czwartek, 9 marca 2017

Recenzja książki "Saga Puszczy Białowieskiej" Simony Kossak.

Na stronie wydawnictwa Marginesy, w opisie książki znajdujemy taki tekst:
Simona Kossak znała Puszczę od podszewki, w końcu mieszkała w niej 30 lat. Wiedziała o niej niemal wszystko, kochała ją i broniła za wszelką cenę. Piętnowała ludzką głupotę i pazerność, protestowała przeciw bezsensowemu wycinaniu drzew i niszczeniu tego unikatu na skalę światową. Była wojowniczką znaną z bezkompromisowości. 
Ale nie tylko. Była też czułą mamką wielu dzikich zwierząt i odchowała ich niemało: łosie, lisy, sarny, borsuki, dziki, kruka, bociany, żeby wymienić tylko kilka gatunków. Starała się przywrócić je naturze, puszczy. 
Tylko ona mogła napisać Sagę Puszczy Białowieskiej, opowiedzieć jej historię od czasów prehistorycznych po wydarzenia najnowsze. Ludzie schodzą w tej opowieści na dalszy plan, króluje za to przyroda – piękna, fascynująca i zagrożona. To nie tylko zapis wspaniałości natury, ale także wołanie o opamiętanie, póki jeszcze nie wszystko stracone.



Autorka zaprasza czytelnika do podróży w czasie. Dowiadujemy się, jak wyglądała puszcza, gdy żyły w niej mamuty i renifery.
Wsparta o nagie zbocza Karpat, sięgająca Bałtyku, pulsująca rzekami i strumieniami, oczami jezior spogląda w gwiazdy. W północno-wschodniej części Europy, na rozległej równinie wyniesionej sto siedemdziesiąt metrów nad poziomem morza, zamknięte w objęciach dwóch rzek bije jej serce, jeszcze bezimienne. Miną wieki nim usłyszy swe imię - Puszcza Białowieska.
Kolejne rozdziały wiodą nas od prehistorii do czasów współczesnych. Czytamy o gatunkach roślin i zwierząt, które znikły z niej zupełnie (na przykład tury i rosomaki). Dowiadujemy się czym różni się puszcza od lasów gospodarczych i użytkowych i zadajemy sobie pytanie czy las naturalny jeszcze w ogóle na świecie istnieje...
Las naturalny: ekosystem leśny powstały spontanicznie, siłami natury, w którym układy przyrodnicze, mimo pewnego piętna wyciśniętego przez człowieka, funkcjonują podobnie jak w lesie pierwotnym, nietkniętym ręką ludzką. Zarówno las pierwotny, jak i naturalny wymykają się wszelkim kwalifikacjom przydatnym w lasach sadzonych i hodowanych sztucznie przez człowieka. Dla ekosystemu puszczy nie ma najmniejszego znaczenia "wartość techniczna drewna", czy "przyrost przeciętny drzewostanów na pniu". Kategorie klas wieku znakomicie opisują posadzony w jednym czasie las gospodarczy, a całkowicie zawodzą w przypadku lasu naturalnego w Puszczy Białowieskiej. Puszcza ma bowiem w istocie imponujący wiek 6-8 tysięcy lat, choć poszczególne jej elementy są młodsze. Obok siebie żyją w niej organizmy o różnej fizjologicznej długości życia: od jednodniowej po kilkusetletnią. Puszcza w każdym momencie jest młoda, dojrzała i stara. Dlatego nawet kategoria "starodrzew" nie opisuje biologicznej rzeczywistości tutejszych lasów, a tylko powierzchniowe wrażenie wywarte na obserwatorze przez licznie w niej występujące wiekowe drzewa. Na pierwszy rzut oka bowiem nie zauważa się, że w bliskim sąsiedztwie olbrzymiej sosny i dziuplastej lipy, wokół porośniętego kożuchem mchów dębu, który padł w wieku pięciuset lat, zieleni się wielokrotnie liczniejszy gąszcz młodzieży i siewek. Nieporównywalne z lasem hodowlanym jest też puszczańskie bogactwo istot żywych (i żadna z nich nie jest chwastem, szkodnikiem leśnym czy patogenem). 
Wymiana pokoleń milionów istnień następuje w sposób niezauważalny dla całości organizmu. - Puszczy Białowieskiej (podobnie jak stopniowa wymiana komórek w ciele człowieka). Nie ma też większego znaczenia długość życia poszczególnych osobników: jeden dąb może przez pięć wieków obradzać żołędziami, inny zamrze jako stuletni młodzian. Jedna kępa świerków dożyje późnej starości, druga zginie opanowana przez korniki. Jeden jeleń w sędziwym wieku nasadzi "uwstecznione" poroże, inny w dzieciństwie zostanie pożarty przez rysia. Rownież zmieniające sie proporcje w udziałach różnych elementów roślinnych, a co za tym idzie i zwierzęcych (tak zwana sukcesja), są w lesie naturalnym zjawiskiem całkowicie normalnym: jest to reakcja skomplikowanego ekosystemu na zmieniające się warunki klimatyczne i sytuacyjne. Dzięki temu w stanie dynamicznej równowagi trwa przez tysiąclecia.
Podstawowym błędem popełnianym przez leśników praktyków jest patrzenie na puszczę - żyjący relikt minionych dawno czasów - poprzez pryzmat lasu - zgromadzenia drzew posadzonych w rzędach, hodowanych i pielęgnowanych w celu zebrania w optymalnym momencie plonu: wysokowartościowego surowca drzewnego. Oczywiście puszcza oceniana z tego punktu widzenia robi na pragmatycznych hodowcach i użytkownikach drzew wrażenie nieuporządkowanej, przegęszczonej trupiarni z tysiącami marniejących dziuplastych i zahubionych przestojów, ma niewłaściwy pod względem surowca skład gatunkowy i wiekowy drzew, obfitość chwastów i szkodników leśnych oraz niedobór samosiewów niektórych cennych dla gospodarki gatunków lasotwórczych, na przykład sosny.
Nie mogę się jednak zgodzić, że "ludzie schodzą w tej opowieści na dalszy plan". Niestety nie. Poznajemy historię polowań i wycinek, hodowania dzikich zwierząt by potem zabijać je dla zabawy lub na dekoracyjną odzież. Uświadamiamy sobie okrucieństwo i bezwzględność człowieka, który przez wieki ujarzmiał naturę. Po lekturze Sagi - wilk, gryzoń, kornik, szarańcza oraz inne plagi i zarazy nazywane "szkodnikami" nie przerażają już tak bardzo - to homo sapiens staje się najniebezpieczniejszym i najszkodliwszym stworzeniem na ziemi, a przy tym najbardziej zarozumiałym. 
Na początku lat dziewięćdziesiątych wstrząśnięta szybkością i rozmiarem wycinania białowieskich starodrzewów opublikowałam esej Śmierć Puszczy. Gdziekolwiek spojrzeć, powiększały się otwarte przestrzenie upraw mających  w dalekiej przyszłości wyrosnąć w las gospodarczy, ze starodrzewów wybierane były masowo dorodne, zdrowe dęby i świerki, sosny i jesiony, ciężki sprzęt dewastował dno lasu. Wywożenie tysięcy pni z lasu naturalnego, sadzenie w rzędach sztucznie wyhodowanych sadzonek (najczęściej sosny), by je po uprawie określonego czasu wywieźć w postaci drewna - to nieuchronna śmierć puszczy. Żyje ona bowiem tak długo, dopóki wyrasta z prochów poprzednich pokoleń, a cykle narodzin i naturalnej śmierci trwają nieprzerwanie tysiące lat. Dziś w Europie jest tylko jedno takie miejsce: osłabione, oszpecone, ale jeszcze z wciąż zachowaną siłą do samoodradzania się po zniszczeniach. Jest nim Puszcza Białowieska. 

