czwartek, 1 października 2015

Działka w mieście.

W tym poście chciałabym pokazać, że aby uprawiać własne warzywa nie trzeba wcale mieszkać na wsi lub w domu w ogrodem. Zanim przeprowadziliśmy się w góry, uczyliśmy się uprawiać ziemię na działce w mieście (w Rodzinnych Ogródkach Działkowych). Okazało się, że ogrodnictwo to zajęcie, które porywa mnie prawie tak samo jak uczenie polskiego, gotowanie, jazda na rowerze, czy czytanie książek. No dobra, nie tak bardzo jak jazda na rowerze (co właśnie słusznie zauważył mój mąż), ale grzebanie w ziemi wciąga... A plony najwyższej jakości warzyw i owoców wystarczają co najmniej na sezon letni.


Wiosna w ogródku działkowym.
Młode liście funkii (podobno jadalne) i niezapominajki.
Bez.
Liliowce.

Irysy.
Kwiaty pigwowca.

Przez prawie dwa lata uprawialiśmy nasz trzyarowy ogród. Zaczęliśmy od przerabiania trawy na grządki. W tej czynności niezastąpiona była moja koleżanka Agnieszka. W ruch poszły łopaty, motyki, łopatki i małe grabki. Nie było końca pogaduchom i plotkom. Ostatecznie powierzchnia grządek była mniejsza niż jeden ar, resztę działki stanowiła altana, trawa, drzewa i krzewy owocowe, a także rośliny ozdobne. Doprowadzenie działki do takiego stanu zajęło nam dokładnie rok.

 Widok na działkę na początku maja.
Grządki nawieźliśmy kompostem i ściółką z lasu oraz posypaliśmy wapnem. Gleba była naturalnie bardzo gliniasta, więc wymieszaliśmy ją z piaskiem. Przedplonem były rzodkiewki, rukola, szpinak, bób, fasolka szparagowa, cebula i czosnek. Na wiosnę posadziliśmy też ziemniaki.

Młoda rukola.
Tak było 3 maja, czyli rosną już pierwsze młode roślinki.
Pierwsze zbiory. Jest praca, są zbiory!
Tak wyglądała nasza działka 14 maja. Aż nie chce się wierzyć, że w 11 dni rośliny potroiły swoją wielkość!

W między czasie zrobiliśmy rozsady dyni, cukinii i ogórków. Baliśmy się, że jeśli nasiona dyni wsadzimy prosto do ziemi, to młode kiełki, tak jak rok wcześniej zjedzą nam ślimaki.

Młody dynia.

W maju, dzięki uprzejmości kolegi mojej mamy dostaliśmy sporo rozsad. Między innymi ogórki szklarniowe, pomidory, papryki, bakłażana, pory, selery i rośliny kapustne.

Na początku czerwca wysialiśmy kukurydzę.

W sierpniu działka tak zarosła, że chodniczki były już ledwo widoczne. Rowery opieraliśmy o ogrodzenie z bukszpanu, a po płytach trzeba było chodzić na palcach, żeby nie rozdeptać łodyg dyni i cukinii:

Kwiat dyni.
Cukinia.
Dynia. 
Młode pory, selery, kapusty i kalafiory.
Młody jarmuż. 

Fasolka szparagowa.
Sałata dębolistna.
Kwiat cebuli.
Kalafior.
Kukurydza.
Marchew.
Pomidor.
Papryka.

Oto wybrane zdjęcia tegorocznych zbiorów:




















Działka uświadomiła mi jak ważne jest kompostowanie i jak dużo można zrobić samemu mimo pracy i innych zajęć. Od lipca do końca września do warzywniaka chodziliśmy raz na dwa tygodnie by kupić cytrynę lub banana. Udało się też ugotować kilka potraw w 100% z własnych zbiorów. Poniżej niektóre z nich.



 Bób z czosnkiem i szpinakiem.
Krem z dyni.
Kalafior z patelni. 
Kompot z rabarbaru, kwaśnych jabłek i porzeczek.
Działkowy miks: fasolka szparagowa, ziemniaczane talarki i sałatka z ogórkiem, pomidorem, rukolą i cebulką.
Zapiekanka warzywna z bakłażanem i cukinią.
Wiedzę nabywaliśmy z książek, od znajomych ogrodników i w praktyce. Wiele razy eksperymentowaliśmy. Jednym z takich eksperymentów był wysiew soczewicy i ciecierzycy. Zdarzyło się też zrobić coś całkowicie wbrew temu co pisało w ogrodniczych publikacjach. Dużo czasu zajęło nam nauczenie się, że warzywa korzeniowe trzeba siać rzadko. W rezultacie buraka wysialiśmy tak gęsto, że trzeba było powyrywać prawie połowę młodych roślin. Nie chcieliśmy marnować tylu potencjalnych sadzonek, więc wbrew temu co pisało we wszystkich mądrych książkach, przesadziliśmy buraki, w miejsce, które zwolniło się po bobie i fasolce szparagowej. W rezultacie te przesadzone wyrosły dwa razy bardziej niż te, których nie ruszaliśmy.


Zagęszczenie buraków.
 Buraki przesadzone.
 Ciecierzyca w strączkach.
Obrana ciecierzyca. Udało się zebrać nie wiele więcej niż wysialiśmy.
Nie obyło się bez porażek. Krzaki pigwowca, które sadziliśmy na wiosnę nie przyjęły się i uschły, to samo stało się ze śliwką. Gruszę posadziliśmy praktycznie pod jałowcem i momentalnie złapała pomarańczowego grzyba. Szpinakiem obsialiśmy połowę grządek, a było go tylko na jeden obiad. W wyniku późnego zasiania i starych nasion kukurydze były niskie i prawie nie wytworzyły kolb z ziarnami, wyhodowaliśmy też zaledwie kilka marchewek. Kiedyś przed burzą nie zamknęliśmy szklarni i pomidory opanowała zaraza.  Mimo wszystko było warto. Praca na świeżym powietrzu, kontakt z ziemią, która daje pożywienie i niepoliczalna ilość zdobytej wiedzy to doświadczenia na wagę złota.

Jedną z najzabawniejszych akcji związanych z działkowaniem był dowóz wanny na deszczówkę rowerem cargo! Wanna zbierała wodę z dachu altanki, wrzucaliśmy też do niej młode pokrzywy i skrzyp uzyskując w ten sposób roślinną gnojówkę. Śmierdziała jak prawdziwa!





W Beskidzie Niskim zakładanie grządek i sadu zaczynamy od zera (tym razem do przerobienia jest nie trawnik a łąka ;). O naszych poczynaniach i eksperymentach postaram się pisać na bieżąco.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz