środa, 31 sierpnia 2016

Sierpień 2016.

Pierwsze dwa tygodnie sierpnia były szalone. Dużo pracy w polu, zbiory i zmasowana produkcja przetworów, a to wszystko przeplatane wyścigami rowerowymi, spacerami na grzyby i odwiedzinami gości. W drugiej połowie było (z mojego punktu widzenia) już zdecydowanie mniej intensywnie. Ponieważ zdjęć napstrykałam bardzo mało*, musicie uwierzyć mi na słowo...

Dni coraz krótsze, ale w Beskidzie nadal pięknie...




Marzenie spełnione, maraton rowerowy MTB na dystansie GIGA (90km) przejechany!






*Większość zdjęć w tym artykule pochodzi z galerii mojej koleżanki Magdy. Dziękuję! :*

niedziela, 31 lipca 2016

Lipiec 2016, czyli drewno, zbiory i przetwory!

Lipiec upłynął nam pracowicie. Porządkowaliśmy łąki, grodziliśmy grządki, przygotowywaliśmy drewno opałowe, zbieraliśmy grzyby z lasu, dzikie maliny z łąki oraz warzywa z naszych upraw i robiliśmy z tego wszystkiego przetwory. Mimo, że żadna z tych czynności nie jest szczególnie imponująca i nie wydaje się jakaś skomplikowana, ich zmasowana ilość spowodowała, że zmęczeni jesteśmy jak nigdy i marzymy o urlopie!

środa, 20 lipca 2016

Recenzja książki "Ogród pełen smaków" autorstwa Jamesa Wonga

Wielu znajomych pyta mnie skąd wiemy jak należy uprawiać warzywa, gdzie zdobyliśmy tę wiedzę i czy to jest bardzo trudne. Powiem szczerze, że nie mam ulubionych pozycji ogrodniczych. Korzystam z krótkich notatek i grafik na tyłach torebek z nasionami, podczytuję kilka starych książek ogrodniczych w stylu "Działka moje hobby", "Ogród biodynamiczny" czy "Rok na działce", a gdy trafi się problem, na który nie znajduję w tych publikacjach rozwiązania, pytam mamy i sąsiadów lub wchodzę na portal niepodlewam.pl.

Żadne z tych miejsc nie jest idealne. Tył torebki z nasionami ma ograniczenia powierzchniowe i siłą rzeczy nie wszystko jest tam napisane. Chcąc mieć własne nasiona, takich torebek w ogóle się nie używa. W książkach wiele zagadnień jest pomijanych, sporo warzyw i ziół w ogóle nie zostało opisanych, a problemy z chorobami i szkodnikami roślin rozwiązuje się chemicznymi środkami, których ja używać nie chcę. Mama i sąsiedzi nie wiedzą wszystkiego. Pozostaje Internet, w którym informacji (często sprzecznych) jest mnóstwo, ale do niego podchodzę z dystansem i umiarem.


Jakiś czas temu dostałam książkę "Ogród pełen smaków" Jamesa Wonga. To pozycja zarówno dla pasjonatów ogrodnictwa, którzy dłubią w ziemi już jakiś czas, jak i początkujących laików. Oczarowuje najapetyczniejszymi zdjęciami świata i zabawnymi grafikami, wciąga, inspiruje, otwiera oczy i zachęca by uprawiać własny ogródek, choćby na kilkumetrowym balkonie lub jeszcze mniejszym oknie.

wtorek, 19 lipca 2016

Recenzja książki "Porąb i spal. Wszystko co mężczyzna powinien wiedzieć o drewnie" Larsa Myttinga

Widząc reklamę książki Larsa Myttinga na billboardach podchodziłam do niej z dystansem. W ekologicznym kontekście zdanie Porąb i spal nie brzmi dobrze. Kiedy jednak mąż dostał tę książkę w prezencie, pochłonął ją jak wciągający kryminał i skorzystał z kilku cennych wskazówek w niej zawartych, nie zważając na nieco szowinistyczny podtytuł, postanowiłam przeczytać ją sama...


wtorek, 5 lipca 2016

Ogród warzywny i jego niezwykłe zalety.

Wychowałam się w domu z ogrodem. Choć na pierwszy rzut oka zarośnięty i zaniedbany, był to najpiękniejszy ogród jaki znam, a mama umiała nazwać każdą roślinkę, która znalazła sobie tam miejsce. Na 16 arach zgromadziła imponującą kolekcję gatunków ozdobnych krzaków i kwiatów, drzew i krzewów owocowych oraz niezwykłych roślin jadalnych z całego świata. Pracę w ogrodzie lubiłam, bo dawała możliwość spędzenia czasu na świeżym powietrzu i wśród zieleni, ale traktowałam ją zadaniowo, prawie w kategoriach sportu. Ścinanie i porządkowanie gałęzi, koszenie trawy, wyrywanie winobluszczu, podagrycznika lub pokrzywy - to były moje specjalności. W ogrodzie były też warzywne grządki, ale tam wstępu prawie nie miałam, za to zajadałam się pysznościami z nich pochodzącymi.



