Ta pasta do chleba najczęściej gości na naszym stole. Nazywamy ją w domu hummusem, choć poza ciecierzycą nie ma z nim wiele wspólnego. Jest prosta w przygotowaniu o każdej porze roku, tania i bardzo smaczna.
piątek, 11 marca 2016
czwartek, 10 marca 2016
Obłędnie różowy tonik do twarzy z octem jabłkowym, płatkami dzikiej róży, lawendą i rozmarynem.
Jakiś czas temu obiecałam sobie, przyrządzę domowy tonik na bazie octu jabłkowego. Bo wnikliwej lekturze rozdziału dotyczącego toników z książki "Ziołowy zakątek. Kosmetyki, które zrobisz w domu", przejrzeniu półeczki z ziołami i suszami, postanowiłam połączyć dwa przepisy w jeden - były to tonik różany i Woda Królowej Węgier. O królewskim specyfiku Klaudyna Hebda pisze tak:
"Woda Królowej Węgier to jeden z najsłynniejszych kosmetyków dawnej Europy, któremu przypisywano niemal magiczne właściwości odmładzające. Jej nazwa pochodzi od węgierskiej królowej Elżbiety Łokietkówny (córki Władysława Łokietka), która, jeśli wierzyć kronikarzom, w wieku 60 lat promieniała urodą czterdziestolatki. Wyobraźcie sobie, ile to musiało znaczyć w XIV wieku!"
Co wyszło z mojego eksperymentu? Obłędnie różowy płyn o delikatnym zapachu jabłka, róży, rozmarynu i lawendy!
wtorek, 8 marca 2016
Kotlet a'la mielony, ziemniaki z koperkiem, buraczki i szpinak, czyli obiad z resztek.
Pół szklanki ugotowanej kaszy, jedna nadwiędnięta marchewka i równie nieświeży mały seler, cztery ziemniaki, resztka przyprawy do pizzy, smarowidło do chleba sprzed kilku dni, napoczęta paczka mrożonego szpinaku... i szybka decyzja - będzie tradycyjnie i kolorowo!
Nie lubię gdy mam za wiele otwartych lub napoczętych rzeczy, ale nie cierpię też jeść przez kilka dni z rzędu tej samej, regularnie odgrzewanej potrawy, dlatego często wykańczam otwarte rzeczy i przerabiam pozostałości z wcześniejszego kucharzenia. O nie marnowaniu napisałam już kiedyś osobny artykuł (KLIK). Dziś przykład jak to robię w praktyce.
Minimalistyczne prezenty.
Jestem osobą, która często coś od innych dostaje i zazwyczaj są to prezenty trafione. Nie smuci mnie też zupełnie brak prezentów, choć sama uwielbiam je dawać. Muszę jednak przyznać, że robię to rzadko, nie każdemu, nie z każdej okazji i tylko wtedy, gdy wiem co by to mogło być.
Czytając artykuły na temat minimalizmu i komentarze pod nimi niejednokrotnie spotkałam się ze stwierdzeniami typu:
![]() |
| Samodzielnie zrobiony, praktyczny i ekologicznie zapakowany prezent, to mój ulubiony sposób na obdarowywanie bliskich. |
Czytając artykuły na temat minimalizmu i komentarze pod nimi niejednokrotnie spotkałam się ze stwierdzeniami typu:
"Jako dziecko uwielbiałam prezenty, ale teraz czuję, że są niepotrzebne."
"Chcę żyć minimalistycznie, ale co jakiś czas dostaję coś kiczowatego, niepotrzebnego, niepraktycznego. Nie można wyrzucić, żeby kogoś nie urazić."
"Często dostaję rzeczy, których nie jem lub nie używam."
Powiem szczerze, że powyższe cytaty dały mi to trochę do myślenia i zaczęłam się zastanawiać skąd bierze się ten, nierzadki w dzisiejszych czasach problem. Dlaczego nie potrafimy kogoś obdarować rzeczą, z której się ucieszy i która mu się naprawdę przyda? Czyż dawanie i otrzymywanie prezentów to nie powinna być sama radość?
poniedziałek, 7 marca 2016
Wegańskie masełko czosnkowe.
Przeciwnicy wegańskiego jedzenia stwierdzą z pewnością, że nie ma to dużo wspólnego z masłem. Jak dla mnie jednak przypomina go zarówno kolorem i konsystencją, jak i smakiem. Na pajdzie pełnoziarnistego chleba i pod pomidorem smakuje wybornie! Skład ma bardzo zdrowy i pod względem wartości odżywczych bije na głowę niejedno kupne smarowidło do chleba. A zatem do dzieła!
Soki z brzozy i klona - pierwsze eksperymenty!
Po lekturze "Dzikiej kuchni" Łukasza Łuczaja i bloga "Ziołowy Zakątek" Klaudyny Hebdy oraz zafascynowaniu zbieractwem darów natury nie mogliśmy się doczekać marca, kiedy ruszają soki brzóz i klonów. Od kilku tygodni podczas spacerów wypatrywaliśmy tych drzew, porównywaliśmy ich wielkość i patrzyliśmy wnikliwie które rosną tak, że po nacięciu sok będzie kapał prosto do garnka...
![]() |
| Kapie! |
piątek, 4 marca 2016
Wegański bigos.
Zostało mi trochę świeżej kapusty po zrobieniu gołąbków. Zastanawiałam się chwilę co z nią zrobić, a ponieważ mam ostatnio smaka na potrawy tradycyjne, wybór był prosty - BIGOS w wersji wege!