Poza tym, że książka daje do myślenia, jest też ucztą dla oka. Stare ryciny i piękne zdjęcia pozwalają się rozmarzyć i jakby przenieść na łono przyrody...



Ta pozycja zmęczyła mnie, a jej lektura zajęła mi ponad dwa miesiące. Robiłam sobie przerwy, czasami zastanawiałam się, czy w ogóle skończę ją czytać. Ilość informacji i niewygodnych, trudnych do zaakceptowania faktów przytłaczała. Po raz kolejny uświadomiłam sobie jak bardzo brakuje człowiekowi umiaru i pokory, jak jesteśmy krótkowzroczni i egoistyczni oraz jak racjonalnie i perfekcyjnie potrafimy wytłumaczyć naszą chciwość.

Mimo, że do łatwych nie należy, książkę polecam wszystkim. Tym, którzy przyrodę kochają i chcą jej bronić i tym, którzy uważają, że człowiek ma prawo nią zarządzać i wykorzystywać ją do granic możliwości. Myślę, że Saga powinna być lekturą obowiązkową na lekcjach biologii i na studiach leśniczych.

2 komentarze:

  1. Właśnie dziś jadę po swój egzemplarz i już nie mogę się doczekać kiedy cały dom ucichnie żeby przeczytać to arcydzieło ! Piękna recenzja !

    OdpowiedzUsuń