Trzy lata temu mąż wyszedł z propozycją by wejść w posiadanie małej działeczki w rodzinnych ogródkach, podchodziłam do tego z dystansem - wiedziałam, że doglądanie jej będzie zajmować nam sporo czasu i energii. Nie pomyliłam się, na działce, spędzaliśmy od tej pory każdą wolną chwilę, okazało się jednak, że była to jedna z lepszych decyzji w naszym życiu i wspaniała lekcja przyrody oraz pokory. Dziś ogród to dla mnie przede wszystkim grządki z warzywami - spędzam tam najwięcej czasu. Nie jestem fanką trawników koszonych kilka razy w tygodniu, by pięknie wyglądały, nie cierpię tui, ale kocham warzywa! Nie dość, że można je zjeść, to są niezwykle pięknymi roślinami. Dochodzę też do wniosku, że nic tak nie uczy szacunku do świata, przyrody i jedzenia, jak praca w ogródku warzywnym. 

Nie da się ukryć, że dłubanie w grządkach wymaga uwagi, czasu, wytrwałości, cierpliwości, fizycznej siły oraz pewnej wiedzy, ale tak naprawdę wszystko to zdobywa się małymi krokami, w praktyce, podczas kopania, grabienia, siania i sadzenia, podlewania, plewienia, przycinania, zbierania (i masy innych czynności), a także bardziej lub mniej wnikliwego studiowania ogrodniczych książek i blogów. Ogrodnictwo nie jest wcale wiedzą tajemną, a zyskujemy o wiele więcej niż najwyższej jakości warzywa o wyjątkowym smaku. Cisza, spokój, zieleń, czas na zadumę, niezwykle urozmaicony ruch na świeżym powietrzu i korzyści z nich płynące są bezcenne!

Odkąd prowadzę własne grządki, z niepokojem patrzę na masowo wytwarzane warzywa i owoce sezonowe pojawiające się na sklepowych półkach na długo przed czasem. Wiedząc ile pracy trzeba włożyć by coś wyhodować, wydaje mi się (choć to niepopularne), że dostępna w sklepach żywność jest nieprzyzwoicie tania. To wszystko dzięki wysokiej mechanizacji, przesyceniu azotem, wodą, chemicznymi opryskami i nawozami. W konsekwencji otrzymujemy żywność niskiej jakości, która często szkodzi naszemu zdrowiu, a kupując ją przyczyniamy się do zanieczyszczania środowiska.

W dzisiejszym poście chciałabym podzielić się kilkoma fotografiami z grządek, które stworzyliśmy w tym roku w Beskidzie. Jeszcze w marcu były łąką nieuprawianą od lat. Zdjęcia miały znaleźć się w podsumowaniu czerwca, ale nie zdążyłam. Może lepiej, bo doczekały się osobnego posta. Mam nadzieję, że zainspirują do własnych upraw - nie ważne, czy w małym, czy w dużym ogrodzie, na balkonie, czy na oknie - a ogrodnictwo wciągnie Was tak samo jak mnie!

poniedziałek, 4 lipca 2016

Recenzja książki "Jaki to kwiat?" Dietmar Aichele

Książkę "Jaki to kwiat?" pokazała mi kilka miesięcy temu mama, z radością chwaląc się nową zdobyczą. Zachwyciłam się tą pozycją, nie tylko dla tego, że uwielbiam oglądać atlasy przyrodnicze, ale głównie z powodu nadziei, iż wreszcie znalazłam coś, co pomoże mi nazwać polne kwiaty, drzewa i wszelkie inne dzikie zielska rosnące w okół mojego domu i spotykane na spacerach...

czwartek, 30 czerwca 2016

Czerwiec 2016.

Moc pracy na świeżym powietrzu, słońce, upały, wypatrywanie deszczu, ogórki w zmasowanej ilości, zapach siana, widok stogów i bel - tak zapamiętam czerwiec...




piątek, 24 czerwca 2016

Obiad w stylu azjatyckim (birmańskie tofu z kolendrą, tajski ryż jaśminowy, sałatka z ogórków i prażony sezam).

Choć tofu kojarzy się z weganizmem i kuchnią azjatycką, którą coraz bardziej lubię, nie jem go prawie wcale. Moim zdaniem jest drogie i trudno dostępne (w miejscach innych niż duże miasto). Fakt, że trudno zdobyć go w innym opakowaniu niż zgrzewana gruba folia jeszcze bardziej utwierdza mnie w przekonaniu by go nie kupować. Kiedy więc natrafiłam na przepis na birmańskie tofu, które można z powodzeniem i za grosze zrobić w domu oniemiałam z zachwytu! 

Dziś przepis na chrupiące kosteczki domowego tofu z kolendrą oraz tajski ryż jaśminowy posypany prażonym sezam, które wspaniale komponują się z azjatycką sałatką ogórkową, którą pokazałam Wam na blogu wczoraj.



czwartek, 23 czerwca 2016

Lemoniada ogórkowa.

Z ogórków można przyrządzić sałatki, ale nie tylko. Dziś polecam lemoniadę ogórkową! Kilka plasterków ogórka, dodanych do wody wraz z cytryną i miętą stworzą zdrowy napój o orzeźwiającym melonowym aromacie. Pychota!




Ogórki po indyjsku.

Gdy narzekamy na upały w Polsce, warto zobaczyć jak radzą sobie z nimi mieszkańcy krajów, w których 30 stopni to mało... W Indiach je się ogórki. To delikatne, pełne wody i soli mineralnych warzywo doskonale nawadnia i odżywia zwłaszcza wtedy, gdy z powodu gorąca na jedzenie nie mamy ochoty. Indusi posypują paseczki ogórków odrobiną soli, kuminu i pieprzu. W ten prościutki sposób przygotowują wspaniałą przekąskę na upalne dni - gorąco polecam!