Bigos najlepiej dusić na małym ogniu, podgrzewając go po trochu przez co najmniej 6 godzin, rozłożone na 3 dni - im dłużej i wolniej, tym lepiej. Kapusta powinna mieć czas przesiąknąć aromatem grzybów, suszonych śliwek i przypraw. Możemy na przykład jednego dnia udusić kapustę z przyprawami, drugiego dodać soczewicę, a trzeciego i przez następne podgrzewać go i jeść.
czwartek, 3 marca 2016
Khićri, sabzi i papadam, czyli kuchnia indyjska po raz kolejny.
Dziś chciałam zaprezentować kolejne dwie indyjskie potrawy. Nie wyglądają zbyt pięknie i pewnie dlatego nie są tak znane jak samosy, dal, palak, alu matar czy ćana masala. Khićri i sabzi to potrawy jedzone w domu i ciężko dostać je w restauracji. Moim zdaniem są warte nie mniejszej uwagi.
Khićri, które ja poznałam, to proste danie jednogarnkowe - lekko rozgotowany, klejący ryż z czerwoną soczewicą, marchewką i przyprawami. Co ciekawe, słowo khićri oznacza też miksturę lub misz-masz. Te znaczenia sugerują, że w zależności od regionu lub domowych tradycji możemy tam znaleźć wiele różnych składników. Potrawa lekkostrawna lecz sycąca, podawana jest w chorobie, stanach osłabienia, złego samopoczucia, bólu brzucha i podczas upałów. Ponoć to pierwszy stały pokarm, którym karmi się indyjskie dzieci. Nazwa tej potrawy występuje w języku hindi w wielu związkach frazeologicznych, nabierając bardzo ciekawych znaczeń. By oddać ich wyjątkowość, postanowiłam przetłumaczyć je dosłownie - włosy khićri to włosy, które zaczynają łysieć; język khićri to język potoczny; pomieszanie różnych dialektów; robić khićri to robić bałagan, wprowadzać zamęt; gotować khićri to spiskować; przygotowywać khićri z półtorej miary ryżu to robić coś po swojemu, inaczej niż wszyscy.
Khićri, które ja poznałam, to proste danie jednogarnkowe - lekko rozgotowany, klejący ryż z czerwoną soczewicą, marchewką i przyprawami. Co ciekawe, słowo khićri oznacza też miksturę lub misz-masz. Te znaczenia sugerują, że w zależności od regionu lub domowych tradycji możemy tam znaleźć wiele różnych składników. Potrawa lekkostrawna lecz sycąca, podawana jest w chorobie, stanach osłabienia, złego samopoczucia, bólu brzucha i podczas upałów. Ponoć to pierwszy stały pokarm, którym karmi się indyjskie dzieci. Nazwa tej potrawy występuje w języku hindi w wielu związkach frazeologicznych, nabierając bardzo ciekawych znaczeń. By oddać ich wyjątkowość, postanowiłam przetłumaczyć je dosłownie - włosy khićri to włosy, które zaczynają łysieć; język khićri to język potoczny; pomieszanie różnych dialektów; robić khićri to robić bałagan, wprowadzać zamęt; gotować khićri to spiskować; przygotowywać khićri z półtorej miary ryżu to robić coś po swojemu, inaczej niż wszyscy.
Sabzi to znaczy warzywa. Jako potrawa przypomina według mnie warzywne leczo. W jego skład wchodzą kabaczki lub cukinie, pomidory, fasolka szparagowa i wszystkie te jarzyny, które akurat znajdziemy w domu!
Jako dodatek-zagryzkę polecam papadam, czyli prażynki z ciecierzycowej mąki.
wtorek, 1 marca 2016
Wegańskie gołąbki w sosie pomidorowym.
Gołąbki to potrawa, która chodziła za mną od dłuższego czasu. Kapuścianych kopert w farszem nie jadłam już chyba z 8 lat! Raz nawet próbowałam je zrobić, ale nie wiedziałam, że przed zdjęciem liści z kapusty trzeba ją najpierw sparzyć i moje próby okazały się totalną porażką. Kilka dni temu zrobiłam na obiad faszerowane papryki i mąż przypomniał mi o swojej miłości do gołąbków, które robiła jego babcia. Dziś stawiłam więc czoła wyzwaniu - chyba się udało (tzn. mi smakują, a co powie mąż to zobaczymy wieczorem) i chodzę po domu uśmiechnięta od ucha do ucha! Za wszystkie porady dziękuję najlepszej kucharce jaką znam, czyli mojej mamie!
Mamałyga!
Mamałyga kojarzy mi się z dzieciństwem, bo kiedy byłam mała mama zajadała się tym cudem na śniadanie. Jeszcze do wczoraj myślałam, że ta nazwa to nasz domowy język... Jakież było moje zdziwienie, gdy znalazłam mamałygę na Wikipedii! Okazuje się, że mamałyga to rumuńska potrawa narodowa, w Polsce znana i jedzona głównie w Małopolsce Wschodniej. Dawniej stanowiła pokarm biedoty. Na śniadanie i kolację była głównym daniem, a na obiad traktowano ją jako dodatek. Mamałyga ugotowana na sztywno była wałówką na drogę lub pokarmem dla drwali.
Ja zajadam się kaszką ugotowaną na wodzie, podaną z cukrem, cynamonem, olejem kokosowym i suszonymi śliwkami na śniadanie! Takie danie doskonale syci i rozgrzewa o poranku. Choć nie prezentuje się pięknie (w końcu to mamałyga), to smakuje wybornie!
Subskrybuj:
Posty (Atom)








