wtorek, 8 marca 2016

Minimalistyczne prezenty.

Jestem osobą, która często coś od innych dostaje i zazwyczaj są to prezenty trafione. Nie smuci mnie też zupełnie brak prezentów, choć sama uwielbiam je dawać. Muszę jednak przyznać, że robię to rzadko, nie każdemu, nie z każdej okazji i tylko wtedy, gdy wiem co by to mogło być. 


Samodzielnie zrobiony, praktyczny i ekologicznie zapakowany prezent, to mój ulubiony sposób na obdarowywanie bliskich.

Czytając artykuły na temat minimalizmu i komentarze pod nimi niejednokrotnie spotkałam się ze stwierdzeniami typu: 
"Jako dziecko uwielbiałam prezenty, ale teraz czuję, że są niepotrzebne." 
"Chcę żyć minimalistycznie, ale co jakiś czas dostaję od cioci/babci/koleżanki/... (wstaw według uznania) coś kiczowatego/niepotrzebnego/niepraktycznego/coś czego nie używam, ale żal/nie można wyrzucić, żeby kogoś nie urazić." 
"Często dostaję rzeczy, których nie jem lub nie używam." 
Powiem szczerze, że powyższe cytaty dały mi to trochę do myślenia i zaczęłam się zastanawiać skąd bierze się ten, nierzadki w dzisiejszych czasach problem. Dlaczego nie potrafimy kogoś obdarować rzeczą, z której się ucieszy i która mu się naprawdę przyda? Czyż dawanie i otrzymywanie prezentów to nie powinna być sama radość?

Doszłam do wniosku, że nietrafione prezenty biorą się z konsumpcyjnego przesytu, braku rozmowy oraz czasu (dobrze i owocnie spędzonego z drugim człowiekiem), czyli tak naprawdę z tego, czemu minimalizm stara się sprzeciwić. W sklepach jesteśmy otoczeni przytłaczającą ilością rzeczy. Teoretycznie możemy dla każdego znaleźć coś, co mu się spodoba. A jednak, z jakiegoś powodu tysiące prezentów szybciej lub później trafia na śmietnik. Smutno nam, gdy dajemy prezent, który okazuje się zupełnie niechciany lub nieprzydatny, a otrzymując taki podarunek czujemy się chyba jeszcze bardziej niezręcznie. Sama usłyszałam kilka razy - "Wiem, że ty takich nie lubisz / nie używasz, ale mi się spodobało...". Co się stało? Po co ktoś daje mi takie coś?

Czasami mam wrażenie, że na punkcie prezentów świat oszalał. Byle okazja, byle święto, a billboardy krzyczą - "Obdaruj wszystkich dookoła, kup każdemu znajomemu prezent! Dzięki nam wreszcie Cię na to stać!" Podsuwają nam też mnóstwo pomysłów na prezenty. Tylko, czy naprawdę chcemy obdarować wszystkich? Osobiście czuję się skrępowana, gdy dostaję coś od ludzi, których prawie nie znam. Wolałabym spędzić z nimi trochę czasu i coś wspólnie przeżyć, zamiast dostać kolejny kubek. Nawet, gdy prezent jest trafiony to nie znając dobrze drugiej osoby, nie wiem jak jej podziękować, by wiedziała, że podarek mnie zachwycił. Buntuję się też niesamowicie przeciwko pomysłom typu firmowe mikołajki i okazjom, podczas których daje się prezenty bezosobowe.

Czy prezent nie ma być wyrazem intymności relacji i absolutnej wyjątkowości okazji?

