niedziela, 21 lutego 2016

Przygoda z minimalizmem.

Dążenie do minimalizmu to moja próba prostego życia oraz bronienia się przed światem konsumpcji. Mimo, że nierzadko jeszcze odczuwam nadmiar, to posiadanie małej ilości rzeczy i zobowiązań, zużywanie i niekonieczne zastępowanie nowymi, korzystanie z tego co mam najlepiej jak potrafię, pozwala się skupić na tym co ważne i wartościowe, żyć świadomie, nie gromadzić i nie przywiązywać się świata materialnego. 

Ciężko o definicję minimalizmu, która by jasno określała granice, co jeszcze nim jest, a co już nie. Czy posiadając 7 rowerów można w ogóle twierdzić, że dąży się do minimalizmu? Każdy jest inny, każdy ma inną pracę lub pasje i w związku z tym otacza się innymi rzeczami i inaczej spędza czas. Dlatego opiszę czym jest dla mnie minimalizm, jakimi zasadami się kieruję i co mi to daje.



Sprawdzonym sposobem na radzenie sobie z atakiem konsumpcjonizmu w mieście była ucieczka do lasu.
Na zdjęciu Puszcza Niepołomicka w styczniu 2015.



Jak to jest z tym wyrzucaniem i niekupowaniem niczego?
Nie lubię wyrzucać i denerwuję się bardzo, gdy minimalizm kojarzony jest tylko z pozbywaniem się rzeczy. Moim zdaniem jest to raczej niegromadzenie i nieskupianie się na potrzebach materialnych. Zamiast wyrzucać staram się nie kupować. Do sklepu chodzę rzadko, zawsze z listą i bardzo dbam o to, żeby nie kupować rzeczy, które nie zostały na niej zawarte. Nie oglądam się na promocje, wielkie opakowania i gratisy. Kupuję tylko tyle, ile zaznaczyłam na liście. Gdy czegoś nie ma, nie biegam po 10 sklepach, po prostu tego nie kupuję i czekam - może będzie za tydzień, albo dwa. Sklepy inne niż spożywczy, odwiedzam bardzo rzadko i tak samo - tylko z listą!

Na bakier z elektroniką.
Jako dziecko zazdrościłam moim rówieśnikom telewizorów, zabawek typu tamagochi i komórek. Dziś doceniam decyzje moich rodziców i być może właśnie dzięki nim nie lubię elektronicznych urządzeń i bycia online cały czas. W domu nie mamy telewizora i o zgrozo razem z mężem posiadamy tylko jeden telefon komórkowy - starą i niezawodną, poczciwą nokię. Mimo, że od kilku lat dość intensywnie uprawiam kolarstwo górskie na żadnym z moich rowerów nie ma licznika i choć czasami biję się z myślą, żeby w końcu jakiś zamocować, to jednak z tego rezygnuję. Dlaczego? Powodów jest kilka:
  • Elektronika kosztuje i relatywnie często się psuje. Często zawodzi nas wtedy, gdy najbardziej jej potrzebujemy. 
  • Elektronika się nudzi, wychodzi z mody, pojawia w nowszej/ulepszonej wersji. Zawsze możemy mieć coś lepszego.
  • Elektronika to najbardziej toksyczny śmieć, który możemy podarować naszemu światu.
Jak radzę sobie bez elektroniki? Prawdę mówiąc, przeraża mnie myśl, że miałabym mieć w domu coś więcej niż komputer, aparat, telefon, blender i depilator. Już teraz gubię się w ilości kabli, ładowarek itp. Uprawiając sport wsłuchuję się w swój oddech, a jeśli zżera mnie ciekawość ile kilometrów pokonałam i w jakim czasie używam zegarka i map dostępnych w Internecie.

Zaczytana
Jedną z moich słabości jest pożeranie książek (od początku roku przeczytałam już 13 grubych cegieł). Kiedyś chciałam mieć je wszystkie na półce. Dziś książek nie kupuję prawie wcale. Regularnie odwiedzam bibliotekę lub podpytuję znajomych i pożyczam od nich. Chętnie też pożyczam książki innym. Te, które nieczytane zalegają na półkach, oddaję po jakimś czasie do biblioteki.

W kuchni
Trudno nazwać minimalistą kogoś, kto dużo gotuje i lubi to pięknie podać. Staram się jednak nie marnować żadnego jedzenia i nigdy nie gotować więcej niż potrzeba (pisałam o tym kiedyś w tym poście). Minimalizm w kuchni to dla mnie także weganizm.

Trzy półki
Wielu ludziom, zwłaszcza kobietom, minimalizm kojarzy się z pustą szafą i jest to dla nich niewyobrażalnie smutna wizja. Moim zdaniem, jest to raczej mniejsza szafa, dzięki której w pokoju mamy więcej miejsca by na przykład rozłożyć matę i poćwiczyć jogę. Sama mieszczę swoje ubrania na trzech półkach. Wbrew wielu minimalistycznym poradom staram się nie wyrzucać starych ubrań, a raczej je naprawiać, ubierać na spacer, bieg lub rower albo wykorzystać przy okazji pracy w ogrodzie, porządków i remontów. Zupełnie znoszone ciuchy to doskonała szmata do podłogi! Zdaję sobie jednak sprawę, że prowadzę specyficzne życie i nie muszę chodzić elegancko ubrana na co dzień. 

