tych palm wycina się m.in. lasy deszczowe, co wpływa na ocieplenie klimatu, ale też odbiera się dom zwierzętom tego regionu uważanego za najbardziej różnorodny jeśli chodzi o gatunki fauny. Najbardziej cierpią te zagrożone wyginięciem: tygrys sumatrzański, słoń indyjski i orangutan.

Przemysł związany z pozyskiwaniem i przetwarzaniem tego oleju łączy się z zanieczyszczaniem środowiska. Większość światowych zasobów oleju palmowego jest pozyskiwana z upraw w Malezji i Indonezji, gdzie problemem bywa też przestrzeganie praw człowieka. Przekleństwem oleju palmowego jest cena, która raduje chciwe koncerny spożywcze czy zajmujące się biopaliwami.

Jest jeszcze kwestia zdrowia: spożywczy olej palmowy jest zazwyczaj rafinowany, przez co zawiera szkodliwe tłuszcze trans, odpowiedzialne m.in. za choroby krążenia. Oprócz tego, że nie jest to nasz rodzimy, lokalny tłuszcz, taki jak olej słonecznikowy czy rzepakowy, i musi pokonywać daleką drogę na polskie stoły (ślad węglowy), to po prostu nam nie służy. W wielu produktach znajduje się dlatego, że jest tak tani, więc jak to świadczy o produkcie? No i dodatkowo olej palmowy bywa zwykłym wypełniaczem, np. w maśle orzechowym, gdzie jego obecność nie ma żadnego sensu.

wtorek, 7 listopada 2017

"Zaczęłam odkrywać, że ekologicznie to nie tylko zdrowiej, ale często taniej i... ładniej!"

Gosia Budzyń, mama trójki dzieci (w tym bliźniąt) stara się prowadzić ekologiczny dom. Niedawno podzieliła się ze mną opowieściami o swojej codzienności i marzeniach. Zapraszam na wywiad!


Gosia z bliźniakami w chustowym tandemie. Zdjęcie z archiwum rozmówczyni.

Czym jest dla Ciebie ekologia? Jak rozumiesz to pojęcie?

Staram się korzystać z zasobów świata w taki sposób, żeby jak najmniej mu szkodzić. Nie produkować bezsensownej góry śmieci. Nie niszczyć naturalnej zdolności natury do regeneracji. Z wieloma rzeczami przyroda sama sobie radziła, póki człowiek swoim wygodnictwem nie zachwiał równowagi.

Co spowodowało, że postanowiliście żyć ekologicznie?

W sumie to nasze przejście na eko było długim procesem. Nie wiem, czy gdybym się porwała na wszystko na raz, wytrwałabym w tym dalej.

wtorek, 31 października 2017

Październik 2017 - idzie zima.

Kolejny miesiąc w Beskidzie. Znów uczyliśmy się cierpliwości, pracowitości i pokory. Jeśli w sierpniu byliśmy zmęczeni, a we wrześniu wyczerpani, to u progu listopada zastanawiam się jakim cudem jeszcze w miarę normalnie funkcjonujemy. Przemęczenie jest prawdopodobnie spowodowane okolicznościami, na które nie mamy zbyt dużego wpływu. Nałożyło się chyba wszystko, co mogło się nałożyć. Codzienna, wielogodzinna praca męża przed komputerem i mój powrót do dawania lekcji. Załatwienia związane z budową oraz fakt, że końca jej nie widać. Nieprzespane noce z maleństwem. Moc rzeczy, które koniecznie trzeba zrobić przed zimą. Marzenie, by podłubać coś jeszcze w grządkach. Coraz krótsze dni, chłód i deszcz.




Jeśli ktoś, kto żyje na wsi uwierzył, że letnia "sielanka" potrwa wiecznie, to październik jest od tego, by sprowadzić go na ziemię. Trzeci już raz musieliśmy stawić czoło pytaniom:
  • Czy w domu będzie ciepło? Jest uszczelniony i ocieplony? Wystarczy opału? 
  • Czy sprzęty i narzędzia, których nie możemy trzymać w środku, zostały zabezpieczone przed śniegiem i mrozem?
  • Czy ogródek jest gotowy na zimę?
Zrobiliśmy to, na co w naszym odczuciu starczyło sił i czasu. Ale czy wszystko? Może dało się więcej?