Pomijając sztuczne sytuacje i zakładając, że prezenty dajemy bliskim i drogim naszemu sercu, możemy wesprzeć się minimalistycznym sposobem myślenia i kierować poniższymi zasadami:
  • Przede wszystkim pamiętajmy, że to nie materialne podarunki są najważniejsze w relacji z drugim człowiekiem. Przestańmy się spodziewać materialnych dóbr od innych, a sami nie będziemy czuć się niezręcznie gdy czegoś dla nich nie mamy. Często wystarczą po prostu szczere życzenia.
  • Postawmy na owocnie spędzony czas. Wyciągnięcie kogoś na spacer lub kawę, wspólnie obejrzany w kinie film, spektakl teatralny czy koncert, rowerowa przejażdżka z postojem na własnoręcznie upieczone ciasto, wspólna przebieżka, szaleństwo na basenie ze zjeżdżalniami, gotowanie ulubionej potrawy... Pomysły można by mnożyć.
  • Ważne, by prezent był trafiony i akuratny dla konkretnej osoby. Zadajmy sobie trochę trudu by ją poznać. Obserwujmy, podpytujmy i słuchajmy. Zapiszmy w kalendarzu, gdy wspomni o tym, że chciałaby coś zrobić lub mieć, ale nie ma czasu lub jej na to nie stać. Pamiętajmy, że ludzie się zmieniają, zmieniają się ich życiowe priorytety i potrzeby. To, że ktoś kiedyś przez kilkanaście lat chodził w wielkich kolczykach, nie znaczy, że dalej to robi lub, że nie ma ich już wystarczająco dużo. Zapytajmy więc ją lub bliskich jej osób, jak lubi spędzać czas i czy czegoś przypadkiem ostatnio jej nie brakuje. 
  • Gdy usłyszymy od solenizanta lub jubilata, że w sumie niczego nie potrzebuje - zaakceptujmy to i nie wciskajmy komuś prezentu na siłę! Wymyślmy inny, niematerialny sposób by okazać mu swoje uczucie.
  • Przyłóżmy się do prezentu najlepiej jak potrafimy i dawajmy od serca. Poświęćmy ukochanej osobie cały dzień, zróbmy coś własnoręcznie, może nawet wydajmy więcej pieniędzy niż wydaje nam się, że powinniśmy (minimalistyczne myślenie na co dzień pozwala zaoszczędzić wiele na szczególne okazje). 
  • Jeśli decydujemy się na prezent uniwersalny typu słodycze, alkohol lub kwiaty zastanówmy się czy będzie to rzecz, która obdarowanemu nie zaszkodzi. Wino upiększające celebrację urodzin to wspaniały prezent, ale to samo wino podarowane osobie chorej, abstynentowi lub alkoholikowi będzie już bardzo nie na miejscu. Na świecie jest też niestety wiele osób chorujących na cukrzycę lub uczulonych na pyłki kwiatów. 
  • Liczmy się z tym, że prezent może okazać się nietrafiony lub po prostu się nie podobać. Nie podpytujmy - "Masz? Używasz? Podoba się? Co zrobiłaś z..." Pamiętajmy, że prezent robimy komuś, a nie sobie. Dajmy mu wolną rękę, pozwólmy się cieszyć i dzielić radością z jego otrzymania, albo nie.
  • Prezenty dla dzieci konsultujmy z ich rodzicami. Może się okazać, że dom pełen maluchów pęka w szwach od książeczek, klocków, pluszaków, lalek, plastikowych autek i słodkich ubranek, a kolejna zabawka lub ciuch będzie gorszy niż ich brak. Zamiast coś kupować zaproponujmy pomoc w posprzątaniu przed rodzinnym przyjęciem albo po nim, przygotujmy tort, zabierzmy dziecko na spacer lub do kina albo przyjdźmy się z nim pobawić.
Włóczkowe skarpetki, mydełko, słoik ciastek, domowy dżem - wszystko to możemy zrobić samodzielnie!



Poniżej chciałam opisać przykładowe prezenty, które dostałam już jakiś czas temu, a które cieszą mnie do dziś! Niezwykle skromne, a jednak wyjątkowe...

Hummus. Tuż przed przeprowadzką zaprosiliśmy znajomych na małą nasiadówkę. Kolega przyszedł prawie godzinę później i chcąc się wytłumaczyć pokazał nam dwa słoiki - w jednym był jeszcze ciepły, własnoręcznie zrobiony hummus, w drugim pokrojona świeża pietruszka. Pomijając fakt, że hummus był pyszny, to radość z jaką nam go przekazywał, opowieść o tym jak pędził po pracy do domu by zrobić tę przekąskę, szczerość i dobre chęci tak mnie wzruszyły, że zapamiętam ten prezent już chyba zawsze! Nie dość, że było to najwyższej jakości wegańskie jedzenie, to jeszcze w ekologicznym i wielorazowym opakowaniu - poczułam, że ktoś zrobił ten prezent specjalnie dla mnie!

Własnoręcznie robione prezenty na święta. W mojej rodzinie jest tradycja wieloosobowej wieczerzy wigilijnej. Dawniej prezenty dawał prawie każdy każdemu i była to integralna część tego świątecznego spotkania. Przy szesnastoosobowej grupie podarki nie mieściły się pod choinką, co tu dużo pisać - zajmowały pół pokoju! Widząc ich przytłaczający przesyt i często nieakuratność, mój mąż (urodzony minimalista) zaproponował, żeby z nich całkowicie zrezygnować. Spotkało się to z wielkim oporem. Jednak już w kolejnym roku pojawił się pomysł, żeby zrobić prezenty samodzielnie. Okazało się, że w rodzinie drzemie masa ukrytych talentów. Każdy umie stworzyć coś innego. Może nie były to prezenty osobiste, ale te drobne, własnoręcznie robione upominki okazały się dużo bardziej trafione niż kupne głupotki. Włóczkowe skarpetki, domowe dżemy, piękne słoiki z własnoręcznie przyrządzonym cukrem waniliowym lub koncentratem bulionu, herbaty z różnych ziół mieszane przez kilkuletnią siostrzenicę, naturalne ozdoby na choinkę z wosku pszczelego, goździków i pomarańczy, pierniczki... Takie podarki nadały naszym świętom wyjątkowości i magii. 

2 komentarze:

  1. Prezenty to najtrudniejszy minimalistyczny temat, bo to co nam wydaje się atrakcyjne nie koniecznie dla innych takie jest. Ponieważ moi rodzice mają już praktycznie wszystko, to często w prezencie dostają bilety do teatru muzycznego, takie bilety na ogół są drogie i nie zawsze wystarczyłoby pieniędzy by z taką częstotliwością chodzić na spektakle. A tak mają coś co nie zagraca ich przestrzeni a wzbogaca ich duchowo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie!
      Ja też uwielbiam dawać bilety na spektakl, koncert lub inne wydarzenie kulturalne... Ale tu też muszę pamiętać, że to, co podoba się mi, niekoniecznie zachwyci obdarowanego. Ja wolę filharmonię, on może marzyć o koncercie rockowym... By dać naprawdę trafiony prezent, trzeba być, słuchać, obserwować i starać się wczuć w potrzeby drugiego, a dodatkowo liczyć się z tym, że możemy nie trafić i wtedy pogodzić się z takim faktem.

      Usuń