W łazience
Mimo, że kocham kosmetyki, staram się mieć tylko jeden otwarty kosmetyk każdego rodzaju, a od jakiegoś czasu robię je sama. Dzięki temu wpisują się w moje potrzeby, pachną tak jak sobie wymyślę i zajmują tylko pół łazienkowej półeczki.

Minimalistka w Beskidzie
Przed przeprowadzką w góry mieszkaliśmy w wynajmowanym mieszkaniu, które składało się z pokoju i kuchnio-łazienki. Mały metraż naszego domu sprzyjał minimalizmowi. Było jednak sporo miejskich pokus. Billboardy, które z każdej strony prezentowały swe wdzięki, wystawy sklepowe oraz częste rozmowy o tym co kto sobie kupił lub co chciałby mieć, nie sprzyjają minimalizmowi. W Beskidzie jesteśmy prawie całkowicie pozbawieni tego typu atrakcji. Nie ma tu billboardów. Sklepy, które znajdują się w promieniu 10 km możemy policzyć na palcach jednej ręki. A rozmowy ze znajomymi dotyczą zazwyczaj potrzeb innych niż materialne. Rzeka, której przekroczenie (nawet bez obciążenia) jest nierzadko kłopotliwe, bardzo szybko weryfikuje, które potrzeby są wydumane, a które rzeczy realnie potrzebne, wymarzone i wyczekane.

Co daje takie życie?
Moim zdaniem dążenie do minimalizmu daje wiele wolności. Pozwala odciąć się od potrzeb materialnych, żyć świadomiej i radośniej oraz poświęcić czas i myśli na przeżycia, o których zawsze marzyliśmy.


Spacer to mój najlepszy sposób na zebranie myśli, kontemplację przyrody i wspaniałe rozmowy...
Autorką tej fotografii jest Magda Szopa. 

Wkrótce postaram się napisać coś o więcej minimalizmie i jego związku z ekologią, o minimalistycznych prezentach oraz zamieścić kilka recenzji książek o minimalizmie. Jeśli ciekawi Was ten temat to śledźcie bloga uważnie! 

A może wśród Czytelników są jacyś minimaliści, którzy chcieliby podzielić się swoją historią?

9 komentarzy:

  1. Witaj :-)
    Podzielam Twój pogląd - też nie lubię jak minimalizm jest kojarzony z bezmyślnym wyrzucaniem rzeczy ( pół biedy , gdy odsprzedamy lub podarujemy komuś ) .
    moja szafa to też 3 półki ! W niewielkiej komodzie , z czego jedną zajmują wyłącznie rzeczy do biegania . Nie lubię mieć dużo niczego , czy ciuchów czy kosmetyków ( tu tylko pomadka kredka do oczu olej kokosowy pasta do zębów Himalaya i mydło i szampon ) . Zbyt dużo rzeczy drażni mnie .
    Mieszkamy w 24-metrowej kawalerce :-) Z elektroniką jest tak , że jak już kupujemy potrzebną to dobrej jakości by wystarczyła jedna rzecz na długie lata . Blender , laptopy i aparat do pracy ,tv .
    Torebki mam dwie , kurtkę jedną zimową drugą wiosenną . 1 szuflada w której mieszczę całą bieliznę ze skarpetkami i strojem kąpielowym włącznie.

    Jeść też lubię , od tygodnia realizuję projekt 30 zł dziennie na dwie osoby na jedzenie .

    Książki mam w domu tylko dwie . Jedną b ważną Louise Hay która wiele razy wyciągnęła mnie z dołka i choć od dawna mi niepotrzebna mam z sentymentu , druga to Kuchnia Kryszny ciągle zamierzam coś z niej przyrządzić . książki kiedyś kupowane odsprzedałam , czytam bardzo dużo ale tylko wypożyczone w bibliotece ( moja jest cudowna bo można rezerwować i ma dużo nowości ) .
    A i jeszcze długopisy sztuk dwie jeden domowy drugi w torebce.

    Pozdrawiam ciepło :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inspirujące!
      U mnie rzeczy mimo wszystko trochę więcej. :(

      Usuń
    2. Vegejustyna o której książce Louise Hay mówisz? :)

      Usuń
    3. " Możesz uzdrowić swoje życie " - polecam :-)

      Usuń
  2. Dorota zazdroszczę i też często uciekam od pewnych rzeczy do takiego spokoju zaczęłam doceniać inne rzeczy i cieszę się z Tobą :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj. Zacznę od tego, że bardzo ale to bardzo zazdroszczę ci tego jak prowadzisz swoje życie. To gdzie mieszkasz, jak prowadzisz dom itp. Jak czytam twoje wpisy to niejednokrotnie myślę: jaka ona do mnie podobna... A jednak nie tak sama,.... bo mi brakuje odwagi. Odwagi by spełnić marzenia o swoim życiu, takim jakie chciałabym by było. I tak tkwię w tej mojej rzeczywistości, często niezrozumiana i pozostawiona ze swoimi przekonaniami i wartościami. A uwierz mi tu gdzie mieszkam nie jest łatwo.
    A dziś rano moja córka wyjęła z szuflady mapę Bieszczad.Patrzy i mówi a gdzie my mieszkamy? Mówię jej, że nie zobaczy na tej mapie naszej miejscowości ale za to może wybrać sobie na niej miejsce w którym chciałaby zamieszkać. Potem pomyślałam sama bym chciała tak wybrać sobie tam miejsce i jeszcze mieć tyle odwagi by tam się przeprowadzić.

    OdpowiedzUsuń