Jak działa transport publiczny w Polsce? Nieudolnie. 13 milionów Polaków dotyka wykluczenie komunikacyjne. Oznacza to, że jedna trzecia moich rodaków nie ma szans na przemieszczanie się na dłuższe dystanse bez samochodu. A przecież nie każdy może korzystać z auta. Jedni są na to za młodzi, innych nie stać, kolejni muszą zrezygnować z bycia kierowcą z powodów zdrowotnych.
wtorek, 5 stycznia 2021
Recenzja książki "Nie zdążę" Olgi Gitkiewicz
poniedziałek, 4 stycznia 2021
Recenzja książki "Niebieska Księga z Nebo" autorstwa Manon Steffan Ros
Gdy czytałam "Niebieską Księgę z Nebo" Manon Steffan Ros nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że jest ona bliźniaczo podobna do "Drogi" Cormaca McCarthy, którą dwa lata temu recenzowałam na blogu, i która od czasu, kiedy miałam z nią styczność, nie daje o sobie zapomnieć.
sobota, 12 grudnia 2020
Recenzja książki "Serce" autorstwa Radki Franczak
Na powieść Radki Franczak "Serce" wpadłam przypadkiem. Dała mi ją pani bibliotekarka w pakiecie z kilkoma innymi lekturami na długie wieczory. Autorki nie znałam, opis na okładce nie zaciekawił mnie bardziej niż inne, więc zanim sięgnęłam po tę książkę, pochłąnęłam ponad połowę stosu przytarganego z biblioteki.
A potem, fragment odczytany na jednej z pierwszych stron, jakoś tak szczególnie rzucił się w oczy i nie dał o sobie zapomnieć:
Zasnęliśmy za stacją benzynową schowani w zbożu. Noc pachniała łąką i sianem i śnił mi się dziadek, który we śnie złorzeczył nam, dzieciom, kiedy latem urządzając w jego zbożu "domy" i "labirynty", łamaliśmy i niszczyliśmy uprawę. "To jest chleb! To jest chleb!" - krzyczał do nas.
Wiele lat później, kilka dni temu, stojąc w największym w Berlinie trzypoziomowym supermarkecie BIO Organic Food na pierwszym piętrze pełnym biochleba, biobułek, biowarzyw, bioowoców i przyprac, zrzuciłam zbyt szybko i zbyt mocno do papierowej torebki organic pain d'olive. Ciężki chleb przebił dno torebki i potoczył się po podłodze. Podniosłam go od razu, z irytacją, niemal natychmiast przyciskając do ust, ale nie pocałowałam go w końcu, zawstydzona wykonałam tylko gest, namiastkę ruchu. Tu, na Prenzlauer Berg, w samym środku dobrobytu białych, sytych młodych Europejczyków, czułam wielką niezręczność całowania chleba, obcość aktu sprzed lat, czegoś, co dla moich dziadków było wciąż i zawsze istotą codziennego życia.
Zaznaczyłam go. Zaskoczona i coraz bardziej zafascynowana czytałam dalej.
środa, 30 września 2020
Wrzesien 2020
| Grządki we połowie września. Wciąż pełne jedzenia! |
środa, 23 września 2020
Recenzja książki "Kawy i herbaty z łąki i lasów" autorstwa Katarzyny Mikulskiej oraz Artura Bokły
- Kupiłam sobie, może u Was znajdę czas, żeby coś z tego zrobić. A może i Was zainteresuje?
piątek, 18 września 2020
Recenzja książki "Jak kompostować? To proste!" Joanny Baranowskiej
poniedziałek, 14 września 2020
Śmieci? Byle nie do pieca!
Papierek po batoniku? Owijka od paczki papierosów? Stara szmata? Siup! Do kuchennego pieca!
W miejscu, gdzie mieszkam pali się głównie drewnem. Odpady organiczne kompostuje lub oddaje do zjedzenia kurom albo świniom. Śmieci zmieszane wyrzuca do zielonych kontenerów stojących przy drodze. Plastik, szkło, metal i papier segreguje do specjalnych worków i wystawia przed gospodarstwo raz na miesiąc. Gabaryty, odpady elektryczne i inne kłopotliwe ślady ludzkiej egzystencji zbierane są w wyznaczonym terminie lub można odwieźć do gminnego PSZOKu (Punktu Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych). Wielu ludzi tak właśnie robi.
Dlaczego więc tak wiele śmieci zalega w leśnych wąwozach i wciąż przybywają nowe? Czemu z kominów niejednego domu unosi się biała, śmierdząca mgła? Czemu w gościnnych kuchniach sąsiadek widzę papierki-niepapierki lądujące w ogniu za drzwiczkami pieca? Nawyk? Praktyka odziedziczona od starszych pokoleń? Nie wiem, trudno mi to sobie wyjaśnić. Posiadam jednak informacje, jakie substancje znajdują się w tym dymie i jaki mają wpływ na kondycję ludzi oraz otaczającą nas przyrodę. Postaram się także wyjaśnić, czym różni się utylizowanie śmieci w specjalnych spalarniach od palenia nimi w domowych piecach i dlaczego pierwsze z tych rozwiązań jest mniejszym złem.
poniedziałek, 31 sierpnia 2020
Maj, czerwiec, lipiec i sierpień 2020 - cztery trudne miesiące
Dużo bardziej realistyczne będą tym razem opisy, choć i w słowach nie wszystko potrafię ująć. Bo jak oddać radość i smutek odczuwane prawie równocześnie? Jak pogodzić ciężką pracę z odpoczynkiem? Jak wytłumaczyć, że było u nas to, co się zwykle racjonalnie wyklucza?
Za zdjęciami kryją się dziecięce jęki, narzekania, żądania, marudzenia i płacze. Dorosła złość i frustracja wyrażana w mniej lub bardziej udany sposób. Tęsknota za ciszą w domu i pracą wykonaną zgodnie z planem od początku do końca. Kilka tysięcy upranych pieluszek. Kilkaset słoików z przetworami. Dużo ponad sto nocy pourywanych na kawałki. Podobna ilość śniadań, obiadów i kolacji zrobionych z tego, co wcześniej nazbieraliśmy w grządkach. Kilkadziesiąt kilometrów pchania przyczepkowózka z zacinającym się kółkiem po kamienistej drodze. Długie dojazdy na badania i kontrole. Kilkanaście zajrzeń do uli. Ślimaki zjadające połowę plonów. Hałas, wióry i pył ze strugów, pił i szlifierek. Dzieci na rękach, kolanach i plecach. Wiele kłótni. Godziny z bólem głowy i kręgosłupa...
Nie uchwyciłam na fotografiach nieśpiesznych spacerów. Smaku świeżego bobu z grządek i domowych łazanek z młodą kapustą przygotowanych przez sąsiadkę, zapachu ziemi i kopru, słodyczy pomidora zerwanego prosto do buzi, kruchości fasolki, soczystości cukinii. Chłodu poranka i wilgoci deszczu. Prób wspierania się. Wiary w to, że będzie lepiej. Świadomości, że bywa trudniej. Tych wszystkich małych radości, ale jakże ważnych!
Dlatego tym razem nie będzie zdjęć. Dziś zostawiam Was ze słowami!
czwartek, 30 kwietnia 2020
Marzec i kwiecień 2020
poniedziałek, 27 kwietnia 2020
Własne grządki z warzywami? Od czego zacząć?
![]() |
| Tak wyglądały nasze grządki w maju 2016 roku. Niecałe dwa miesiące po tym, jak zaczęliśmy je zakładać. |





